Szalony remis w meczu Zalewskiego. Co tam się działo!?

Patryk Idasiak

25 października 2026, 21:30 • 4 min czytania 1

Reklama
Szalony remis w meczu Zalewskiego. Co tam się działo!?

To był odjechany mecz Serie A pomiędzy Atalantą a Frosinone. Wziął w nim udział Nicola Zalewski, który znów zaliczył udane wejście z ławki rezerwowych. Aktywnych było jednak wielu piłkarzy w ofensywie i to po obu stronach. Spotkanie zakończyło się wysokim remisem 4:4. 

Reklama

Serie A jest w tym sezonie CHORA

Spotkania Serie A są w tym sezonie absolutnie zwariowane. Jeśli ktoś jeszcze powtarza mit o nudnej i taktycznej lidze, to powinien się pieprznąć w łeb i zacząć oglądać mecze. Dopiero kończy się październik, a mieliśmy już:

  • Romę, która w 89. i 93. minucie walnęła dwa gole Atalancie i wygrała 2:1
  • Inter, który odrobił wynik 0:2 i wygrał 3:2 z Napoli
  • szalony mecz Sassuolo – Juventus (3:2), w którym cztery gole padły w ostatni kwadrans
  • Inter, który przegrywał z Udinese 0:2, a wygrał 5:3
  • Inter (znów), który przegrywał z Romą 0:2, a zremisował 2:2
  • mecz Napoli – Roma, w którym było 3:3
  • mecz Atalanty z Frosinone, w którym było 4:4

Osiem goli!

I my zajmiemy się tym ostatnim przypadkiem. Frosinone to ligowa rewelacja prowadzona przez Massimiliano Alviniego. Potrafiła ograć na przykład Como Cesca Fabregasa i znajduje się w tabeli na miejscu pucharowym. Gdyby tak spojrzeć na formę i sytuację kadrową, to… właśnie goście byli faworytem w starciu ze zdziesiątkowaną Atalantą, która na ławce rezerwowych miała aż sześć wolnych miejsc (!). Isak Hien, Franck Kessie, Sead Kolasinac, Odilon Kossounou, Giacomo Raspadori, Gianluca Svalvini, Kamaldeen Sulemana – oni wszyscy nie mogą grać.

A i tak Nicola Zalewski jest tylko rezerwowym i to już w siódmym z rzędu meczu Serie A. W dwóch nie zagrał w ogóle, a ostatnio tylko kwadrans i dwukrotnie po pół godziny. Dobrze, że Atalanta występuje w Lidze Konferencji, więc to tam Polak dostaje szanse. A tak wyglądają minuty Nicoli w samej lidze włoskiej:

Reklama

Tym razem wziął udział w widowisku, w którym obie ekipy oddały razem 46 strzałów, a 19 z nich było celnych (!). Z grubej rury zaczęło się już na samym początku. Kiks Edersona sprawił, że Romano Schmid pokonał Marco Carnesecchiego. Zegar wskazywał wtedy 26. sekundę.

I mecz się od razu otworzył, bo Atalanta musiała gonić. Jechali raz jedni, raz drudzy. Częściej przebywaliśmy pod bramką Frosinone, ale to nie tak, że goście ograniczyli się do obrony, bo przecież bramkę na remis dostali po kontrze. Popędził z akcją Jonathan Rowe, zagrał na prawo do De Ketelaere, a ten wypatrzył wbiegającego idealnie w pustą strefę Krstovicia. Frosinone było rozproszone w obronie, a gospodarze to wykorzystali.

Ale dosłownie za moment dostali kolejnego gonga. Gdzie dwóch się biło o piłkę, tam skorzystał Fares Ghedjemis i dograł do Schmida, który po 16 minutach miał na koncie dublet. Znów nie popisał się Ederson, który był za daleko od pomocnika i pozwolił mu na strzał. Dlatego tenże Ederson czuł się w obowiązku, by podejść do rzutu karnego, gdy ten został odgwizdany za zagranie ręką. I trafił. Działo się mnóstwo.

Ederson miał nawet kilka szans. Złożył się do strzału z nożyc po świetnej akcji De Ketelaere skrzydłem. Później… zmarnował jeszcze jedną okazję i to stojąc trzy metry przed bramką. Znów złożył się dość ekwilibrystycznie i przekombinował. A za plecami stał Rowe, który machał rękami i aż się wściekał, irytował, bo pewnie trafiłby na 3:2. Nie mógł uwierzyć, że kolega nie odpuścił tej piłki. Ale i tak zrobił się taki wynik już trzy minuty później po golu Krstovicia.

Reklama

Do przerwy było więc 3:2.

A po niej? Myślicie, że piłkarze zwolnili? Skądże. Pięć minut i zrobiło się już 4:3.

Reklama

Ba, kilkanaście sekund po wznowieniu Kwernadze miał świetną szansę na remis, ale przekopał nad bramką. Działy się tam rzeczy niesłychane.

A i to nie był koniec. Frosinone dążyło do wyrównania. Cały czas było mnóstwo miejsca, Atalanta korzystała z przestrzeni po szybkim przejęciu piłki. Swoją szansę miał Krstović i został w ostatniej chwili zablokowany wślizgiem, miał ją też Nicola Zalewski, ale świetnie interweniował Lorenzo Palmisani.

Reklama

Te niewykorzystane okazje zemściły się i Frosinone walnęło gola na 4:4 w 82. minucie. A niewiele brakło do istnego szaleństwa, bo dosłownie minutę później Elmas wybił piłkę z linii i uratował Atalantę! No i jeszcze w ostatniej akcji meczu piłkę odbił sam Carnesecchi.

Tu można obejrzeć skrót, choć same gole nie oddają też tych zmarnowanych szans.

To było kapitalne widowisko i uczta dla tych, którzy kochają futbol ofensywny bez schematów. Trochę mniejsza dla tych, którzy mogli się łapać za głowę przy rozproszonych formacjach jednych i drugich.

Reklama

Atalanta – Frosinone 4:4

  • 1′ Schmid – 0:1
  • 14′ Krstović – 1:1
  • 17′ Schmid – 1:2
  • 33′ Ederson (karny) – 2:2
  • 45′ Krstović – 3:2
  • 48′ Calo – 3:3
  • 50′ Elmas – 4:3
  • 82′ Terzić – 4:4

Fot. Newspix

1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Papszun: To trudne do przełknięcia. Zrobiliśmy bardzo dużo, żeby wygrać

Marcin Długosz
20
Papszun: To trudne do przełknięcia. Zrobiliśmy bardzo dużo, żeby wygrać