W trzynastej minucie doliczonego czasu gry Chorwatom udało się drugi raz pokonać bramkarza Portugalii. Sędzia główny po obejrzeniu zapisu wideo uznał jednak, że Mario Pasalić chwilę wcześniej był na spalonym. Chyba nikt z oglądających ten mecz nie zgodziłby się z tą decyzją arbitra, gdyby miał posiłkować się jedynie swoim wzrokiem. Jednak analiza sygnału z wbudowanego w piłkę czipa wskazała, że Igor Matanović musnął futbolówkę nie głową, a samymi… włosami. Milimetry przesądziły o tym, że wielkie pokolenie Chorwatów żegna się z mundialem już w 1/16 finału.
Kluczowa była analiza z czipa
Pierwsza połowa meczu Portugalii z Chorwacją nie obfitowała w ciekawe wydarzenia. Za to druga zrekompensowała nam oczekiwanie na emocje. Wprowadzony w przerwie Igor Matanović przyczynił się do pierwszego gola zdobytego przez Ivana Perisicia. Niecałe dziesięć minut później Ronaldo strzelił gola, którego jednak nie uznano ze względu na spalonego. Chwilę po tym mógł jednak cieszyć się z bramki po jedenastce podyktowanej za faul na Renato Veidze.
W 81. minucie znów nie uznano gola ze względu na ofsajd. Tym razem pechowcami byli Chorwaci. Znacznie smutniejsi byli jednak po bramce Goncalo Ramosa na 2:1. To nie był jednak koniec emocji. Największe budzi bowiem to, co stało się później. W piętnastej (!) minucie doliczonego czasu gry Ivan Perisić wrzucił piłkę w pole karne i… No właśnie. O tym, co właściwie stało się później dyskutować będzie dziś cały świat.
Piłka przeleciała obok głowy Igora Matanovicia, trafiła w plecy Renato Veigę, odbiła się od Mario Pasalicia, a Josko Gvardiol skierował ją do siatki Portugalczyków (choć mógł to też być gol samobójczy).
To mógł być gol na wagę dogrywki! Sędziowie uznali jednak… spalonego ⤵️ pic.twitter.com/Eymk3YoHhU
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 3, 2026
Dotknięcia piłki nie dostrzegł nikt, potwierdził je jedynie czujnik
Sędzia Espen Eskas został chwilę później wezwany do monitora VAR. Kluczowe było to, czy piłka dotknęła głowy Matanovicia. Jeżeli tak, to Pasalić był na ewidentnym spalonym. Jeżeli nie, bramka powinna zostać uznana. Żadne z telewizyjnych ujęć nie wskazywało, by Chorwat musnął futbolówkę. Wyglądało, jakby minęła go o kilka centymetrów. Wydawało się, że nie zmieniła ani toru lotu, ani rotacji.
Tymczasem na powtórce pokazany został także zapis z czujnika zamontowanego w piłce. Wskazywał on na delikatne, ale jednak muśnięcie jej przez zawodnika Freiburga. Było ono praktycznie niemożliwe do dostrzeżenia gołym okiem.
This is a wild new feature- the chip in the ball graph that shows when it gets touched. the NBA is gona have this asap pic.twitter.com/3fSixXuhob
— PFT Commenter (@PFTCommenter) July 3, 2026
Wielu widzów było tak zaskoczonych tym wskazaniem, że sugerowali wręcz, że czujnik złapał odbicie piłki plecami przez Portugalczyka, a nie muśnięcie jej przez Chorwata, którego w żadnej z powtórek nie dało się dojrzeć gołym okiem. Cała sytuacja pokazuje, że użycie technologii może wpływać na losy decydującej fazy mistrzostw świata poprzez wskazywanie zdarzeń, których bez niej nigdy byśmy nie zauważyli.
Warto przy tym dodać, że arbiter został wezwany do monitora, by rozstrzygnąć także to, jaki charakter miało odbicie piłki plecami przez Veigę. Gdyby było to zagranie celowe, kasowałoby ono pozycję spaloną Pasalicia i czekałaby nas dogrywka. Sędzia jednak uznał, że tak nie było.
Zachowanie Portugalczyka także może wskazywać na to, że chwilę wcześniej Matanović delikatnie trącił piłkę. Veiga wygląda bowiem, jakby celował w nią głową, ale (być może w wyniku zagrania Chorwata) trafia ona w jego plecy.
Matanović przyznał się do dotknięcia piłki
Wątpliwości rozwiał ostatecznie… sam winowajca. W pomeczowym wywiadzie powiedział:
– Szczerze mówiąc, poczułem lekkie dotknięcie włosów i zapytałem sędziego, o co chodzi. Nie byłem w 100% pewien, czy ją dotknąłem. Powiedział mi, że w piłce jest czip i że doszło do kontaktu, a więc był spalony.
Trzeba docenić Matanovicia za szczerość.
Jeżeli musnął futbolówkę włosami, oznacza to, że ostateczna decyzja zespołu sędziowskiego była prawidłowa. Pozostaje tylko współczuć jego fryzjerowi. Gdyby przyciął fryzurę napastnika nieco krócej, moglibyśmy ekscytować się dogrywką w tym fenomenalnym meczu i być może awansem Chorwatów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl, portal X