Wielkie porównanie formatów krajowych pucharów. Który najlepszy?

AbsurDB

Autor:AbsurDB

04 września 2026, 19:58 • 20 min czytania 0

Reklama
Wielkie porównanie formatów krajowych pucharów. Który najlepszy?

W jakiej formule ma się odbywać Puchar Polski? Czy uczestnicy rozgrywek UEFA mają zaczynać później, powinny być rozstawienia, a może słabsi powinni zawsze grać u siebie? Czy zespoły Ekstraklasy powinny móc trafiać na siebie już w pierwszej rundzie, czy grać mecze rewanżowe, czy grać w tygodniu czy w weekendy i czy pozwolić na udział drużynom rezerw? Na takie pytania próbuje odpowiedzieć sobie cała Polska, często używając argumentu, że „zagranicą robią tak”. Tymczasem nie ma w Europie dwóch identycznych formatów rozgrywek pucharowych, a wiedza o tym, jak się to tam odbywa, jest wśród polskich kibiców niewielka. Zapraszamy więc na Wielkie Porównanie Krajowych Pucharów. Jak grają inni?

Reklama

Wielkie Porównanie Formatów Krajowych Pucharów w Europie

Dyskusja o formacie rozgrywek Pucharu Polski wybucha co roku późnym latem, ale tym razem ma miejsce ze zdwojoną siłą. Media społecznościowe rozgrzewają do czerwoności kłótnie, czy powinniśmy stosować rozstawienia, grać w weekendy, grać na boisku słabszego rywala i czy powinniśmy wykluczyć zespoły rezerw.

Polscy kibice nie mają gdzie zapoznać się z formatami rozgrywek w innych krajach. Owszem, wielu kojarzy FA Cup, ale już tylko niektórzy rozumieją, jak rozgrywany jest Coupe de France czy DFB-Pokal. O wiedzy na temat pucharów w krajach zbliżonych do nas rankingowo nie ma co wspominać. Kto z was wie, że w Chorwacji do pucharu kwalifikują wyniki w jego poprzednich edycjach, a nie liga, w której się gra? Albo że na Węgrzech zespół z niższej ligi może wybrać, gdzie odbędzie się jego mecz pucharowy? Lub że Puchar Grecji to kopia… fazy ligowej Ligi Mistrzów?

Żebyście nie musieli się głowić i szukać – oto porównanie formatów pucharów wszystkich krajów sklasyfikowanych w czołowej trzydziestce rankingu UEFA. Odpowiadam na najważniejsze pytania:

  • od której rundy zaczynają zespoły najwyższej ligi?
  • czy uczestnicy europejskich pucharów startują później?
  • czy niżej notowane zespoły zawsze grają u siebie?
  • czy drużyny najwyższej ligi mogą trafić na siebie już w pierwszej rundzie?
  • czy są rozstawienia?
  • czy są rewanże?
  • czy mecze odbywają się weekendy czy w tygodniu?
  • czy w rozgrywkach uczestniczyć mogą drużyny rezerw?

Choć w kilku przypadkach jest o to bardzo trudno, to spróbuję podać fakty, bez ich oceniania. Inteligentny czytelnik sam wyciągnie wnioski i uzna, która zasada jest fajna i którą warto byłoby wprowadzić w Polsce, a pod jakim względem to my mamy znacznie lepiej niż inni.

Reklama

Biorę pod uwagę trwające rozgrywki lub ubiegły sezon w przypadku krajów, w których one jeszcze nie ruszyły. Na końcu tekstu znajdziesz tabelę porównującą wszystkie rozgrywki.

Kiedy wchodzą do gry najlepsi?

Zacznijmy od tego, w której rundzie zaczynają rozgrywki kluby najwyższej ligi. Tu opcje są cztery:

  • Duża preferencja w postaci startu dopiero od 1/16 finału. Tak jest w Szkocji, Izraelu, Bułgarii i Serbii, gdzie cała najwyższa liga startuje od tej rundy. W Grecji, na Cyprze, w Rumunii i Azerbejdżanie jest jeszcze lepiej, bo ścisła czołówka tabeli przystępuje do rozgrywek dopiero w fazie 1/8 finału!
  • W zdecydowanej większości krajów w 1/32 finału wkracza do rozgrywek albo cała liga (w Anglii, Niemczech, Portugalii, Austrii, Szwecji i na Węgrzech), albo przynajmniej jej słabsze zespoły, a najmocniejsze startują wówczas od 1/16 finału. Tak jest w Belgii, Holandii, Turcji, Polsce, Czechach, Danii i na Ukrainie. Jest to najpopularniejszy model na kontynencie i nie wyróżniamy się pod tym względem. W Coppa Italia słabsi startują w 1/32, a czołowa ósemka dopiero w 1/8 finału.
  • Skrajnym przypadkiem są Francja, Norwegia, Szwajcaria i Słowacja, w których wszystkie drużyny najwyższej ligi zaczynają już od 1/64 finału. Z tego też powodu w tych krajach dość często dochodzi do sensacyjnych występów nisko notowanych drużyn w finale rozgrywek. Coupe de France jest z tego bardzo dobrze znany. W dodatku grają w nim drużyny z odległych terytoriów zamorskich Francji, w tym z Karaibów, a nawet Oceanii!

Reklama

W Słowenii większość ligi zaczyna od 1/64 finału, ale pucharowicze startują o jedną rundę później. Skrajnym przypadkiem jest Copa del Rey. Czterej uczestnicy Superpucharu Hiszpanii dołączają do pucharu kraju aż o dwie rundy później od reszty – w 1/16 finału. Także aż o dwie rundy później startuje w Coppa Italia najlepsza włoska ósemka.

Drastycznym odstępstwem od normy jest Puchar Chorwacji. Tylko tam rozstawienia biorą pod uwagę wyłącznie wyniki drużyn w ostatnich pięciu edycjach pucharu kraju i na tej podstawie szesnaście najlepszych drużyn uzyskuje awans bezpośrednio do pierwszej rundy rozgrywek.

Oznacza to, że może się w niej znaleźć klub z niższej ligi, któremu dobrze szło w minionych sezonach, a zabraknie miejsca dla… klubu najwyższej ligi! Tak było chociażby w zeszłym sezonie, gdy miejsce w pierwszej rundzie otrzymał piątoligowy NK Oriolik, a zabrakło go dla występującego w elicie Vukovaru, który musiał przebijać się przez rozgrywki regionalne.

Wolny los dla uczestników europejskich pucharów? Tylko osiem krajów

Jak widać, nie ma jednego standardu dotyczącego tego, czy wszystkie kluby najwyższej ligi powinny zaczynać razem na tym samym etapie, czy też najlepsi mogą startować później. Na każdy z tych systemów zdecydowało się po czternaście krajów.

Reklama

Rozbicie ligi wynika zazwyczaj z konieczności znalezienia odpowiedniej liczby drużyn w każdej z rund. Tylko niektóre kraje posiadają preferencje skierowane wyłącznie do uczestników europejskich pucharów. Ci szczęśliwcy zaczynają o rundę później w Holandii, Turcji, Polsce, Czechach, Grecji, Azerbejdżanie, Słowenii i na Ukrainie.

Michal Gasparik

Ewidentnie widać zatem, że jest to domena krajów, które sąsiadują z nami w rankingu UEFA. W słabszych ligach po pierwsze niewiele drużyn dociera do fazy ligowej, a po drugie łatwiej jest w nich dostosować rozgrywki do potrzeb najmocniejszej ekipy. Z kolei w mocniejszych krajach pół ligi gra w pucharach, a preferencje dla niektórych postrzegane byłyby jako nieuczciwe.

Inna sprawa, że z docenianiem pucharowiczów można przesadzić. Z naszej piątki w grze pozostały przecież już tylko Lech i Jagiellonia. Raków, GKS i Górnik mogłyby niestety bez problemu zagrać w tym tygodniu w Pucharze Polski. Ale tego oczywiście przewidzieć się nie dało.

Reklama

Od normy odstaje tym razem Cypr, na którym o rundę później ostatnią edycję rozpoczęli obaj finaliści poprzednich rozgrywek (AEK Larnaka i Pafos) oraz trzecia w lidze Omonia, która dostała się do fazy ligowej Ligi Konferencji. Czwartym szczęśliwcem nie był jednak Aris Limassol, który poległ w eliminacjach Ligi Konferencji, tylko… klub drugoligowy.

Gramy u słabszego? Włosi: potrzymaj mi piwo!

Jedno z kluczowych pytań brzmi: czy stosujemy zasadę, że mecz odbywa się zawsze na boisku niżej notowanej drużyny? Wydawało się, że odpowiedź na to pytanie może brzmieć tylko „tak” lub „nie”, ale znów w praktyce opcji jest znacznie więcej:

  • Zasada gry na boisku drużyny grającej w niższej lidze obowiązuje w Hiszpanii, Czechach, Norwegii, Danii, Szwajcarii, Austrii, Szwecji, Rumunii, Bułgarii oraz na Słowacji i Ukrainie.
  • Podobne reguły, ale jedynie na pierwszych etapach rozgrywek panują w Niemczech, Chorwacji i Portugalii. Dzięki temu w rundach objętych przekazem telewizyjnym słabeusz może przyjechać do Monachium, Zagrzebia czy Porto. Jednak wcześniejsze spotkania zawsze gra u siebie.
  • W Belgii i Holandii gwarancję gry u siebie mają wyłącznie kluby amatorskie.
  • Bardzo ciekawy system obowiązuje na Węgrzech i w Słowenii. Otóż tam niżej notowany klub… wybiera sobie, czy chce grać u siebie czy na wyjeździe. W przypadku wyjątkowo udanych losowań, a także takich, w których miasta ze sobą sąsiadują bądź drużyna nie dysponuje odpowiednim obiektem, a chce zarobić na biletach, może ona podjąć decyzję o grze na wyjeździe. Przyznacie, że to dość interesująca zasada.
  • Wydawałoby się, że gdzieś tu powinien zostać wymieniony Puchar Polski, ale to nie do końca prawda. Gramy bowiem na boisku słabszego, ale… w fazie głównej. W rundzie przedwstępnej zasady te zostały przewrócone do góry nogami. Mecze w niej toczyły się na boisku… wyżej notowanej drużyny. Jaki w tym sens i logika? Nie wiadomo. Nikt inny nie stosuje takich zasad.
  • W Anglii, Francji, Turcji, Grecji, Szkocji, Izraelu, Azerbejdżanie, Serbii i na Cyprze stwierdził, że zdają się na ślepy los i jak słabszy ma pecha (albo szczęście), to zagra na wyjeździe. Warto zaznaczyć, że puchary na Wyspach Brytyjskich mają swoją tradycję, która jest nieco inna niż rozgrywki kontynentalne.
  • Na to wszystko przychodzą Włosi i mówią: „Veto! Nie dajemy preferencji słabszym. Wręcz przeciwnie, u nas będą grali… na wyjeździe!”. Jeżeli chodzi o preferencje dla najsilniejszych drużyn, Italia jest zdecydowanym ekspertem. Nic dziwnego, że od 32 lat żaden klub spoza Serie A nie zagrał w finale Coppa Italia. W tym samym czasie w finale Coupe de France zespoły spoza Ligue 1 wystąpiły aż dziesięciokrotnie. Nie jest więc tak, że format nie ma znaczenia, a do finału i tak dotrą najlepsi.

Inter Darmian de Vrij Acerbi

Inter Mediolan – zwycięzcy Coppa Italia 2024/25. We Włoszech trudno o niespodzianki… 

Reklama

Czy Alex Haditaghi i Marek Papszun mają rację?

Pora na kwestię najważniejszą, czyli pytanie – czy w pierwszej rundzie zespoły najwyższej ligi powinny grać ze sobą, skoro mogą zmierzyć się z tymi z niższych szczebli? W tej sprawie wypowiedzieli się już Marek Papszun i Alex Haditaghi.

Trener Legii oburzał się, że musiał grać z jednym z najmocniejszych możliwych przeciwników, czyli z Motorem. Przyznał to po srogich batach.

Wyjątkowo spokojną, wyważoną i rozsądną, jak na niego, wypowiedzią podzielił się z kibicami prezes Pogoni:

Reklama

Co ważne, skrytykował brak rozstawień jeszcze zanim jego klub odpadł ze Śląskiem. Ma więc pewną przewagę nad Papszunem, który czekał z tym na porażkę Legii.

Hiszpańskie złoto

Wbrew opinii wielu fanów, nasz brak jakichkolwiek rozstawień dla najwyżej notowanych drużyn wewnątrz danej rundy jest w Europie wyjątkiem. Nie chodzi tu o ominięcie danego etapu – tę kwestię omówiłem wcześniej. Analizuję teraz, czy w rundzie z udziałem drużyn najwyższej ligi są jakiekolwiek rozstawienia, które powodują, że najmocniejsze ekipy nie powinny na siebie trafić.

  • Żadnych rozstawień dla najlepszych nie ma tylko w Anglii, Holandii, Polsce, Szkocji, Izraelu, Słowenii i na Ukrainie. Nie ma ich też teoretycznie w Grecji, ale tam najlepsi zaczynają od (absurdalnej fazy ligowej). Biorąc pod uwagę oddzielną od kontynentalnej Europy tradycję pucharów na Wyspach, trzeba zauważyć, że taki system jest w naszej części świata ewenementem. W dodatku w przeciwieństwie do pozostałych krajów, u nas nie uzasadnia to tradycja, bo przed wprowadzeniem obecnych zasad nie były one generalnie w Polsce stosowane. Inną sprawą jest fakt, że kopiując angielskie rozwiązanie nie powodujesz automatycznie, że poziom piłki w twoim kraju osiąga poziom Anglii.
  • Bardzo rozbudowany system rozstawień obowiązuje w Bułgarii, Azerbejdżanie, Rumunii, Szwecji, na Słowacji i na Cyprze. W trzech pierwszych rundach funkcjonuje też we Włoszech, w dwóch: w Niemczech, Turcji, Czechach, Norwegii, Danii, Szwajcarii i Austrii, a w pierwszej w: Portugalii, Belgii, Serbii i na Węgrzech.

W Hiszpanii w pierwszych rundach najniżej notowane kluby MUSZĄ trafić nie tylko na kluby La Liga, ale wręcz na te zespoły z elity, które są im bliskie geograficznie! Zgodnie z tą zasadą u nas Legia mogłaby na przykład jechać na mecz do Znicza Pruszków, Lech do Polonii Środa Wielkopolska, któryś z krakowskich klubów do Beskidu Andrychów, Jagiellonia do Wigier Suwałki, ktoś ze Śląska do Zagłębia Sosnowiec, Pogoń do Kluczevii Stargard, a Widzew do Unii Skierniewice.

Reklama

Miałem powstrzymać się z wydawaniem własnych opinii, ale uważam, że ten system to po prostu złoto!

Warto przy tym zauważyć, że niepostrzeżenie w Pucharze Polski w tym roku wprowadzono pewne rozstawienia. Otóż jako jedyne rozgrywki świata rozstawiamy… najsłabszych. Nie mogli bowiem trafić na siebie zwycięzcy wojewódzkich pucharów. Nie kluby Ekstraklasy, tylko najniżej notowane drużyny! Czy chciano im oszczędzić konieczności wyjazdu do innego klubu niskiej ligi z drugiego końca Polski? Pewnie tak, przyznając się tym samym do błędu z poprzednich lat. Tyle że wszystkie inne kraje rozwiązują to poprzez parowanie najmocniejszych z najsłabszymi.

Ile razy w tygodniu Motor ma gościć Legię?

Ponownie wyróżnia się Chorwacja, w której na starcie w ogóle nie ma losowania i najsilniejszy gra z najsłabszym, przy czym o rankingu nie decyduje pozycja ligowa, tylko wyniki w poprzednich edycjach pucharu. We Francji tworzone są grupy geograficzne i w każdej musi znaleźć się równa liczba drużyn Ligue 1. Nie jest to zatem system zupełnie losowych par. Francuzi rozumieją, że gra z rywalem z drugiego końca kraju nie jest tak atrakcyjna, jak z kimś z szeroko rozumianej okolicy. Podobne klucze geograficzne stosowane są też w wielu innych krajach na początkowych etapach.

Reklama

Widać zatem wyraźnie, że jakaś forma rozstawień nie tylko jest w kontynentalnej Europie normą, ale najczęściej spotykanym systemem są rozstawienia w dwóch pierwszych rundach, a nie tylko w jednej. Większość krajów uznaje, że powtarzanie spotkań ligowych w pucharze na tak wczesnym etapie nie ma sensu. Częsty argument: „W całej Europie puchary polegają na ślepym losowaniu, w którym każdy może trafić na każdego” jest po prostu nieprawdziwy i wypowiadają go chyba tylko osoby, które nie widziały innych rozgrywek niż Puchar Anglii.

Przypomnijmy, że Motor po wtorkowym meczu pucharowym w sobotę… ponownie podejmie Legię. Większość lig uznaje też, że klubom niższych szczebli należy się zasłużona nagroda w postaci święta, którym jest mecz z którąś z największych potęg. Chcą, by takich meczów było jak najwięcej, także w kolejnych rundach. Zresztą, wystarczy spojrzeć na filmiki, kiedy jakiś słabeusz trafia na giganta i jaka panuje wówczas szalona radość!

W aż 19 pucharach krajowych zespoły z najwyższej ligi w ogóle nie mogą trafić na siebie w pierwszej z rund, w której uczestniczą. W Hiszpanii, Danii czy Szwajcarii takie ograniczenie trwa przez aż trzy etapy! Możliwe jest to tylko w dziesięciu krajach, przy czym w Chorwacji i Słowenii tylko teoretycznie, bo nie zdarzyło się to w ostatniej edycji. We Francji była zaledwie jedna taka para, w Holandii i Grecji – dwie. W Polsce, Szkocji, Ukrainie i Izraelu – trzy, a w Anglii cztery. Choć trzeba pamiętać, że w Izraelu i na Ukrainie zdarzyło się to o rundę później niż u nas, bo w 1/16 finału.

Mecz i rewanż? Rzadkość w krajowym pucharze

Pora na sprawę budzącą znacznie mniejsze emocje: czy w pucharze kraju o awansie ma decydować zawsze jeden mecz, czy też dopuszczamy formułę z rewanżami na którymś etapie.

Reklama
  • Zdecydowanie dominuje (w 18 krajach) system bez jakichkolwiek rewanżów.
  • W Hiszpanii odbywają się one wyłącznie w rundzie wstępnej wśród klubów z niskich szczebli.
  • Włochy, Portugalia, Belgia, Turcja, Dania, Słowacja i Bułgaria stosują mecz i rewanż, ale wyłącznie w półfinałach. Tak samo było do ubiegłego sezonu w Grecji.
  • Znów mamy dwa kraje, które po prostu musiały postąpić po swojemu. W Danii i Azerbejdżanie rewanże rozgrywane są w ćwierćfinałach i półfinałach.

Finał we wszystkich analizowanych krajach odbywa się w formule jednego spotkania. Poza zakres tej analizy wykracza Bośnia, a to właśnie w niej stosowany jest niespotykany system z meczem i rewanżem także w finale. Wynika on oczywiście z kwestii etnicznych i tego, że kluby z części muzułmańskiej i serbskiej wolałyby nie mierzyć się z rywalem wyłącznie na jego terenie.

Co ciekawe, w tegorocznym finale mieliśmy… derby Mostaru. Zrinjski mierzył się w nich z Velezem.

Można by oddzielnie przeanalizować także samo miejsce rozgrywania finału. W większości krajów odbywa się on zawsze na tym samym dużym, imponującym obiekcie, choć są też takie, w których finał krąży po różnych miastach. Nie ma co pod tym względem szukać dziury w całym. Nasz finał na Stadionie Narodowym to jedna z największych zalet Pucharu Polski. Ma do tego świetny termin. Jeśli szukać jakichś zmian na siłę w tej kwestii, to trzeba wiedzieć, że nie tylko w Anglii już półfinały rozgrywa się na neutralnym gruncie – w tym przypadku na Wembley.

Reklama

Bayern Monachium zdobywcą Pucharu Niemiec. Nikogo to nie dziwi? Otóż dziwi, bo przez pięć sezonów z rzędu odpadał na wczesnym etapie. Często były to sensacje!

Koniec dogrywek?

Oddzielną kwestią jest też sprawa rozstrzygania spotkań w przypadku remisu. Rezygnuje się z „angielskiego” systemu powtórek na stadionie gości. Już nawet FA Cup pozbył się ich dwa lata temu na głównym etapie rozgrywek. Jednak niepostrzeżenie odchodzi do lamusa nawet podstawowa zasada: trzydziestominutowa dogrywka, a dopiero po niej rzuty karne. Coraz więcej krajów albo rezygnuje z pełnej dogrywki, ograniczając ją do piętnastu minut, albo wręcz od razu przechodzi do konkursu jedenastek.

Ptaszki ćwierkają, że nad podobną zmianą zastanawia się PZPN. Wygląda to na psucie odwiecznej reguły. Jednak korzyścią byłoby nie tylko mniejsze zmęczenie zawodników, którzy w przypadku klubów niższych lig często muszą na drugi dzień rano wstać do normalnej pracy. Dzięki tej zmianie mecze pierwszych rund mogłyby się zaczynać nieco później.

Dziś odbywają się one o absurdalnych porach, jeżeli gospodarz nie dysponuje sztucznym oświetleniem, a przecież tak jest często w niższych ligach. Spotkanie Podhala Nowy Targ rozpoczęło się o 15:30, a Wikędu Luzino i Avii Świdnik o godzinę wcześniej. To normalna pora do gry. W weekendy. Ale nie we wtorki i środy, kiedy to taka pora rozpoczęcia meczu odbiera większości normalnych pracujących ludzi możliwość obejrzenia go. Znów zamiast wielkiego święta mamy imprezę w środku dnia dla wybranych.

Reklama

Jeszcze gorzej będzie w drugiej rundzie, która przecież będzie rozgrywana pod koniec października, gdy znacznie szybciej zapada ciemność, a przecież awansowało do niej wyjątkowo dużo kopciuszków.

Dochodzimy zatem do kolejnego pytania: czy pierwsze rundy rozgrywać w tygodniu, czy może w weekendy?

Avia Świdnik ograła Wieczystą, ale musiała wcześnie zacząć mecz. 

Reklama

Jaki sens mają mecze we wtorek o 14:30?

Pod tym względem na lekkim prowadzeniu są rozgrywki tam, gdzie mecze odbywają się jednak w tygodniu. Wynik to osiemnaście do jedenastu.

Jedenaście krajów, które grają w weekendy (brałem pod uwagę terminy pierwszej rundy z udziałem zespołów z najwyższej ligi) to: Anglia, Włochy, Niemcy, Francja, Portugalia, Norwegia, Szwajcaria, Austria, Węgry, Szkocja i Ukraina.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. W przypadku części z tych państw decyduje położenie na północy i brak realnej możliwości rozgrywania spotkań popołudniowych w środku tygodnia. Inną przyczyną jest też organizacja rozgrywek. Gdy w danym etapie uczestniczą wszystkie lub prawie wszystkie zespoły danej ligi (także niższej), to nie jest wielkim problemem rozegranie rundy pucharu w weekend. Po prostu jedną z kolejek ligowych można wszystkim przenieść na środę w innym miesiącu.

W takim przypadku jak Puchar Polski jest to znacznie trudniejsze. W pierwszej rundzie wzięło udział jedenaście zespołów trzeciej ligi. Tymczasem na tym szczeblu występują 72 drużyny. Jak w tej sytuacji umożliwić tej jedenastce grę w weekend? Nie dość, że musimy przerobić terminarz Ekstraklasy, Betclic 1. Ligi i Betclic 2. Ligi, to jeszcze albo rozbić terminarz 3. Ligi, albo kazać pauzować w jeden z weekendów sześćdziesięciu drużynom na tym szczeblu (!), bo kilka z nich gra w pucharze… Do tego część z nich może awansować do drugiej rundy, co zrodzi kolejne problemy, jeśli znów chcemy ją rozegrać w weekend.

Reklama

Dlatego widząc absurd gry w południe w tygodniu, nie widzę prostego rozwiązania dla Pucharu Polski. Albo przerabiamy mocno pierwszy etap rozgrywek tak, by grało w nim więcej drużyn, ale w weekend, albo zaczynamy już w wakacje. Warto też zauważyć, choć część krajów gra w tygodniu, to mecze nie rozpoczynają się w nich wcześniej niż o 16:30.

Mecz Wikęd Luzino – Wisła Płock też zaczął się bardzo wcześnie. 

Faza grupowa w pucharze kraju. Za jakie grzechy?!

Nie zadaliśmy jednak sobie jeszcze zasadniczego pytania: w jakiej w ogóle formule ma być rozgrywany puchar kraju? To kwestia, która wydaje się najbardziej absurdalna z wszystkich: czy puchar gramy w systemie… pucharowym?

Reklama

Młodzi kibice pewnie w tym miejscu pukają się w głowę. Starsi pamiętają, jak tęgie głowy wymyśliły, by w Pucharze Polski wprowadzić fazę grupową w 2004 roku. Do dziś trudno zrozumieć, jaki był jej sens. Na szczęście nikt nie ma w gablocie trofeum za tamtą nieudaną edycję, bo boiskowemu zwycięzcy – Dyskobolii – tamten puchar został odebrany za korupcję.

Tymczasem hydra fazy grupowej powraca. W Szwecji tworzy się osiem grup czterozespołowych, w których każdy gra z każdym po jednym meczu. Zwycięzcy grup przechodzą dalej. W Rumunii i Grecji tak podniecili się nową formułą Ligi Mistrzów, że postanowili wdrożyć ją… w krajowym pucharze.

Rumuni podzielili jeszcze zespoły na cztery sześciozespołowe grupy, w których jednak każdy zespół nie gra z każdym, a jedynie z trzema rywalami. Grecy poszli jeszcze dalej i stworzyli jedną wielką grupę, w której każdy z szesnastu zespołów rozegra po zaledwie pięć meczów. Najlepsi awansują prosto do ćwierćfinałów, a o baraże może walczyć nawet dwunasta drużyna.

To system, który całkiem nieźle sprawdza się w europejskich pucharach. Ale w krajowych rozgrywkach? Czy komuś się to podoba? Podobnie bawili się Turcy, ale w tym roku zrezygnowali z udziwnień.

Reklama

Losowanie co rundę, czy stała drabinka?

Mniej więcej po połowie dzielą się europejskie rozgrywki pod względem tego, czy każdą z rund losujemy każdorazowo po zakończeniu poprzedniej, czy też od razu wyłaniamy całą drabinkę rozgrywek. W Polsce stosujemy pierwsze rozwiązanie.

Argumenty za tym to po pierwsze ekspozycja sponsorów podczas licznych losowań, a po drugie możliwość nagrania reakcji klubu niższej ligi na wynik losowania. Choć gdy trafia na innego trzecioligowca z drugiego końca Polski, w dodatku na wyjeździe, to zamiast radości może być zawód. Za wyłanianiem całej drabinki przemawia to, że uczestnicy meczu Podhale Nowy Targ – Pogoń Grodzisk Mazowiecki od razu wiedzą, że zwycięzca trafi na przykład na Lecha albo Legię. Może to generować większą widownię na meczach pierwszych rund, ale też motywować zawodników do walki.

Ostatnią poruszaną kwestią jest udział zespołów rezerw. W pierwszej rundzie mieliśmy ich w tym roku aż pięć. Śląsk II przeszedł przez rundę wstępną (odpadł w niej ŁKS II), a Widzew II, Korona II, Wisła II Płock i Górnik II Zabrze wygrały puchary wojewódzkie i przystąpiły do pierwszej rundy. Wrocławianie wygrali w niej nawet z niżej notowanym Beskidem Andrychów, a rezerwy RTS-u 15 września zagrają z Polonią Bytom.

Przyczyną przesunięcia tego meczu są mistrzostwa świata kobiet U-20, które w sobotę rozpoczynają się między innymi w Łodzi.

Reklama

Zespoły rezerw. Żaden cywilizowany kraj ich nie dopuszcza

Zobaczmy, jak to wygląda w innych krajach: Anglia, Włochy, Hiszpania, Niemcy, Francja, Portugalia, Holandia, Turcja, Czechy, Grecja, Norwegia, Dania, Cypr, Szwajcaria, Austria, Węgry, Szkocja, Szwecja, Chorwacja, Rumunia, Ukraina, Izrael, Azerbejdżan, Słowenia, Słowacja, Bułgaria, Serbia. W żadnym z tych krajów drużyny rezerw nie uczestniczą w głównej fazie krajowego pucharu!

Jedynym krajem, w którym znalazłem takie drużyny, jest Belgia. Jednak tam występują one wyłącznie w bardzo wstępnych fazach. W dodatku z gry wykluczone są drugie drużyny (w tym młodzieżowe) wszystkich klubów profesjonalnych z dwóch najwyższych lig.

Oznacza to, że malutkie, często wiejskie kluby, mogą zgłosić dwie drużyny, gdy w pierwszej brakuje miejsca do gry dla wszystkich zawodników. Startują one jednak w rozgrywkach regionalnych i choć teoretycznie mogłyby dojść do etapu gry z ekipami z najwyższej ligi, to w praktyce Belgia nawet nie otarła się w tym sezonie o taką sytuację.

Reklama

Ostatnie zespoły rezerw odpadły w trzeciej rundzie, a drużyny z najwyższej ligi dołączą w… siódmej rundzie. Przy czym mówimy tu o rezerwach klubów prowincjonalnych, których nazwy nikomu nic nie mówią. Club NXT (pod tą nazwą grają rezerwy Brugii), Jong Genk, Jong Gent czy RSC Anderlecht Futures, które grają w drugiej lidze (na kuriozalnych zasadach) i które są piłkarsko tak mocne, że prawdopodobnie mogłyby sobie poradzić z awansem z polskiej 1. Ligi, nie mogą grać w pucharze.

Zatem żaden cywilizowany kraj Europy nie dopuszcza rezerw profesjonalnych klubów do zasadniczej fazy rozgrywek krajowego pucharu. To zdanie musi wybrzmieć, bo w wielu dyskusjach dostrzegam kompletny brak świadomości polskich kibiców w tym temacie. U nas rezerwy grają nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie – pięć klubów w pierwszej rundzie, a jeden (lub nawet dwa) zagra w drugiej.

Każdy uczciwy człowiek musi odpowiedzieć sobie w tym momencie na pytanie: czy to PZPN jest najgenialniejszym związkiem na kontynencie, który jako jedyny wpadł na genialny i słuszny pomysł, by rezerwy grały w pucharze, a wszyscy inni się mylą? Czy też to nasza zasada jest idiotyczna i każdy w Europie zrozumiał, że to nie jest miejsce dla drugich drużyn.

Reklama

Rezerwy Realu w Pucharze Zdobywców Pucharów

Owszem, kiedyś było inaczej. W 1975 roku ROW II Rybnik dotarł do finału Pucharu Polski. Osiemnaście lat później rezerwy Ruchu Chorzów w finale przegrały z GKS-em Katowice dopiero po rzutach karnych. Mało brakowało, by PZPN miał niezły dylemat, kogo zgłosić do Pucharu Zdobywców Pucharów. Pierwszą drużynę Ruchu? Drugą? A może GKS?

Taki problem miała Hiszpania w 1980 roku. W finale Pucharu Króla Real Madryt wygrał 6:1 z Castilla CF, a więc… swoimi własnymi rezerwami! Jako że Los Blancos wygrali także ligę, do Pucharu Zdobywców Pucharów przystąpiła Castilla CF (później znana jako Real Madrid B i Real Madrid Castilla). Mało tego, w pierwszym meczu rozbiła 3:1 potężny West Ham United. W rewanżu jednak Anglicy odrobili straty po dogrywce.

To były jednak inne czasy. Drużyny rezerw były często zespołami, w których grali amatorzy. Wszystkie europejskie ligi doszły jednak wcześniej czy później do wniosku, że ich uczestnictwo w krajowych pucharach jest kompletnie bezsensowne.

Problemem jest chociażby rozgraniczenie, którzy zawodnicy i w jakim wymiarze czasowym mogą występować w pierwszej, a którzy w drugiej drużynie. W niższych ligach w Polsce powszechna jest gra pierwszego składu w pucharze okręgowym jako rezerw, a pod nazwą pierwszej drużyny wystawianie juniorów. Rezerwy, grając w niższej lidze mają zagwarantowaną przewagę własnego boiska w dalszych rundach i nie trzeba się dzięki temu pałętać po wioskach.

Problemem może być sytuacja Śląska II. Co, jeżeli zajdzie dalej niż pierwsza drużyna? Zgodnie z regulaminem trzech zawodników pierwszego składu będzie mogło grać dalej w meczach rezerw… Jeszcze ciekawiej będzie, jeżeli obie drużyny wrocławskiego klubu trafią na siebie.

Kolejnym argumentem przeciw zespołom rezerw jest fakt, że mecze pucharowe mają być świętem dla lokalnej społeczności, często wydarzeniem dekady. Tymczasem na mecze drugich drużyn po prostu nikt nie chodzi. Zrozumiała to cała piłkarska Europa, może pora na nas?

Fot. Newspix.pl

0 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy

Jan Broda
0
Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy

Jan Broda
0
Wjunnyk o transferze do Legii: Jestem niesamowicie szczęśliwy