Szwajcaria jest stałym bywalcem mistrzostw świata i także do Ameryki Północnej wyruszyła pełna nadziei na dobry wynik. O kraju Helwetów i nadziejach tamtejszych kibiców nieco opowiada nam Maxime Dominguez – pomocnik Cracovii, który w przeszłości występował w szwajcarskich kadrach młodzieżowych. – Kiedy gra reprezentacja Szwajcarii, wtedy nikt nie myśli o podziale na część niemiecką, francuską czy włoską – mówi.
Maxime Dominguez: Na mundial jedzie kilku moich kumpli
Jak słyszysz „Szwajcaria”, to co ci najpierw przychodzi na myśl?
Po pierwsze myślę o swoim kraju, wszystkich moich przyjaciołach, rodzinie i o moim mieście – Genewie. Spędziłem tam dużo czasu i właśnie w tym miejscu zacząłem swoją przygodę z piłką. Wciąż mam tam wielu znajomych. Jestem szczęśliwy, że kilku moich kumpli jedzie na mistrzostwa, jak Dan Ndoye czy Zeki Amdouni. Jestem z nich bardzo dumny i na pewno będę śledził ich poczynania.
Pochodzisz z Genewy, czyli południowo-zachodniej Szwajcarii. Co szczególnego jest akurat w tej części kraju?
To francuskojęzyczna część Szwajcarii. Mamy jeszcze włoskojęzyczną i niemieckojęzyczną. Ja sam spośród tych języków mówię po francusku i niemiecku. Swoją karierę rozpocząłem w Servette, czyli w największym klubie Genewy i wciąż mam kontakt z paroma ludźmi z tego zespołu. Wyniosłem świetne wspomnienia z tego miasta, ono jest znakomite do życia. Naprawdę je lubię.
Szwajcaria naprawdę jest taka spokojna i zorganizowana, jak zwykło się o niej mówić?
Tak, to wszystko prawda. W Szwajcarii wszystko jest poukładane i panuje tam duży spokój. Ludzie tam naprawdę są fajni.
Jak powiedziałeś, pochodzisz z francuskojęzycznej Szwajcarii. Ludzie z tej części kraju są inni niż w niemiecko- i włoskojęzycznej?
Tak (śmiech). Szczerze ci powiem, że ci niemieckojęzyczni raczej nas nie lubią, tych mówiących po francusku. Oni mówią, że my właściwie to jesteśmy Francuzami. Przyznam uczciwie, że Szwajcaria niemieckojęzyczna jest bardziej zorganizowana.
W Szwajcarii łatwo jest żyć i się rozwijać młodym ludziom?
Tak, naprawdę bardzo łatwo. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie, że kiedy byłem dzieckiem i grałem w Servette, to wszystko było świetnie zorganizowane. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że Szwajcaria jest bardzo droga, ale przy tym wypłaty – bardzo wysokie. Więc coś za coś. Mogę nawet teraz porównać Genewę z Krakowem, to oczywiście Genewa jest dużo droższa. Myślę też, że jako Szwajcarzy jesteśmy dumni ze swojego kraju. Sam grałem w kilku miejscach i wszędzie na temat Szwajcarii wypowiadano się pozytywnie. Wszyscy podkreślali, że kraj jest czysty, piękny i zadbany. Uważam, że za granicą Szwajcarię bardzo się szanuje i dla obywateli to jest naprawdę ogromny powód do dumy.

Maxime Dominguez: „Szwajcaria może namieszać na mundialu”
Sam masz hiszpańskie korzenie, a w drużynach młodzieżowych na pewno miałeś kolegów z różnych stron świata – z Bałkanów, z Afryki… Łatwo jest czuć się Szwajcarem i należeć do jednego kraju, gdy pojawia się taki mix kulturowy?
Myślę, że to w dalszym ciągu proste i naturalne czuć się Szwajcarem, nawet jeśli zachodzą dodatkowe koneksje. Tak jak powiedziałeś, znałem się oczywiście z wieloma chłopakami z Bałkanów, z Afryki, ale także i chociażby z Brazylii. Moja rodzina również jest rozsiana po świecie. Ale myślę, że Szwajcaria jako państwo jest tak fajna, a przy tym zamieszkują ją na tyle otwarci ludzie, że nikt nie ma problemu z poczuciem przynależności.
Swoją szwajcarskość czułeś już w dzieciństwie, czy wtedy mocniej przemawiały przez ciebie jeszcze hiszpańskie korzenie?
Na pewno czułem się bardziej Szwajcarem, bo to w Szwajcarii dorastałem i się uczyłem. Jestem jednak fifty-fifty, ponieważ rodzina od strony mojego ojca pochodzi z Hiszpanii. Określiłbym się zdecydowanie jako Szwajcara, choć ze swoich hiszpańskich korzeni również jestem dumny.
A w reprezentacji proces, o którym mówisz, też wygląda podobnie? Drużyna narodowa jest w pełni zjednoczona, choć piłkarze wywodzą się z wielu stron świata i różnych kultur?
Myślę, że jak najbardziej. Jeżeli chodzi o język, to na przykład kiedy ja występowałem w reprezentacjach młodzieżowych, używany był przede wszystkim niemiecki. A to dlatego, że wielu chłopaków występujących w drużynie pochodziło z tej części Szwajcarii. Nasza francuskojęzyczna grupa była w mniejszości. Kiedy jednak było trzeba, trener potrafił porozmawiać nie tylko po niemiecku, ale i po francusku czy po włosku.
Piłka też pomaga całemu społeczeństwu skupić się wokół jakiejś jednej sprawy?
Zdecydowanie. Kiedy gra reprezentacja Szwajcarii, wtedy nikt nie myśli o podziale na część niemiecką, francuską czy włoską.
Szwajcaria to stały bywalec mistrzostw świata, ale rzadko kiedy udaje jej się osiągnąć coś ekstra. Oczekiwania przed tegorocznym mundialem są w kraju duże?
Uważam, że tak. Wielu piłkarzy, którzy będą reprezentowali Szwajcarię na nadchodzącym mundialu, na co dzień występuje w klubach spośród TOP 5 lig Europy. Wydaje mi się, że mogą sporo namieszać. To mocne, solidne punkty występujące w kadrze od lat. Sądzę, że tę drużynę stać na naprawdę fajny wynik na mistrzostwach świata.
A uważasz, że obecna reprezentacja Szwajcarii jest lepsza od tych, które kraj wystawiał na poprzednich mundialach?
Na to wygląda. W tej drużynie naprawdę jest mnóstwo ambicji, a mistrzostwa świata będą dla niej doskonałym testem. Sam jestem ciekaw do jakiego wyniku ostatecznie to ich zaprowadzi.
Największym atutem może być selekcjoner Murat Yakin? To jego trzeci wielki turniej ze Szwajcarią, drużynę zna dobrze, a drużyna jego.
On doskonale rozumie zespół. Nie znam go osobiście, ale widać, że stawia na ofensywną piłkę. Szwajcaria pod jego wodzą może być nie tylko skuteczna, ale i ładna dla oka.

Xhaka, Akanji – nieśmiertelni reprezentanci.
A co do kibiców – Szwajcarzy odbierają piłkę w spokojniejszy sposób niż w innych częściach Europy?
Tak, na pewno w inny sposób niż w Polsce czy Brazylii. Jak przegrasz mecz, to możesz wyjść na miasto, żeby zjeść (śmiech). Ludzie nie śledzą piłki w aż tak mocny sposób jak w innych krajach, w których grałem. Nie poznają każdego zawodnika aż tak mocno. W Szwajcarii wiele osób ogląda hokeja i także inne sporty, ale jak nadejdą mistrzostwa świata, to na pewno większość będzie w nie wkręcona.
Czego Szwajcarzy oczekują dzisiaj od swojej drużyny narodowej?
Trudno powiedzieć, bo oczywiście nikt nie stwierdzi, że oczekuje od reprezentacji Szwajcarii pojechania na mundial po mistrzostwo świata. Myślę, że większość ludzi byłaby szczęśliwa, gdyby udało się dojść do 1/8 finału, a ćwierćfinał to już w ogóle zostałby przyjęty z wielką radością.
Dominguez: „W Kanadzie kibiców aż tak to nie obchodziło jak przegrywaliśmy”
W swojej karierze grałeś też w Kanadzie, a konkretnie w Toronto, czyli byłeś w jednym z krajów-gospodarzy mundialu. Co cię tam zaskoczyło najbardziej?
Tam ludzie zbytnio nie interesują się piłką nożną. Dużo bardziej lubią baseball czy koszykówkę. Fajnie, że mundial odbędzie się akurat tam, bo będą mogli mocniej zainteresować się futbolem. Na tę chwilę wciąż przegrywa on z innymi dyscyplinami. Dla mnie doświadczenie w MLS było trochę dziwne. Grało się na wielkich stadionach, pięknych, ale nie było na nich zbyt wielu kibiców. Zwyczajnie piłka nie jest tam głównym sportem i chociaż mają infrastrukturę, to nie przyciągają ludzi. Najbardziej szalone było to, że jak przegrywaliśmy, to… kibiców tak naprawdę aż tak to nie obchodziło. Pierwszy raz w karierze przydarzyło mi się coś takiego. Dodatkowo jak się nie załapiesz do play-offów, żeby walczyć o tytuł, to masz o wiele dłuższe wakacje. Oczywiście ściągają tam topowe nazwiska i liga się rozwija, natomiast tak – to było dziwne.
Myślisz, że teraz – dzięki mundialowi – Amerykanie i Kanadyjczycy mogą lepiej zrozumieć piłkę nożną?
Na pewno wiele osób będzie teraz oglądało mecze. Mam nadzieję, że to pozwoli im się mocniej wkręcić w piłkę. Sam fakt, że ludzie w Stanach i Kanadzie będą śledzili spotkania, to już naprawdę sporo. W końcu w ich krajach pojawią się najlepsi zawodnicy na świecie.
Jakie wskazałbyś różnicę pomiędzy Kanadą, Szwajcarią a innymi krajami, w których grałeś?
W Szwajcarii i Kanadzie ludzie na pewno nie żyją aż tak bardzo tym, co się dzieje w klubach. Idą na stadion, żeby coś sobie zjeść, wypić jedno piwo, a ewentualna porażka aż tak bardzo na nic nie wpływa. W Portugalii czy Brazylii wystarczy przegrać jedno spotkanie i już wszyscy kibice będą smutni. To stwarza pewną presję i uważam, że dla zawodników to pozytywne, bo bez tej presji coś się traci. Taką odczuwam największą różnicę. W Szwajcarii na pewno da się odczuć taką tendencję, że jak grasz dobrze, to ludzie chodzą na stadiony. Kiedy zaczynają się porażki, nie wybierają się już tak chętnie.

Maxime Dominguez w barwach Cracovii. Po transferze, a właściwie powrocie do Polski, rozegrał 13 spotkań w Ekstraklasie w rundzie wiosennej sezonu 2025/26. Wcześniej był też piłkarzem Miedzi Legnica i Rakowa Częstochowa.
To już prawie na koniec – jakbyś miał światu wskazać tylko jedną rzecz w Szwajcarii, co by to było?
Myślę, że byłyby to nasze przepiękne góry. Podobają się chyba każdemu.
A czego reszta świata może uczyć się od Szwajcarii i Szwajcarów?
Powiedziałbym, że zaangażowania w wykonywane zadania. Wszystko, co robią Szwajcarzy, jest na sto procent. Byłem w wielu krajach i nie wszędzie tak jest. W niektórych miejscach starają się ogarnąć pracę jak najszybciej i już myślą o wychodzeniu z przyjaciółmi. W Szwajcarii ludzie na pewno podchodzą do swoich zadań bardzo serio, a dopiero kiedy mają wolny czas, to mogą się relaksować.
ROZMAWIAŁ: MARCIN DŁUGOSZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix