Jaminton Campaz dołożył cegiełkę do odpadnięcia reprezentacji Kolumbii z tegorocznych mistrzostw świata. Skrzydłowy zmarnował świetną szansę w dogrywce, a później jego zespół przegrał po rzutach karnych. Zamiast wrócić z kadrą do ojczyzny, piłkarz ukrył się w Argentynie. Powodem są groźby śmierci wymierzone w niego i jego pięcioletnią córkę.
Pudło, które może kosztować życie. Campaz ukrywa się w Argentynie
Początkiem dramatu 26-latka był mecz 1/8 finału przeciwko Szwajcarii. W 115. minucie Campaz stanął przed świetną szansą na otworzenie wyniku spotkania, jednak piłka po jego strzale poszybowała nad poprzeczką bramki Gregora Kobela. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a choć w późniejszej serii rzutów karnych skrzydłowy wykorzystał swoją jedenastkę, Kolumbia ostatecznie przegrała.
Campaz va a soñar con esto toda su vida… pic.twitter.com/rRDgEIxlLG
— jordannCURCC (@jordanmerigo2) July 7, 2026
Po porażce skrzynka z wiadomoścami zawodnika od razu się wypełniła. Pewnie i były słowa otuchy, ale zginęły w morzu hejtu. Kibice wysłali groźby śmierci, które dotyczyły nie tylko samego Campaza, ale i jego pięcioletniej córki. Z obawy o swoje bezpieczeństwo skrzydłowy nie wsiadł do samolotu lecącego do stolicy kraju, Bogoty. Poleciał za to do Argentyny, gdzie na co dzień reprezentuje barwy Rosario Central.
26-latek odniósł się do tej sytuacji w mediach społecznościowych.
– Od dziecka marzyłem, by bronić barw Kolumbii, usłyszeć hymn, reprezentować miliony ludzi i strzelić gola na mistrzostwach świata. Dziś mogę tylko podziękować Bogu za to, że pozwolił mi spełnić to marzenie. To wspomnienia, które zostaną ze mną na zawsze. Chcę serdecznie podziękować wszystkim osobom, które były z nami od początku tego mundialu. Tym, którzy w nas wierzyli i kibicowali nam do ostatniej minuty oraz nigdy nie przestali ufać. Dziękuję również mojej rodzinie, która wspierała mnie na każdym kroku i była u mego boku w najszczęśliwszych, a także w najtrudniejszych chwilach – napisał.
– Całemu krajowi mogę tylko powiedzieć, że podzielam ból tej porażki. My też marzyliśmy o awansie i rozumiem smutek, który czują wszyscy Kolumbijczycy. Głęboko żałuję, że nie mogłem dać wam radości, na którą wszyscy czekaliśmy, ale chcę, żebyście wiedzieli, że nigdy nie zabrakło mi poświęcenia, zaangażowania czy miłości do tej koszulki. Dałem z siebie wszystko, co miałem, i zrobiłbym to znowu tysiąc razy dla mojego kraju. Moja Kolumbio, proszę, nigdy nie przestawajmy się wzajemnie szanować. Możemy się nie zgadzać, czuć frustrację lub smutek, ale żadna pasja nie usprawiedliwia nienawiści i życia w strachu – dodał.
Angel Di Maria również pocieszał Campaza
Kolumbijski związek również potępia ataki na zawodnika.
– Cała federacja wyraża pełną solidarność i wsparcie dla Jamintona Campaza, jego rodziny, wszystkich zawodników reprezentacji Kolumbii i całej delegacji. Ponadto zwraca się do prokuratury o jak najszybsze przeprowadzenie niezbędnych dochodzeń w celu zidentyfikowania, postawienia przed sądem i ukarania winnych tych czynów. Federacja przypomina, że zawodniczki i zawodnicy reprezentujący nasze drużyny narodowe dostępują zaszczytu noszenia koszulki Kolumbii z zaangażowaniem, profesjonalizmem i głęboką miłością do kraju – napisano w oświadczeniu.
Swojego klubowego kolegę wsparł publicznie Angel Di Maria.
– Przyjacielu. Głowa do góry, bo dałeś z siebie wszystko dla swojego kraju. Piłka nożna zawsze daje szansę na rewanż. Nie poddawaj się. Walcz dalej o swoje marzenia. Niech nikt nie odbierze ci radości ani szczęścia z tego, że zagrałeś na mundialu ze swoim krajem – stwierdził Argentyńczyk.
Ta sytuacja przypomina nastrój w państwie przed tragicznym incydentem, do którego doszło w 1994 roku, tuż po mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie z turnieju zamordowany został Andres Escobar, który zdobył bramkę samobójczą, eliminującą Kolumbię z mundialu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix