„Lepiej niż było”, wciąż dużo do zrobienia. Jak się jeździ na rowerze w Polsce

Sebastian Warzecha

01 maja 2026, 13:26 • 20 min czytania 2

Reklama
„Lepiej niż było”, wciąż dużo do zrobienia. Jak się jeździ na rowerze w Polsce

Tragiczna śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła Polską. I słusznie. Przedwcześnie odszedł człowiek młody, lubiany i szanowany, a w dodatku zginął robiąc coś, co – zgodnie z raportami – przynajmniej raz na jakiś czas robi niemal 20 milionów dorosłych Polaków. Jazda na rowerze to nasza codzienność. A uzasadnione (!) poczucie bezpieczeństwa w jej trakcie to coś, co powinno być absolutną podstawą. Jak więc jest z rowerami w Polsce: czy jeździ się faktycznie bezpiecznie? Czy sytuacja się poprawia? Czy można wyjść na dwa kółka bez żadnych obaw?

Reklama

Rower w Polsce. 155 zgonów, czyli… poprawa

3429 wypadków z udziałem rowerzystów. Tylu takich incydentów doliczyło się Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji w 2025 roku. Przełożyły się one na 155 zgonów. To… postęp. W latach 2020-2025 odnotowano 38-procentowy spadek liczby ofiar śmiertelnych wśród rowerzystów (a jeszcze dekadę temu – w 2016 – było to 271 zgonów). Mniej jest też ogółem wypadków – zarówno tych z udziałem rowerzystów, jak i bez.

Polskie drogi, według statystyk, stają się coraz bezpieczniejsze.

Statystyka to jedno, ale każda z tych 155 śmierci – a i doliczyć wypadałoby poważnie rannych, poszkodowanych – to osobista rozpacz bliskich czy przyjaciół. Każdy wypadek to potencjalna trauma, uszczerbek psychiczny, ale też fizyczny. Na liście zmarłych nie znajdzie się przecież ktoś ze złamaną nogą, obojczykiem czy – dajmy na to – sparaliżowany od pasa w dół. Na liście ciężko rannych nie będzie kogoś, kto skończył z obtarciami, ale ze skasowanym rowerem i ciążącym przez kolejne miesiące uczuciem strachu z tyłu głowy.

Reklama

Generalnie więc: tak, jest lepiej. Jest bezpieczniej. Ale nie jest idealnie. Do ideału wciąż nam daleko.

Winne wypadków są różne strony. W zeszłym roku 1732 incydenty zostały spowodowane przez kierowców samochodów osobowych (57 skończyło się czyjąś śmiercią), 111 – ciężarówek, a 50 wypadków to wina użytkowników hulajnóg. Do tego dochodzą piesi, ale i sami rowerzyści, z których winy policjanci odnotowali w 2025 roku 1188 wypadków (67 zakończonych zgonem). Ich przewinami było nieustąpienie pierwszeństwa, niedostosowanie prędkości do warunków czy – jakkolwiek prozaicznie by to nie brzmiało – nieprawidłowe skręcanie.

Ale ogółem rowerzyści też są bardziej uważni, coraz większa ich liczba nie popisuje się brawurą, a zamiast tego ceni sobie spokój i bezpieczeństwo. Choć wiadomo, że złych zachowań nadal jest sporo – bo dokładnie tak jak kierowcy, tak i rowerzyści mają wyrobione niewłaściwe nawyki. Jak w raporcie PZU na temat ruchu rowerowego i zachowań polskich kolarzy – to źródło na ten temat najnowsze, większość przytoczonych tu danych statystycznych pochodzi z niego – mówił podinsp. Robert Opas, z Biura Ruchu Drogowego KGP:

– Podczas kontroli ruchu drogowego w 2025 roku policjanci najczęściej odnotowywali następujące wykroczenia popełniane przez rowerzystów: nieuprawniona jazda po drodze dla pieszych (chodniku) – 23 295 przypadków, jazda po przejściu dla pieszych – 17 241 przypadków, jazda bez wymaganego oświetlenia – 8673 przypadków, korzystanie z telefonu podczas jazdy, wymagające trzymania urządzenia w ręku – 2551 przypadków.

Reklama

Mimo wszystko jednak – rowerzyści coraz częściej mają świadomość tego, co warto na jednośladowcu robić.

– Ludzie są bardziej wyedukowani. Niemal każdy od razu kupuje kask dla bezpieczeństwa. Wiedzą, jak trzeba jeździć. Cały osprzęt też: oświetlenie, licznik, koszyczek na bidon. Dbają o siebie – mówi nam Zdzisław Wrona, w przeszłości kolarz, uczestnik Wyścigu Pokoju i innych dużych imprez, reprezentant Polski. A dziś: właściciel sklepów rowerowych, który z bliska obserwuje to, jak Polacy dbają o swoje bezpieczeństwo.

No właśnie, dbają. Ale czy gdy sami o nie zadbają, to wystarcza, by na rowerze czuli się bezpiecznie?

Reklama

Czy rowerzyści czują się bezpiecznie?

Polacy – wedle różnych badań – na rowery wychodzą głównie dla zdrowia i przyjemności, a także załatwienia jakichś codziennych spraw. Trenuje – tak naprawdę na poważnie, nawet jeśli na potrzeby amatorskich zmagań – garstka z ogółu. Większość robi sobie wycieczki rowerowe, na spokojnie, często z rodziną czy znajomymi. To czas dla nich, czas na odpoczynek, czas na relaks.

Czyli też nie czas na to, by martwić się o swoje zdrowie i życie.

I często nie muszą – o ile mają do dyspozycji ścieżki rowerowe (choć i na nich warto pozostać uważnym). Gorzej, jeśli takiej nie ma i trzeba jechać drogą. A jeszcze gorzej – jeśli to droga ruchliwa. Ale do tego jeszcze wrócimy, bo temat infrastruktury warto, wypada wręcz poruszyć szerzej. Na pewno jest on jednak pewną składową tego, że z tym bezpieczeństwem i jego poczuciem bywa różnie.

Wiele zależy od miejsca, od infrastruktury, od ruchu, od prędkości z jaką sami się poruszamy. Wiadomo też, że im rzadziej ktoś jeździ, tym mniej pewnie może się czuć. Pytamy więc kogoś, kto na rowerze spędził większość życia – Przemysława Niemca, byłego zawodowca, który jako pierwszy Polak wygrywał etap hiszpańskiej Vuelty.

Reklama

Przemek, jak wsiadasz na rower, to myślisz, że wszystko będzie dobrze?

– Nie mogę inaczej – mówi. – Ponad pół życia spędziłem na rowerze, dla mnie to chleb powszedni. Tak samo jak jadę 80 km/h, to nie robi to już na mnie wrażenia. Nie myślę takimi kategoriami, czy coś mi się stanie, czy wrócę do domu. Raczej staram się myśleć, gdzie jechać, by zrobić sobie fajną przejażdżkę i wrócić do domu.

CZYTAJ TEŻ: PRZEMYSŁAW NIEMIEC: ZOSTAŁEM ZAPAMIĘTANY JAKO DOBRY KOLARZ [WYWIAD]

Mimo wszystko jednak i on zauważa, że trasy dobiera tak, by było bezpiecznie. Sam przyznaje, że ma przewagę nad wieloma osobami ze względu na miejsce zamieszkania.

Reklama

– Jak jeżdżę z dzieciakami, to raczej tymi bocznymi drogami, mało uczęszczanymi. Mam ten przywilej, że mieszkam na wsi, gdzie takich dróżek mam bardzo dużo wokół siebie. Nie mam potrzeby odjeżdżać dalej. Akurat jak się zrobi pogoda, to chcę wziąć dzieciaki na Wiślaną Trasę Rowerową – na przykład z Oświęcimia do Zatora, można jechać ścieżką wzdłuż Wisły. Święty spokój, mało ludzi, da się bezstresowo pojechać. Możemy tak nawet – co nam się zdarza – zajechać do Krakowa, cały czas wałami rowerowymi.

Innymi słowy: poczucie bezpieczeństwa wynika u niego w dużej mierze z tego, że może to wszystko sobie odpowiednio zaplanować, ale i ma doświadczenie. A co z osobami, które na rower chcą wsiąść po raz pierwszy w życiu albo pierwszy od dawna? Czy to dorosłymi, czy dzieciakami, które jeżdżą pod opieką rodziców?

We wspomnianym raporcie PZU problemy wskazywał Aleksander Wiącek z Fundacji Mobilności Aktywnej. Problemy, dodajmy, fundamentalne:

– System edukacji rowerowej w Polsce wymaga głębokiej i kompleksowej reformy. Dziś proces przygotowania dzieci do samodzielnego poruszania się na rowerze ma charakter niemal wyłącznie teoretyczny. Egzamin na kartę rowerową zwykle odbywa się w sztucznych, bezpiecznych warunkach, które mają niewiele wspólnego z prawdziwym ruchem drogowym. Tymczasem to właśnie na ulicach – wśród samochodów, pieszych i realnych zagrożeń – dzieci będą musiały się poruszać każdego dnia.

Reklama

– Wiele dzieci ma trudności z wykonywaniem podstawowych manewrów, nie zauważa zagrożeń, nie zawsze wie, jak przewidywać zachowania innych uczestników ruchu. Bardzo często pojawia się także stres związany z obecnością samochodów. […] Nauka jazdy na rowerze – podobnie jak nauka pływania czy poruszania się komunikacją publiczną – musi mieć wymiar praktyczny. Sama teoria nie przygotuje uczniów do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym.

To faktycznie podstawy. Najlepiej przygotowany teoretycznie dzieciak nie ma prawa poradzić sobie od razu w dużym mieście, a często nawet i na wiejskich drogach. Co za tym idzie – nie ma prawa czuć się w pełni bezpiecznie. Dorosły podobnie.

A przecież obok tych czynników wewnętrznych, dochodzą też zewnętrzne. Na czele z innymi uczestnikami ruchu. Głównie tymi za kierownicą.

Problem z kierowcami

– Są miejsca, gdzie ruch jest nieduży, jest w miarę bezpiecznie. Natomiast w mieście, na bardziej ruchliwych ulicach – jeździ się źle. Bo nie mamy wzajemnej kultury kierowców wobec rowerzystów i odwrotnie – to działa w obie strony. Ja sam miałem wypadek, choć nie trafił mnie żaden pirat, dlatego unikam dziś szosy, przesiadam się raczej na gravela i wolę pojeździć w terenie, bo sprawia mi to frajdę i czuję się bezpieczniejszy. Ciągle jeszcze jesteśmy daleko, żeby powiedzieć, że jest bezpiecznie – mówi Adam Probosz, komentator i ekspert do spraw kolarstwa, ale też rowerzysta, no i kierowca.

Reklama

Pytanie, jakie mu zadałem, brzmiało: jak się jeździ na rowerze w Polsce? O to samo pytałem zresztą każdego, z kim rozmawiałem. Odpowiedzi – wbrew pozorom – na ogół były pozytywne. To znaczy – pozytywne w pewnym wymiarze. Głównie tym, że „jest lepiej, niż było”. Naturalnym kolejnym pytaniem było więc: „a jak to jest z kierowcami?”.

No właśnie, jak?

Bywają problemy – przyznaje Niemiec. – Nawet jak jest ścieżka rowerowa. Mentalność kierowców jest na przykład taka, że większość z nich nie jest do ścieżki przyzwyczajona. Jak któryś wyjeżdża z posesji i wyjazd przecina mu ścieżka, to nie zatrzyma się przed nią, a przed drogą, wjeżdżając na ścieżkę. Jak sam jadę ścieżką i widzę takie wyjazdy, to już z doświadczenia mam na uwadze, że ktoś może mnie nie zauważyć i ja też muszę uważać.

Reklama

Jak mówi: na drodze – gdy akurat nie ma ścieżki – też jest różnie. Ale zauważa, że często kwestia nie złośliwości czy umyślności, a pewnego braku rozeznania, przyzwyczajenia.

– Jak auta wymijają mnie na centymetry, to już jestem przyzwyczajony, nie robi to na mnie większego wrażenia. Choć nadal nie jest to zbyt przyjemne. Są też na przykład takie sytuacje, że ktoś cię wyprzedza i zaraz skręca w prawo. Mam wrażenie, że niektórzy nie w pełni sobie zdają sprawę z tego, z jaką prędkością jeździ się na rowerze – myślą, że to takie 15 km/h, a ty jedziesz nierzadko 40 czy 50. I ktoś jest nagle zdziwiony, że tak szybko do niego dojeżdżasz. Po prostu nie wszyscy kierowcy są na bieżąco z tym, że technika się rozwija, rowery są szybsze i prędkości większe.

Niemiec dodaje, że znacznie większą tolerancję i otwartość na kolarzy zaobserwował u kierowców we Włoszech czy Hiszpanii… ale inni rozmówcy mówią, że i tam się to zmienia, bo rowerzystów jest więcej, a tamtejsza infrastruktura niekoniecznie się rozwija. Z kolei w Polsce – jak sugeruje raport PZU – kierowcy postrzegają rowerzystów pozytywnie. W raporcie czytamy:

„Emocje, które wzbudzają rowerzyści, przekładają się na ich wizerunek w społeczeństwie. Są postrzegani raczej pozytywnie i kojarzeni z aktywnością fizyczną, troską o zdrowie, wysportowaną sylwetką, zachowaniami proekologicznymi i mobilnością. Często jednak badane osoby uważają rowerzystów za nieprzewidywalnych, nieostrożnych i lekkomyślnych”.

Reklama

Dwie strony? Nie, coraz częściej jedna

Co może być powodem tego pozytywnego wizerunku?

Przede wszystkim to, że na rowerach jeździ masa, prawdziwa masa Polaków. 19 milionów dorosłych robi to przynajmniej raz na jakiś czas. Połowa z nich regularnie – raz, często kilka razy w tygodniu. 20 procent z tego grona z kolei jeździ nawet zimą. Wielu z tych ludzi ma też prawo jazdy, poznają więc racje obu grup, dobrze rozumieją, co jest nie tak i po jednej, i po drugiej stronie drogowej „barykady”.

Zauważa to Adam Probosz:

– Jest lepiej, to na pewno. Myślę, że to w dużej mierze wynika z tego, że bardzo dużo osób jeździ na rowerach i zaczęli rozumieć, na czym to w ogóle polega. Ja zawsze mówię, że w Holandii tak dobrze jeździ się na rowerze, bo po pierwsze jest fantastyczna infrastruktura, są miejsca, gdzie rower ma nawet pierwszeństwo – moja córka mieszka na takiej ulicy w Eindhoven – ale też przede wszystkim wszyscy tam jeżdżą i rowerem, i samochodem. To jest kluczowe – przez to się rozumieją i jest bezpiecznie. U nas też dużo osób zaczęło jeździć na rowerach, to są grube miliony. Przez to się to wszystko poprawia.

Reklama

On sam, jak wspomniał, miał wypadek. Jechał na rowerze, potrącił go kierowca. Paradoksalnie jednak – choć Adam mówi, że dziś unika dla bezpieczeństwa szosy, woli teren – to był całkiem… pozytywny epizod. Nie uszczerbek na zdrowiu, rzecz jasna. Ale zachowanie kierowcy, które pokazuje, że i w takich sytuacjach objawia się ta ludzka strona.

– To nie był pirat, zdarzyło mu się po prostu przysnąć za kierownicą. Był tym przerażony, chyba nawet bardziej niż ja. Wziął winę na siebie, odwiedzał mnie w szpitalu. To nie tak, że kierowca, który potrąci rowerzystę, niczego nie czuje. On nie poczuje najpewniej nic fizycznie, ale taka sytuacja może mu trochę w życiu namieszać. Dla większości z nich to zapewne nic miłego.

Probosz dodaje przy tym też coś istotnego:

– Podkreślmy: to nie jest jednostronne, że to kierowcy nie uważają na rowerzystów. Jak sam jadę samochodem, to widzę na przykład, że na skrzyżowaniu Czerniakowskiej z Trasą Siekierkowską przejeżdżanie na rowerach na czerwonym świetle jest standardem. Mnie brakuje dużej akcji społecznej, porządnie zrobionej, która mówiłaby o tym bezpieczeństwie i podkreślała, że jak będziemy się wzajemnie szanować, to tylko zyskamy i jedni, i drudzy.

Reklama

Rowerzyści. Polska

Fot. Newspix

O tej potrzebie wzajemności, zrozumienia, mówią wszyscy. I wszyscy też podkreślają, że jest lepiej, niż było, to na pewno.

– Na pewno zwiększa się świadomość i kierowców, i rowerzystów. Oni między sobą kolidują, tak, ale ogółem jest bezpieczniej. Jest więcej rowerzystów, a liczba wypadków przecież wcale nie rośnie. Akurat wczoraj wracałem rowerem i kierowcy nie wyprzedzali mnie na linii ciągłej, tylko jechali za mną. Nikt przy tym nie trąbił, a przecież to w przeszłości się zdarzało dość często. Świadomość kierowców wzrasta, wiedzą, że trzeba na rowerzystów uważać – mówi Wrona.

Reklama

Ale dodaje: rowerzyści też uważać muszą. Bo łatwo mogą spowodować wypadek. Podobnie widzi to Cesare Benedetti, były zawodowy kolarz, zwycięzca etapu Giro d’Italia, z Polską związany od 2007 roku, a więc jeździ w naszym kraju na rowerze od niemal dwóch dekad, z czasem został nawet reprezentantem Polski:

– Nie zawsze wszystko jest winą kierowcy. Widzę w Polsce, ale też we Włoszech, że rowerzyści łamią przepisy, przejeżdżają na przykład na czerwonym. Wiesz, ja odkąd byłem zawodowcem – bo wcześniej i mi się zdarzało jakieś czerwone światło „zaliczyć”, przyznam się – starałem się przestrzegać wszystkich przepisów i staram nadal. Dawać przykład, bo trzeba szanować zasady ruchu. Więc nawet jak trenowałem, to zatrzymywałem się na światłach, czy skręcałem na ścieżkę. A widzę często wielu kolarzy, którzy tego nie robią. I trudno się potem irytować, gdy słyszę, że „kierowcy nienawidzą kolarzy”. Bo to też wina rowerzystów.

Czarek wspomina też o tym, o czym mówił Przemysław Niemiec – kwestii przyzwyczajenia. Uważa, że wielu prowadzących samochody niekoniecznie jest w stanie dobrze ocenić to, jak porusza się rowerzysta i jak go, na przykład, wyprzedzić, żeby było bezpiecznie. I też twierdzi, że to raczej nie złośliwość, a bardziej pewne lekceważenie, przekonanie, że sytuacja wygląda inaczej, niż w rzeczywistości.

Ostatecznie jednak, jak mówi Niemiec:

Reklama

– Nie mówię, że jest źle, bo jest coraz lepiej. Nawet nieraz się zdarza, że ja komuś, gdy widzę, że jedzie za mną auto, to mu zasygnalizuję na zakręcie, że jest wolne, a on po wyprzedzeniu mignie mi awaryjnymi. Dobrzy kierowcy też są, jak najbardziej.

Kierowcy i rowerzyści to coraz częściej przenikająca się grupa. I lepiej się rozumiejąca, to na pewno. W tym porozumieniu pomaga też i to, że infrastruktura się rozwija.

Ale czy na miarę potrzeb?

Ścieżek więcej. Ale czy dobrych?

Dowód anegdotyczny zawsze jest problematyczny (wybaczcie ten rym), tak. Równocześnie jednak: dowód anegdotyczny bywa czasem prawdziwy. I ten taki jest. Mówi Przemysław Niemiec:

Reklama

– Ścieżek rowerowych powstaje coraz więcej, ale ciągle dużo ich też brakuje. Dla mnie niezrozumiałe są takie sytuacje, jak ostatnio niedaleko mnie – powstała fajna droga w Międzybrodziu [niedaleko Żywca – przyp. red.], czyli w bardzo turystycznej okolicy, tuż przy jeziorze. Cała droga jest nowa, na dość długim odcinku. I nikt nie pomyślał, żeby zrobić obok – a wakacjami jest tam mnóstwo rowerzystów – ścieżkę rowerową. Droga jest fajna, nówka sztuka, a nie ma nawet porządnego chodnika, co dopiero ścieżki [dodajmy jednak, że w planach jest budowa ścieżki pieszo-rowerowej wokół Jezior Żywieckiego i Międzybrodzkiego – przyp. red.].

To powtarzająca się sytuacja. Planujący remonty czy nawet budowy dróg czasem – choć, na szczęście, coraz rzadziej – zapominają o tym, że jeździ się w tym kraju nie tylko samochodami. Ścieżki rowerowe nadal przy okazji niektórych remontów nie istnieją. Potem trzeba więc albo ignorować prośby o ich stworzenie, albo dobudowywać je po czasie. A to dodatkowe koszty, frustracja kolejnym remontem, opóźnienia, korki…

Nieopłacalny biznes, po prostu.

Reklama

– Jak się wydaje grube miliony na nową drogę, to myślę, że koszt poszerzenia jej o kolejne półtora metra czy dwa metry, żeby zrobić ścieżkę, to jest nieproporcjonalnie mały w porównaniu do tego, jakby trzeba tę ścieżkę robić teraz, „dostawiając” do nowej drogi. To powinno być robione od razu, ścieżka powinna być w projekcie drogi, po prostu – mówi Niemiec.

W Polsce faktycznie, brakuje momentami planu. Do klasyki gatunku należą na przykład ścieżki rowerowe, które nagle się urywają, momentami prowadząc wręcz donikąd albo płynnie wjeżdżając w ulicę, wprowadzając rower do ruchu samochodowego, czasem bez ostrzeżeń. Są też takie źle zaprojektowane, omijające miejsca, gdzie warto by na rowerze zajechać. Często brakuje też porozumienia między gminami czy miastami – zresztą to widać nie tylko w przypadku infrastruktury rowerowej. Zastanówcie się, ile razy jadąc autem odczuwaliście różnicę w jakości asfaltu, gdy kończyła się jedna gmina, a zaczynała druga?

No to na rowerze bywa podobnie. A i tak jest lepiej, niż było.

– To prawda, brakuje takiego planu. Zastanawiam się czasem nad tym, bo widzę, że wydaje się na to spore pieniądze i buduje się tego dużo… ale czasem jest to budowane kompletnie bez ładu i składu. Trochę jak kiedyś ten pomysł tworzenia ścieżek z kostki, też bez sensu. Teraz, na szczęście, częściej robi się asfaltowe. Rzeczywiście jednak, to jest tak, że coś się buduje, obok jest ścieżka, a potem się nagle kończy. Nie ma planu, przede wszystkim w miastach – bo poza nimi jest nieco inaczej. Uważam, że gdyby taki plan był, to by dużo mogło rozwiązać – mówi Probosz.

Reklama

Generalnie użytkownicy rowerów są z infrastruktury zadowoleni… w bardzo różnym stopniu. Zależy to głównie od miejscowości. Co ciekawe, częściej pozytywnie wypowiadają się o możliwościach wypadu na rower mieszkańcy mniejszych miasteczek. Gorzej oceniają infrastrukturę ci w dużych ośrodkach. W Polsce ogółem jest aktualnie ponad 21000 kilometrów ścieżek rowerowych, ale nikt nie zbadał w pełni, ile z nich jest odpowiednio zaprojektowanych, ile się ze sobą łączy i ile trzeba by dobudować, by stworzyć funkcjonującą na wysokim poziomie sieć.

A to też setki, pewnie tysiące kilometrów, których brakuje.

Zresztą, spójrzmy na twarde dane, choćby te analizowane przez Centrum Rowerowe, które wyliczało jakiś czas temu, że w wojewódzkich miastach:

„Najkorzystniejszy stosunek długości dróg rowerowych do dróg publicznych występuje w Poznaniu (45%) oraz Rzeszowie i Olsztynie (po 44%). W Białymstoku i Olsztynie na każdy kilometr kwadratowy miasta przypada aż 1,7 km dróg rowerowych, co świadczy o dobrze rozwiniętej infrastrukturze. Warszawa i Poznań również plasują się wysoko, z wartością 1,6 km/km². Od 2019 roku największy przyrost długości dróg rowerowych odnotowały Warszawa (176 km), Poznań (172 km) oraz Katowice (124 km)”.

Reklama

Znów jednak: brakuje tu danych o zadowoleniu z konkretnych sieci ścieżek rowerowych. Pewne wskazówki dają ankietowani przez PZU, spośród których:

  • 80% wypominało zły stan dróg,
  • 73% mówiło o braku spójnej sieci ścieżek rowerowych,
  • 64% wspominało o złym oświetleniu takich tras.

Generalnie więc: sporo do zrobienia. Choć wydaje się, że politycy w Polsce raz, że ulegają presji rowerzystów, a dwa – zauważają, że to dobry trend. Społeczeństwo powinno się ruszać i powinno być do tego zachęcane. Dla zdrowia, dla ograniczenia smogu, dla rezygnacji z samochodów. Choć z tym ostatnim jest niekiedy trudno, bo – jak ustaliliśmy w rozmowie z Adamem Proboszem – bywa, że jeśli ktoś chce wyskoczyć na dłuższą i bezpieczną przejażdżkę, to najpierw musi zapakować rower na samochód (albo pchać się np. komunikacją miejską), przejechać odpowiednio daleko i dopiero wskoczyć na siodełko.

– Czasami to jest jedyne wyjście. Jak ktoś mieszka w miejscu takim jak ja – w Warszawie na Grochowie – to różnie bywa. Ja staram się dojechać jak najkrótszą drogą nad Wisłę i tam pojeździć, bo tam czuję się bezpiecznie. Są szerokie ścieżki, można pojeździć. Gdybym jednak chciał na drogę taką, żeby i na niej czuć się bezpiecznie, to rzeczywiście – jedynie rower na samochód i musiałbym wyjechać gdzieś dalej– mówi Probosz.

Równocześnie wskazuje, że kwestia rozwoju ścieżek jest istotna i dla bezpieczeństwa. Bo owszem, można jeździć po mniej uczęszczanych drogach, ale nic nie ograniczy ryzyka wypadku tak, jak ścieżka właśnie:

Reklama

– Był kiedyś taki dość głośny wypadek. Droga na wybrzeżu, taka boczna, nie jeździły tam w zasadzie samochody, bo wybudowano nową. Któregoś dnia jednak facet wjechał w grupkę kolarzy. Bo jechał pod wpływem i uznał, że skoro nie ma tam policji, to i dla niego będzie bezpieczniej. Więc to też jest tak, że z jednej strony czujesz się bezpiecznie, a z drugiej – coś może się wydarzyć. A na ścieżkę rowerową by może nie wjechał – twierdzi.

Tak więc: budować ścieżki rowerowe. Jak najwięcej. Ale – to konieczne! – budować w sposób przemyślany. Niech to wszystko ma ręce i nogi. Chyba wreszcie na to czas.

Jest lepiej. Ale nie idealnie

Wróćmy do liczb. 19 milionów – tylko dorosłych – na rowerach. Prawie 10 milionów jeżdżących naprawdę regularnie. Duża część z nich to, oczywiście, również kierowcy, ale skoro tyle osób wsiada na rowery, to trudno ich ignorować. Wręcz przeciwnie – wypada, może nawet trzeba, brać pod uwagę zdanie rowerzystów.

To są ogromne liczby – mówi Probosz. – Społeczność, z jaką trzeba się liczyć. Warto by było pochylić się nad tym na poziomie krajowym. Ja wiem, że jest opór kierowców, bo te racje czasem są sprzeczne. Z drugiej strony – takie rzeczy można wprowadzać, przeprowadzić konsultacje i rzeczywiście brać przykład od krajów, którym się udało. Skoro są takie badania, można pokazać, że tyle i tyle ludzi jeździ na rowerach, to pochylmy się nad tym. Skorzystajmy też z doświadczeń byłych czy obecnych zawodowych kolarzy. Dlaczego nie bierzemy ich do ciał doradczych? Myślę, że jest dużo ludzi, z których wiedzy można by skorzystać. I to z pożytkiem dla wszystkich.

Wiemy, że już dziś pod wieloma względami jest lepiej. Maleje liczba wypadków z udziałem rowerzystów i ich ofiar. Kolarze są pozytywniej postrzegani przez społeczeństwo. Kierowcy często sami wsiadają na rowery, rozumieją więc, jak to jest i są wobec rowerzystów bardziej wyrozumiali. A ci ostatni coraz częściej, gdy tylko mogą, przeskakują na ścieżki, żeby nie tarasować drogi (to też wnioski z ankiet). Sami kolarze zwracają większą uwagę na bezpieczeństwo, dbają o rowery, noszą kaski, mają komplet świateł. Powstają – choć mogłyby częściej – nowe ścieżki rowerowe, modernizuje się stare.

Jasne, znajdzie się też sporo zachowań niewłaściwych, ale to mniejszość. I to mniejszość coraz – nomen omen – mniejsza.

Zima. Rower

Polacy coraz częściej jeżdżą na rowerach nawet zimą. Fot. Newspix

Idziemy więc w dobrą stronę. Choć możemy iść sprawniej, szybciej i w jaśniej wytyczonym kierunku. Czego by to jednak wymagało? Prawdopodobnie działania na poziomie krajowym, być może z oddelegowaniem tego na poziom województw. Tak jak łączy się drogi krajowe, ekspresówki czy autostrady – tak samo stworzyć sieć ścieżek rowerowych i całej infrastruktury dookoła (mobilne stacje napraw, wiaty na krótki odpoczynek, tablice informacyjne itp.).

Jedno to jest poziom miast, a drugie to – skoro mamy tylu rowerzystów i zdajemy sobie sprawę, że to dobra rzecz dla zdrowia społeczeństwa – poziom krajowy. Zróbmy to z tego poziomu właśnie. Myślę, że powinien powstać krajowy plan rozwoju roweru, poprawy bezpieczeństwa dla kolarzy. Tak, żeby to działo się na tym najwyższym szczeblu. Wtedy można robić konsultację ze specjalistami z innych krajów. Można to robić na poziomie miast, oczywiście, ale na przykład ścieżka rowerowa często kończy się za miastem i jest problem. Więc tak, województwa, kraje – tam to powinno się planować – twierdzi Adam Probosz.

Czy to utopia? Być może, ale wielokrotnie już okazywało się, że gdy się chce, to jednak się da. A rower to korzyści dla społeczeństwa. Społeczeństwa, które powinno czuć się bezpiecznie, gdy na niego wsiada. A obecnie z tym bezpieczeństwem różnie bywa. Oczywiście – nie wszystko da się przewidzieć, nie wszystkiemu uda się zaradzić. Wpisałem w Google „wypadek rower” i wyskoczyły mi teksty o tym, jak to pijany kierowca – kilka takich przypadków w ostatnim czasie – zahaczył o rowerzystę.

Alkoholu w takich sytuacjach nie wyeliminujemy z tego równania, niestety zawsze może trafić się ktoś, kto po pijaku wejdzie za kółko (choć powinniśmy dążyć do tego, by był to zupełny margines). Ale kto wie, może gdyby była ścieżka, to taki nie miałby o kogo zahaczyć? Może rowerzyści byliby bezpieczni, a ucierpiałaby tylko osoba za kierownicą? Może nie byłoby z tego powodu takiego newsa?

I może – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – za kilka lat będziemy świętować, że liczba śmiertelnych wypadków z udziałem rowerzystów spadła poniżej 100 w roku? A potem – wiadomo – pójdziemy dalej, tak, by ograniczyć ją do minimum. Są przecież kraje, gdzie się to udało. Są kraje, które potrafiły to zrobić.

– Ja zawsze wyznaję zasadę, że trzeba mierzyć jak najwyżej – mówi Probosz. – W sporcie się czasem mówi, że ktoś jest „dobry jak na polskie warunki”, a ja bym chciał, żeby był „dobry, jak na światowe warunki”. I tak samo tutaj – należy brać przykłady z takich krajów jak Holandia czy Dania, gdzie są fantastyczne rozwiązania dla rowerów. Są kraje, które robią to dobrze. Dlaczego nie mielibyśmy czerpać od nich, zapraszać specjalistów, którzy się na tym znają i wiedzą, jak to robić, budować, by zdawało egzamin?

No właśnie, dlaczego?

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj teksty o kolarstwie na Weszło:

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama