To był pokaz tego, jak grać jako drużyna. Genialny pressing, świetne odbiory piłki, do tego znakomicie z przodu. Hiszpanie obnażyli wszelkie braki Francji, pokazali, jak grać z Trójkolorowymi, by odebrać im wszelkie atuty. Bezradny był ten wielki ofensywny kwartet Francji, bo hiszpańska defensywa robiła z nim, co chciała. Bezradny zdawał się też na ławce Didier Deschamps. Z kolei Hiszpanie nie mieli jednego wielkiego piłkarza, nie, oni mieli ich jedenastu. Każdy do tej wygranej się dołożył, każdy zasłużył na brawa. Hiszpanie – po 16 latach – znów w finale mundialu!
Francja – Hiszpania 0:2. Wielki mecz Hiszpanów!
Gdyby brać pod uwagę ich ostatni mecz, spodziewać można się było gradu bramek. Bo to przecież starcie sprzed nieco ponad roku, gdy w półfinale Ligi Narodów Hiszpanie pokonali Francuzów 5:4, choć prowadzili już 4:0 i 5:1. Na tych mistrzostwach spodziewać można się było jednak czegoś bliższego temu, co działo się na Euro, przed dwoma laty – wtedy, też w półfinale, La Furia Roja wygrała 2:1 – wtedy wszystkie bramki padły jednak już w pierwszych 25 minutach.
Tak naprawdę pytaniem było, czy dziś wygra wspaniała ofensywa Francji, ze zdolnymi w każdej chwili zaskoczyć Bradleyem Barcolą, Ousmanem Dembele, Michaelem Olise i przede wszystkim: Kylianem Mbappe, czy też lepsza okaże się hiszpańska defensywa, która w sześciu dotychczasowych meczach dopuściła do straty zaledwie jednej bramki – w meczu przeciwko Belgii. A ogółem pozwoliła rywalom na zaledwie osiem celnych strzałów.
A więc wiecie – to jak ta niepowstrzymana siła, co napotyka nieporuszalny obiekt. Piłka na tym etapie wielkiego turnieju nie uznaje jednak idei remisu – ktoś musi cieszyć się ze zwycięstwa, a ktoś smucić porażką. Na mistrzostwach świata do tej pory obie te ekipy spotykały się tylko raz – 20 lat temu.
Wtedy lepsza była Francja. Po dwóch dekadach Hiszpanie dostali okazję do rewanżu. I w pełni z niej skorzystali.
Strzałów mało z obu stron, ale wielka przepaść w grze
Pierwsza połowa była deklasacją pod względem organizacji gry. I… w zasadzie tyle wystarczy, by oddać jej obraz. Obie ekipy bowiem dużo nie kreowały i z rzadka strzelali. Francuzi oddali zresztą tylko dwa strzały, oba niecelne. Hiszpanie uderzyli nieco więcej razy, do tego raz trafili w bramkę i od razu do siatki. Gola, kolejnego już na tych mistrzostwach, zdobył Mikel Oyarzabal, ale zadanie miał teoretycznie najłatwiejsze z możliwych – strzelał bowiem z jedenastu metrów. Karnego wywalczył wcześniej Lamine Yamal.
Zrobił to jednak głównie za sprawą głupoty Lucasa Digne’a. Francuski lewy obrońca przyjął sobie piłkę w polu karnym na głowę, po czym chciał ją wybić – ujmijmy to – z półobrotu. Ale wiecie, co warto zrobić w takich sytuacjach? Ano rozejrzeć się, tym bardziej we własnym polu karnym.
Yamal bowiem po prostu wbiegł przed Digne’a, trącił piłkę, a rozpędzona już do wykopu noga Lucasa, owszem, w coś trafiła. Tyle że tym czymś było udo skrzydłowego Hiszpanów. Bardzo głupi karny, tak. Równocześnie: bardzo oczywisty. I w sumie moment, który odmienił ten mecz, bo do tej pory Francuzi jeszcze jako tako się trzymali – nie kreowali sobie sytuacji, ale też utrudniali życie rywalom. A przez tę straconą bramkę musieli ruszyć do przodu.
No i mamy prowadzenie Hiszpanów, którzy po faulu na Yamalu w polu karnym wykorzystali jedenastkę! ⚽️
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐌𝐄𝐂𝐙𝐔 𝐅𝐑𝐀𝐍𝐂𝐉𝐀 – 𝐇𝐈𝐒𝐙𝐏𝐀𝐍𝐈𝐀 👉 https://t.co/zj0Ikf5SWq pic.twitter.com/XrHPmuVXO8
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 14, 2026
I to też zupełnie im nie wychodziło.
Nie działał dziś ten kwartet ofensywny. Olise był niezwykle chaotyczny – dobre zagrania przeplatał fatalnymi. Dembele na ogół był niewidoczny, w zasadzie pokazał się raz, gdy zagrał świetną długą piłkę do Mbappe, w zasadzie minimalnie tylko nie zgrała się ona z tempem biegu Kyliana. I tyle wystarczyło, by Hiszpanie rywala osaczyli i utrudnili przeprowadzenie tej akcji. A Barcola… no w sumie momentami można było zapomnieć, że jest na boisku.
Różnica była szczególnie widoczna w środku pola. Niesamowite problemy miał ̶X̶a̶v̶i̶e̶r̶ Adrien Rabiot, który w zasadzie mógł wylecieć z boiska za drugą żółtą kartkę jeszcze w pierwszej połowie, ale sędzia go oszczędził. W mediach społecznościowych zawrzało też po wejściu Michaela Olise w Rodriego, niektórzy domagali się wyrzucenia Francuza z boiska, ale zdaje się, że wystarczyłaby tam żółta kartka. I tu problem, bo sędzia nawet jej nie pokazał. A arbiter miał i inne wpadki – na początku spotkania okazało się, że zapomniał… spreju do wyznaczania linii.
Jednak jego problemy to nic przy tym, jak męczyli się Francuzi. Ci to mieli przeżywali dziś koszmar, a przecież jeszcze w pierwszej połowie z powodu kontuzji musiał zejść William Saliba, a na jego miejsce na boisku wszedł Maxime Lacroix.
Nic się Francji nie układało. Przerwa tego nie zmieniła.
Porro dobił Francję, a Hiszpania jak z Picassa
W zasadzie można by tu porównać dwa obrazki, oba z pressingu. Ten Francji był niezorganizowany, biegali za piłką, zupełnie nie przewidując, gdzie ta może zostać posłana i jak poruszą się rywale. W dodatku robiła to głównie ofensywna linia, reszta zespołu nie była zaangażowana w te działania, więc gdy Hiszpanie przedzierali się przez te pierwsze zasieki, to w zasadzie mieli otwartą drogę do bramki i nierzadko nacierali na tę francuską obronę – osłabioną przecież (a w dodatku Digne był wrzucony przez Yamala i spółkę na prawdziwą karuzelę) w przewadze.
Hiszpanie z kolei naciskali idealnie. Byli zawsze tam, gdzie mieli być. Naciskali na gościa z piłką, nie dawali korytarzy do podań. Wszystko tu działało. Ogarniali te trójkąciki, kwadraciki i inne kształty tak, jakby lekcje dawał im sam Picasso, idealnie malowali to wszystko na boisku.
Nie tylko w pressingu, ale i rozegraniu. Tak zdobyli zresztą drugą bramkę.
Dani Olmo dostał piłkę pod polem karnym, odegrał z klepki (przy okazji był faulowany), w jedenastkę wbiegł nagle Pedro Porro (który wcześniej podawał do Olmo właśnie) i spokojnie wykończył. Francuzi, owszem, mieli pod kontrolą Yamala, ale kompletnie zapomnieli, że Hiszpanie graczy mają w polu dziesięciu i zaskoczyć mogą ich też inni, nie tylko ci z linii ofensywnej. Wyglądało to wręcz tak, jakby Pedro miał pelerynę-niewidkę, którą zdjął w ostatnim momencie, zdaje się bowiem, że dopiero wtedy Trójkolorowi go zobaczyli.
Ale było już za późno.
Fenomenalna Hiszpania podwyższa prowadzenie na 2⃣:0⃣!
🔴📲 𝐓𝐑𝐀𝐍𝐒𝐌𝐈𝐒𝐉𝐀 𝐌𝐄𝐂𝐙𝐔 𝐅𝐑𝐀𝐍𝐂𝐉𝐀 – 𝐇𝐈𝐒𝐙𝐏𝐀𝐍𝐈𝐀 👉 https://t.co/zj0Ikf5SWq pic.twitter.com/aguKRAe9jT
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 14, 2026
Didier Deschamps niby próbował coś zmieniać. Wprowadzał na boisko Rayana Cherkiego, wprowadzał Theo Hernandeza, ale… w zasadzie nic z tego nie wynikało. Wszyscy – naprawdę wszyscy – Francuzi zagrali dziś kiepsko. Chwalić można co najwyżej Kounde i Upamecano, reszta nie dała od siebie nic dobrego. A Hiszpanie? To był Zespół, tak – przez duże Z. Idealnie zgrana drużyna, ekipa, która zrobiła, co do niej należało i to w niesamowicie dobrym stylu.
Zresztą – gdyby nie minimalny spalony, to mieliby i 3:0, bo Lamine Yamal trafił do siatki. Ferran Torres też był tego blisko. A Francuzi w zasadzie mieli może jedną okazję, gdy ich fani mogli się podnieść z krzesełek i liczyć, że piłka wpadnie do bramki.
Wyszło, jak zawsze w tym meczu – nie wpadła.
Francja zagra więc o trzeci z rzędu medal mistrzostw świata i trzeci z Didierem Deschampsem na ławce, ale zagra o skompletowanie ich kolorami – ma bowiem szansę tylko na brąz. A Hiszpanie, którzy po raz drugi grali w półfinale, drugi raz też weszli do finału. Czy drugi raz zdobędą tytuł, przekonamy się w niedzielę.
Jeśli zagrają tak jak dziś, to jest to jak najbardziej możliwe.
Ocena atrakcyjności meczu: 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix