Czy w historii pojedynczego gola można zawrzeć dekady konfliktów, tragedii i niewinnych ofiar? Tak, jeśli strzela go Aymen Hussein, jeśli robi to w Stanach Zjednoczonych, jeśli robi to na turnieju, który obiecał sobie, bliskim, całemu Irakowi.
Występ Aymena Husseina z Norwegią był nietypowy. Irakijczyk dołączył do niezwykle wąskiego grona piłkarzy, którzy na tym samym mundialu trafili do bramki rywala oraz do własnej. Większość skupiła się na tej ciekawostce, tymczasem to tło, życie rodziny Husseinów, opowiada o tym golu (o tych golach) więcej niż one same.
Połączenie haseł: Hussein, USA i Irak samo w sobie ma ogromną moc. W przypadku Aymena nie chodzi jednak o zbieżność nazwisk. Więcej – napastnik kadry Iraku to najgorszy obiekt do dowcipkowania w temacie.
Spis treści
- Mistrzostwa Świata 2026. Irak zdefiniowany wojną: reżim Saddama Husseina torturował sportowców
- Dlaczego Stany Zjednoczone świętowały porażkę Iraku w eliminacjach mundialu w 1994 roku?
- Aymen Hussein stracił ojca i brata. Zamordowali ich iraccy terroryści
- "Syn Iraku dotrzymuje obietnic". Aymen Hussein i wyjątkowy awans na mundial
Mistrzostwa Świata 2026. Irak zdefiniowany wojną: reżim Saddama Husseina torturował sportowców
Irak to kraj zdefiniowany wojną. Hussein Ali z Pogoni Szczecin tłumaczył Weszło, że na mundialu drużyna narodowa będzie chciała „udowodnić ludziom, że w Iraku są piłkarskie talenty i pokazać całemu światu inną stronę kraju”, ale zbyt wiele się wydarzyło, żeby nie patrzeć na zespół z kraju ze stolicą w Bagdadzie przez pryzmat konfliktów zbrojnych. Zwłaszcza że dla wielu sportowców członkostwo w jakiejkolwiek drużynie narodowej przez dekady było nie dumą, lecz groźbą.
Zaważyła na tym jedna decyzja. Saddam Hussein, dyktator Iraku, nie miał co począć z synem. Po studiach oddelegował go do kierowania państwowym Komitetem Olimpijskim oraz piłkarskim związkiem w Iraku. Uday Hussein stał się zmorą atletów, których torturował, gnębił i prześladował. W kraju nazywano go najbardziej brutalnym członkiem rodziny siejącej terror. Ksywka „Rzeźnik” rzuca pewne światło na sprawę, ale jest tylko namiastką zdolności Udaya. To facet, o którym mówiono, że nawet Saddam jest bardziej miłosierny i ludzki.
„Sports Illustrated” ustami Latifa Yahii, byłego sobowtóra Udaya, który uciekł z Iraku, opowiada tragiczne losy irackich sportowców. W piwnicy budynku związku olimpijskiego znajdowało się więzienie, w którym bito sportowców „hańbiących” kraj. Gdy młody Hussein wezwał cię na dywanik, pobił, groził — to jeszcze nic. Wyrokiem było polecenie zabrania ofiary „na dół”, gdzie tajne służby reżimu kończyły robotę. Tych, którzy tam trafili, zwykle więcej już nie widziano.
Saddam Hussein liczył na budowę silnego, zdrowego i patriotycznego społeczeństwa. Syn miał się tym zająć, ale dla życiowych nieudaczników jedynym narzędziem motywacji pozostaje przemoc i strach. Uday potrafił więc tylko grozić, bić i mordować, licząc, że przerażeni sportowcy nigdy więcej nie przegrają. Issam Thamer al-Diwan, iracki siatkarz, sporządził listę ponad pięćdziesięciu atletów, którzy zniknęli na zawsze. To znaczy: prawdopodobnie zostali zamordowani przez reżim Husseinów.

Flaga Kurdystanu na ulicach Kirkuku podczas świętowania awansu na mundial.
Za coś takiego reżim Saddama Husseina odebrałby życie.
Uday Hussein potrafił skazać oskarżonego o kradzież sprzętu sportowego na odcięcie ręki. Wyrok wykonano, sprzęt się znalazł. Ręki na powrót przyszyć się nie udało. Po nieudanym występie na pierwszym w dziejach Iraku mundialu do więzienia trafił Basil Gorgis. Miał podwójnego pecha: asyryjskie korzenie i czerwona kartka w istotnym meczu zwiastowały niechybną zgubę. Gorgis przeżył. Może i miał pecha, ale miał też sporo szczęścia — jego siostrę porwano i stracono.
Piłkarzom Uday Hussein aplikował kary wyjątkowo drastyczne. Opowieści uciekinierów opowiadają o meczach, w których zawodnicy kopali betonowe czy kamienne piłki. Wysyłano ich na trening w upale, w najgorętszym momencie dnia. Ammo Baba, najwybitniejszy trener w historii Iraku, który prowadził zespoły (także wojskowe i młodzieżowe) na licznych międzynarodowych turniejach, twierdzi, że wielu zawodników udawało choroby i kontuzje przed ważnymi meczami, obawiając się kary od Husseina.
Podobne sytuacje dotyczyły irackiej piłki klubowej. Uday Hussein założył własny klub i zmusił czołowych zawodników do transferu. Nie wszystkich, część kusił fakt, że choć junior bił i groził, to za zwycięstwa potrafił hojnie nagradzać. Tymczasem zespół, który stworzył, miał głównie wygrywać, więc kalkulacja była prosta. Wszystko to doprowadziło do śledztwa FIFA w irackim związku piłki nożnej. Dowodów na zbrodnie Udaya nie znaleziono. Być może dlatego, że sam wyznaczył osoby, które należy przesłuchać.
Dlaczego Stany Zjednoczone świętowały porażkę Iraku w eliminacjach mundialu w 1994 roku?
Zanim iracki sport na lata pogrążył się w kryzysie, drużyna narodowa odnosiła istotne sukcesy na międzynarodowej arenie. Świat z zapartym tchem obserwował eliminacje mundialu w Stanach Zjednoczonych, w których Irak zmierzał po awans. Była połowa lat 90. i to wtedy po raz pierwszy martwiono się, czy sportowcy, którzy zakwalifikowali się na mistrzostwa globu, zdołają wjechać do USA. Amerykańska otwarcie świętowała porażkę Iraku, odnotowując, że Departament Stanu nie będzie musiał zajmować się problemem wiz dla osób z kraju, który znajduje się na liście banów wjazdowych.
Radowanie się z porażki irackiej drużyny razi trochę mniej, gdy zdamy sobie sprawę, jak amerykański rząd postrzegał Udaya Husseina. Uważano go za „nieprzewidywalnego krwiożercę” i powód, przez który nie można obalić Saddama. Wszystko, byle tylko władzy nie przejął jego syn. Uday i Qusay Husseinowie byli na szczycie listy Irakijczyków, których należało schwytać i osądzić za zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeśli ktoś taki kierował federacją piłkarską, która miała wysłać do USA zespół otoczony wianuszkiem delegatów, oficjeli, to faktycznie można było poczuć ulgę, że do tego nie dojdzie.
Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co wyprawiał Uday Hussein w drużynie narodowej. W raportach administracji USA odnotowano nawet, jak w lokalnym języku nazywała się popularna kara chłosty stóp piłkarzy: falaka. Zdaniem urzędnika powodowało to „łamanie mniejszych kości, ogromne obrzęki i niezdolność do chodzenia”. Sharar Haydar, wieloletni reprezentant kraju, opowiadał „Sports Illustrated” jak to dokładnie wyglądało:
– Byłem torturowany cztery razy. Po porażce w sparingu z Jordanią wraz z trzema kolegami trafiłem do więzienia. Ciągnęli nas po chodniku i betonie, zdzierając nam skórę z pleców. Wrzucili nas do piasku, żeby przywarł do ran. Kazali skoczyć z wysokości do kadzi pełnej ścieków. Każdego dnia bili nas w stopy. Strażnicy mówili, że jeśli odmówią, odpuszczą, Uday zrobi im to, co oni muszą zrobić nam.
Dla wielu znacznie gorsze było jednak to, co groziło ich bliskim. Nawet gdy Uday pozostawał sparaliżowany po nieudanym zamachu na jego życie, nadzorował sportowe związki z taką samą, brutalną gorliwością. Trener kadry koszykarzy stracił dziewięciu członków rodziny, których porwano i stracono w wyniku rozkazu z góry. Koszmar skończył się na początku XXI wieku, gdy amerykańskie siły zabiły synów Saddama podczas obławy willi, w której się ukrywali.

Iraccy kibice mieli problemy z wizami i cenami biletów na mundial. W USA mieszka jednak ok. pół miliona osób o irackich korzeniach. Do Stanów Zjednoczonych chętnie emigrowały ofiary reżimy Husseinów.
Aymen Hussein stracił ojca i brata. Zamordowali ich iraccy terroryści
Śmierć Udaya Husseina przyniosła ulgę sportowcom, lecz nie całemu narodowi. Saddam wciąż rządził Irakiem, w którym morderstwa i zaginięcia były na porządku dziennym. Aymen Hussein przyszedł na świat w Hawidży, w regionie Kirkuk. Można wyobrazić sobie lepsze miejsce do dorastania. W czasach młodości Aymena Hawidża była poligonem, na którym co chwilę ścierały się wojska amerykańskie, irackie oraz najróżniejsi powstańcy. Obszar ten był nawet uważany za najbardziej niebezpieczny w całym Iraku.
W takich okolicznościach mężczyźni z Hawidży nie mieli innych perspektyw na utrzymanie rodziny niż wstąpienie do armii. Hodowla owiec, którą parali się Husseinowie, szybko przestała im wystarczać. Ojciec Aymena wybrał więc wojskową karierę i zapłacił za to najwyższą cenę. Poplecznicy Saddama Husseina zamordowali go, gdy kupował materiały potrzebne do wzniesienia rodzinnego domu. Aymen wraz z rodziną uciekł do sąsiedniego Kirkuku. Służby mundurowe zasilił wtedy jego brat. Wrogiem wewnętrznym było wtedy Państwo Islamskie, które najdłużej przy władzy utrzymało się w okolicach Hawidży.
Brat Aymena został porwany przez bojowników. Nigdy więcej o nim nie słyszano.
– Postanowiłem rzucić futbol, żeby zadbać o rodzinę, ale matka mnie od tego odwiodła. Poprosiła, żebym kontynuował karierę, spełniał marzenia – tłumaczył sam Hussein w rozmowie z „Al-Dżazirą”.
Kariera napastnika nie była łatwa. Walcząc o to, żeby ktoś go dostrzegł, dołączył nawet do zespołu z drugiej ligi kurdyjskiej. Misja się powiodła, podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt, który gwarantował mu nieco mniej niż tysiąc dolarów miesięcznie. Klub nie płacił jednak pensji, więc Hussein wyjechał do Bagdadu, żeby szukać szczęścia w jakimkolwiek stołecznym klubie. Jak przyznawał, „był gotowy grać za darmo”.
Okazało się, że niedługa droga prowadzi od takich deklaracji do tytułu milionera. Aymen Hussein to obecnie najlepiej opłacany gracz irackiej ekstraklasy z pensją na poziomie miliona dolarów. Wcześniej latami płacono mu krocie za bramki w Iraku, Katarze czy nawet Maroku. W ojczyźnie stał się ikoną i, jak to z ikonami bywa, nie wiązały się z tym tylko pochlebstwa. Wielokrotnie słyszał, że lepiej radzi sobie w klubie niż w drużynie narodowej, że Irak cierpi na braku prawdziwej dziewiątki. To wszystko mimo faktu, że gole Husseina dały reprezentacji awans na Igrzyska Olimpijskie w Rio, które ominęły go z powodu kontuzji.
Potem raz jeszcze wprowadził Irak na IO i w końcu na nie pojechał.

„Syn Iraku dotrzymuje obietnic”. Aymen Hussein i wyjątkowy awans na mundial
W Iraku nazywają go Abu Tubar. Człowiek z siekierą, człowiek od brudnej roboty. Dziwnie to słyszeć ze świadomością, że w ten sposób określano jednego ze słynnych irackich seryjnych zabójców, ale ograniczmy sprawę tylko do częstotliwości trafiania do siatki, żeby nie utrudniać. Aymen Hussein doskoczył do czołówki najlepszych strzelców w historii Iraku, jednak nawet istotniejsze było to, że strzelał w kluczowych momentach. W tym także w barażu, który zapewnił drużynie narodowej awans na mundial w USA.
Dla Husseina gol przeciwko Boliwii był szczególny. Niespełna dekadę temu wypowiedział słowa obietnicy:
– Moim celem jest wprowadzenie Iraku na mistrzostwa świata. Kiedy to zrobię – zdecyduje Bóg. Jeśli on tego pragnie, to tak się stanie.
Napastnik przypomniał o tym po zakończeniu wyjątkowo długiej, upiornej drogi, która zaowocowała biletami na turniej. Irak rozegrał w eliminacjach 21 spotkań – najwięcej ze wszystkich drużyn, które awansowały na turniej. Był ciągany po świecie, targany problemami. Mierzył się z niesprawiedliwościami: turniej barażowy, który miał odbyć się na neutralnym gruncie, przeniesiono do Arabii Saudyjskiej, terminarz ułożono tak, żeby premiował gospodarzy.
Irak zagrał potem jeszcze dwie rundy kwalifikacji, w tym jedną w Meksyku, dokąd wyleciał z ogromnym poślizgiem, problemami w wyniku ataku Stanów Zjednoczonych na Iran, który sparaliżował podróże w całym regionie.
– Syn Iraku dotrzymuje obietnicy, którą składa. Jeśli mówi, mówi prawdę. Niech Bóg zmiłuje się nad naszymi męczennikami – oznajmił po finale baraży międzykontynentalnych z Boliwią.
Międzynarodowa kariera Aymena Husseina pełna była dziwacznych przypadków. To on naśladował Jordańczyków jedzących mansaf w meczu Pucharu Azji, za co ukarano go czerwoną kartką, co doprowadziło do odpadnięcia Iraku z turnieju. Innym razem selekcjoner Żeljko Petrović wpadł na boisko, żeby zmusić Husseina do oddania powtórzonego rzutu karnego (pierwszy Aymen zmarnował) koledze z zespołu.
To jednak nic, gdy pomyślimy, ile człowiek, który stracił najbliższych w wyniku ataków irackich terrorystów, wycierpiał tylko dlatego, że pochodzi właśnie z tego państwa. Gdy wyjechał do Maroka, nie mógł ściągnąć do siebie rodziny. Odmówiono im wiz i dokumentów, zasłaniając się konfliktem w Iraku i napiętymi relacjami dyplomatycznymi. Kiedy kadra Iraku przyleciała na mundial do USA, spędził na lotnisku siedem godzin, bo zatrzymano go do szczegółowej kontroli granicznej.
Sprawdzono mu nawet telefon, ale miał więcej szczęścia niż fotograf drużyny narodowej, którego w przeciwieństwie do Husseina do Stanów Zjednoczonych nie wpuszczono.
Bramka przeciwko Norwegii była małą nagrodą za cały ten trud, za brak zwątpienia w każdej z trudnych chwil. Aymen Hussein zawsze był irackim patriotą. Przyjął ten tytuł z każdym bólem, który się z nim wiąże.
– Nie wiem, co stało się z moim bratem. To nie pierwsza taka historia w mojej rodzinie i zapewne też nie ostatnia. Jeśli rzucę piłkę, nic się nie zmieni. Nie odzyskam niczego, co straciłem. Dziękuję Bogu za to, co mam. Za ściany w domu. Wielu Irakijczyków tego nie ma, mieszka w namiotach – mówił poruszony Hussein w rozmowie z Associated Press.
– Zawsze chciałem, żeby ojciec i brat żyli, żeby wciąż tu byli i mogli zobaczyć, co osiągnąłem. Chciałbym dzielić z nimi chwile szczęścia – dodawał w rozmowie z „Al-Dżazirą”.
Dla wieku Irakijczyków bramki zdobyte na amerykańskiej ziemi mają szczególną symbolikę, ale chyba nikt nie wie o tym lepiej niż Aymen Hussein.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix