Paweł Golański: W końcu możemy pobić się o coś więcej

Marcin Długosz

14 lipca 2026, 18:43 • 8 min czytania 7

Reklama
Paweł Golański: W końcu możemy pobić się o coś więcej

Paweł Golański wrócił na stanowisko dyrektora sportowego Korony Kielce po dwóch latach przerwy. I od razu dzięki możliwościom właściciela klubu, Łukasza Maciejczyka, przeprowadza okienko transferowe, o którym w Ekstraklasie zrobiło się głośno. – Piłkarze, których ściągnęliśmy, byli w kręgu zainteresowań innych klubów naszej ligi i to my wygraliśmy tę walkę – podkreśla szef pionu sportowego kieleckiego klubu.

Reklama

Pierwsze pytanie, jakie można zadać dyrektorowi sportowemu w tym momencie – transfery do klubu, ilu możemy się ich jeszcze spodziewać do Korony Kielce?

Jeszcze przynajmniej dwóch zawodników do Korony dołączy. Nie jest powiedziane czy w najbliższych dniach, czy z tydzień poczekamy. Spodziewajmy się na pewno dwóch transferów [już po naszej rozmowie Kielczanie ogłosili transfer Norberta Barczaka z Górnika Zabrze – red.]. Jeżeli wszystko będzie w porządku, czyli bez kontuzji, to chcielibyśmy zamknąć kadrę do prezentacji [zaplanowana jest na piątek, 17 lipca – red.]. Tak, aby po niej nikt już nie musiał do nas dołączać.

Korona ogłosiła kolejny transfer! Znowu z Górnika Zabrze

Celem numer jeden jest zawodnik ofensywny, który potrafi grać i jako środkowy napastnik, i na skrzydle?

Reklama

To nie jest cel numer jeden, bo cel numer jeden, dwa i trzy jest już zrealizowany. Rzeczywiście bierzemy pod uwagę takiego piłkarza, który może zagrać zarówno na skrzydle, jak i na dziewiątce, żeby była większa konkurencja z przodu. I – szczerze mówiąc – mamy wyselekcjonowanych dwóch piłkarzy, z którymi rozmawiamy. Tak, aby któryś z nich do Korony Kielce dołączył.

Muszę dodać, że to jest też tak, że jak dany piłkarz prezentuje poziom nas zadowalający, to inne kluby też się takimi zawodnikami interesują. W tych dwóch przypadkach jest taka sytuacja, że mają też inne propozycje i robię wszystko, żeby namówić ich na projekt Korony Kielce.

Mówimy o opcjach polskich czy zagranicznych?

O zagranicznych. Opcje polskie, jeżeli chodzi o tę pozycję, to się skończyły i nie ma piłkarzy, którzy by byli w kręgu naszych zainteresowań.

Reklama

A gdyby pojawiła się – jak to się ładnie mówi – szansa na rynku transferowym, to Korona może jeszcze zaskoczyć opinię publiczną tak bardzo jak sprowadzeniem Patrika Hellebranda czy Ariela Mosóra?

Znając naszego właściciela, czyli Łukasza Maciejczyka, to sądzę, że może tak się wydarzyć. To człowiek bardzo mocno związany z Koroną Kielce i to niewątpliwie duży handicap dla wszystkich w mieście, że taka osoba w końcu jest przy klubie. Podchodzimy też jednak zdroworozsądkowo. To nie tak, że skoro przeprowadziliśmy pierwszy transfer Patrika, to każdy następny będzie spektakularny. Choć kolejne również są topowe jeżeli chodzi o Ekstraklasę. Piłkarze, których ściągnęliśmy później, byli w kręgu zainteresowań innych klubów naszej ligi i to my wygraliśmy tę walkę. Z tego się bardzo cieszymy. Nie zamykamy drzwi przed piłkarzami, którzy mogą namieszać na rynku transferowym, ale najważniejsze dla nas jest to, żeby pasowali charakterologiczne, a sportowo podnieśli poziom naszego klubu. Myślę, że to liczy się najbardziej.

WYWIAD WESZŁO Z PATRIKIEM HELLEBRANDEM – KLIK!

Przeżyłeś w ekstraklasowej Koronie Kielce chyba wszystkie epoki. Obecne czasy pod względem możliwości są dla klubu najlepsze od tych Kolportera sprzed 20 lat. Da się w ogóle porównać te dwa okresy?

Reklama

Wydaje mi się, że to dla Korony zdecydowanie najlepszy czas. Muszę przyznać, że kiedy ja byłem piłkarzem i w czasach Kolportera szefem był prezes Klicki, który inwestował w klub, to porównując z obecnym okresem mam wrażenie, że Łukasz Maciejczyk jeszcze bardziej angażuje się w Koronę. Jesteśmy w świetnych relacjach i nie mam problemu powiedzieć, że on uczestniczy w wielu rozmowach takich czysto sportowych. Dyskutuję z nim i to też jest fajne, że tak się angażuje. Ale nie tylko on, a cała jego rodzina – to niesamowite, że i synowie, i małżonka bardzo mocno go wspierają, przeżywają to wszystko. Córka wybrała akurat inną dyscyplinę. Wyczuwalne jest, że bardzo zależy im na tym klubie. Dla mnie to coś wyjątkowego. Ja też z Koroną mocno się utożsamiam przez to, ile lat w niej spędziłem. Cieszę się, że dożyłem takich chwil, kiedy właściciel tak mocno związany jest z klubem.

A jeżeli chodzi o transfery wychodzące, to temat Tamara Svetlina w Lechu Poznań jest całkowicie przekreślony?

Nigdy nie możemy powiedzieć, że jest przekreślony całkowicie. Jeżeli przyjdzie jakaś oferta, to na pewno się nad nią pochylimy. To też musi wybrzmieć z moich ust, ponieważ jestem odpowiedzialny za tę stronę sportową, że każda dobra propozycja dla klubu będzie rozpatrzona. A czy się pojawi? To druga strona medalu. Zawsze trzeba przedyskutować w klubie czy to dla nas opłacalne, czy nie wywróci nam strony sportowej. Obojętnie jednak czy za Tamara, czy za jakiegokolwiek innego piłkarza, jeżeli wpłynie do nas satysfakcjonująca oferta, to na pewno będziemy o niej rozmawiali.

Reklama

Tamarowi trudno było przełknąć, że nie dogadaliście się z Lechem na etapie, kiedy ten o niego zabiegał? Zupełnie uczciwie stawiając sprawę – chce cię mistrz Polski, uczestnik europejskich pucharów. To normalne, że zawodnik może chcieć transferu.

Rozumiem tę sytuację doskonale. Powiedział to zresztą też Tamarowi – rozumiem, że on chciał skorzystać z możliwości gry w europejskich pucharach, to nie jest nic dziwnego. Sam miałem taką historię będąc piłkarzy Steauy Bukareszt, kiedy wpłynęła oferta z Napoli i FC Porto. Właściciel mnie nie puścił. Było mi przykro i mogłem być na to zły, ale jestem profesjonalistą, byłem piłkarzem danego klubu i musiałem oddać wszystko na boisku, żeby grać jak najlepiej. Myślę, że Tamar też to zrozumiał. Rozmawialiśmy zresztą o tym, że jeśli wpłynie oferta na tyle dobra, to my naprawdę ją rozważymy. To nie jest tak, że dzisiaj będziemy chcieli kogoś trzymać w Koronie Kielce na siłę dla zasady. Podchodzimy też do tego biznesowo – jeżeli coś się opłaca i właściciel odzyska pieniądze zainwestowane w danego zawodnika, plus będzie zarobek, to oczywiście się pochylimy.

Co kryje się pod stwierdzeniem „dobra oferta za Tamara Svetlina”?

Decydujący głos ma właściciel, bo inwestuje pieniądze w ten klub i to on powie, czy dana kwota zadowala go na tyle, aby zawodnika puścić. Ja oczywiście mogę coś doradzić od strony sportowej i tak zawsze robię. Finalnie decyzję i tak podejmuje właściciel. Na tę chwilę powiem uczciwie, że Tamar to niezwykle ważny element układanki Korony Kielce. Zrobiliśmy ruchy, które bardzo mocno wzmocniły ten zespół i liczymy, że ten sezon będzie zdecydowanie lepszy niż poprzedni. A zielona murawa to wszystko zweryfikuje.

Reklama

Tamar Svetlin

Jest jeszcze jeden zawodnik, przed którym potencjalny fajny transfer – Xavier Dziekoński. Jesteście przygotowani na to, że możecie stracić podstawowego bramkarza jeszcze w tym okienku?

Jeżeli przyjdzie oferta za „Dziekona”, to oczywiście się nad nią pochylimy. Absolutnie na nic się nie zamykamy. Zdaję sobie sprawę, że „Dziekon” to ważny zawodnik i wiele nam daje, ale z drugiej strony jest też Rafał Mamla, który już pokazał swoją wartość. Na pewno zrobił ogromny progres przy Mateuszu Gwiździe. Nie panikujemy, bo to nie jest tak, że w momencie nadejścia dobrej oferty za „Dziekona”, my nie mamy bramkarza. Rafał jest gotowy na to, żeby stać się jedynką.

W takiej sytuacji szukalibyście raczej zmiennika niż jedynki?

Reklama

Szukalibyśmy bramkarza, który będzie rywalizował z Rafałem. Ale na razie to wszystko jest na poziomie gdybania. Nie ma absolutnie żadnej paniki.

Zaczynacie sezon dość ciężkim terminarzem – macie Jagiellonię, Górnika, Legię i Widzew. Jakie masz podejście do tej kwestii? Lepiej się zmierzyć z takimi drużynami na start, czy wolałbyś trochę inny zestaw?

Przede wszystkim nie lubię rozgraniczenia na ciężkie i łatwe mecze. W Ekstraklasie takich nie ma szczerze mówiąc. Na papierze można być zespołem, który w danym meczu teoretycznie powinien wygrać, ale i tak boisko może napisać taki scenariusz, że nikt się tego nie spodziewa. Absolutnie nie podchodzę więc do tego w ten sposób, a zupełnie inaczej. Może też z tego względu, że grałem w piłkę i dla mnie każdy najbliższy mecz jest najważniejszy, obojętnie z kim byś nie grał. Na samym końcu wychodzisz po to, żeby wygrać. Trzeba się przygotować najlepiej jak można i wygrywać każdy kolejny mecz.

Wielką przesadą byłoby stwierdzenie, że trener Jacek Zieliński siedzi w Koronie na beczce prochu? Klub poczynił inwestycje, o których zrobiło się głośno tego lata. Jeśli zdarzy się tak, że zespół nie odpali po pierwszych kolejkach, to presja ze strony kibiców i wszystkich wokół wytworzy się zapewne  w stopniu większym niż zazwyczaj.

Reklama

Presja zawsze będzie – czy to na stanowisku trenera, czy dyrektora sportowego, czy dotyczy to też piłkarzy. To zupełnie normalne. Trener Jacek Zieliński ma nasze stuprocentowe wsparcie. Poczyniliśmy takie ruchy, żeby wzmocnić ten zespół i ja głęboko wierzę w całą drużynę z trenerem Zielińskim. To nie jest kurtuazja, że  o tym mówię, tylko po prostu tak jest. A co napisze życie i jakie będą nasze rezultaty, to czas pokaże. Nie jestem osobą, która będzie teraz wybiegała do przodu i przygotowywała się na to, że jeżeli przegramy trzy z czterech meczów, to co my zrobimy. Nie – ja myślę pozytywnie i przygotowuję się do tego, żeby wyniki były jak najlepsze. Na tym się koncentruję, to jest w mojej głowie i myślę, że też całego zespołu.

Korona trzy razy była piąta w tabeli Ekstraklasy i to najlepsze wyniki w jej historii. Jest taka ambicja w klubie, żeby w tym sezonie połakomić się na zdecydowanie najlepszy rezultat, czyli coś ponad wspomniane piąte miejsce?

Ambicja jest zawsze. To coś, co płynie w żyłach sportowców. To jednak, co przedstawimy zespołowi, zamknie się w naszych czterech ścianach. Będziemy o tym dyskutować. Dla nas jest najważniejsze, żeby ten sezon był zdecydowanie lepszy niż poprzedni. Można wiele powiedzieć, przedstawić dużo deklaracji, natomiast i tak najważniejsza jest robota i finalnie wynik. Podchodzimy do tego z dużą pokorą, żeby rozpocząć sezon dobrze i zobaczyć, co nam przyniesie życie. Jesteśmy gotowi na to, żeby od pierwszej kolejki po prostu się bić o jak najlepsze wyniki.

Reklama

Z pokorą, ale i pełną świadomością, że po raz pierwszy od wielu lat od Korony będzie się czegoś większego, konkretnego oczekiwało?

Ale ja się bardzo cieszę, że tak jest, że w końcu mamy na tyle silny zespół i możemy spróbować pobić się o coś więcej. Nie stanę jednak dzisiaj przed tobą i nie powiem ci, że naszym celem jest mistrzostwo Polski. Mamy założony cel i w swoim środowisku powiedzieliśmy sobie, co chcemy zrobić i na tym się koncentrujemy. A najważniejszy będzie każdy kolejny mecz. Poprzez to, że zespół został wzmocniony, apetyty rosną. To rzecz całkowicie naturalna i normalna. Też życzyłbym sobie, abyśmy dali tyle satysfakcji naszym kibicom, żeby mogli mieć ogromną radość ze zwycięskich meczów. Na to trzeba jednak zapracować na każdym treningu.

Fot. Newspix

7 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama