Jeśli ktoś przed meczem powiedziałby, że Brazylia będzie miała więcej sytuacji, otrzyma dwa rzuty karne, a i tak przegra 1:2, pewnie niewielu by w to uwierzyło. Ale piłka nożna nie raz już pokazywała, że logika jest dla niej tylko luźną sugestią. Zwłaszcza gdy po drugiej stronie biega ktoś taki, jak Erling Haaland. Brazylia – jak to Brazylia na ostatnich mundialach – nie osiąga imponujących wyników. Na ten turniej przyjechała po być może największym kryzysie w historii.
Po jednej stronie Erling Haaland, po drugiej Gabriel Magalhaes. To pod znakiem tego duetu stała ta rywalizacja. Duetu, który nie pała do siebie wielką sympatią i zawsze między nimi iskrzy.
Canarinhos wymęczyli awans, dominując w drugiej połowie Japonię. Bohaterem został strzelec gola z doliczonego czasu gry – Gabriel Martinelli. Norwegowie poradzili sobie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Gola na wagę awansu strzelił Haaland. No i Stale Solbakken udowodnił, że danie odpoczynku liderom i baty z Francją miały swoje uzasadnienie. Selekcjoner po ostatnim starciu grupowym był bardzo krytykowany za takie podejście do mundialu.
Popis arbitra i fatalny karny
Norwegowie zaczęli z przytupem. Już w 3. minucie ustawiony na skrzydle Sorloth trafił do siatki, ale Marquinhos zachował się podręcznikowo. Idealnie utrzymał linię spalonego i zamiast prowadzenia Skandynawowie dostali lekcję ustawiania.
Dziesięć minut później przyszła kolej na popis arbitra. Ajer wjechał w nogi Cunhi w polu karnym, sędzia Elfath spojrzał, pomyślał i… uznał, że wszystko jest w porządku. Na szczęście od tego są panowie siedzący przed monitorami (chociaż oni czasem też przysypiają). VAR przywołał głównego do porządku i Brazylia dostała jedenastkę.
Do piłki podszedł Bruno Guimaraes. Po jego rozbiegu można było odnieść wrażenie, że nie wykombinuje z tego niczego dobrego. No i Nyland nawet nie musiał się specjalnie wysilać. Ach, to drobienie kroczków… Brazylia po raz pierwszy od mundialu w 1986 roku zmarnowała rzut karny w regulaminowym czasie gry. Wtedy Joel Bats zatrzymał Zico. Tym razem Guimaraes zatrzymał się właściwie sam.
𝐁𝐫𝐚𝐳𝐲𝐥𝐢𝐚 𝐌𝐀𝐑𝐍𝐔𝐉𝐄 𝐤𝐚𝐫𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐳 𝐍𝐨𝐫𝐰𝐞𝐠𝐢𝐚̨❗
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/S1hpLMoFj2 pic.twitter.com/y5GofVyslY
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 5, 2026
Canarinhos nie zamierzali jednak odpuszczać. Mogli się podobać, grali z animuszem, dominowali. Cunha co chwilę znajdował sobie miejsce między norweskimi stoperami, Vinicius robił wiatr na skrzydle, Martinelli też miał swoje momenty. Najładniejsza akcja? Ta z 30. minuty. Vinicius świetnie uruchomił Martinellego, ten wyłożył piłkę przed samą bramkę. Problem polegał na tym, że żaden z Brazylijczyków nie uznał za stosowne pojawić się tam, gdzie zwykle stoją napastnicy. Przydałby się na przykład Ronaldo „Fenomeno”.
Norwegowie długo byli tłem dla rywali. Odegaard raz postraszył Alissona, później sam zaliczył stratę przed własnym polem karnym i tylko dzięki Nylandowi skończyło się bez katastrofy. Bramkarz Norwegii jeszcze przed przerwą zdążył potwierdzić, że przyjechał na ten mundial w kapitalnej formie. Po pierwszych 45 minutach było 0:0. I był to pierwszy mecz Norwegów na tym turnieju, w którym nie trafili do siatki przed przerwą.
Zmarnowana „setka” Endricka
Po zmianie stron Stale Solbakken postanowił przewietrzyć skrzydła. Zeszli Nusa i Sorloth, weszli Schjelderup oraz Bobb. Niewiele to początkowo zmieniło, bo druga połowa zaczęła się w tempie niedzielnego spaceru po parku.
