COMOpromitacja i kLENSka. Mecz, jakiego Liga Mistrzów jeszcze nie widziała

AbsurDB

Autor:AbsurDB

05 listopada 2026, 16:24 • 8 min czytania 0

Reklama
COMOpromitacja i kLENSka. Mecz, jakiego Liga Mistrzów jeszcze nie widziała

Właściwie to co jest bardziej sensacyjne? Czy to, że byliśmy świadkami najwyższej wyjazdowej wygranej w historii Ligi Mistrzów? Czy to, że 9:1 wygrało akurat Como, czyli klubik, o którym wielu myślało, że jest za słaby na Ligę Mistrzów. A może raczej fakt, że jego ofiarą był aktualny wicemistrz Francji – Lens? Każdy z tych faktów wskazuje, że mieliśmy do czynienia z meczem historycznym.

Reklama

Najwyższa wyjazdowa wygrana w historii Ligi Mistrzów

Jeszcze dwa lata temu, przedstawiając mniej znanych beniaminków sezonu 2024/25, cały akapit w tekście na Weszło poświęciłem Como. Był to klub znany wyłącznie fanatykom włoskiego futbolu, położony nad przepięknym jeziorem, ale mający duże ambicje.

„W 2019 klub kupili bracia Hartono, którzy dorobili się fortuny na produkcji indonezyjskich papierosów. Starszy z braci, Michael Bambang, w 2018 roku został medalistą Igrzysk Azjatyckich rozgrywanych w Dżakarcie. Zdobył brązowy medal w brydżu sportowym w wieku… 79 lat. Mniejszościowe udziały w klubie mają Cesc Fabregas i Thierry Henry. Po awansie do Serie A liga zakwestionowała możliwość gry klubu na przestarzałym stadionie Giuseppe Sinigaglii. W odpowiedzi Como zagroziło, że będzie grało w odległym o trzydzieści kilometrów szwajcarskim Lugano. Ostatecznie jednak klub zagra na domowym obiekcie, choć pierwsze trzy spotkania musi rozegrać na wyjeździe, by zdążyć z remontem stadionu”.

1 lipca 2023 roku Cesc Fabregas został mianowany trenerem drużyny Como do lat 19 i reprezentacji B po zakończeniu kariery piłkarskiej. Zakończył ją właśnie w tym pięknym mieście. Po zwolnieniu Moreno Longo 13 listopada 2023 r. Fàbregas został tymczasowo awansowany na stanowisko trenera pierwszego zespołu. Nie miał wtedy licencji trenerskiej UEFA Pro, więc robił to na specjalnych zasadach. Wywalczył awans, zapisał się na kurs i zaledwie kilka dni po zapisaniu został mianowany pierwszym trenerem Como. Spisuje się tam rewelacyjnie. 

Reklama

Niebiesko-biali zaczęli jako beniaminek kiepsko i jeszcze na początku grudnia byli w strefie spadkowej. Po przerwie zimowej zaczęli grać znacznie lepiej, a od 5 kwietnia do 10 maja 2025 roku wygrali sześć kolejnych meczów Serie A. Niektórzy twierdzili, że z taką formą mogą w kolejnym sezonie otrzeć się o awans do europejskich pucharów.

Kolejna wiosna okazała się jednak jeszcze lepsza i dzięki wygraniu dziewięciu z ostatnich trzynastu spotkań Como wskoczyło kosztem wielkich Milanu i Juventusu na czwarte miejsce dające Ligę Mistrzów. Przykładów jednorazowych wyskoków klubów z pięciu najsilniejszych lig, które psim swędem raz wskakują do Ligi Mistrzów, wypadają tam słabo i nigdy do niej nie wracają, mieliśmy niemało. Czasem były to drużyny włoskie.

Udinese dwadzieścia lat temu potrafiło w fazie grupowej pokonać tylko Panathinaikos. Dwa lata temu Bologna w nowym formacie wygrała tylko jeden mecz i bardzo dużo zabrakło jej do awansu choćby do fazy play-off. Como nie podążyło tą drogą.

Historyczna kLENSka

Na starcie rozbiło 4:1 RB Lipsk. Nie wszystko poszło po myśli Fabregasa w Rotterdamie, gdzie jego drużyna przegrała 2:3. Kolejnym show było rozbicie znów 4:1 Manchesteru United. Jednak tego, co wydarzyło się w Lens, nie spodziewał się nikt. Tym bardziej że Lens to przecież aktualny wicemistrz Francji, który tracił w tamtym sezonie ligowym średnio zaledwie jednego gola na mecz (!). Jego bramkarz Robin Risser został nawet powołany na ostatni mundial, choć nie zdołał oczywiście wejść w jego trakcie na boisko.

Reklama

Tymczasem Como wygrało aż 9:1. Było zabójczo skuteczne, oddając 12 celnych strzałów. Grek Douvikas strzelił hat-tricka, a trafienie zaliczyło poza nim aż sześciu innych zawodników. Byli to Argentyńczyk Nico Paz, Francuz Lucas Da Cunha, Niemiec Marc-Olivier Kempf, Chorwat Martin Baturina oraz Włosi Mattia Liberali i Matteo Papacciolli.

Warto zauważyć, że z dziewiętnastoma bramkami strzelonymi w czterech meczach Como jest obecnie… liderem klasyfikacji wszech czasów pod względem średniej liczby goli strzelonych na mecz w całej historii europejskich pucharów. Wyprzedza ponad tysiąc innych drużyn!

Reklama

Pobite rekordy Ligi Mistrzów

Tak porażające zwycięstwo gości nie zdarzyło się dotąd w całej historii Ligi Mistrzów. Nikt nie wygrał ośmioma bramkami poza domem, a siedmioma – tylko trzy razy (za każdym razem wynik brzmiał 0:7):

  • Marsylia w Żylinie w 2010 roku
  • Szachtar w Borysowie w 2014 roku
  • Liverpool w Mariborze w 2017 roku

Nawet uwzględniając zwycięstwa gospodarzy, nikt nie wygrał w Lidze Mistrzów wyżej niż Como! Osiem bramek więcej od przeciwnika strzelił bowiem tylko Liverpool z Besiktasem w 2007 roku i Real z Malmo w 2015 roku. W obu przypadkach było po 8:0. Przez chwilę wydawało się nawet, że zagrożony może być rekord największej liczby goli w meczu, który należy do Legii. Ustanowiła go, przegrywając 4:8 z Borussią.

Reklama

Jedyny dotąd przypadek, gdy ktoś strzelił w Lidze Mistrzów dziewięć goli, dotyczy Bayernu, który dwa lata temu dokonał tego przeciwko Dinamu Zagrzeb, samemu tracąc dwie bramki.

Nawet w eliminacjach Ligi Mistrzów taki pogrom jest niesłychaną rzadkością. Wyżej wygrał tylko HJK Helsinki, gdy w 2011 roku pokonał 10:0 walijskie Bangor City. Warto zauważyć, że pobity został rekord największej liczby bramek strzelonych przez gości, uwzględniając zarówno kwalifikacje, jak i zasadniczą fazę Ligi Mistrzów.

Odebrali rekord Wiśle Kraków

Dotąd należał on do… Wisły Kraków, która 22 lata temu wygrała 8:2 w Tbilisi z klubem WIT Georgia. Cztery gole zaliczył Tomasz Frankowski, dwa Maciej Żurawski, a po jednym Damian Gorawski i Marcin Kuźba. Co ciekawe, niedościgniony wynik: czterech Polaków strzelających gola w jednej kolejce Ligi Mistrzów także został w tym tygodniu wyrównany. A właściwie pobity, bo Zieliński, Bednarek, Kiwior i Nowak strzelili w fazie ligowej, a ich poprzednicy z Białej Gwiazdy – zaledwie w kwalifikacjach.

Reklama

Doda na meczu Wisły z WIT Georgia

Nawet jeśli cofniemy się do prehistorii i uwzględnimy wszystkie mecze o Puchar Mistrzów z czasów, gdy nie nazywał się Ligą Mistrzów, to wynik Como jest imponujący. Wygrana gości wyższa niż ośmiobramkowa wydarzyła się bowiem zaledwie trzy razy. Anderlecht 60 lat temu zwyciężył 10:1 nad fińską Haką. Feyenoord w 1971 roku wygrał 9:0 w Nikozji z Olympiakosem, a dwa lata wcześniej 12:2 pokonał w Reykjaviku tamtejszy KR.

