28 zwycięstw z rzędu. Pięć wygranych turniejów, w tym cztery rangi WTA 1000. W ostatnich trzech imprezach ledwie jeden stracony set. Bez porażki na mączce w trwającym sezonie. Iga Świątek wkroczy w Roland Garros jako ogromna faworytka do zwycięstwa w całym turnieju. Czy ktokolwiek będzie w stanie zagrozić jej na drodze do ostatecznego triumfu?

Roland Garros za pasem. Kto może zagrozić Idze Świątek?

Teoretycznie najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi: nie, Iga wygra cały turniej. Bo i na to wszystko wskazuje – jej dotychczasowe rezultaty, forma, postawa rywalek. Naprawdę trudno wyobrazić sobie inny scenariusz, co oddają też choćby typowania bukmacherów – Iga ma tam taką przewagę, jaką w najlepszych czasach miewał Rafa Nadal. Jest po prostu w innej lidze, poza zasięgiem przeciwniczek.

Ale to tenis. Wystarczy gorszy dzień, kilka wyrzuconych kluczowych piłek. I wszystko może się zmienić. Kto więc najbardziej może zagrozić Idze Świątek na paryskich kortach i samemu powalczyć o zwycięstwo? Spróbujmy odpowiedzieć.

Najgroźniejsza będzie… sama Iga?

– Iga od kilku miesięcy wyraźnie pokazuje nam, że to ona rządzi. […] prezentuje wysoki poziom gry i pokazuje, że zasługuje na pierwszą pozycję w rankingu. Ponadto, w momencie, gdy to osiągnęła, występowała na kortach twardych, a wiemy, że mączka jest jej ulubioną nawierzchnią. Wygrała na twardych kortach w Dosze, Indian Wells i Miami. Kontynuowała na mączce w Stuttgarcie oraz w Rzymie. Dodatkowo zwyciężała w dwóch setach. To ona dominuje teraz w świecie tenisa i to ona będzie faworytką w Paryżu. Dla mnie to po prostu oczywiste – mówiła Amelie Mauresmo, była liderka światowego rankingu.

Takie opinie to w tej chwili coś absolutnie normalnego. O ile jeszcze w zeszłym roku mogliśmy dziwić się, gdy byłe wielkie tenisistki typowały – na przykład przed finałami WTA – że Iga powinna ograć najmocniejsze rywalki, o tyle w tym roku nie ma żadnych wątpliwości, że to w pełni możliwe. Po przejściu Ash Barty na tenisową emeryturę trudno wskazać kogokolwiek, kto Polce by zagrażał, a i Australijka na pewno nie miałaby lekko.

Dlatego jeśli szukać dla Świątek najgroźniejszej rywalki, chyba trzeba patrzyć… na nią samą. Bo w takiej sytuacji, jak przed Roland Garros 2022 jeszcze nie była. Nigdy nie grała w końcu w turnieju wielkoszlemowym jako najwyżej rozstawiona tenisistka. Główną faworytką do triumfu w takiej imprezie była raz – przed rokiem, gdy broniła tytułu i skończyła na ćwierćfinale. W Paryżu zapewne mierzyć się będzie z nowym rodzajem presji.

Inna sprawa, że wydaje się na to gotowa, co pokazuje przez cały sezon. Nowy rodzaj presji czuła, gdy walczyła o pozycję liderki rankingu i potem, kiedy grała pierwsze mecze w tej roli. Jako faworytka przystępowała do co najmniej trzech ostatnich turniejów i wszystkie wygrała. W Rzymie – jako pierwsza Polka w historii – obroniła tytuł w głównym cyklu WTA. Po drodze miała też co najmniej kilka spotkań, gdy nie wszystko szło po jej myśli, ale i tak wygrywała. A to niesamowicie cenna umiejętność. Po Idze po prostu widać, że przygotowana znakomicie jest nie tylko fizyczne czy taktycznie, ale też mentalnie.

Wczoraj w Paryżu wzięła zresztą udział w panelu dyskusyjnym poświęconym zagadnieniu stresu.

– Nie czuję presji jako numer jeden. Mogę użyć mojej pozycji i przerzucić presję na rywalki. Na początku myślałem, ze to nie miejsce dla mnie. Kilka dni zabrała mi praca nad podejściem do tej sprawy. […] Kiedy gram ważne mecze, pojawia się stres, ale to normalne. Potrzebuję stresu. Bez tego nie jestem w stanie grać najlepiej. To wszystko polega na zarządzaniu, a nie unikaniu. Staram się skupiać w momentach stresowych na najprostszych rzeczach. Oddychaniu. Podrzucaniu odpowiednio piłkę podczas serwisu. […] Finały są najbardziej stresującymi momentami, ale też pierwsze rundy, bo musisz przyzwyczaić się do warunków – mówiła Polka (cytaty za Hubertem Błaszczykiem).

Zarówno jej wypowiedzi, jak i postawa na korcie, świadczą o tym, że dawno za plecami zostawiła też zeszłoroczne problemy – gdy nie radziła sobie z emocjami, zdarzało jej się rozkleić w czasie gry i cierpiał przez to jej tenis. Teraz Świątek jest przygotowana znakomicie. I dlatego ostatecznie trudno przypuszczać, by sama sobie miała przeszkodzić w drodze po opcjonalny tytuł.

A jeśli ona tego nie zrobi, to kto teoretycznie mógłby z nią powalczyć?

Weteranka znów jest groźna

Nigdy nie skreślajcie Simony Halep. Szczególnie na mączce – to w końcu nawierzchnia, na której Rumunka czuje się najlepiej. W 2018 roku wygrała przecież Roland Garros i niezmiennie powtarza, że to jej ulubiony turniej.

Zawsze czuję się tam świetnie. W tym roku będzie nieco inaczej, bo w poprzednim sezonie nie grałam w Paryżu. Mam nadzieję, że znajdę dobrą formę przed tym turniejem, bo to dla mnie najlepsza impreza. Na zawsze zostaną ze mną wspaniałe wspomnienia z mojego tytułu w 2018 roku. To był mój pierwszy wygrany turniej wielkoszlemowy, zawsze o tym marzyłam. Atmosfera była niesamowita – pisała Halep na łamach Eurosportu.

Rok po tym sukcesie bez litości ograła we French Open wchodzącą dopiero do głównego cyklu Igę Świątek, ale w kolejnym sezonie Polka jej się zrewanżowała. W 2021 Iga przegrała jednak z Rumunką w Australian Open. I tak to się kręciło, a Simona udowadniała, że jest jedną z najlepszych i najrówniejszych zawodniczek w tourze.

Przecież od 2014 roku aż do poprzedniego sezonu nie wypadła z TOP 10 rankingu WTA. A to spore osiągnięcie w świecie szybko zmieniającego się kobiecego tenisa. Poprzedni sezon jest tu jednak kluczowy – to wtedy wiele rzeczy się u Halep załamało. Jak pisała w przywołanym wyżej cytacie – rok temu w Paryżu nie zagrała. W turnieju WTA w Rzymie zerwała bowiem mięsień lewej łydki. W konsekwencji ominęła nie tylko Roland Garros, ale też Wimbledon i igrzyska w Tokio. A gdy już przeszła przez rehabilitację doznała też urazu w prawym przywodzicielu. Wróciła dopiero przed US Open, gdzie doszła do czwartej rundy.

Nie grałam przez cztery miesiące, nie mogłam odzyskać rytmu. Mam 30 lat, zawsze myślałam, że w takim wieku trudno będzie mi grać. Miałam to w głowie, nie wiem dlaczego. W konsekwencji przegranie kilku meczów, a potem ta kontuzja… To wszystko nie było łatwe. Wątpiłam w siebie, zastanawiałem się, czy moje ciało da sobie jeszcze radę z grą na najwyższym poziomie. Myślę, że byłam bliska zakończenia kariery – mówiła.

Teraz jednak odzyskała pewność siebie, a i przygotowana jest – jak sama twierdzi – bardzo dobrze. Owszem, w ostatnich turniejach nie dochodziła do decydujących faz, ale grała na niezłym poziomie, a Simona to akurat zawodniczka, która zawsze potrafiła doskonale przygotować się na najważniejsze imprezy. Teraz pomaga jej w tym zresztą Patrick Mouratoglou, trener Sereny Williams i właściciel jednej z najbardziej znanych akademii tenisowych na świecie. Halep twierdzi, że choć ta współpraca trwa na razie nieco ponad miesiąc, już wiele jej dała.

Nie wierzyłam, że wrócę na najwyższy poziom po kontuzji. Potem jednak przyjechałam do akademii i na nowo odkryłam w sobie ogień. Zobaczyłam, jak inne osoby, nawet dzieciaki robią wszystko, by znaleźć się na szczycie. To mi pomogło. Z Patrickiem też świetnie się dogaduję, łatwo jest mi wytłumaczyć mu, czego potrzebuję. Jest osobą, z którą dobrze mi się pracuje. Skupiamy się na tym, bym grała bardziej ofensywnie, wchodziła w kort, bo tenis się zmienia, jest w nim więcej mocy i niektóre zawodniczki są w stanie mnie pokonać, jeśli będę z nimi grała defensywnie – dodawała Rumunka.

Jedna z tych zawodniczek? Z pewnością Iga Świątek, która wiele spotkań w ostatnim czasie rozgrywa na własnych warunkach, szybko przejmując inicjatywę i spychając rywalki do defensywy. Halep przygotowuje się więc też – choć tego wprost nie powiedziała – na opcjonalny pojedynek z Igą. Do którego zresztą może dojść stosunkowo szybko, bo Simona przez trudny poprzedni rok jest notowana na 19. miejscu w rankingu WTA.

Nie oznacza to jednak, że nie będzie groźna. Ba, ona sama mówi, że marzy o zwycięstwie i czuje, że jest na nie gotowa. I jeśli Halep w to wierzy, to nie wypada zaprzeczać. Mecz Simony z Igą obejrzelibyśmy zresztą chętnie, bo już ich tegoroczne starcie w półfinale Indian Wells stało na niesamowitym poziomie. A przecież obie wolą grać na mączce. No i w bezpośrednich starciach mają remis – 2:2. Któraś mogłaby więc wyjść na prowadzenie.

Na fali sukcesów

Iga Świątek z Ons Jabeur spotkała się dopiero co w finale turnieju WTA w Rzymie. I wygrała 6:2 6:2. Suchy wynik wygląda, owszem, na łatwy mecz. Ale prawda jest taka, że Ons grała naprawdę nieźle, a tylko poziom gry samej Igi pozwolił Polce zwyciężyć tak komfortowo. Tamta porażka nie zmieniła w ocenie ostatnich tygodni Jabeur jednego – to najlepszy okres w jej karierze.

I na Roland Garros na pewno przyjedzie nastawiona bardzo pozytywnie. Właśnie za sprawą niedawnych sukcesów.

Przede wszystkim chodzi o wygraną w Madrycie, gdzie pod nieobecność Igi Świątek triumfowała właśnie Ons. A to turniej WTA 1000, jeden z największych na świecie, pierwszy tej rangi, który wygrała Jabeur czy też jakakolwiek arabska tenisistka. Bo kariera Tunezyjki to właściwie ciągłe pokonywanie kolejnych szczebli. Była już:

  • pierwszą arabską tenisistką w trzeciej rundzie turnieju wielkoszlemowego (Roland Garros 2017);
  • pierwszą w finale turnieju WTA (w Moskwie);
  • pierwszą w TOP 50 na świecie;
  • pierwszą w wielkoszlemowym ćwierćfinale (Australian Open 2020);
  • pierwszą z wygranym turniejem rangi WTA (Birmingham 2021);
  • pierwszą w ćwierćfinale Wimbledonu (2021, po drodze pokonała Igę Świątek);
  • pierwszą w najlepszej „10” rankingu WTA (w październiku 2021).

