Wyjście Lisa na styku [NIEWYDRUKOWANA TABELA]

Antoni Figlewicz

29 lipca 2026, 14:01 • 8 min czytania 6

Reklama
Wyjście Lisa na styku [NIEWYDRUKOWANA TABELA]

Tęskniliście? Nic dziwnego – w ubiegłym sezonie nas nie było, ale wracamy ze zdwojoną siłą. Już od pierwszej kolejki siadamy do analizy spornych sytuacji, które mogły mieć wpływ na przebieg spotkań pierwszej kolejki długo wyczekiwanej Ekstraklasy. Patrzymy na ręce sędziów, którzy robotę mają na tyle niewdzięczną, że błędów ustrzec się w niej naprawdę trudno…

Reklama

No i co tu dużo mówić – już w pierwszym meczu zauważyliśmy taki błąd, który miał spory wpływ na przebieg spotkania. 23. minuta rywalizacji Radomiaka z Wieczystą i faul nabuzowanego, mającego już na swoim koncie żółtą kartkę Duje Dujmovicia na Rafale Wolskim. Zgodnie z zasadami naszej tabeli, potencjalną grę Radomiaka w przewadze przez większość meczu wyceniamy na jednego gola więcej dla gospodarzy. Dobrze dla Jarosława Przybyła o tyle, że teoretycznie skrzywdzony zespół z Radomia i tak ostatecznie wygrał swoje inauguracyjne spotkanie, ale nie można się litować nad nikim.

Jasne, Chorwat debiutował w Ekstraklasie, źle wszedł w mecz, ale zwyczajnie zasłużył na dwie żółte kartki i odesłanie do szatni na dobrych dziesięć minut przed tym, jak trener Kazimierz Moskal sam postanowił, że wystarczy tego dobrego i po prostu zmienił swojego stopera, nie chcąc ryzykować gry w osłabieniu.

Fart Dujmovicia jednoczesnym pechem Przybyła. Właśnie ten arbiter notuje pierwsze wpadki w tym sezonie. Naszym zdaniem od razu dwie – na czerwoną kartkę zapracował również grający dla Radomiaka Chrostos Donis, który w doliczonym czasie gry popisał się bardzo ostrym wejściem i w opinii sędziego zapracował na „żółtko”. My byśmy się z Grekiem nie patyczkowali – czerwona kartka byłaby bardziej adekwatna. Jest naskok, jest spore ryzyko kontuzji rywala, który dąży jeszcze uciec trochę z nogami, ale tylko sobie zawdzięcza fakt, że nie skończyło się to o wiele gorzej.

Reklama

Niewydrukowana tabela. Patrzymy sędziom (i nie tylko sędziom) na ręce

Sporo działo się też w meczu wracającej do Ekstraklasy Wisły z szykującą się do rewanżowego spotkania z Żyliną w eliminacjach Ligi Konferencji GieKSą. Zacznijmy od rzutu karnego dla gospodarzy. Sam Marcin Wasielewski niespecjalnie protestował, świadom tego, że utrudniał Alanowi Urydze walkę o górną piłkę i sam do niej nie skakał. Ktoś powie, że chwyt piłkarza zespołu z Katowic nie był zbyt silny, ale miał wpływ na możliwość zagrania piłki przez gracza Wisły, który już będąc w powietrzu był bez wątpienia wytrącony z równowagi.

Brutalności to tu nie było, ale przewinienie – jak najbardziej.

Podobnie dobrą decyzję udało się ostatecznie podjąć przy nieuznanym golu Jordiego Sancheza. Trudno powiedzieć, czy sędzia Kuźma bardziej dał się przekonać do zagrania ręką Hiszpana czy do faulu Maxence’a Maisonneuve’a na Arkadiuszu Jędrychu. Nam wydaje się, że już w tej wcześniejszej fazie akcji, przy starciu dwóch obrońców, doszło do przewinienia, które było przyczynkiem do nieuznania trafienia. Zagranie ręką – oczywiste, ale też bardzo przypadkowe. O nim można by trochę dłużej porozmawiać i my też skłaniamy się ku opcji odgwizdania przewinienia także w tym przypadku. Choć podstawą do nieuznania gola był faul Francuza, zaznaczmy raz jeszcze.

Reklama

Ręka i ręka w Łodzi. Klucz do interpretacji jak zwykle pokręcony

Wiecie, jak to jest z zagraniami ręką. Albo inaczej – chcemy wszyscy wiedzieć, jak to jest. Wykładnia jest w tej kwestii nie tyle płynna, co po prostu tak szczegółowa, że sytuacje ocenia się w sposób bardzo skrupulatny i często można odnieść wrażenie, że te niuanse strasznie zaciemniają przekaz. Będziemy walczyć z tym tematem cały sezon, więc dobrze, że w meczu Widzewa z Motorem zobaczyliśmy dwa różne zagrania ręką.

Za jedno należał się rzut karny Łodzianom. Przy dośrodkowaniu Fornalczyka piłkę zatrzymał nieprzepisowo Łęgowski. Analiza trwała długo, pewnie dlatego, że ręka piłkarza Motoru była blisko jego nogi i sędziowie chcieli mieć pewność, że doszło do przewinienia. Potwierdzamy – doszło. Ręka poszerza obrys ciała, piłka zagrywana jest z dużej odległości od zawodnika.

Reklama

Trochę inaczej wygląda sytuacja, w której na zagranie ręką Bereszyńskiego zwracał uwagę sędziego Kornvig. Duńczyk faktycznie mógł mieć do arbitra pretensje, bo piłka uderzyła w rękę zawodnika Motoru, ale – jako się rzekło – to inny przypadek. Po pierwsze, naturalne ułożenie ręki w biegu, Bereszyński nie wyczynia żadnych dziwnych figur.

Po drugie obrys. W momencie kontaktu piłki z Bereszyńskim, jego ręka znajduje się w jednej linii z tułowiem. W pierwsze tempo sytuacja wydaje się trochę inna, ale obrońca zespołu z Lublina ma trochę szczęścia. Timing mu sprzyja.

No i po trzecie – niewielka odległość zagrywającego futbolówkę zawodnika Widzewa od podejrzewanego o przekroczenie przepisów piłkarza Motoru. Kornvig jest blisko, nabija rękę z niewielkiej odległości, a to działa na korzyść Bereszyńskiego przy interpretacji tej sytuacji. Wiele czynników pomaga wracającemu do naszej ligi defensorowi, decyzja sędziego Raczkowskiego była w tym wypadku słuszna. Może słabo to widać na dostępnych powtórkach, ale poniżej pokazano moment dotknięcia piłki przez Bereszyńskiego:

Reklama

Oczywisty faul, nieoczywista analiza

W tej kolejce największe problemy sprawiały sędziom nie tyle skomplikowane sytuacje boiskowe, co… wykorzystanie systemu VAR. Analiza trwała niewiarygodnie długo i w Krakowie, i w Łodzi, i w końcu w Częstochowie. A przewinienie Prsira, który faulował w polu karnym Jeana Carlosa nie wymagało oglądania tysiąca i jednej powtórki.

Analiza VAR? To po prostu nie może tyle trwać

Piłkarz Rakowa zagrał piłkę i został zahaczony przez zawodnika Wisły, który z dużym impetem atakował piłkę, ale ostatecznie przekroczył przepisy. Tu nie ma zbyt wiele do tłumaczenia, trudno dzielić włos na czworo, bo w tym wypadku nie dzieli się on nawet na dwie części.

Reklama

Tym bardziej powinniśmy dążyć do tego, by konsultacja z centrum VAR nie trwała latami. Jeśli coś jest naprawdę proste, powinniśmy wymagać szybszej reakcji, a nie wielu minut zastanowienia, zatrzymanej gry i opóźnień, których można uniknąć. Także, a może przede wszystkim, podejmując taką decyzję z boiska, a nie dopiero przy wsparciu sędziów odpowiedzialnych za wideoanalizę.

W ostatniej chwili

Bardziej stykowa była bez wątpienia sytuacja z 84. minuty meczu Pogoni z Legią. Rozpędzonego Żewłakowa zatrzymywał Keramitsis i goście domagali się po jego wejściu rzutu karnego. Dłuższa analiza tej sytuacji utwierdza nas jednak w przekonaniu, że Grek jednak zachował się przepisowo i decyzja arbitra była poprawna. Obrońca Portowców początkowo trafia w piłkę, a jego noga pada na ziemię przed kontaktem z nogą Żewłakowa. Sporo dzieje się później, ostatecznie piłkarz Legii pada na murawę. My oceniamy to wejście jako czyste i przyznajemy rację sędziemu. Choć przyznać trzeba, że Keramitsis interweniował w naprawdę ostatniej chwili.

Gdzie była ręka Lisa?

Na koniec pytanie, które zadajemy sobie od soboty wszyscy i odpowiedź, o którą bardzo trudno. Zacznijmy od tego, że liczy się punkt, w którym ręka dotyka piłki – wszystko zgodnie z wytycznymi IFAB. Nie jakieś położenie futbolówki, nie ustawienie nóg bramkarza i nie żadne inne dyrdymały. Punkt styku. Nad nim się pochylimy.

Reklama

Sytuacja jest złożona także dlatego, że Lis zagrywa jeszcze piłkę klatką piersiową, a dopiero później przytula ją do ciała w klasycznym bramkarskim koszyczku. Szczególną uwagę zwracamy na lewą rękę bramkarza Lecha, bo to ona może być sprawcą całego nieszczęścia. W pierwsze tempo, intuicyjnie, sędzia Sylwestrzak wyciąga czerwony kartonik i choć po konsultacji z centrum VAR decyzja zostaje zmieniona.

Oczywiście, akcja ma swoją dynamikę, oglądaliśmy ją kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. I na koniec uznajemy, że stopklatka poniżej może ukazywać moment, w którym lewa ręka Lisa dotyka piłki. Nic bardziej dokładnego nie będziemy wam w stanie pokazać. Punkt styku piłki z lewą ręką może tu być w polu karnym, jeszcze w obrębie linii szesnastego metra. Może też być jednak tuż za nim, naprawdę ciężko powiedzieć.

Zdania w naszej redakcji były podzielone, więc nie pokusimy się o ostateczny werdykt. Bo faktycznie – piekielnie trudno ocenić moment, w którym piłka dotyka lewej ręki Lisa. Choć to z kolei może sugerować, że VAR nie powinien w tej sytuacji mącić, a charakter wiążący należało nadać decyzji z boiska…

Reklama

Warto jeszcze przedstawić interpretację tej sytuacji opublikowaną przez PZPN. Kryteria przyjęto oczywiście te same, rzecz w tym, że jednoznacznie oceniono, że lewa ręka Lisa dotyka piłki w obrębie pola karnego: – W tej sytuacji istotne jest położenie piłki. Dotknięcie ręką przez bramkarza części piłki, która wystaje poza pole karne, jest traktowane jako przewinienie. Sędzia VAR analizując dokładnie dostępny materiał wideo ocenił, że dotknięcie piłki –  najpierw prawą, a następnie lewą dłonią – miało miejsce wewnątrz pola karnego i nad linią pola karnego, która zgodnie z „Przepisami Gry” do niego należy. Dlatego w tej sytuacji nie doszło do naruszenia „Przepisów Gry”.

My tej pewności nie mamy, ale nie jesteśmy w stanie udowodnić, że było inaczej. Wątpliwość, tak na miły początek sezonu, rozstrzygamy na korzyść sędziów.

***

Podsumujmy sobie tę pierwszą kolejkę. W sumie wyłapaliśmy dwa istotne błędy a to oznacza, że start sezonu mógł być jednak trochę lepszy dla Jarosława Przybyła. Nie zmienia to faktu, że na ostateczny podział punktów w spotkaniu Radomiaka z Wieczystą jego potknięcia nie miały wpływu.

Reklama

A no i najważniejsze! Dajcie koniecznie znać w komentarzach, co myślicie o tym wyjściu Lisa i jak wy ocenilibyście tę sytuację. Żebyście nie musieli za długo szukać – skrót starcia Lecha z Cracovią znajdziecie TUTAJ.

Fot. Ekstraklasa TV / Newspix

Reklama
6 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lech i rekrutacja trenerów. Jak zatrzymał Frederiksena i zbudował struktury?

Szymon Janczyk
16
Lech i rekrutacja trenerów. Jak zatrzymał Frederiksena i zbudował struktury?