Jednak – tu mała prywata – dla mnie najbardziej niesamowity we tym wyniku jest nie tylko rozmiar zwycięstwa i fakt, że zaliczyło go niepozorne Como. Największą sensacją jest to, że rozgromiony został zespół aktualnego wicemistrza jednej z najlepszych pięciu lig w Europie! Lens przecież zajęło w ubiegłym sezonie drugie miejsce z dość niedużą, bo sześciopunktową stratą do o wiele potężniejszego PSG. Miało aż dziewięć punktów przewagi nad trzecim Lille. Traciło średnio zaledwie jednego gola na mecz.

Klub TOP 5 lig nigdy nie wpuścił tylu bramek

Wiadomo, można śmiać się z „ligi farmerów”, ale przecież jej mistrz właśnie rozgromił Villarreal na wyjeździe 6:0. Jak podkreśla MisterChip, pierwszy raz w historii zespół z jednej z pięciu najmocniejszych lig stracił więcej niż siedem bramek.

Reklama

Romie, Tottenhamowi i Leverkusen zdarzyło się wpuścić siedem. Więcej goli traciły dotąd zespoły z lig peryferyjnych, jak Luksemburg, Andora, Cypr, Finlandia, Islandia czy Malta.

Lens nigdy dotąd nie przegrało tak wysoko niezależnie od rozgrywek. W 2013 roku dostało lanie 0:7 z Guingamp w drugiej lidze, co jak dotąd było niechlubnym rekordem klubu Michała Skórasia.

Reklama

Dla Como… wcale nie jest to najwyższe zwycięstwo w historii. W 1942 roku faszyści nakazali kontynuację rozgrywek we Włoszech, choć sytuacja wojenna była bardzo trudna. W meczu Serie C Como rozgromiło wtedy Vis Nova Giussano aż 14:0.

Nowy format mocno docenia strzelone gole

Wygląda na to, że takie sytuacje będą teraz zdarzały się w Lidze Mistrzów coraz częściej. Przyczyną jest… nowy format rozgrywek. W fazie grupowej nie było większej różnicy, czy prowadząc 4:0 do przerwy w drugiej połowie strzelisz kolejne gole, czy stracisz dwa. W fazie ligowej jest zupełnie inaczej. Każdy gol ma znaczenie, a o tym, kto awansuje do fazy play-off oraz o tym, kto ją ominie dzięki lokacie w pierwszej ósemce może zdecydować jedna bramka.

Wystarczy spojrzeć na tabelę. Como z fenomenalnym bilansem bramek jest czwarte. Wyprzedza Barcelonę o cztery gole. Dla porównania Borussia, która też wygrała trzy z czterech meczów, jest dopiero dwunasta. Lens jest czwarte od końca, a Porto z takim samym dorobkiem punktowym zajmuje 26. miejsce.

Według portalu Symuliga włoski klub praktycznie zapewnił sobie już udział co najmniej w fazie play-off, a ma też szanse na finisz w czołowej ósemce. Brakuje mu do tego około sześciu–siedmiu punktów. O ile w spotkaniach z Betisem i AEK-iem wygrane nie będą sensacją, to dwie ostatnie kolejki Europa może śledzić z zapartym tchem. Lariani zagrają bowiem z… PSG i Barceloną!

Reklama

W Serie A Como także spisuje się świetnie. Przegrało tylko z inną rewelacją – Frosinone, i zajmuje czwarte miejsce z aż dziewięcioma punktami przewagi nad ósmym Napoli. Wygląda na to, że nie pozbędziemy się ich zbyt szybko ani z tegorocznej Ligi Mistrzów, ani z kolejnych edycji europejskich pucharów. No chyba, że ktoś za chwilę wyjmie stamtąd Cesca Fabregasa.

Fot. Newspix.pl

0 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Jacek Sutryk popiera prezesa Śląska. „Nie jestem w gorącej wodzie kąpany”

Patryk Idasiak
2
Jacek Sutryk popiera prezesa Śląska. „Nie jestem w gorącej wodzie kąpany”

Liga Mistrzów

Reklama