Herve Matthys jak Hamalainen. Chciał być bliżej domu, ale coś nie pykło

Marcin Ziółkowski

17 lipca 2026, 16:51 • 3 min czytania 2

Reklama
Herve Matthys jak Hamalainen. Chciał być bliżej domu, ale coś nie pykło

Herve Matthys Ekstraklasy nie zawojował, ale dał się zapamiętać kibicom z powodu relacji z jedną z polskich osobowości medialnych. O relacji Belga z aktorką i piosenkarką Julią Wieniawą napisano już prawdopodobnie wszystko. Jak zdradził Veljko Nikitović, dyrektor sportowy Motoru Lublin, Matthys chciał zmiany klubu z powodu chęci bycia bliżej domu. I tak jak to stanowisko całkowicie zrozumiałe i bardzo ludzka rzecz, tak… nie wydaje nam się, aby Sztokholm leżał jakoś bardzo blisko Belgii w porównaniu z Lublinem.

Reklama

Oferta z klubu bliżej domu. Matthys okłamał Motor?

Doskonale pamiętamy sytuację, w której to Kasper Hamalainen powtarzał, że potrzebuje być bliżej domu i dlatego odchodzi z Lecha Poznań. Skończyło się to tym, że Fin zameldował się w Legii Warszawa. Kibice Kolejorza poczuli się oszukani, chodziło w końcu o odejście do największego rywala i trudno było ukryć im frustrację z takiego powodu.

Jest jednak podobna sprawa, która nie budzi aż tyle emocji, a nie do końca pokazała uczciwość jednej ze stron. Herve Matthys spędził w Lublinie półtora roku. Zagrał 37 meczów na poziomie Ekstraklasy, zanotował w niej dwie asysty i złapał przy okazji cztery żółte kartki.

Zbigniew Jakubas bardzo chciał się z nim rozstać już po sezonie, ale umowa przedłużyła się z uwagi na odpowiednią liczbę minut. Jak mawia klasyk, nic się jednak nie stało – doszło bowiem miesiąc później do rozwiązania umowy. Sportowo trudno będzie go zapamiętać, ot taki ligowy dżemik.

Reklama

Zapracował na transfer do AIK-u Solna, a więc renomowanej szwedzkiej drużyny, która zajmuje miejsce w środku stawki Allsvenskan. Rozwiązał w związku z tym umowę w Lublinie. Ciekawe okoliczności odejścia zdradził jednak Veljko Nikitović, dyrektor sportowy Motoru Lublin (wbrew plotkom, cały czas pracujący w tej funkcji) na antenie Canal+.

Nie ze swojej woli trafił na okładki różnych gazet, związał się z taką dziewczyną, gdzie podejrzewam, że wielu młodych ludzi chciałoby się związać (śmiech). Tu nie ma nic złego.

– Herve przedłużył kontrakt w ubiegłym sezonie, miał umowę na następny. Przyszedł do nas i powiedział, że chciałby wrócić w rodzinne strony, ma taką możliwość – że może trafić do klubu blisko domu, który go bardzo chce. Piłkarze to też ludzie, przeżywają co się o nich mówi, pisze. Trochę być może nie umiał sobie z tym poradzić. Doszliśmy do porozumienia, że to będzie najlepsza opcja, by skorzystał z tego, co ma, był szczęśliwym człowiekiem.

Reklama

Tego związku już nie ma, nie wiem jaka jest prawda. Poprosił o to, chciał wrócić w rodzinne strony. Nie chcieliśmy mieć niezadowolonego zawodnika – zakończył swoją wypowiedź Nikitović.

Matthys chyba więc nie do końca był ze swoim pracodawcą szczery. Jak podpowiada Internet, Sztokholm położony jest w linii prostej od rodzinnego miasta piłkarza (Brugia) nieco ponad sto kilometrów dalej od Lublina. Piłkarze jak widać przybierają różne taktyki, aby osiągnąć swój cel.

Reklama

Historia Belga na Lubelszczyźnie to już jednak przeszłość. W Motorze Lublin dzieje się aktualnie całkiem sporo. Herve Matthys już tu nie zagra, ale Bartosz Bereszyński już tak. Klub z Lubelszczyzny mocno zaskoczył tym ruchem.

Nie wydaje się jednak, że do klubu dołączy Luquinhas – była to jedynie nieudana medialna gra z udziałem agenta, który nie jest ani na liście PZPN, ani FIFA. Skład wzmocnili także Makan Aiko, Mihai Popa czy reprezentant Komorów, Yacine Bourhane.

 

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Mistrz Polski wylądował w drugiej lidze. Młody piłkarz odszedł z Lecha

Braian Wilma
4
Mistrz Polski wylądował w drugiej lidze. Młody piłkarz odszedł z Lecha