Michał Kwiatkowski dołożył się do kolejnego złota MŚ. I tak powinno być

Sebastian Warzecha

23 września 2026, 16:18 • 6 min czytania 1

Reklama
Michał Kwiatkowski dołożył się do kolejnego złota MŚ. I tak powinno być

Michał Kwiatkowski dwukrotnie zostawał mistrzem świata w kolarstwie – raz wśród juniorów (w 2008 roku, w jeździe na czas), a wśród seniorów w 2014 roku napisał historię tego sportu w naszym kraju. Dziś, gdy Michał ma 36 lat, nikt nie oczekuje po nim wielkich wyników. Wychodzi jednak, że Kwiatkowski i tak się do polskich sukcesów dokłada. Bo w przeszłości postanowił się kolarstwu odwdzięczyć.

Reklama

Michał Kwiatkowski dołożył się do mistrzostwa świata. Niech inni idą tą drogą

Kwiatkowski nigdy nie ukrywał – zresztą jak wielu innych zawodników – że rower to dla niego nie tylko zawód, a pasja, sposób na życie. Wiecie, to nie tak, że taki gość skończy karierę i zejdzie z tego roweru. Nie, będzie dalej sobie śmigać, trochę dla zdrowia, trochę dlatego, że to po prostu przyjemność. Generalnie po prostu kolarstwo kocha, tak to najprościej można ująć.

Kwiato miał przy tym sporo szczęścia. Trafił na odpowiednie kluby, dobrych trenerów i ludzi. Do tego dołożył talent i z czasem został jednym z najlepszych – a dla wielu najlepszym – polskim kolarzem w historii.

No bo lista jego sukcesów jest przecież niezwykle długa. Mistrzostwo świata z 2014 roku to właściwie jej początek. Były do tego wygrane etapy w Tour de France, była koszulka lidera hiszpańskiej Vuelty, były triumfy w Strade Bianche, Amstel Gold Race czy być może najważniejszy z nich – w Mediolan-San Remo. A to i tak tylko wyimki, w zasadzie szkoda tylko, że nigdy nie udało się Michałowi skończyć Wielkiego Touru w TOP 10 generalki (był 11. na TdF w 2013 roku), no i że na igrzyskach brakowało nieco do medali.

Reklama

Niemniej – przez lata mieliśmy najpierw kolarza znakomitego, a potem niezwykle cenionego w peletonie. Gościa, którego zmysł taktyczny, rozumienie tego sportu, sprawiło, że został pomocnikiem największych ze swoich klubowych kolegów. Dyrygował INEOS w czasach, gdy był to jeszcze zespół najlepszy lub aspirujący do tego tytułu. I dalej jeździ Michał na poziomie, a lat ma już przecież 36 – jego kariera na najwyższym szczeblu trwa już 15 sezonów.

Kawał czasu.

Warto jednak przy tym zauważyć, że Kwiato wykorzystał w zasadzie pierwszy możliwy moment, by kolarstwu oddać za to, co mu dało – we wrześniu 2013 roku, pod koniec drugiego (z czterech) sezonu z ekipą Quick-Stepu, czyli klubu, w którym wszedł na najwyższy poziom, założył własny zespół. Inicjatywa była częściowo Michała, częściowo jego byłych trenerów, częściowo kolarskiego środowiska, głównie tego toruńskiego. Nazwiskiem firmował to wszystko jednak Kwiatkowski właśnie.

Reklama

W nocy polskiego czasu wychowanka tej ekipy – Maria Okrucińska – została mistrzynią świata juniorek w jeździe na czas.

Kwiato odwdzięczył się kolarstwu

Jest tu pewien zbieg okoliczności, bo Maria ma dokładnie tyle lat, ile miał sam Kwiatkowski, gdy zdobywał swój tytuł wśród juniorów, czyli 18. Oboje wywalczyli go w jeździe na czas. Kwiato potem trochę od tego odbiegł, stał się specjalistą od wyścigów klasycznych. Czy Okrucińska pójdzie jego drogą – przekonamy się.

Pewne na ten moment jest jedno: gdyby nie Michał, to Maria mogłaby mieć dużo trudniej.

– To niesamowite, Katarzyna Niewiadoma i Michał Kwiatkowski to moi idole od początku kariery. Zwłaszcza Michał, bo trenuję w jego akademii, CCC Copernicus. Zawsze był blisko mnie i byłam jego fanką. Teraz mogłam z nim trenować i rozmawiać. Z Kasią też jesteśmy w kontakcie przez cały rok. Czuję od nich duże wsparcie – mówiła Maria po swoim sukcesie.

Reklama

Dobór idoli, oczywiście, zupełnie nie dziwi. Jednak warto go podkreślać, bo Niewiadoma pokazała wielu dziewczynom w tym kraju, co można osiągnąć i tak naprawdę to na niej wychowuje się kolejne pokolenie potencjalnie wielkich zawodniczek. A Kwiato? Raz, że to kolarz znakomity. A dwa, że dołożył się do tego sukcesu Okrucińskiej.

Oczywistym jest, że Kwiato nie może być na miejscu zbyt często – za wychowanie nowej mistrzyni świata trzeba więc większość zasług oddać trenerom. Tak więc: kłaniam się i im, bo to ostatecznie oni decydują o tym, jak rozwinie się zawodnik czy zawodniczka.

Jednak sama wiedza Michała na temat tego, jak to wygląda na świecie – jak się trenuje, jakich metod używa, jak przechodzi do większych ekip, jak przygotować do tego przejścia i tak dalej – to rzecz niezwykle wręcz cenna. A to wszystko się w Copernicusie pojawić musiało w naturalny wręcz sposób. Zresztą z każdym rokiem w zawodowym tourze Michał zdobywał tego doświadczenia więcej i mógł je stale przekazywać. Czasem pośrednio, a czasem samemu.

Reklama

Bo, jak mówi Maria, mogła z nim trenować, mogła pogadać. Takie doświadczenia są nie do przecenienia, serio. Kwiatkowski zrozumiał to bardzo szybko, bo klub założył, gdy miał zaledwie 23 (!) lata. Nie czekał na koniec kariery, zrobił to szybko. Firmował go swoim nazwiskiem, a do tego zebrał zaufanych ludzi. A to wszystko po prostu dlatego, że postanowił, że chce coś dać kolarstwu (bo zarabiać to się na tym przesadnie nie da, uwierzcie). A nawet dokładniej: polskiemu kolarstwu. I 12 lat później „wyszła” z tego mistrzyni świata juniorek.

W dodatku Maria o medal powalczy jeszcze w piątek o 20:15 polskiego czasu – wtedy juniorki wyruszą do rywalizacji ze startu wspólnego.

Własne kluby, ale przede wszystkim – własna wiedza

Przykład Kwiatkowskiego udowadnia dwie rzeczy. Po pierwsze, że niezwykle istotne jest, by ktoś wytyczył szlaki, pokazał, że można. A po drugie: by zechciał potem to, czego się dowiedział, przekazać dalej. Nie trzeba od razu tworzyć swojego klubu, choć to inicjatywa naprawdę zacna, zwłaszcza w sportach indywidualnych. Można być trenerem, iść w gabinety, można próbować na innych polach.

Wiadomo, nie każdy dawny – nawet wielki – zawodnik będzie w tych rolach idealny, wielu przepadnie. Jednak takiemu zawsze będzie łatwiej… przynajmniej do pewnego stopnia. Bo gdy nagle tworzyć dany sport w kraju chce ktoś, kto wypadł z obiegu już dobrych kilka lat temu – może być problem.

Reklama

Kwiatkowski zrobił to jednak szybko, jeszcze w czasie swojej kariery, ba, tak naprawdę na jej początku. Był w tym świecie, wciąż w nim tkwi, obserwuje z bliska. To niezwykle istotne.

Z ciekawością można zerkać na każdy podobny projekt. W skokach narciarskich interesujące jest na przykład to, jak na dłuższą metę poradzi sobie klub Kamila Stocha – KS Eve-nement Zakopane. Założył go zresztą Kamil w podobnym okresie, co Kwiato swoją kolarską ekipę, bo Eve-nement istnieje od 2014 roku. Zadanie miał trudniejsze, wiadomo, bo w Zakopanem i okolicach były już kluby z tradycjami, ale jednak renoma Kamila robiła swoje, a nad wszystkim czuwała Ewa, jego żona.

I choć jeszcze brakuje Eve-nemtowi wychowanków na najwyższym poziomie, to za niedługo może się to zmienić – na MŚ juniorów w marcu tego roku w konkursie drużynowym skakał Szymon Sarniak, właśnie z klubu Stocha. Inny jego skoczek, Jan Galica, przed kilkoma dniami wywalczył punkty Letniego Grand Prix w Rasnovie. Powoli więc tamtejsi zawodnicy przebijają. Na razie to pierwsze podrygi, ale kto wie, co będzie z czasem.

Takich przykładów jest oczywiście jeszcze trochę – choć częściej niż zakładają kluby, to byli zawodnicy zostają jednak trenerami. Niemniej: oddają coś swoim dyscyplinom i warto to doceniać, warto też ich do tego zachęcać, niech dzielą się wiedzą i doświadczeniami.

Reklama

Bo kto wie, może doczekamy się właśnie dzięki temu kolejnych pięknych sukcesów polskiego sportu?

Fot. Newspix

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Właściciel Pogoni Szczecin chwali się finansami klubu. „Zaczynamy budować”

Adrian Mańko
27
Właściciel Pogoni Szczecin chwali się finansami klubu. „Zaczynamy budować”

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Siatkarze z autostradą do meczu o złoto? W ćwierćfinale czekają Niemcy

Jakub Radomski
9
Siatkarze z autostradą do meczu o złoto? W ćwierćfinale czekają Niemcy