Normalny chłopak, idealny idol. Erling Haaland: ku chwale Norwegii

Szymon Janczyk

17 czerwca 2026, 20:06 • 7 min czytania 2

Reklama
Normalny chłopak, idealny idol. Erling Haaland: ku chwale Norwegii

Erling Braut Haaland to idol, bohater, którego Norwegom mogą zazdrościć wszyscy. Nie tylko dlatego, że strzela gola za golem i jest najlepszym napastnikiem młodego pokolenia. W zglobalizowanym świecie ciężko o lepszy przykład światowej gwiazdy, która jednocześnie pozostaje idealnym local hero.

Reklama

Gdy Norwegowie stanęli do zdjęcia grupowego przed mundialem w wersji, w której zrobiono z nich wikingów, internauci śmiali się, że Erling Haaland był jednym z nielicznych, którzy nie potrzebowali charakteryzacji, żeby upodobnić się do postrachu Europy sprzed wieków.

O prawdziwości tego żartu przekonaliśmy się w premierowym meczu Norwegów na mistrzostwach świata. Podanie irackiego obrońcy do bramkarza było nieprzemyślane i niewymierzone, ale Jalal Hassan wyglądał, jakby struchlał z obawy o życie i zdrowie, gdy zorientował się, że Erling Haaland sadzi susy do zbyt lekko zagranej piłki.

Wielki, masywny i mimo to wciąż potrafiący osiągnąć prędkość 36,5 km/h (tyle wykręcił w debiucie na mundialu). Wygląda, jak żywcem wyjęty z epoki wikingów, gdzie sunął na samiuśkim czubku svinfylking, żeby brutalnie rozprawić się z wrogiem. Jednocześnie tak uroczo swojski, że ciężko nie żywić do niego sympatii.

Reklama

Erling Haaland zdobywca. Mistrzostwa świata podbił jak wszystko wcześniej

Przynajmniej mnie jest ciężko, bo od kiedy odwiedziłem Bryne, żeby poznać początki tego fenomenu, Erling Haaland fascynuje mnie bezgranicznie. Sprawia wrażenie końcowego produktu eksperymentów nad idealnym atletą nowej generacji. To wszystko ma źródło w genach, bo rodzina Haalanda to fenomen. Ojciec – świetny piłkarz, matka – siedmioboistka. Wuj też grał w piłkę na wysokim poziomie, babcia Erlinga była sprinterką. Siostra taty też biegała. Piłkarzami zostali kuzyni napastnika, nieźle na boisku rodzili sobie jego brat i siostra.

Włókna mięśniowe mają różne typy. Typ B+ oznacza „najszybsze”. Jestem pewien, że w jego przypadku mówimy o znacznie wyższej liczbie włókien typu B+. Możliwe jest także zamienienie części włókien typu A w typ B, a nawet typu B w B+ w przypadku odpowiednich treningów. Nie wszystkich, ale części. DNA Erlinga, przeszłość całej jego rodziny, kazała myśleć, że będzie wybitnie szybki — tłumaczył mi Espen Undheim, jego były trener.

Wielki piłkarz z małego miasteczka. Erling Braut Haaland – reportaż z Bryne

Haaland łączy zbyt wiele istotnych cech na wyjątkowym poziomie, żeby uznać go za „produkt naturalny”. Nie zapominam, że żyjemy w erze Cristiano Ronaldo, który wyniósł obsesję doskonałości na niespotykany dotąd poziom, ale wydaje się, że w przypadku Portugalczyka samoświadomość była efektem rozwoju, przyszła z czasem. Może dlatego, że nie mogliśmy tego śledzić z taką dokładnością jak w przypadku Haalanda, co jest następstwem rozwoju mediów społecznościowych i technologii, ale…

Reklama

Ale może po prostu dlatego, że Erling Haaland to jeszcze inna półka pod tym względem. Niebezpieczna teza, wiem, natomiast gdy słuchałem wszystkich tych historii o godzinach spędzonych w Jaerhalen na wbijaniu piłki do bramki z każdej pozycji, każdego kąta, każdej możliwej sytuacji, nie mogłem odeprzeć wrażenia, że on sobie to wszystko zaprogramował, wypracował i wreszcie zdobył. Zresztą – sugerowałyby to zapowiedzi z wczesnych lat, gdy „odgrażał się”, że prześcignie dokonania ojca.

Jaerhalen w Bryne.

W niedawnym filmie na kanale Erlinga papa Haaland, Alf-Inge, wspominał: osiem godzin na hali w sobotę, osiem w niedzielę…

Reklama

I tak, wiem, że sukces wielu sportowców z topu to owoc ponadwymiarowej pracy i poświęcenia, ale często towarzyszą temu przeszkody, które trzeba pokonać, żeby wdrapać się na szczyt. Norweg taranuje każdą z nich bez chwili zastanowienia. Erling Haaland po prostu wchodzi i zdobywa. Debiut w lidze niemieckiej – hat trick, debiut w lidze angielskiej – dublet, debiut w Lidze Mistrzów – hat trick, debiut na mundialu – dublet i asysta. Mistrz robienia pierwszego wrażenia, zaznaczania terytorium w pierwszym możliwym momencie.

W spotkaniu z Irakiem Erling Haaland nie był maszyną do pressingu, zanotował mniej celnych podań niż strzałów na bramkę. Owszem, był trzykrotnie faulowany, wygrał wszystkie główki, większość pojedynków, ale jak typowy Haaland roztaczał iluzję nieobecności, żeby potem w moment rozstrzygnąć wszystko. On gra w tę grę w trybie seek and destroy i ewidentnie nie ma zamiaru przestać niszczyć.

Norwegia, Bryne i Haaland. Erling kocha swój kraj i swoje miasto

Nie było więc żadnych pytań o to, czy Erling Haaland rozpocznie żniwa – zastanawialiśmy się bardziej „kiedy” i w jakim tempie będzie gonił czołówkę, która odjechała, gdy Norwegia próbowała otoczyć go przynajmniej zbliżonymi jakością kolegami. Znamienne jednak, że w międzyczasie nikt nie mógł nawet rozpocząć dyskusji o tym, że Haaland w klubie i kadrze to dwaj inni napastnicy. Nie dało się wypomnieć nierównej formy komuś, kto potrafił zanotować serię siedmiu kolejnych meczów w reprezentacji kraju z przynajmniej jednym golem na koncie.

Notabene: „przynajmniej” to istotne w tym zdaniu słowo, bo w siedmiu spotkaniach Erling zdobył jedenaście bramek.

Reklama

Tak było parę lat wstecz, bo teraz oczywiście Haaland poprawił tę passę, zatrzymując się na jedenastu następujących po sobie występach z golem na koncie. I znowu chce się dodać „przynajmniej”, bo w jedenastu meczach trafił do siatki dwadzieścia jeden (!) razy. Norwegia opuszczała więc turnieje, kręciła nosem na formę drużyny narodowej i pewnie niektórzy oczekiwali ciut więcej nawet od swojej największej gwiazdy, ale w praktyce trudno było znaleźć argument, żeby bić w niego jak w bęben.

Erling Haaland

To jednak tylko jeden z powodów, dla których Erling Braut Haaland jest dla Norwegii idealnym bohaterem. Kolejne wiążą się nie z tym, co robi na boisku, lecz z tym, co dzieje się poza nim.

Nie tak dawno Norwegię obiegły wieści o tym, że Erling Haaland kupił książkę. Nie byle jaką książkę, lecz średniowieczną sagę o wikingach, która opowiada losy wojowników i rodów rządzących regionem, w którym leży Bryne. XVI-wieczna księga kosztowała pół miliona złotych i trafiła do publicznej biblioteki w jego rodzinnym mieście. Tak, żeby każdy mógł ją zobaczyć, to w końcu pierwszy drukowany zapis historii i sag, jaki zachował się do dnia dzisiejszego.

Reklama

Jestem dumny z bycia Norwegiem. Norwegia ma bogatą historię, to dlatego to zrobiłem – wyjaśniał potem sam zainteresowany. W rozmowie z magazynem „TIME” dodawał: – Ich historia jest niesamowita. Oczywiście z perspektywy czasu robili wiele złych rzeczy, ale podoba mi się mentalność wikingów. Nie przejmuję się niczym, jadę i zdobywam. Byli silniejsi i lepsi niż wszyscy. Podoba mi się ich jedność, więzy, które ich łączyły, gdy przemierzali świat. Są inspirujący.

Haaland Safari. Erling Haaland zmienia Bryne na lepsze

To nie był pierwszy gest patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny. Niedawno przecież znacząco wspomógł rozwój norweskich szachów, inwestując w ten sport. W Norwegii Erling Haaland zdobył też ogromne uznanie za wtrącanie do mowy naleciałości z dialektu jaersk.

W Norwegii mówienie w dialekcie jest uznawane za coś pozytywnego, nie w każdym miejscu świata tak jest. Jest za to bardzo szanowany. Kiedy Haaland stosuje słowa typowo regionalne, ludzie cieszą się, że mimo iż wyjechał tak wcześnie, nadal o tym pamięta. Obydwu klubom z Bryne fundował przeróżne rzeczy. Nie ulega wątpliwości, że jest zaangażowany w lokalne sprawy – opowiadał mi dziennikarz Nils Henrik Smith.

Rzeczywiście, Erling Braut Haaland inwestował w infrastrukturę pierwszego klubu, co jakiś czas sprawiał prezenty i prezenciki lokalnej społeczności. Ufundował na przykład przebudowę i remont hali, w której trenował, po czym wpadł na jej otwarcie, robiąc dzieciakom najlepszy możliwy prezent. Niedawno ufundował kibicom Bryne wyjazd na play-offy. Gdy ma chwilę wolnego, odwiedza farmę Gabriela Hoylunda, członka dalszej rodziny. To stamtąd pochodzą zdjęcia na traktorze, filmiki z wyrębu drzewa i wiele innych postów, którymi Norweg chętnie dzieli się ze światem.

Reklama

Pije mleko od krów ze wspomnianej farmy, poleca lokalną piekarnię, ciągle wpada do ulubionej chińskiej restauracji, gdzie wiszą jego koszulki i zdjęcia. Wraz z ojcem otworzyli biuro w jedynym wieżowcu w Bryne. Wpada tam w każdej wolnej chwili. Związał się z dziewczyną, którą poznał w swoim miasteczku. Wciąż trzyma się z ekipą, z którą godzinami kopał piłkę na ulicach. Oni natomiast konsekwentnie odmawiają rozmów z mediami, chroniąc prywatność swojej paczki.

W Bryne powstało nawet „Haaland Safari”. Hasło, które słyszałem już w trakcie mojej wizyty, teraz znalazło praktyczne zastosowanie: można wykupić wycieczkę śladami idola. To nie tylko murale, które można spotkać na mieście, ale nawet specjalny hotelowy pokój z wizerunkami napastnika. Bryne FK wciąż sprzedaje koszulki z nazwiskiem Haalanda. Klub też zresztą promuje lokalną agrokulturę – ma nawet sekcję stadionu przeznaczoną dla… traktorów.

Zdobycie kolejnej ze światowych scen, strzelenie bramki na mundialu, sprawia, że na liście zadań Erlinga zostaje coraz mniej nieodhaczonych pozycji. Można śmiało założyć, że osiągnie wszystko, co chciał osiągnąć i zostanie takim samym, skromnym i normalnym chłopakiem z Bryne, który kocha swoje miasto, swój kraj. Idealny idol dla każdego Norwega.

Reklama

W tym wszystkim zabawne jest jedno. Norwegowie zabrali na mistrzostwa dwudziestu czterech piłkarzy urodzonych w ich kraju, pozostają jedną z najbardziej jednolitych pod tym względem drużyn na turnieju. Tylko dwóch zawodników przyszło na świat poza granicami państwa, które reprezentują.

Thelo Aasgard i… Erling Braut Haaland.

SZYMON JANCZYK

Reklama

fot. Newspix

2 komentarze
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Rusza kolejna edycja Alfa Football. Czego możemy się spodziewać?

redakcja
0
Rusza kolejna edycja Alfa Football. Czego możemy się spodziewać?

Mundial 2026

Reklama