Małe derby dla Radomiaka. Powody do radości też małe

Adrian Mańko

01 września 2026, 16:28 • 3 min czytania 6

Reklama
Małe derby dla Radomiaka. Powody do radości też małe

Radomiak melduje się w II rundzie Pucharu Polski. Podopieczni Tomasza Kaczmarka pokonali rezerwy kieleckiej Korony w małych derbach regionu. Jeśli te normalne derby nazywane są Świętą Wojną, to dziś wczesnym popołudniem w Kielcach nie obejrzeliśmy nawet namiastki wojenki. O wygranej gości przesądziła jedna jedyna bramka Ronaldo Lumungo z pierwszej połowy.

Reklama

Już choćby ten fakt nie wystawia dobrej recenzji ekstraklasowiczowi. Po drugiej stronie był wszakże przedostatni zespół czwartej grupy III ligi. Do tabeli na tak wczesnym etapie sezonu nie ma się co przywiązywać, ale trudno rezerwy Korony nazwać poważnym przeciwnikiem.

Lumungo trafił raz, mógł trzy

Tymczasem na początku Radomiak mógł się wpakować w całkiem poważne tarapaty. Po prostej stracie Luquinhasa przed szansą na gola stanął Kornel Toboła, ale jego uderzenie obronił Filip Majchrowicz. To było ostrzeżenie, którego zespół z Radomia nie zlekceważył. Kolejne minuty to przewaga optyczna zespołu Kaczmarka, ale na gola trzeba było poczekać do początku trzeciego kwadransa. Lumungo otrzymał prostopadłe podanie od Luquinhasa i okazji nie zmarnował. Nie było to takie oczywiste, bo zarówno wcześniej, jak i później zmarnował dwie inne sytuacje. Godne odnotowania były też niecelne strzały Fernanda Goure i Luquinhasa.

Reklama

Kluczowa dla losów meczu paradoksalnie mogła być wymuszona zmiana z 20. minuty. Najlepszego zawodnika kieleckiej „dwójki”, Janusza Nojszewskiego, zastąpił Piotr Rogala. To właśnie on bardzo wyraźnie złamał linię spalonego przy bramce Lumungo.

Fatalna zmiana Manu

Po przerwie w zespole Radomiaka na boisku zameldował się Manu. Cóż, delikatnie mówiąc nie była to udana zmiana, a jej najlepszym podsumowaniem są dwie sytuacje z 54. minuty. Najpierw Goure wykładał mu piłkę na srebrnej tacy – wystarczyło pójść do końca za akcją i dopełnić formalności. Angolczykowi najwyraźniej jednak biec się nie chciało. Niedługo potem zachciało mu się ordynarnie symulować. Nie nabrał się na to Daniel Stefański. Prawdę mówiąc nie nabrałby się na to nawet Stevie Wonder. Skończyło się żółtą kartką.

Radomiak do końcowego gwizdka balansował na cienkiej linie. Niby bezdyskusyjnie był zespołem lepszym piłkarsko, ale wystarczyłby jeden zabłąkany strzał, jeden rykoszet i mogłoby się skończyć w najlepszym razie dodatkowymi 30 minutami gry. W najgorszym – kompromitacją. A choćby strzał Michała Nasternaka po rzucie rożnym nosił znamiona zagrożenia. Oj mieliby używanie kibice Korony, gdyby ich rezerwy wyeliminowały pierwszy zespół odwiecznego wroga.

Tak się jednak nie stało, ale Radomiak nie ma się czym chwalić. Trener Kaczmarek nie zlekceważył rywali. Wyszedł na ten mecz jedenastką zbliżoną do tej z ostatniego meczu ligowego z Cracovią (dokonał tylko trzech zmian). Mimo tego ekipa z Ekstraklasy zagrała po prostu słabo, a pieczęcią na tym występie była nieporadność Guilherme w doliczonym czasie gry. Brazylijczyk sam wywalczył piłkę, wyszedł sam na sam z bramkarzem, by potem łatwo przegrać pojedynek z bramkarzem Kielczan.

Reklama

Kibice obu ekip na normalne derby, te w Ekstraklasie, poczekają sobie do listopada. Dziś otrzymali mało atrakcyjny substytut.

Korona II Kielce – Radomiak 0:1 (0:1)

  • R. Lumungo 31′

fot. Newspix

6 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama