Pierwsze koty za płoty, a pierwsze śliwki robaczywki? Oby te wyświechtane powiedzonka znalazły potwierdzenie podczas mistrzostw świata, bo pierwszy mecz 1/16 finału – delikatnie rzecz ujmując – nie porwał. A zresztą, nie będziemy silić się na delikatność, bo i niby czemu? Starcie Republiki Południowej Afryki z Kanadą to był klasyczny, podręcznikowy wręcz paździerz. Jedno dobre, że nie rozciągnął się do dogrywki.
Przed koszmarem dodatkowych trzydziestu minut uratował nas Stephen Eustaquio, autor gola na wagę awansu Kanady.
Dziękujemy, panie Stefanie! Nie każdy bohater nosi pelerynę.
RPA – Kanada. Marne widowisko w pierwszej połowie
Już pierwsza połowa tego spotkania pozwoliła przeładować magazynek krytykom obecnego formatu mistrzostw świata.
Co tu dużo mówić, była po prostu cholernie kiepska. Ileż w tym meczu było bylejakości w rozegraniu, podań kompletnie do nikogo, kuriozalnych strat i ratowania się po nich faulami… No naprawdę przykro było patrzeć na tak dziadowskie granie w meczu, jakkolwiek spojrzeć, fazy pucharowej mistrzostw świata.
Wiadomo, po zawodnikach RPA nie spodziewaliśmy się cudów, bo w sumie już samo ich wyjście z grupy można przecież uznać za mały cud, natomiast Kanadyjczycy straszliwie nas rozczarowali. Trudno powiedzieć, czy współgospodarze (mistrzostw, choć akurat ten mecz odbył się w Kalifornii) odczuwają już trudy turnieju, czy po prostu taką obrali strategię na to konkretne spotkanie, lecz jeśli chodzi o intensywność gry, mieli do zaoferowania niewiele więcej niż ultrapasywni rywale.
A przecież wiemy, że Kanadę stać na to, by porządnie dokręcić przeciwnikowi śrubę, by dokuczać mu w odbiorze na jego połowie. Tymczasem w niedzielnym meczu podopieczni Jesse’ego Marscha wyglądali na przygaszonych, kalkulujących. Jakby obawiali się, że ekipa Hugo Broosa ukąsi ich jakąś przypadkową kontrą. Brakowało w grze Kanady agresji, doskoku, dynamiki. No a RPA skrzętnie z tego korzystała i generowała na boisku tak wiele chaosu, jak tylko ona na tym turnieju potrafi.
Cios w ostatnich sekundach. I całe szczęście
Oczywiście nawet w takich okolicznościach Kanadyjczycy mieli kilka wymarzonych szans, by wyjść na prowadzenie i to jeszcze przed przerwą. Gorąco w polu karnym RPA robiło się zwłaszcza po dograniach ze stojącej piłki, ale Bafana Bafana z mniejszą lub większą dozą szczęścia wyratowała się finalnie ze wszystkich opresji. Duża w tym zasługa doświadczonego bramkarza Ronwena Williamsa. A gdzie nie zdołał dolecieć golkiper, tam w sukurs przychodzili mu obrońcy z rozpaczliwymi interwencjami. W pewnym momencie zapachniało też rzutem karnym dla Kanady, ale sędzia na wapno nie wskazał, a VAR chyba nawet tej akcji nie analizował.
Zatem, żeby nie było, że tylko krytykujemy – tak, Kanada była o klasę lepsza. Kontrolowała przebieg meczu, przeważała, kreowała groźniejsze sytuacje. Tylko że to naprawdę nie jest wielki wyczyn w starciu z ekipą RPA, której nieczęste ofensywne wypady kończyły się prawie zawsze desperackimi kopnięciami z 20-30 metrów.
Czekaliśmy na konkret w wykonaniu Les Rouges. Na gola, który uchroni nas przed dogrywką.
Nadzieję pokładaliśmy między innymi w kanadyjskich zmiennikach, którzy faktycznie wnieśli na boisko nieco ożywienia. Warto odnotować przede wszystkim pojawienie się na murawie Alphonso Daviesa, premierowe na tym turnieju. Koniec końców o losach rywalizacji przesądził jednak piłkarz, który na placu gry przebywał od samego początku. A konkretnie – Stephen Eustaquio. 29-letni pomocnik wykorzystał zbyt krótkie wybicie piłki głową przez obrońcę przeciwnika, dopadł do futbolówki tuż przed polem karnym i mocnym strzałem skierował ją do siatki. Williams tym razem był już bezradny.
Żegnamy zatem reprezentację RPA i – co tu kryć – czynimy to bez żalu, bo, tak Bogiem a prawdą, i tak obejrzeliśmy o jedno spotkanie z jej udziałem więcej, niż mieliśmy na to ochotę. Natomiast po kolejnych starciach 1/16 finału oczekujemy po prostu więcej jakości. W tym meczu było jej jak na lekarstwo.
O emocjach nie wspominając.
Republika Południowej Afryki – Kanada 0:1 (0:0)
- 0:1 – S. Eustaquio 90+3′
Atrakcyjność meczu – 1/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl