5. Kolejka

Brazylia

1
-
2
Zakończone

Norwegia

Neymar . 90"
Erling Haaland 79"
Erling Haaland 90"

Haaland poczekał, Haaland uderzył, Haaland jest wielki! Brazylia wraca do domu

Kacper Korpak

06 lipca 2026, 00:20 • 5 min czytania 43

Reklama
Haaland poczekał, Haaland uderzył, Haaland jest wielki! Brazylia wraca do domu

Jeśli ktoś przed meczem powiedziałby, że Brazylia będzie miała więcej sytuacji, otrzyma dwa rzuty karne, a i tak przegra 1:2, pewnie niewielu by w to uwierzyło. Ale piłka nożna nie raz już pokazywała, że logika jest dla niej tylko luźną sugestią. Zwłaszcza gdy po drugiej stronie biega ktoś taki, jak Erling Haaland. Brazylia – jak to Brazylia na ostatnich mundialach – nie osiąga imponujących wyników. Na ten turniej przyjechała po być może największym kryzysie w historii. 

Reklama

Po jednej stronie Erling Haaland, po drugiej Gabriel Magalhaes. To pod znakiem tego duetu stała ta rywalizacja. Duetu, który nie pała do siebie wielką sympatią i zawsze między nimi iskrzy.

Canarinhos wymęczyli awans, dominując w drugiej połowie Japonię. Bohaterem został strzelec gola z doliczonego czasu gry – Gabriel Martinelli. Norwegowie poradzili sobie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Gola na wagę awansu strzelił Haaland. No i Stale Solbakken udowodnił, że danie odpoczynku liderom i baty z Francją miały swoje uzasadnienie. Selekcjoner po ostatnim starciu grupowym był bardzo krytykowany za takie podejście do mundialu.

Popis arbitra i fatalny karny

Norwegowie zaczęli z przytupem. Już w 3. minucie ustawiony na skrzydle Sorloth trafił do siatki, ale Marquinhos zachował się podręcznikowo. Idealnie utrzymał linię spalonego i zamiast prowadzenia Skandynawowie dostali lekcję ustawiania.

Dziesięć minut później przyszła kolej na popis arbitra. Ajer wjechał w nogi Cunhi w polu karnym, sędzia Elfath spojrzał, pomyślał i… uznał, że wszystko jest w porządku. Na szczęście od tego są panowie siedzący przed monitorami (chociaż oni czasem też przysypiają). VAR przywołał głównego do porządku i Brazylia dostała jedenastkę.

Reklama

Do piłki podszedł Bruno Guimaraes. Po jego rozbiegu można było odnieść wrażenie, że nie wykombinuje z tego niczego dobrego. No i Nyland nawet nie musiał się specjalnie wysilać. Ach, to drobienie kroczków… Brazylia po raz pierwszy od mundialu w 1986 roku zmarnowała rzut karny w regulaminowym czasie gry. Wtedy Joel Bats zatrzymał Zico. Tym razem Guimaraes zatrzymał się właściwie sam.

Canarinhos nie zamierzali jednak odpuszczać. Mogli się podobać, grali z animuszem, dominowali. Cunha co chwilę znajdował sobie miejsce między norweskimi stoperami, Vinicius robił wiatr na skrzydle, Martinelli też miał swoje momenty. Najładniejsza akcja? Ta z 30. minuty. Vinicius świetnie uruchomił Martinellego, ten wyłożył piłkę przed samą bramkę. Problem polegał na tym, że żaden z Brazylijczyków nie uznał za stosowne pojawić się tam, gdzie zwykle stoją napastnicy. Przydałby się na przykład Ronaldo „Fenomeno”.

Reklama

Norwegowie długo byli tłem dla rywali. Odegaard raz postraszył Alissona, później sam zaliczył stratę przed własnym polem karnym i tylko dzięki Nylandowi skończyło się bez katastrofy. Bramkarz Norwegii jeszcze przed przerwą zdążył potwierdzić, że przyjechał na ten mundial w kapitalnej formie. Po pierwszych 45 minutach było 0:0. I był to pierwszy mecz Norwegów na tym turnieju, w którym nie trafili do siatki przed przerwą.

Zmarnowana „setka” Endricka

Po zmianie stron Stale Solbakken postanowił przewietrzyć skrzydła. Zeszli Nusa i Sorloth, weszli Schjelderup oraz Bobb. Niewiele to początkowo zmieniło, bo druga połowa zaczęła się w tempie niedzielnego spaceru po parku.

Aż w końcu obudził się Vinicius. Pokręcił obrońcami w polu karnym, ale skończyło się tylko na rzucie rożnym. Kilka minut później wydarzyło się coś, na co brazylijscy kibice czekali od początku spotkania. Carlo Ancelotti wpuścił Endricka. Młody napastnik potrzebował kilkunastu sekund, żeby dostać kapitalne podanie od Viniciusa. I jeszcze mniej czasu, żeby tej okazji nie wykorzystać. Nie trafił nawet w bramkę podcinką. Zjadła go presja?

Reklama

Brazylia mogła, a właściwie powinna prowadzić co najmniej jednym golem. Zepsuła karnego i taką „setkę” Endricka. Norwegia żyła, oddychała i czekała na swój moment.

Bramkarska ściana w bramce Norwegów

No i miała świetnego bramkarza. Nyland po prostu robił swoje. Najpierw zatrzymał Rayana, chwilę później Bruno Guimaraesa. Gdyby ktoś powiedział, że w bramce stoi ściana z betonu, trudno byłoby polemizować.

W 67. minucie wreszcie przypomniał o sobie Haaland. Ajer posłał świetną piłkę, a napastnik Manchesteru City minimalnie minął się z futbolówką. Można było pomyśleć: „Dziś chyba nie jest jego dzień”.

Reklama

Chwilę później na murawie zameldował się Neymar. Stadion oszalał, ale Norwegowie specjalnie się tym nie przejęli. Bo oklaski z trybun punktów nie dają. Na kwadrans przed końcem Schjelderup sprawdził Alissona mocnym strzałem z dystansu. To było ostrzeżenie.

Kilka minut później przyszła kara. Któż, jeśli nie Haaland? Najpierw urwał się Gabrielowi (kolejna symbolika do tej rywalizacji) i kapitalnym strzałem głową otworzył wynik spotkania. Potrzebował tego jednego właśnie momentu.

Reklama

Brazylia rzuciła się do odrabiania strat, lecz znów pojawił się Nyland, który wyciągnął kolejną fenomenalną interwencję. Było blisko samobója, ale golkiper Norwegów nagiął się niczym struna i w ostatniej chwili piłkę odbił.

A skoro Brazylijczycy nie potrafili wykorzystać swoich szans, to Norwegia zrobiła to za nich. Haaland dostał piłkę przed polem karnym, a że nikt do niego nie podchodził, to zamachnął się i odpalił rakietę. Alisson nawet nie próbował udawać, że ma szansę. Piłka przeszła między nogami Danilo i zatrzepotała w siatce, a Norwegowie mogli już świętować awans swoją słynną celebracją.

Reklama

No prawie, bo w samej końcówce Leo Ostigard, który pojawił się na murawie kilka minut wcześniej nieprzepisowo zaatakował w polu karnym jednego z Brazyliczyków. Walnął go z łokcia (nigdy nie słynął z ostrożności). Sędzia tym razem się nie pomylił i wskazał na wapno. Do piłki podszedł Neymar i pewnie strzelił gola. Coś tam jeszcze się posprzeczał z Nylandem, pokazał na siebie palcem. Być może było to ostatnie trafienie gwiazdora w narodowych barwach.

Ten gol jednak był już tylko na otarcie łez. Brazylia ponownie nie zdobędzie tytułu, a Norwegowie dalej wiosłują. My możemy sobie zadać jedynie pytanie: gdzie docelowo dopłynie kadra Solbakkena? I jeszcze jedna ważna rzecz – Norwegowie nie przegrali z Brazylią pięciu spotkań w historii. Niesamowita statystyka. No i mają swoje największe zwycięstwo nad Canarinhos. To z 1998 roku spada na drugą lokatę. Było ono tylko w fazie grupowej.

Reklama

Ocena atrakcyjności meczu: 3,5/6

6
Becker
4
Santos
3
Gabriel
4
Marquinhos
4
Danilo
4
Casemiro
3
Martinelli
2 -
Guimaraes
4
Junior
4
Cunha
3
Rayan
Ismail Elfath 3

Zmiany:

icon-swap
Endrick
3
Matheus Cunha
icon-swap
Danilo
4
Gabriel Martinelli
icon-swap
Neymar
4
Rayan
1
yellow-card
icon-swap
Ederson
3
Bruno Guimaraes

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Fot. Newspix

43 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
niedziela, 05 lipca 2026 22:00
Sędzia:
Ismail Elfath

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

To jakieś jaja i kpiny. Biały Dom dzwoni, Infantino posłusznie kiwa głową

Patryk Idasiak
74
To jakieś jaja i kpiny. Biały Dom dzwoni, Infantino posłusznie kiwa głową