Łzy Dicka Advocaata, którego wzruszył powrót na mundial po dwóch dekadach wraz z kadrą Curacao, będzie jednym z obrazków tych mistrzostw. Holenderski weteran zalicza właśnie trzeci turniej z trzecim zespołem. Tym samym poszedł w ślady licznych rodaków, kolegów po fachu.
***
Mundiary to nasz pamiętniczek, cykl codziennych tekstów komentujących to, co wydarzyło się na Mistrzostwach Świata 2026.
***
Wprowadzenie na mundial kopciuszka to chyba rzecz, którą każdy trener z Holandii musi odhaczyć, zanim będzie mógł udać się na emeryturę. Co prawda w tym roku największą reprezentację wśród selekcjonerów ma argentyńska szkoła trenerska – sześciu! – ale historycznie to Holandię kojarzymy z piłkarską ewangelizacją egzotycznych krain.
Dick Advocaat czwartym trenerem z Holandii, który zadebiutował z kadrą na mundialu
Wiadomo przecież, kto zabrał na mundial Trynidad i Tobago – nieodżałowany Leo Beenhakker. To właśnie wtedy mieliśmy największe zatrzęsienie holenderskich selekcjonerów na ławkach trenerskich. Dick Advocaat pracował wówczas w Korei Południowej, Guus Hiddink prowadził Australię. Oranje trzymał w ryzach Marco van Basten. Nie chodzi jednak o jeden turniej, lecz o ogólne wrażenie. Holendrzy nie są najliczniej reprezentowaną nacją wśród trenerów, którzy prowadzili drużyny na mundialu, jednak zwykle, gdy trafia się na nim ktoś nieoczywisty, to akurat oni są w to zamieszani.
Statystyka historyczna: czterech holenderskich trenerów było selekcjonerami zagranicznych reprezentacji w ich debiucie na mistrzostwach świata.
- 1938 – Johannes Mastenbroek prowadził Indie Wschodnie,
- 1994 – Clemens Westerhof prowadził Nigerię,
- 2006 – Leo Beenhakker prowadził Trynidad i Tobago,
- 2026 – Dick Advocaat prowadzi Curacao.

Clemens Westerhof
W międzyczasie nietypowym wyczynem mogła się pochwalić też Australia, która trzykrotnie jechała na mundial z Holendrem na stanowisku trenera. Socceroos na mistrzostwach świata prowadzili Bert van Marwijk, Peter Verbeek oraz Guus Hiddink.
Wrażenie, że Holendrzy zawsze kręcą się przy mundialowych kopciuszkach, podbija fakt, że mówimy o ograniczonym gronie szkoleniowców, którzy zdają się wymieniać rolami. Hiddink, Advocaat, van Marwijk, Beenhakker – wszyscy pełnili funkcję selekcjonera kadry Oranje, każdego widzieliśmy potem w tej samej roli w innym państwie. Każdy pracował też do późnych lat, jesieni życia.
Jeśli zliczymy lata, które wspomniana czwórka spędziła na stanowisku trenerskim w różnych krajach, okaże się, że przepracowali około czterdzieści lat pełnią funkcję selekcjonerów drużyn narodowych. Nic dziwnego, że człowiekowi wydaje się, że zawsze i wszędzie towarzyszy mu jakiś siwiejący, holenderski nauczyciel futbolu.
Kto prowadził najgorsze drużyny na mistrzostwach świata?
Nieprzypadkowo użyłem jednak słowa „wydaje się”, bo w praktyce, gdy odstawimy na bok temat kilku nestorów, Holendrzy nie okazują się narodem, który niósł kaganek mundialu po świecie. Prowadzony ciekawością zerknąłem na zestawienie najsłabszych drużyn na poszczególnych turniejach i na to, kto ich wówczas prowadził. W siedmiu przypadkach był to lokalny trener – ukłony, pewnie w każdym przypadku mówimy o wiecznych legendach – natomiast w pozostałych sytuacjach najczęściej byli to:
- Niemcy – trzykrotnie (Otto Addo – Ghana 2022, Volker Finke – Kamerun 2014, Otto Pfister – Togo 2006),
- Włosi – trzykrotnie (Mario Pretto – Boliwia 1950, Sandro Puppo – Turcja 1954, Alfredo Foni – Szwajcaria 1966),
- Brazylijczycy – dwukrotnie (Carlos Alberto Parreira – ZEA 1990, Evaristo – Irak 1986),
- Argentyńczycy – dwukrotnie (Juan Antonio Pizzi – Arabia Saudyjska 2018, Alfredo Pedernera – Kolumbia 1962).

Występ Togo na mundialu pozostaje jedną z bardziej egzotycznych historii w dziejach mistrzostw świata.
Metoda badawcza ma swoje minusy, bo ranking Elo pewnie nie jest idealnym rozwiązaniem, ale tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. W dodatku trzeba brać pod uwagę, że Otto Addo i Juan Antonio Pizzi tylko urodzili się w państwie, do których ich przypisałem, bo jako zawodnicy reprezentowali odpowiednio Ghanę oraz Hiszpanię.
W każdym razie holenderskim rodzynkiem w zestawieniu trenerów najsłabszych spośród najlepszych (bo za takich trzeba jednak uznać uczestników mundialu) pozostaje tylko Clemens Westerhof. Dickowi Advocaatowi ten zaszczytny tytuł skradł Julen Lopetegui, bo to Katarczyków ranking Elo ustawił w pozycji kompletnego outsidera.
Dick Advocaat nie poleciał tylko na kasę. Curacao to coś wyjątkowego
Generalnie jednak Holendrzy wyruszający w świat, żeby prowadzić drużynę narodową egzotycznego kraju, to sytuacja powszechna. Także z uwagi na przeszłość kolonialną tego państwa, bo nieprzypadkowo holenderscy selekcjonerzy pracują obecnie w:
- Surinamie (dawna kolonia),
- Curacao (terytorium zależne Holandii),
- Sint Maarten (terytorium zależne Holandii).
I nigdzie więcej (nie licząc Oranje rzecz jasna), co pewnie też kiepsko świadczy o kondycji holenderskiej myśli szkoleniowej. Trendy w futbolu dawno skręciły w kierunku Hiszpanii, która wysłała w świat dziesięciu selekcjonerów, podobnie jak Włosi. Francuzi mają ich trzynastu, ale w tym przypadku też mówimy o silnych wpływach w dawnych koloniach, które bardzo chętnie pytają o trenerów znad Sekwany, licząc, że osiągną to, co Sebastien Desabre w Demokratycznej Republice Konga czy Sebastien Migne na Haiti.
Trzeba też pamiętać, że o ile trenerzy z topowych piłkarskich krajów od dawna rozjeżdżali się po świecie, żeby szkolić mniej zdolne nacje, tak generalnie koncepcja tego, żeby obcokrajowiec pracował z drużyną narodową, która nie potrzebuje „wyjścia z drewnianych chatek”, jest względnie świeża. Ciekawie mówił nam o tym niedawno Jonathan Wilson, tłumacząc, że taka sytuacja to dowód na porażkę lokalnego systemu szkolenia trenerów.

Holendrów ten system na pewno zawodzi, skoro mimo ciągłych zmian w XXI wieku kadrę prowadziło dziewięciu szkoleniowców, którzy po prostu wracali na stanowisko po kilkuletniej przerwie. Może jednak zdumiewać, że część z nich ma w sobie tyle ambicji czy samozaparcia, żeby po pracy z absolutną elitą rozdrabniać się do późnej starości w coraz bardziej egzotycznych miejscach.
Wiadomo, że slogan Leo Beenhakkera – for money – odgrywa w tym większą rolę niż hasło Kobiety Pracującej – żadnej pracy się nie boję. Często przecież ich praca na drugim końcu świata ograniczała się właśnie do tego: inkasowania ogromnej pensji bez realnego postępu. Przykładem Patrick Kluivert, który obskoczył Curacao i Indonezję, żeby teraz doradzać w Surinamie, nigdzie nie odnosząc sukcesu.
Dick Advocaat jest na ich tle wyjątkiem. Autentyczna radość i wzruszenie, które okazał podczas meczu z Niemcami, to jedno. Więcej mówi o nim, że na prośbę federacji, sponsorów oraz samych zawodników wrócił do pracy selekcjonera Curacao po kilku miesiącach przerwy, gdy zajmował się chorą córką. Fred Rutten nie był lubiany przez rygor i porządek, które różniły go od luźnego, spokojnego podejścia Advocaata, ale mógł powiedzieć, że to nie jego problem.
Może i ma ksywkę „Bankomat”, bo mocno się ceni, ale w pogoni za pieniądzem nie chwytał się tak bezsensownych posad, jak choćby Guus Hiddink, który pracował nawet w Korei Północnej i Chinach. W projekt Curacao zaangażował się całym sobą: zanim w ogóle podjął się tej pracy, zabiegał nie tyle o poszczególnych piłkarzy, ile o gwarancje budżetu oraz inwestycji na kolejne lata. I właśnie dlatego po prostu zasłużył na swój moment wzruszenia, siedząc na ławce trenerskiej podczas mundialu na amerykańskiej ziemi.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix