Mundial robi różnicę. Oni najbardziej się na nim wybili

Przemysław Michalak

13 lipca 2026, 14:41 • 7 min czytania 2

Reklama
Mundial robi różnicę. Oni najbardziej się na nim wybili

Skończyły się już czasy, gdy kilka przebłysków na mistrzostwach świata sprawiało, że dotychczasowy piłkarski szarak nagle przechodził do europejskiego giganta. Nadal jednak mundial ma moc, żeby tworzyć swoich bohaterów i utrwalić w zbiorowej świadomości nazwiska dotychczas znajdujące się w cieniu, czasami bardzo głęboko.

Reklama

Na trwającym jeszcze turnieju również są takie przykłady. Niektórzy w Europie byli praktycznie nieznani i dopiero teraz przekonaliśmy się o ich klasie. Inni już sporo pokazali, ale MŚ przypieczętowały lub zaraz przypieczętują ich wejście na wyższy poziom w karierze klubowej. Oto parę takich historii.

Julian Quinones (Meksyk)

Dla prawie każdego europejskiego kibica była to postać całkowicie anonimowa. 29-latek nigdy nie grał w Europie, więc zawsze znajdował się obok największej piłki. Może komuś ewentualnie mignęło przy okazji śledzenia poczynań Cristiano Ronaldo, że ostatnio jakiś gość z Meksyku znakomicie radził sobie w Arabii Saudyjskiej. W ciągu dwóch sezonów Quinones strzelił dla Al-Qadsiah aż 53 ligowe gole w pięćdziesięciu dziewięciu występach, do tego dorzucił dziewięć asyst. Robi wrażenie.

Uśredniając jednak, mało kto poza meksykańskimi obserwatorami spodziewał się po nim czegoś więcej przed mistrzostwami świata. Quinones tymczasem okazał się najlepszym piłkarzem jednego ze współgospodarzy imprezy. Znakomita technika, błyskotliwość, wizja gry, potwierdzona świetną skutecznością – to wszystko w jego wykonaniu otrzymaliśmy. Naturalizowany Kolumbijczyk zdobywał bramki w czterech z pięciu mundialowych występów Meksyku, a z Ekwadorem wypracował jeszcze gola Raula Jimeneza. Oglądanie go w akcji było czystą przyjemnością.

I wiele wskazuje na to, że wypromowanie się podczas mistrzostw świata otworzy mu drzwi do dużego grania na Starym Kontynencie. W ostatnich dniach Quinones był łączony m.in. z Chelsea, Aston Villą i Atletico.

Reklama

Ermin Mahmić (Bośnia i Hercegowina)

W Slovanie Liberec mogą zacierać ręce, bo ich pomocnik pięknie się pokazał za oceanem, dzięki czemu ustawia się po niego kolejka chętnych. Media donoszą o zainteresowaniu kilku klubów niemieckich (RB Lipsk, Eintracht Frankfurt, Hoffenheim, Mainz, FC Koeln)  i włoskich (Como, Lazio) plus Besiktasu, Salzburga i Slavii Praga.

21-letni Mahmić łącznie rozegrał na MŚ około 70 minut, ale wystarczyło mu to do zdobycia dwóch bramek. Ze Szwajcarią efektownie przylutował z woleja, co dało Bośniakom gola honorowego. Z Katarem był najprzytomniejszy w zamieszaniu w polu karnym i z pomocą rykoszetu podwyższył prowadzenie swojej drużyny. Z USA w 1/16 finału wszedł już na początku drugiej połowy. Dość długo nie rzucał się w oczy, by w doliczonym czasie oddać dwa groźne uderzenia z dystansu. W obu przypadkach piłka nieznacznie mijała słupek.

Ermin Mahmić

Reklama

Kariera tego chłopaka rozwija się błyskawicznie. Jeszcze w ubiegłym roku grał w drugiej lidze austriackiej, gdzie wypatrzył go Slovan. Za nim niezły sezon w czeskiej ekstraklasie (siedem bramek, trzy asysty) i pewnie tak czy siak budziłby zainteresowanie na rynku, ale mundial ewidentnie je podbił.

Mahmić chyba nie żałuje, że zdecydował się występować dla Bośni. W młodzieżówkach krążył między Bośniakami a Austriakami. Ostatecznie określił się w maju, czyli bardzo późno. Pierwsze mecze dla dorosłej reprezentacji przypadły na ostatnie sparingi przed turniejem. Same mistrzostwa zaczął na ławce przeciwko Kanadzie i dopiero ze Szwajcarią otrzymał niewielką szansę. Wykorzystał ją z nawiązką i dalej już poszło.

Elijah Just (Nowa Zelandia)

On też jeszcze wiosną ubiegłego roku grał w drugiej lidze austriackiej, a tu zaraz może przejść do Celtiku, który poważnie się nim interesuje. Nowozelandzki skrzydłowy dał powody ku temu już wcześniej, bo bardzo dobrze zaprezentował się w Motherwell. Siedem goli i osiem asyst w szkockiej ekstraklasie kazały zwrócić na niego uwagę bez względu na to, czy wystąpiłby podczas mundialu, ale postawą na nim tylko sobie pomógł.

Just to zdecydowanie największy wygrany w reprezentacji Nowej Zelandii. Strzelił na tym turnieju trzy z czterech goli dla tej drużyny, za każdym razem pokazując sporą klasę. Każda jego bramka wymagała określonych umiejętności, zwłaszcza pierwsza z Iranem i honorowa z Belgią – przyjęcie w tłoku, właściwa koordynacja i natychmiastowy strzał pod poprzeczkę. Trudno coś takiego zrobić przypadkiem, a powtórzyć tym bardziej.

Reklama

Elijah Just

Johan Manzambi (Szwajcaria)

Nie był już postacią z tylnego szeregu. Za nim pierwszy pełny sezon w poważnej piłce i to nad wyraz udany. Dla Freiburga zdobył w Bundeslidze pięć bramek i zaliczył pięć asyst, dotarł też z nim do finału Ligi Europy, po drodze strzelając dwa gole i kolejne dwa wypracowując. Nie ulega jednak wątpliwości, że pokazanie się z dobrej strony na mistrzostwach świata postawiło kropkę nad i w temacie jego renomy na rynku transferowym.

Manzambi okazał się tajną bronią Szwajcarów. Po wejściu z ławki zdemolował Bośniaków, dwukrotnie trafiając do ich siatki, dzięki czemu zmienił swój status i na Kanadę wyszedł od początku. Słuszność decyzji Murata Yakina potwierdził golem i asystą. Z kolei w 1/16 finału z Algierią szybko przeprowadził imponujący rajd, po którym Embolo musiał dostawić nogę na strzał do pustej bramki. Niestety młody pomocnik doznał potem kontuzji kolana, przez co zabrakło go w meczach z Kolumbią i Argentyną. To znacznie ograniczyło ofensywne atuty Helwetów.

Reklama

Sam Manzambi jednak dużo wygrał, bo kluby Premier League zintensyfikowały działania w jego sprawie. Początkowo wydawało się, że weźmie go Newcastle, ale teraz wszystko wskazuje na Aston Villę, z którą notabene Freiburg przegrał wspomniały finał LE. Kwota transakcji ma wynieść blisko 70 mln euro.

Ismael Saibari (Maroko)

Podobna sytuacja jak z Manzambim: bardziej zorientowani już doskonale go kojarzyli, ale dopiero błysk na mistrzostwach świata podbił jego status jako rozpoznawalnego dla każdego szanującego się kibica. Saibari od dwóch lat wyróżniał się w PSV Eindhoven. Do multum goli i asyst w Eredivisie dołożył sześć bramek w Lidze Mistrzów i najprawdopodobniej tego lata i tak zmieniłby barwy. W naturalny sposób nadchodził właściwy moment na wykonanie następnego kroku.

Mundial sprawił, że Bayern już nie czekał i nie przeciągał, tylko w trakcie turnieju sfinalizował transfer za 55 mln euro (licząc bonusy). Jest za co płacić, bo Saibari na amerykańskich i meksykańskich boiskach czuł się jak ryba w wodzie. Strzelał we wszystkich meczach fazy grupowej i to w sposób, który wzbudzał uznanie. Z Holandią w 1/16 finału wykorzystał decydującego o awansie karnego w serii jedenastek.

Zatrzymała go dopiero kontuzja, której doznał na początku meczu z Kanadą. Ominął ćwierćfinał z Francją i cóż – było to nad wyraz widoczne. Marokańczycy bez niego praktycznie nie stwarzali zagrożenia pod bramką rywala.

Reklama

Orlando Gill (Paragwaj)

Rok temu nie miał choćby jednego meczu dla swojej reprezentacji. Kilka lat temu musiał wyprzedawać piłkarskie pamiątki, żeby pozyskać środki na leczenie synka. Teraz jest największym bohaterem w ojczyźnie po mundialu. Zaczął kiepsko, od wpuszczenia czterech goli z USA, ale potem zachowywał czyste konta z Turcją i Australią, by następnie wyczyniać cuda w 1/16 finału z Niemcami. Utrzymywał zespół przy życiu, a gdy doszło do rzutów karnych, obronił strzały Havertza i Woltemade. W dużej mierze dzięki niemu mieliśmy tak naprawdę jedyną sensację w fazie pucharowej.

Milczący Orlando. Pokonał idola, wyprzedał rzeczy, by ratować życie syna

Z Francją Gill również robił swoje, kilka razy wykazał się umiejętnościami, ale w końcu skapitulował po uderzeniu Mbappe z jedenastki. Za kolegów goli strzelać nie będzie, bez przesady.

Reklama

26-latek w ciągu kilku tygodni diametralnie zmienił swoją sytuację. Coraz więcej wskazuje na to, że za chwilę będziemy go oglądali w Europie. Media piszą o zakusach ze strony Manchesteru United, Lazio, Torino, Valencii i Besiktasu. Jest z czego wybierać.

Oscar Gill.

Vozinha (Republika Zielonego Przylądka)

Nikt nie zyskał wizerunkowo na tym mundialu bardziej niż on. 40-latek z portugalskiego drugoligowca Chaves nagle stał się postacią rozpoznawalną na cały świat. Najlepiej widać to po jego Instagramie, gdzie dzieją się szalone rzeczy. Przed turniejem obserwowało go tam 50 tys. osób, aktualnie dobija do 29 milionów!

Lawina ruszyła już po pierwszym meczu z Hiszpanią, sensacyjnie zakończonym remisem 0:0, choć tak naprawdę występ bramkarza był mocno mitologizowany. Vozinha miał jedną bardziej wymagającą interwencję (dobitka Oyarzabala po strzale Torresa w poprzeczkę), a oprócz tego po prostu robił swoje i niczego nie zawalił. Najwyraźniej wrażenie robił sam fakt, że ktoś będący już tak daleko od dużego futbolu zagrał na zero z tyłu z jednym z faworytów do końcowego triumfu.

Reklama

Podobnie rzecz miała się z Urugwajem i Arabią Saudyjską. Tak naprawdę Vozinha najwięcej bramkarskiej roboty wykonał już w fazie pucharowej z Argentyną. Kilkukrotnie, czasami z odrobiną szczęścia, zatrzymywał bardzo groźne strzały rywali. Mimo trzech wpuszczonych goli, mógł schodzić z murawy z wysoko podniesioną głową. Zresztą, pochwały na gorąco od Leo Messiego mówiły wszystko.

Babcia bohaterem turnieju! Vozinha został legendą mistrzostw świata

Po MŚ być może na bramkarskiego weterana czeka ciekawy transfer stanowiący ukoronowanie kariery. Są chętni z Brazylii, Arabii Saudyjskiej i MLS, a parę dni temu pojawiły się doniesienia, że Vozinha rozmawia z Betisem. Ależ to byłaby historia!

Reklama

fot. Newspix

2 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wisła Kraków – Wrexham. Święto przy 20 tysiącach kibiców i Walijczycy w Polsce

Szymon Janczyk
0
Wisła Kraków – Wrexham. Święto przy 20 tysiącach kibiców i Walijczycy w Polsce

Mundial 2026

Reklama