Reklama

18 twarzy Kosty. Historia Runjaica w Pogoni

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

22 października 2022, 11:14 • 17 min czytania 16 komentarzy

1697 dni – tyle czasu prowadził Pogoń Szczecin obecny trener Legii Warszawa Kosta Runjaic. Nieco ponad cztery i pół roku. W tym okresie poprowadził Portowców do dwóch brązowych medali i dał się poznać z każdej możliwej strony. Oto wszystkie twarze, które niemiecki szkoleniowiec pokazał w trakcie pracy na Pomorzu Zachodnim.

18 twarzy Kosty. Historia Runjaica w Pogoni

Kosta Runjaic w Pogoni Szczecin

Kosta ludzki

Grudzień 2017. Latem liczono w Szczecinie na zaszczepienie DNA zwycięstwa, ale po kompletnie nieudanej kadencji Macieja Skorży było szorowanie ligowego dna. Ostatnie miejsce, 10 punktów, z czego jeden zdobyty w trzech meczach za Runjaica. Słabizna. Kolejny przeciwnik – Zagłębie Lubin.

Tyle że dzień przed rywalizacją z Miedziowymi zaplanowano jubileuszowy koncert stowarzyszenia „Słowiki 60 im. Jana Szyrockiego”. 10 lat minęło jak jeden dzień, o czym zespołowi opowiadał klubowy lekarz Mariusz Pietrzak i zaprosił na występ. Pierwsza myśl – no gdzie, nie w takich okolicznościach. Ale druga – jeśli jakiś trener miałby na to przystać, to właśnie Runjaic. Doktorowi będzie miło, a zawodnicy nie zaczną wolniej biegać czy gorzej podawać od spędzenia chwili na koncercie. A przecież lekarz też jest częścią drużyny.

I faktycznie, niemiecki szkoleniowiec przystał na prośbę piłkarzy i dał zielone światło. W sobotę wieczorem Portowcy stawili się w kościele pw. Świętego Krzyża, posłuchali 20 minut, po czym zapakowali się do autokaru i ruszyli do hotelu na przedmeczowe zgrupowanie. W niedzielę po dobrym spotkaniu pechowo zremisowali z Zagłębiem 3:3, ale dało się zauważyć, że jeszcze Pogoń nie zginęła.

Reklama

Kosta wyrozumiały

Jesień 2017. Ciągle trwał jeden z najgorszych okresów w historii granatowo-bordowych od powrotu do Ekstraklasy w 2012 roku. Zespół jak zwykle noc przed domowym meczem spędzał w jednym ze szczecińskich hoteli. Wieczorem zawodnicy zebrali się na parterze w restauracji, a Runjaic dla rozluźnienia atmosfery pozwolił każdemu na jedno piwo lub lampkę wina, po czym zapytał, gdzie chcieliby usiąść. Łukasz Zwoliński zaproponował, że może lepiej gdzieś dalej od okien wychodzących na ulicę. Są w centrum, zaraz ktoś podejrzy, będzie afera, trzeba będzie się tłumaczyć. Runjaic najpierw się zdziwił, a potem już do końca występów napastnika w Portowcach podczas większości wyjazdów żartował: – Dawajcie dalej od okien, żeby „Zwolak” się dobrze czuł.

Przesłanie było jasne – piłkarz też człowiek, tylko na wszystko jest miejsce i czas oraz trzeba znać umiar. Bo od jednego piwa to nikt nie spadł z ligi.

Kosta lojalny

Mało tego – Runjaic wręcz cieszył się, kiedy drużyna zbierała się na wspólne wyjście. Czasem zachęcał. Bo to umacnia więzi i tworzy nowe, a bez tego nie ma mowy o dobrych wynikach. Ot, choćby w trakcie ostatniego zimowego zgrupowania w Belek dał wolne po jednym ze sparingów i zezwolił na kolację w mieście zorganizowaną przez tłumacza Kamila Grosickiego z czasów gry w Sivassporze. Posiedzieli, pogadali, a skoro było miło, poprosili o dodatkową godzinę i też nie było z tym kłopotu.

Co kluczowe – Runjaic był lojalny wobec grupy i nie udawał, że nic nie wiedział, kiedy piłkarzy widziano gdzieś nocą. Pewnego razu dostali zgodę na zorganizowanie wkupnego, po kilku piwkach naszła ochota na dyskotekę, w której – oczywiście – trafili na kibiców. Tak się składało, że dwa dni później zaplanowano spotkanie szkoleniowca z fanami i jednym z tematów musiało być harcowanie zawodników na mieście. Trener nie kręcił, tylko przyznał bez dyplomacji – piłkarze nic złego nie zrobili, mieli zgodę od niego, więc wszelkie konsekwencje bierze na siebie. Słowem – stanął za swoją decyzją i zespołem.

Kosta zasadniczy

Znowu grudzień 2017. Mimo że między spotkaniami były ledwie trzy dni przerwy, Runjaic zarządził intensywne zajęcia biegowe. Nie ma zmiłuj, trzeba pracować! Więc zawodnicy hasali sprintem między pachołkami ustawionymi na planie koperty. Z trudem łapali oddechy, serce z wysiłkiem pompowało krew, nogi robiły się coraz cięższe. Wreszcie koniec.

Coach, one more? – próbował dowcipkować zmęczony Dariusz Formella. Taka ironia, że może za mało, skoro zaraz kolejne spotkanie.

Reklama

Yes, one more – odparł trener. Ze śmiertelnie poważną miną. On nie żartował. I nie było zmiłuj, Runjaic kazał skrzydłowemu pobiec jeszcze raz.

Po pierwsze, to był początek końca Formelli w Portowcach. Po drugie, wyznaczanie granicy. Pokazanie, w którym miejscu stoi barykada (jak ktoś oglądał „Pitbulla”, wie, o co chodzi). Że jest czas dowcipów i jest czas pracy. Kto tego nie rozumie, nie ma czego szukać w jego drużynie. Krótka piłka. Poza Formellą przekonał się o tym choćby Adam Gyurcso, który po fatalnej zmianie z Zagłębiem na następnym treningu zaraz po „dzień dobry” usłyszał, że w styczniu powinien sobie znaleźć innego pracodawcę. W Pogoni już był niepotrzebny, nic by z tego nie było. Nie u Runjaica.

Kosta wściekły

Sezon 2018/19. Runjaic nie był zadowolony z tego, co widział na boisku i chciał, by wszyscy w zespole to wiedzieli. Wszyscy. Bez wyjątku. Dlatego wrzeszczał tak, że obudziłby głuchego, a na dokładkę uderzył pięścią w stół. Później Radosław Majewski wspominał, że w tamtej chwili był absolutnie przekonany, że szkoleniowiec złamał rękę.

Kilka dni później zapytałem na treningu, czy wie, jakie ma tętno w takich sytuacjach. Odpowiedział z uśmiechem, żebym się nie martwił, ponieważ w Niemczech przy jakiejś okazji mu to mierzyli i nie przekraczało 150 uderzeń na minutę – opowiadał pomocnik.

Potrafi w ten sposób z tobą pojechać, że masz ochotę się popłakać. Albo po prostu zakopać – dodał. 

Od krzyków Runjaica drżały szyby (autentycznie kilku piłkarzy tak to zapamiętało), bo nie należy mylić komunikatywności ze słabością. Kiedy trzeba, niemiecki trener potrafił być stanowczy jak mało kto. Jeśli nie dało się po dobroci, nie było problemu, wstrząsnął drużyną, skoro tego wymagały okoliczności. Umiał odgrywać i dobrego, i złego policjanta. Określoną maskę ubierał w zależności od potrzeb.

Kosta „nieomylny”

Kwiecień 2022. Benedikt Zech dopiero wyleczył uraz, z powodu którego nie grał od lutego. Z Jagiellonią wszedł w 85. minucie, na samą końcówkę, symbolicznie, a za chwilę mecz sezonu – do Szczecina przyjeżdżał Raków Częstochowa. Porażka oznaczałaby dla Pogoni koniec wyścigu o mistrzostwo, jako że miałaby gorszy bezpośredni bilans z dwoma rywalami z podium – i Lechem Poznań, i ekipą spod Jasnej Góry. Nie było przestrzeni do wpadki, dlatego Runjaic zdecydował się sięgnąć po zaufanego obrońcę. We Włoszech powiedzieliby „senatora”.

Tyle że trener uparł się, by 32-letniego stopera wystawić na prawej stronie defensywy. Rozmawiał o tym z Austriakiem i ten uczciwie przyznał, że nie czuje się na siłach, by tam zagrać. Nie po kontuzji i takiej pauzie. Nie w takim spotkaniu. Jasne, występował tam okazjonalnie, ale w innych okolicznościach.

Ale Runjaic pozostał głuchy na odczucia zawodnika, posadził w rezerwie etatowego prawego obrońcę Jakuba Bartkowskiego i rzucił na prawą stronę Zecha. Efekt? Austriak zawiódł, m.in. dał się przedryblować Iviemu Lopezowi przy golu na 2:1 dla przyjezdnych.

– Myślę, że nie musimy za dużo filozofować – odpowiedział zapytany o decyzje personalne po Rakowie. I tyle. To wszystko. Pewnie, jedno można mówić publicznie,  a drugie w czterech ścianach, jednak w tym wypadku szkoleniowiec autentycznie nie uważał, że się pomylił. Po zawodach przed zespołem ostro skrytykował Zecha w szatni, że zawiódł i od jednego z liderów wymagał znacznie więcej.

To widoczna zmiana w zachowaniu Runjaica i znamienne zachowanie w końcowym etapie kariery na Pomorzu Zachodnim. Na starcie kadencji zachwycał otwartością, ale stopniowo zaczynał zachowywać się niczym ktoś nieomylny. On miał zawsze rację. Zawsze, a rozmowy z nim zmieniły się w kaznodziejskie monologi trenera o życiu. Rozmówca miał słuchać i się zgadzać. To wszystko.

Kosta nerwowy

Plotki pozostawiam panu. Pan ma dużo fantazji i może dużo pisać na ten temat. Mogę potwierdzić, że byłem prywatnie z żoną w Warszawie – odpowiedział niezadowolony Runjaic na pytanie dziennikarza Interii, co robił podczas majówki 2022 w stolicy i czy właśnie wyjaśniła się jego przyszłość. Po czym dodał, że niedawno był w szpitalu i o tym jakoś przedstawiciele mediów nie informowali, by po zakończeniu konferencji podejść do dziennikarza Interii i pokazywać ślady po igłach, jako dowód na swoje słowa.

To scenka podsumowująca ostatnie miesiące trenera w Szczecinie i negatywnie wypaczająca obraz całości (bo przecież mowa o człowieku, który poprowadził zespół do dwóch brązowych medali z rzędu). W marcu ogłoszono, że kontrakt szkoleniowca nie będzie przedłużony i tak naprawdę wszyscy wiedzieli, co dalej. Legia Warszawa. Ale Niemcowi cholernie nie podobało się, że ktoś ma czelność go o pytać, skoro sam twierdzi, że jeszcze nie wie, co dalej. Że rzeczywistość nie nagina się do jego oczekiwań. Że miejscowi definitywnie przestali spijać słowa z jego ust. Że świat nie słucha, a przecież powinien!

Końcowemu etapowi kariery Runjaica towarzyszyło mnóstwo nerwów, także ze strony kibiców. Podczas rywalizacji z Legią kiedy trener zachęcał drużynę do wysokiego pressingu, jeden z widzów w dosadnych słowach zakomunikował, by lepiej zabrał się razem z gośćmi i szybciej zakończył pracę przy Twardowskiego. Złe dobrego zakończenie.

Kosta spajający

Łączy nas Runjaic – przez długi czas mogli tak mówić przy Twardowskiego. Niemiec jak mało kto potrafił wytwarzać i wzmacniać poczucie wspólnoty. Jednego razu do Krakowa na rywalizację Pogoni z Cracovią przyjechał Majewski. Pomocnik odszedł kilka tygodni wcześniej, ale leczył uraz kolana i zdecydował się odwiedzić niedawnych kumpli z zespołu. Z powodu korków na autostradzie spóźnił się, obejrzał tylko 20 minut, aczkolwiek po meczu dostał zaproszenie na krótką odprawę i drużynową kolację, a na odchodne Runjaic zachęcał go do przyjazdu na Pomorze Zachodnie.

Innym razem Portowcy lecieli na Sardynię na spotkanie towarzyskie z Cagliari ustalone przy okazji transferu do Włoch Sebastiana Walukiewicza. Trzech zawodników – Kamil Drygas, Mariusz Malec i Ricardo Nunes – leczyło poważne kontuzje, ale przecież byli częścią grupy i także pomogli w wypromowaniu młodego obrońcy. Niemiec stwierdził, że na wyjazd zasłużyli, co skonsultował z kapitanem Adamem Frączczakiem. Ten po rozmowach z zespołem oczywiście przekazał zgodę i Drygas, Malec oraz Nunes wsiedli do samolotu (sami siebie nazywali „turystami”).

Mało tego, Runjaic chciał, by nie tylko piłkarze czuli się potrzebni, a wszyscy pracownicy klubu, dlatego po kilku miesiącach pracy zaproponował wspólnego grilla po zakończeniu sezonu, na którego zaproszono wszystkich. Dosłownie, bo także m.in. pracowników fan shopów.

Kosta kolorysta

Na początku kadencji, kiedy Runjaic obejmował ostatnią ekipę w Ekstraklasie z ledwie dziewięcioma punktami po 15 kolejkach, zaprosił drużynę, by pomalowali jego świat na zielono. Co to właściwie znaczy? Otóż powiesił na drzwiach szatni białą tablicę z herbem klubu na środku i nazwami kolejnych ligowych rywali wokół. Przy każdym przeciwniku – szara kropka. Razem z nią przyniósł trzy markery – zielony, niebieski i czerwony. Pierwszy – na wypadek zwycięstwa, drugi – remisu, trzeci – porażki. Po spotkaniu wybrana osoba wypisywała wynik i zamalowywała kropkę. 

Jakie były kryteria wyboru? Wedle zasług. To mógł być zdobywca bramki, asystent, zawodnik wracający po kontuzji albo trener odpowiadający za przygotowanie motoryczne, bo akurat zespół biegał szybciej i więcej od przeciwników. 

A po co to wszystko? W ten sposób Niemiec chciał wskrzesić w Portowcach wiarę ich umiejętności. Im dłużej trwały rozgrywki z nim u steru, tym tablica była coraz bardziej zielona. Każdy, kto wchodził do szatni, to widział. Zieleń nie kłamała. Chyba jednak pasowali do ligi, choć pierwszy etap sezonu na to nie wskazywał.

Co kluczowe – tablica pomogła i zniknęła. Granatowo-bordowi utrzymali się w lidze, więc dłużej potrzebna nie była.

Kosta szczególarz

Masz białą kartkę i pierwsze, czym się wyróżniasz, to sikanie na treningu?! – usłyszał jeden z piłkarzy. Był listopad 2017, jeden z pierwszych treningów Runjaica. Podczas rozgrzewki u jednego z zawodników odezwały się potrzeby fizjologiczne. Dyplomatycznie to ujmując – nie pozbył się nadmiaru płynów z organizmu przed wyjściem na zajęcia. A że nie chciał tracić czasu, zszedł na bok boiska treningowego numer 2, zrobił swoje i wrócił do kolegów, po czym został zrugany przez szkoleniowca.

Bo Runjaic zwracał uwagę na detale, które dla innych wydawały się kompletnie nieistotne. Inny piłkarz zjawił się w klubie z widocznym zadrapaniem. 

Co się stało? – zapytał trener.

Uderzyłem się w szafkę w domu – padła odpowiedź.

Jak to się mogło stać? Nie jesteś skupiony, bujasz w obłokach. Tak samo wyłączasz się i tracisz koncentrację na boisku. Pomyśl o tym – zareagował Niemiec.

Kolejna lekcja, kolejne wskazanie kierunku. Takie szczegóły mogą robić różnicę, więc trzeba o nie dbać.

Kosta upierdliwy

Zawodnicy nie mogli wyjść na boisko, bo na tablicy wyświetlał się wynik meczu rezerw, a powinien napis „Pogoń Szczecin” i godzina. Runjaic im zabronił i kazał ściągnąć z domu człowieka, który potrafi to zmienić. Zajęcia opóźniły się o dobre kilkadziesiąt minut. Niemiec tak zarządził i koniec.

To scenka z ostatnich miesięcy kadencji szkoleniowca, kiedy otoczenie zaczynało mieć dosyć przywiązywania przez niego wagi do szczegółów, bo te coraz częściej były mało istotne. Jak ta tablica świetlna. Albo rola tłumacza. Runjaic w pewnym momencie uznał, że będzie udzielał wywiadów telewizyjnych tylko z jednym tłumaczem, bo ten przynosi szczęście i wygrywają. Kiedy zdarzyło się, że ten nie mógł pojechać, Niemiec zapierał się, że nie stanie przed kamerą i już. Nie ma opcji! Jeśli to zrobi, poniosą porażkę, ponieważ jest inny tłumacz… Ostatecznie musiał porozmawiać ze względu na umowę stacji Canal+ z Ekstraklasą, ale zachwycony nie był.

Dlatego obie strony wydawały się coraz bardziej zmęczone sobą i rozstanie po zakończeniu ubiegłego sezonu sprawiało wrażenie nieuniknionego i najlepszego wyjścia. Pilnowanie detali stawało się karykaturalne. Można było odnieść wrażenie, że zawsze jest coś nie tak. Czasem żartowano, że zaraz trener zwróci uwagę na cień rzucany przez dach nad trybuną i zarządzi jej przesunięcie… Bo w jego mniemaniu świat musi się w 100% dostosować do niego.

Kosta motywujący

Nothing special – te dwa słowa Runjaica na temat Legii wyryły się w pamięci piłkarzy Pogoni. Dziś doskonale wiemy, że wcale tak nie myślał, ale to nieważne. Miało zadziałać pozytywnie i zadziałało, skoro Portowcy z Niemcem na kierownicy wygrywali z ekipą z Warszawy często jak nigdy wcześniej.

Z tamtego zespołu jeden zawodnik mógłby powalczyć o podstawowy skład u nas. Jeden. Dominik Nagy. Reszta byłaby rezerwowymi – te zdania padły na odprawie w listopadzie 2018. I też prawdopodobnie szkoleniowiec wcale tak nie myślał, jednak liczy się, że pomogło. Granatowo-bordowi tamtego dnia pewnie pokonali ówczesnych mistrzów kraju 2:1 (bramkę stracili w doliczonym czasie).

Runjaic potrafił dotrzeć go głów piłkarzy. Wiedział, w jakie tony uderzyć. Oswoił mnóstwo demonów, jak choćby zwycięstwo w Warszawie, do czego poprowadził Pogoń po 36 latach przerwy. Jakby zapalał światło w sypialni dziecka, zaglądał pod łóżko i prosił, by spojrzeć – tu nikogo nie ma! Szkoleniowiec umiał zmotywować drużynę i pchnąć po wygraną. Tego nie wolno mu odmawiać.

Kosta trenujący

W jednym z dowcipów zagraniczny robotnik traci robotę na budowie w Niemczech, bo kiedy prowadzi taczkę, ta zgrzyta: „pii, pii…”. A tam ma działać tak: „pi-pi-pi-pi-pi-pi-pi!”. W Pogoni doskonale rozumieli ten żart, który koniec końców ma coś wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie pierwsze dwa, może trzy okresy przygotowawcze za Runjaica były wycieńczające. Majewski wspominał, że tak wyczerpujących zajęć nie miał nawet w Championship i ze zmęczenia drżały mu dłonie. Mariusz Malec w trakcie debiutanckich przygotowań w Ekstraklasie po transferze z pierwszej ligi poza boiskiem głównie spał, ponieważ na nic innego nie miał siły.

Szkoleniowiec wprowadził nowe porządki. By ćwiczenia nie straciły na intensywności, pić wolno było tylko w określonych momentach. Asystenci Runjaica przy gierkach stali przy krawędziach małych boisk, by kiedy piłka wyleciała poza linie, błyskawicznie wkopywać inną. Na treningach miał być ogień, by wszyscy szli do przodu, a nie stali w miejscu czy – nie daj Boże! – cofali się!

Kosta pracujący

Runjaic wymagał od wszystkich, czyli także od siebie. Najlepszy dowód to zachowanie po kontuzji kolana, której nabawił się podczas jednego z treningów – trzy dni po zabiegu chciał wstawać i pracować. Władze Pogoni starały się hamować szkoleniowca, żeby nie zrobił sobie jeszcze większej krzywdy. Ale nadaremno – krótko po operacji sztab szkoleniowy siedział u Niemca w domu po kilka godzin dziennie i – oczywiście – pracował. Prezes Jarosław Mroczek nazwał to pół żartem, pół serio „wariactwem”.

Runjaic zaganiał wszystkich do roboty. W dniu zakończenia meczu oczekiwał raportów biegowych, by nazajutrz od samego rana wiedzieć, co i jak. Kiedyś jednemu z pracowników zlecił robotę, która zajęła mu całą noc. Nazajutrz podziękował i dowcipnie pochwalił, że dobrze wygląda, czyli może tak pracować. Mógł sobie na to pozwolić, bo przykład szedł od niego.

Kosta zestresowany

Z biegiem czasu wszyscy wiedzieli, kiedy w Runjaicu buzują emocje. W sytuacjach stresowych wyładowywał napięcie na otoczeniu, kto tam akurat był pod ręką, a już szczególnie nerwy zawodziły go w najważniejszych meczach. Niemiec wykonał kawał dobrej roboty przez ponad cztery lata przy Twardowskiego, ale wielu zapamięta go jako tego, który przegrywał większość spotkań „o być albo nie być”. W Pucharze Polski z pierwszoligowym GKS Katowice, pierwszoligową Stalą Mielec i drugoligowym KKS Kalisz. W Lidze Konferencji odpadł z NK Osijek bez strzelonego gola. Wreszcie porażki ligowe – z Legią Warszawa przy Łazienkowskiej 2:4 (kwiecień 2021), Lechem Poznań 0:3 (luty 2022) i Rakowem Częstochowa 1:2 (kwiecień 2022), oba starcia w Szczecinie. Te trzy klęski były kluczowe w wyścigu o mistrzostwo i w zasadzie wykluczały z niego Portowców.

Oczywiście Runjaic opowiadał, że to wszystko to zwykłe mecze, tyle że już przy ustalaniu podstawowego składu pokazywał, że wcale tak nie jest. A to posłał Zecha na prawej obronie na Raków (o czym wyżej), a to nagle w Warszawie po miesiącach w rezerwie wystawił na „dziewiątce” Adama Frączczaka, a to w przerwie rywalizacji z Kolejorzem wymyślił Michała Kucharczyka jako napastnika (i z 0:0 zrobiło się 0:3). Słowa jedno, czyny drugie.

Z tej perspektywy łatwiej zrozumieć, co wydarzyło się w sezonie 2014/15, gdy na cztery kolejki przed końcem jego FC Kaiserlautern zajmowała drugą pozycję w 2. Bundeslidze z czterema punktami nad barażami, a skończyło poza podium.

Kosta „niewinny”

Gdyby Pogoń zdobyła mistrzostwo przy ograniczonych transferach czy z połową stadionu to może tego szczęścia byłoby zbyt wiele – powiedział po kwietniowej porażce z Rakowem.

W tym zdaniu zawierało się całe podejście Runjaica do wyników. Ci, co wyprzedzają jego drużynę w tabeli, robią to wyłącznie ze względu na finanse. Przeciwnicy chcą więcej inwestować i tyle. Cała tajemnica. On? On jest święty. A przynajmniej sprawiał wrażenie, że właśnie tak uważał. Oficjalnie i nieoficjalnie podkreślał, że Legia, Lech oraz Raków są lepsze, bo robią transfery. Zdawał się nie brać pod uwagę postępu, jaki wykonywali zawodnicy u Macieja Skorży (Jakub Kamiński, Joao Amaral czy Jesper Karlstroem) i Marka Papszuna (Mateusz Wdowiak, Marcin Cebula, Zoran Arsenić, Ben Lederman, itd.). To nieważne. Ważne, że według niego tamci trenerzy dostawali gotowych piłkarzy.

Równie nieistotne były okoliczności, jak choćby sytuacja ekipy z Częstochowy przed wyjazdem do Szczecina. Papszun musiał posłać na murawę zawodników chorych, po chorobie albo z urazami, a mimo to odniósł zwycięstwo 2:1. Co więcej, poza Deianem Sorescu żaden ze sprowadzonych zimą wówczas nie występował regularnie i nie odgrywał ważnej roli. Ale o rezultacie zadecydowały zakupy i niedokończony obiekt, prawda?

Takie podejście także sprawiało, że misja Niemca przy Twardowskiego traciła sens i całkiem prawdopodobne, że sam zainteresowany to widział. Przestawał tam pasować, a otoczenie już „nie kupowało” wersji, że on jest niewinny, tylko transferów mu brak. A takiej do samego końca trzymał się Runjaic.

Kosta dyplomata

Na starym stadionie nie dało się przejść niezauważonym z szatni do budynku z gabinetami szefostwa, więc gdy po jednym ze spotkań Runjaic podreptał pod górę za niską trybunę, wszyscy wokół pomyśleli, że został wezwany przez władzę na rozmowę wychowawczą. Tymczasem Niemiec poszedł tam z własnej inicjatywy.

Wcześniej było tak, że Dariusz Adamczuk (najpierw szef akademii, później całego pionu sportowego) i Maciej Stolarczyk (wtedy dyrektor sportowy) schodzili do kompleksu z szatniami, by na gorąco podyskutować o meczu, a Runjaic chciał zmienić ten zwyczaj. To on będzie się wspinał do Mroczka i Adamczuka, by poszprechać o zawodach, nie odwrotnie. Tak lepiej.

Współpraca Runjaica z szefostwem w zasadzie do końca układała się dobrze. Szkoleniowiec potrafił ułożyć relacje ze zwierzchnikami i wiedział, do jakiej granicy może się posunąć. Oczywiście, to nie znaczy, że siedział cicho, to nie ten typ. Ot, choćby po sprzedaży Adama Buksy do New England Revolution przez kilka dni chodził i wykłócał się o napastnika, bo Michalisa Maniasa nie miał ochoty odbudowywać (mimo że sam akceptował ten transfer). Po prostu Niemiec jako inteligentny człowiek najczęściej wiedział, co wolno, a czego nie. Jak dobry dyplomata.

Kosta nieufny

Przede wszystkim w stosunku do młodych, a już szczególnie tych balansujących na granicy pewności siebie i arogancji jak Kacper Kozłowski. Pomocnik nie słyszał o kompleksach, jako 15-latek wszedł do pierwszej drużyny jak do siebie, sam tytułował się „Wujaszkiem”. Ale dla Runjaica niezmiennie był „Junge”. „Chłopiec” lub „Chłopaczek”. „Koziołek” na ten pseudonim wyklinał pod nosem, ale więcej zrobić nie mógł.

Szkoleniowiec traktował takich jak tykające bomby, za to cenił cichych i pokornych, by wymienić Sebastiana Walukiewicza, Kacpra Smolińskiego czy Mateusza Łęgowskiego. Piłkarze spokojniejsi zdecydowanie bardziej mogli liczyć na zaufanie Niemca niż nieco bardziej krnąbrni, nawet jeśli ci prezentowali się trochę korzystniej. Aczkolwiek zdecydowania większość i tak musiała potwierdzić w warunkach bojowych swoją przydatność, najczęściej pierwsze minuty łapali w trudnych momentach, kiedy zespół przegrywał. Jeden powie, że to wpychanie na minę, a drugi, że zwykły sprawdzian i gdy ktoś jest dobry, zda. Zależy od punktu widzenia.

Za to na pewno podejście do młodzieży Runjaica nie wpasowywało się w wizję klubowych władz. Naturalnie nie ingerowali w skład, natomiast krzywo patrzono, kiedy zawodnik X po dobrym występie znikał na kilka tygodni (a tak było z Kozłowskim, Smolińskim czy nawet w pewnym momencie z Maciejem Żurawskim). Nie po to inwestowano w akademię, by teraz nie dawać szans młodym, prawda? Nie, jeśli pierwszy trener nie ma ochoty na budowanie piłkarza i oczekuje gotowego.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

foto. FotoPyk

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”

Patryk Stec
1
Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”
Ekstraklasa

Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Bartosz Lodko
0
Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Ekstraklasa

Inne kraje

Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”

Patryk Stec
1
Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”
Ekstraklasa

Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Bartosz Lodko
0
Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Komentarze

16 komentarzy

Loading...