I tak dalej, i tak dalej. Jabeur jest też naprawdę regularna, właściwie zapracowała sobie na przydomek „najlepszej zawodniczki, która nie wygrywa turniejów”. Bo  przez długi czas było właśnie tak – do triumfu w Madrycie zagrała w pięciu finałach WTA, wygrała raz. W wielu turniejach dochodziła za to do ćwierć- czy też półfinałów. Zawsze czegoś brakowało, często rozstrzygało się to na przestrzeni ledwie kilku decydujących punktów.

ONS JABEUR. TENISISTKA, KTÓRA PISZE HISTORIĘ. SYLWETKA

Przez ten cały czas Ons pozostawała jednak zawodniczką, którą kibice uwielbiali oglądać. Bo jej styl jest ekscytujący – gra nieprzewidywalnie, imponuje wręcz „szalonymi” zagraniami, jak sama je nazywa. Lubi się popisywać, ale w ten pozytywny sposób. Zależy jej nie tylko na wyniku, ale też na tym, by grać po swojemu i tą grą się cieszyć. A arsenał zagrań ma naprawdę szeroki, więc rywalkom trudno przewidzieć, co akurat zrobi. W zeszłym sezonie dwukrotnie – na Wimbledonie i w Cincinnati – przekonała się o tym zresztą Iga Świątek.

Symbolem jej przemian, może być też współpraca z psycholożką, którą w ostatnich miesiącach zintensyfikowała – zresztą mówi, że wzoruje się w tym na Idze Świątek, która o kwestiach psychologii w sporcie od kilku lat wypowiada się otwarcie. Po przegranym finale w Rzymie twierdziła, że to właśnie tym Iga z nią wygrała.

– Iga mentalnie była znakomita. Zawsze jest agresywna, skupiona. Nieważne, jaki jest wynik, zawsze naciera, wywiera presję na innych zawodniczkach. To jest bardzo ważne. Niezależnie od wyniku trzeba napierać. Iga nie bez powodu jest numerem jeden na świecie. Jest prawdziwą liderką w tourze. Mam wiele do nauczenia się od niej. Mam nadzieję, że będziemy miały okazję zmierzyć się niedługo – mówiła.

Kto wie, może ich kolejny mecz zobaczymy już na Roland Garros. A tam Ons będzie naprawdę groźna, co pokazała i w Madrycie, i w Rzymie.

Dwie pogromczynie z zeszłego roku

Maria Sakkari i Paula Badosa w poprzednim sezonie stały za dwoma najbardziej dotkliwymi porażkami Igi Świątek. Ta pierwsza ograła ją w ćwierćfinale Roland Garros (a potem zrobiła to jeszcze dwukrotnie – w Ostrawie i Guadalajarze), ta druga zatrzymała Igę na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Obie też sezon 2021 mogą uważać za swój najlepszy w karierze.

Hiszpanka wygrała wtedy swoje dwa pierwsze turnieje – w tym Indian Wells, a więc imprezę rangi WTA 1000 – i wspięła się do najlepszej „10” rankingu WTA, a już w tym roku została nawet na moment jego wiceliderką. Greczynka z kolei zagościła w dwóch wielkoszlemowych półfinałach (Roland Garros i US Open), również wskoczyła na najwyższą lokatę rankingową w karierze, którą też poprawiła już w tym sezonie, gdy była trzecia.

Łączy je i styl gry – obie opierają swoją grę na bardzo dobrym podaniu i mocnych uderzeniach z głębi kortu, ale potrafią znacznie więcej, często wdając się w techniczne pojedynki z rywalkami. W poprzednim sezonie idealnie wpasowywały się w schemat „zawodniczek, z którymi Iga Świątek sobie nie radzi” (choć Badosę pokonała w trakcie WTA Finals), w tym jest już inaczej. Co nie zmienia faktu, że obie będą groźne.