Aż w końcu obudził się Vinicius. Pokręcił obrońcami w polu karnym, ale skończyło się tylko na rzucie rożnym. Kilka minut później wydarzyło się coś, na co brazylijscy kibice czekali od początku spotkania. Carlo Ancelotti wpuścił Endricka. Młody napastnik potrzebował kilkunastu sekund, żeby dostać kapitalne podanie od Viniciusa. I jeszcze mniej czasu, żeby tej okazji nie wykorzystać. Nie trafił nawet w bramkę podcinką. Zjadła go presja?
𝐄𝐧𝐝𝐫𝐢𝐜𝐤 „ukradł” Viniciusowi najpiękniejszą asystę mundialu 2026!
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/S1hpLMoFj2 pic.twitter.com/KAN95Fcifw
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 5, 2026
Brazylia mogła, a właściwie powinna prowadzić co najmniej jednym golem. Zepsuła karnego i taką „setkę” Endricka. Norwegia żyła, oddychała i czekała na swój moment.
Bramkarska ściana w bramce Norwegów
No i miała świetnego bramkarza. Nyland po prostu robił swoje. Najpierw zatrzymał Rayana, chwilę później Bruno Guimaraesa. Gdyby ktoś powiedział, że w bramce stoi ściana z betonu, trudno byłoby polemizować.
W 67. minucie wreszcie przypomniał o sobie Haaland. Ajer posłał świetną piłkę, a napastnik Manchesteru City minimalnie minął się z futbolówką. Można było pomyśleć: „Dziś chyba nie jest jego dzień”.
Co za mecz bramkarza Norwegii. Nie widziałem czegoś takiego dawno.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) July 5, 2026
Chwilę później na murawie zameldował się Neymar. Stadion oszalał, ale Norwegowie specjalnie się tym nie przejęli. Bo oklaski z trybun punktów nie dają. Na kwadrans przed końcem Schjelderup sprawdził Alissona mocnym strzałem z dystansu. To było ostrzeżenie.
Kilka minut później przyszła kara. Któż, jeśli nie Haaland? Najpierw urwał się Gabrielowi (kolejna symbolika do tej rywalizacji) i kapitalnym strzałem głową otworzył wynik spotkania. Potrzebował tego jednego właśnie momentu.
𝐆𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐋 𝐄𝐑𝐋𝐈𝐍𝐆 𝐇𝐀𝐀𝐋𝐀𝐍𝐃❗
Norwegia prowadzi z Brazylią w 1/8 finału mundialu 2018!
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/S1hpLMoFj2 pic.twitter.com/io6ZYshFcW
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 5, 2026
Brazylia rzuciła się do odrabiania strat, lecz znów pojawił się Nyland, który wyciągnął kolejną fenomenalną interwencję. Było blisko samobója, ale golkiper Norwegów nagiął się niczym struna i w ostatniej chwili piłkę odbił.
A skoro Brazylijczycy nie potrafili wykorzystać swoich szans, to Norwegia zrobiła to za nich. Haaland dostał piłkę przed polem karnym, a że nikt do niego nie podchodził, to zamachnął się i odpalił rakietę. Alisson nawet nie próbował udawać, że ma szansę. Piłka przeszła między nogami Danilo i zatrzepotała w siatce, a Norwegowie mogli już świętować awans swoją słynną celebracją.
Erling Haaland wysyła Brazylię do domu!
Genialny strzał Norwega przesądził sprawę awansu do ćwierćfinału mundialu 2026! pic.twitter.com/zZm9k3fVtL
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 5, 2026
No prawie, bo w samej końcówce Leo Ostigard, który pojawił się na murawie kilka minut wcześniej nieprzepisowo zaatakował w polu karnym jednego z Brazyliczyków. Walnął go z łokcia (nigdy nie słynął z ostrożności). Sędzia tym razem się nie pomylił i wskazał na wapno. Do piłki podszedł Neymar i pewnie strzelił gola. Coś tam jeszcze się posprzeczał z Nylandem, pokazał na siebie palcem. Być może było to ostatnie trafienie gwiazdora w narodowych barwach.
Ten gol jednak był już tylko na otarcie łez. Brazylia ponownie nie zdobędzie tytułu, a Norwegowie dalej wiosłują. My możemy sobie zadać jedynie pytanie: gdzie docelowo dopłynie kadra Solbakkena? I jeszcze jedna ważna rzecz – Norwegowie nie przegrali z Brazylią pięciu spotkań w historii. Niesamowita statystyka. No i mają swoje największe zwycięstwo nad Canarinhos. To z 1998 roku spada na drugą lokatę. Było ono tylko w fazie grupowej.
Ocena atrakcyjności meczu: 3,5/6
Zmiany:
Legenda
Fot. Newspix