Uwagę warto zwrócić szczególnie na Sakkari. To ona zdaje się lepiej grać na mączce i ta nawierzchnia wyraźnie jej pasuje (co nie oznacza, że Badosa się z nią nie lubi, hiszpańscy tenisiści i tenisistki mączkę mają we krwi), co udowodniła w ubiegłorocznym French Open. Inna sprawa, że tegoroczne turnieje na tej nawierzchni nie poszły po myśli ani jednej, ani drugiej. Sakkari skreczowała w swoim pierwszym meczu w Stuttgarcie, w Madrycie odpadła w 1/16, a w Rzymie w ćwierćfinale (choć porażka z Ons Jabeur wstydu jej nie przynosi). Badosa w Stuttgarcie doszła do półfinału, w Madrycie też odpadła w 1/16 (z Simoną Halep), a w Rzymie w 1/8.

To nie wyniki, które budziłyby respekt. Z drugiej strony jednak i Paula, i Maria potrafią się bardzo dobrze przygotować do wielkich turniejów. Ta druga pokazała też już, że granie co najmniej sześciu meczów jej niestraszne. Pierwsza na razie nie miała okazji dojść tak daleko w Wielkim Szlemie, a na igrzyskach w Tokio – gdy zdawało się, że może powalczyć nawet o medal – pokonały ją warunki. Ale nikt nie powiedział, że nie jest na to gotowa.

Obie zajmują wysokie miejsca w rankingu WTA i wszelkich notowaniach bukmacherów. Są ku temu wyraźne powody, dlatego nie można ich pominąć. Każda rywalka, która trafi na ich dobry dzień, ma prawo się obawiać. Bo obie potrafią grać na naprawdę znakomitym poziomie.

Kto jeszcze?

Nie wiadomo co z Barborą Krejcikovą. Czeszka, obrończyni tytułu, od lutego leczy kontuzję łokcia i już dawno temu zapowiadała, że nie ma zamiaru wrócić, dopóki nie będzie w stu procentach pewna swej dyspozycji. Co oznacza, że gotowa jest też odpuścić Roland Garros, zresztą nie grała w żadnym z poprzedzających tę imprezę turniejów na mączce. Trudno więc przypuszczać, by miała cokolwiek w Paryżu zwojować. Jeśli w ogóle tam przyjedzie.

Wśród faworytek do wygrania imprezy czasem wymienia się też Arynę Sabalenkę, Garbine Muguruzę i Naomi Osakę. Od razu odrzućmy ostatnią – Japonka po prostu nie potrafi grać na najwyższym poziomie na mączce. Jej nawierzchnią są korty twarde, a teraz w dodatku cały czas próbuje pozbierać się po problemach mentalnych, nie jest więc w najlepszej dyspozycji. Sabalenka z kolei jest już etatową kandydatką do wygrania turnieju tej rangi, tak jak jeszcze kilka lat temu Karolina Pliskova. Tyle że regularnie nic z tego nie wychodzi, a na Roland Garros w dodatku nigdy nie przeszła trzeciej rundy. No i ten sezon też nie należy na razie do niej.

Nieco zaskakującym typem jest Garbine Muguruza, choć trzeba przyznać, że pewne podstawy do jej wskazywania są. Hiszpanka miała naprawdę dobry poprzedni sezon, doszła w nim do pięciu finałów, trzy wygrała, w tym kończące rok WTA Finals. W Roland Garros z kolei czterokrotnie w karierze dochodziła co najmniej do ćwierćfinału, raz – w 2016 roku – ten turniej nawet wygrała. Inna sprawa, że rok temu odpadła już w pierwszej rundzie, choć wyrzuciła ją świetnie wtedy się spisująca Marta Kostiuk.

Stawianie na Garbine w teorii ma więc sens, ale pozostaje w dużej mierze loterią. Nie zdziwi nas bowiem, jeśli Hiszpanka odpadnie w pierwszych rundach, ale nie zdziwi też, jeśli dojdzie daleko. Zresztą podobnie jest też z piątą w rankingu Anett Kontaveit czy nawet… Jeleną Ostapenko, byłą mistrzynią French Open, którą niektórzy również przywołują w kontekście tegorocznego tytułu, bo w ostatnich miesiącach zdaje się momentami nawiązywać do formy swojego życia. Czy jednak wystrzeli tak jak wtedy? Można w to wątpić.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto zauważyć, a o której mówiła sama Iga – często to pierwsze rundy są najtrudniejsze. Bo trzeba się przyzwyczaić do warunków, wejść w turniej, a można trafić na znakomicie dysponowaną rywalkę. Owszem, Świątek w swojej obecnej formie powinna gładko przez te mecze przejść, ale to nie tak oczywiste. Nawet o Novaku Djokoviciu mówiono często, że najsłabiej wygląda właśnie w pierwszych trzech-czterech rundach, a im dalej w turniej wielkoszlemowy, tym lepiej gra.

Iga w ostatnich miesiącach też miewała podobne oznaki – w finałach zwykle grała najlepszy tenis, a jeśli się męczyła, to wcześniej. Warto będzie więc zwrócić uwagę na jej losowanie i trzymać mocno kciuki już od pierwszych meczów. Choć jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to nikt Polki nie zatrzyma. Po prostu.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

Siatkówka
05.07.2022

Druga porażka Grbicia. Polacy przegrali z Iranem

Na ostatni turniej Ligi Narodów Polacy przyjechali do Gdańska. Wcześniej w Ottawie zanotowali trzy zwycięstwa, ulegając tylko Włochom, a w Sofii nie dali szans między innymi Brazylii czy USA. W ojczyźnie mieli walczyć o wygranie fazy zasadniczej, ale zaczęli… od falstartu. Dziś w ERGO Arenie ulegli Iranowi po pięciu emocjonujących setach (25:21, 23:25, 22:25, 27:25, 7:15).  Mecze z historią Wiadomo, że gdy spotykają się Polska z Iranem, na parkiecie często dzieją się ciekawe rzeczy. […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Trener Karabachu: „Zagraliśmy dobrze, a w rewanżu zagramy jeszcze lepiej”

Lech Poznań wygrał 1:0 z Karabachem Agdam w pierwszym meczu 1. rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Mimo niekorzystnego wyniku, szkoleniowiec przyjezdnych, Gurban Gurbanow, pozytywnie ocenił postawę swojego zespołu. – Przegraliśmy ten mecz, ale uważam, że zagraliśmy dobrze. Jestem przekonany, że za tydzień w rewanżu zagramy jeszcze lepiej. Przed przerwą, kiedy straciliśmy jedynego gola, na pewno nie byliśmy zespołem gorszym od Lecha. Powiedziałbym nawet, że zagraliśmy lepiej od gospodarzy – […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Van den Brom: Nie mówcie, że Ekstraklasa jest słaba

– Musieliśmy być dzisiaj odpowiedzialni w tyłach. Dlatego zagraliśmy nieco inaczej. To nie jest „mój” sposób gry w piłkę, to nie DNA klubu. Ale sytuacja była inna. Liga Mistrzów, pierwszy mecz sezonu, bardzo wymagający rywal. To wszystko razem wzięte sprawiło, że podjęliśmy decyzję o takiej grze – powiedział John van den Brom po zwycięstwie Lecha Poznań nad Karabachem (1:0). Spisaliśmy najważniejsze wątki z pomeczowej konferencji trenera Kolejorza. O samym […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Velde znów nie wykorzystał szansy

Zwykło mówić się, że zwycięzców się nie sądzi. Musimy dziś jednak znów pochylić się nad Kristofferem Velde, który ma za sobą kolejny bezbarwny mecz naznaczony błędami. Dostał kolejną szanse w Lechu, tym razem mając czystą kartę u nowego szkoleniowca. I szansę tę zmarnował. Nie tego spodziewano się po transferze Norwega. Sama obecność Kristoffera Velde w pierwszej jedenastce zelektryzowała kibiców Lecha Poznań. Dlaczego John van den Brom od razu chce […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Inaki Williams będzie reprezentował Ghanę

Inaki Williams stracił nadzieję na występy w reprezentacji Hiszpanii. 27-letni napastnik Athleticu Bilbao podjął zatem decyzję, że zaakceptuje zaproszenie na zgrupowanie kadry Ghany. Williams w hiszpańskiej drużynie narodowej już wprawdzie zadebiutował, lecz tylko w spotkaniu towarzyskim. Z tego względu wciąż może sobie pozwolić na zmianę barw. Rodzice napastnika pochodzą z Ghany, a tamtejsza federacja mocno zabiegała o pozyskania gracza Athleticu. No i w końcu się udało. – Dzisiaj zaczyna się nowe […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. „Na zawsze zostaniesz w sercach”

Na swoim koncie twitterowym Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. 20-krotny reprezentant Polski wczoraj nieoczekiwanie  zmarł. – Niespodziewanie odszedł do boskiej drużyny medalista mistrzostw świata, Janusz Kupcewicz. Znakomity technik i taktyk, imponował kreowaniem gry w klubach i reprezentacji oraz kolejnym pokoleniom młodzieży. Na zawsze zostaniesz, Janusz, w sercach nie tylko sportowej społeczności – napisał Strejlau. Żal po stracie przyjaciela wyraził też w rozmowie z „Faktem” Grzegorz Lato. – Cały […]
05.07.2022
Tenis
05.07.2022

Navratilova, Graf i Świątek. O wielkich tenisowych seriach zwycięstw

Iga Świątek w sobotę przegrała z Alize Cornet w III rundzie Wimbledonu i zakończyła swoją serię wygranych meczów z rzędu na 37. To wielkie osiągnięcie, najlepsze w XXI wieku. Nie łapie się jednak nawet do… dziesięciu najlepszych serii w historii ery open (od 1968 roku). W dodatku Martina Navratilova, przewodząca tej klasyfikacji, zaliczyła kiedyś 74 wygrane spotkania z rzędu. Dwa razy więcej od Igi. Druga Steffi Graf – chronologicznie „najnowsza” […]
05.07.2022
Tenis
04.07.2022

Kyrgios na drodze do życiowego sukcesu? Skandalista zachwyca w Wimbledonie

Żadnemu miłośnikowi tenisa nie trzeba tłumaczyć, kim jest Nick Kyrgios. To wielki talent, którego głowa od lat nie nadążała za wyjątkowymi umiejętnościami. W tym roku jednak już raz się przełamał – sięgając wspólnie z Thanasim Kokkinakisem po wielkoszlemowy tytuł w Australian Open. A teraz ma szansę odnieść życiowy sukces również w singlu. Bo odprawia kolejnych rywali w Wimbledonie. Jeśli ktoś nie jest przekonany do tenisa, najlepiej polecić mu obejrzenie meczu z udziałem Kyrgiosa. Ale akurat […]
04.07.2022
Inne sporty
04.07.2022

Początki Mai Chwalińskiej. „Iga była zapatrzona w Nadala, a ona w Federera”

Wimbledon dla polskich tenisistów dobiegł już końca, ale na pewno zapamiętamy go ze względu na Maję Chwalińską. 20-latka przeszła przez eliminacje i prezentowała świetny tenis w starciach w głównym turnieju z Kateriną Siniakovą oraz Alison Riske. Polka nie wzięła się jednak znikąd – niegdyś była uważany za talent podobnej skali co… Iga Świątek. Doskonale pamięta to nasz rozmówca – Paweł Kałuża, trener, który współpracował z nią dwanaście lat. Polka w ostatnich latach […]
04.07.2022
Tenis
02.07.2022

Każda seria kiedyś się kończy. Iga Świątek odpadła z Wimbledonu

2 lipca 2022 roku z pewnością nie wpisze się do kalendarza jako wielki dzień polskiego tenisa. 37 – to dziś liczba-klucz. Tyle zwycięstw z rzędu na swoim koncie miała Iga Świątek. Taka też była pozycja Alize Cornet w rankingu WTA. Po Wimbledonie ta druga z pewnością ulegnie zmianie, a ta pierwsza w najbliższym czasie już się nie powiększy. Iga doznała porażki, która w końcu musiała przyjść. Cornet – którą można nazwać […]
02.07.2022
Tenis
30.06.2022

Wczoraj trzy porażki, dziś dwa zwycięstwa. Świątek i Fręch w III rundzie Wimbledonu

We wczorajszych meczach na Wimbledonie odpadły wszystkie trzy reprezentujące nas tego dnia zawodniczki – Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Magda Linette. Każda z nich miała jednak dobrą rywalkę, a przegrane wstydu im nie przyniosły. Dziś za to liczyliśmy, że dalej awansują i Iga Świątek, i Magda Fręch. Wyszło, że dokładnie tak się stało. A to oznacza, że w III rundzie Wimbledonu będziemy mieli dwójkę przedstawicielek. Debiutantka daje radę Normalnie w takim przypadku w pierwszej kolejności […]
30.06.2022
Inne sporty
29.06.2022

Z pięciu Polek w Wimbledonie pozostały dwie. Porażki Linette, Chwalińskiej i Kawy

Jeszcze niedawno wyglądało to rewelacyjnie, ale niestety z pięciu Polek, które grały w Wimbledonie, w drabince pozostały już tylko dwie. Magda Linette, Maja Chwalińska oraz Katarzyna Kawa pożegnały się dzisiaj z wielkoszlemowym turniejem. Choć trzeba przyznać, że trafiły na świetnie dysponowane rywalki. Pięć Polek w Wimbledonie – samo to brzmiało dobrze, kiedy patrzyliśmy na główną drabinkę turnieju przed jego startem – to w końcu nasz rekord, historyczny wynik. Tyle samo zawodniczek […]
29.06.2022
Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jak tu pięknie
Jak tu pięknie
1 miesiąc temu

Sakkari i Badosa są przede wszystkim bardzo słabe mentalnie, pod większą presją szybko pękają i zaczynają grać jakby zapomniały jak się odbija piłkę.
A jeszcze co do Sakkari, pisanie że porażka z Jabeur w Rzymie wstydu jej nie przynosi jest dość wątpliwe, bo jeśli wygrało się pierwszego seta, prowadzi się 5:2 i 30:0 w drugim i z tego wyniku przegrywa się mecz, to jest jednak mocno wstydliwe i wiele mówiące o wytrzymałości psychicznej.
Sama Jabeur też zresztą potrafi mieć niewytłumaczalne przestoje w meczach i owszem, wygrała Madryt i była w finale w Rzymie, ale jednocześnie zdołała w tych dwóch turniejach oddać rywalkom po dwa sety 1:6 i 0:6.
Z kolei Muguruza jest w tym roku kompletnie bez formy, choćby dzisiaj poległa w 2 rundzie turnieju w Rabacie z 85. w rankingu Trevisan.

Generalnie jeśli Iga nie przegra sama ze sobą, bo akurat będzie miała gorszy dzień, a rywalka zagra swój najlepszy tenis, to w tej chwili naprawdę na mączce nie ma jej kto pokonać.

Pesior
Pesior
1 miesiąc temu

Najgroźniejsza może być Halep. Kontuzje czy brak rytmu nie odbierają jej umiejętności.

Edward Potok vel Legion
Edward Potok vel Legion
1 miesiąc temu

To 5-2 tylko tak wygląda, tak naprawdę była to kwestia jednego przełamania. Poza tym to kobiecy tenis.

Drągosław
Drągosław
1 miesiąc temu

I po co to pisać? I komu to potrzebne?

Kto może zagrozić Idze Świątek?
Nikt.

Jerzy Kryszak
Jerzy Kryszak
1 miesiąc temu

Niedoszacowaliście Sereny Williams. Wystąpi z dziką kartą i wygra.