Enrique kontra Arteta. Wiele ich łączy, ale różnic też nie brakuje

Michał Kołkowski

30 maja 2026, 13:23 • 9 min czytania 2

Reklama
Enrique kontra Arteta. Wiele ich łączy, ale różnic też nie brakuje

Do pierwszego gwizdka arbitra w finale Ligi Mistrzów 2025/26 pozostało jeszcze trochę czasu, ale jedno wiemy już teraz – najcenniejszy puchar europejskiej piłki klubowej wyląduje w rękach hiszpańskiego szkoleniowca. Taktyczna konfrontacja Luisa Enrique i Mikela Artety w Budapeszcie zapowiada się tym bardziej interesująco, że obaj panowie mają ze sobą wiele wspólnego. Choć powierzchowny rzut oka na style gry typowe dla Paris Saint-Germain i Arsenalu mógłby wskazywać, że Enrique i Artetę różni właściwie wszystko.

Reklama

No ale to pozory. Nie bez kozery Hiszpanie wypowiadają się o sobie z tak dużym respektem.

Enrique i Arteta. Rok temu trener Arsenalu czuł się lepszy

W ostatnich latach mogli się zresztą nieźle poznać, ponieważ PSG rywalizowało z Arsenalem relatywnie często. W październiku 2024 roku górą byli Kanonierzy, którzy pokonali Paryżan przed własną publicznością 2:0 w spotkaniu fazy grupowej Champions League. No ale pół roku później los skojarzył Londyńczyków z PSG również w półfinałach LM i w tym przypadku z sukcesu cieszyli się już mistrzowie Francji. Podopieczni Luisa Enrique pokonali ekipę Artety 1:0 na wyjeździe i 2:1 u siebie. Nie był to jednak jednostronny dwumecz. Gianluigi Donnarumma, strzegący wówczas dostępu do bramki PSG, miał ręce pełne roboty.

Po odpadnięciu Arteta twierdził, że jego zespół był lepszy zarówno od PSG, jak i od wszystkich innych uczestników Champions League.

– Byliśmy bliżej celu, niż wskazuje na to wynik – przekonywał Hiszpan, cytowany przez BBC. – Jestem bardzo dumny z zawodników. Nie sądzę, by w rozgrywkach uczestniczyła drużyna lepsza od Arsenalu. Z tego co widziałem, to nie. Ale odpadliśmy. W tej grze chodzi o pola karne, w których są napastnicy i bramkarze. Ich [napastnicy i bramkarze] byli lepsi w obu spotkaniach. Jeśli przeanalizujecie oba mecze, to kto był najlepszy na boisku? MVP w obu przypadkach był ten sam zawodnik: bramkarz PSG. Mecze w Lidze Mistrzów rozstrzyga się w polach karnych. W ten sposób nas pokonali. Ale mogę wyciągnąć z tej rywalizacji wiele pozytywów, jestem bardzo dumny z zespołu. […] Drużyna, którą widziałem w tej akcji, jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą w Europie.

Reklama

Manager Arsenalu zaznaczył, że nie przejmuje się kpinami wynikającymi z faktu, że jego drużyna kończy kolejny sezon z pustymi rękoma. – Jeśli się boisz, nie możesz rywalizować na najwyższym poziomie. Mamy najlepszy przykład w PSG. Marquinhos jedenasty raz próbuje zdobyć Puchar Mistrzów, jest kapitanem. Zobaczymy, czy tym razem mu się uda, ale przeżył już jedenaście wzlotów i upadków. Jeśli obserwujesz kogoś takiego, to widzisz trajektorię, na której musisz się w sporcie znaleźć. Musisz być zawsze bardzo blisko sukcesu, by wreszcie go osiągnąć. A to oznacza konieczność radzenia sobie również z porażkami.

Luis Enrique wdał się z pokonanym rywalem z łagodną polemikę.

– Mikel Arteta to mój dobry przyjaciel, ale kompletnie się z nim nie zgadzam. Jego zespół grał sprytnie i mieli w tym spotkaniu swoje momenty, bo narzucili nam styl, który uwielbiają. Ale to my zdobyliśmy więcej bramek w dwumeczu, a w futbolu liczy się tylko to. Arsenal w rewanżu grał świetnie, my cierpieliśmy, ale awans do finału należał się nam. Powtarzam: to świetny zespół, ale my częściej trafialiśmy do siatki – zaznaczył szkoleniowiec PSG.

I w sumie… może obaj mieli trochę racji? Najlepszą drużyną minionej kampanii w Europie było PSG, to bez dwóch zdań, ale nie ma też przypadku w tym, że Arsenal do ubiegłorocznego półfinału Ligi Mistrzów dołożył tegoroczny finał. No i sięgnął wreszcie po upragnione mistrzostwo Anglii.

Reklama

Mikel Arteta, Luis Enrique

Guardiola spogląda z dumą. Arteta i Enrique wiele mu zawdzięczają

Choć Mikel Arteta przyszedł na świat w Kraju Basków i pierwsze piłkarskie kroki stawiał jako junior w ekipie Antiguoko z San Sebastian, to do wrót profesjonalnego futbolu zaczął pukać w Barcelonie. Na przełomie wieków regularnie występował bowiem w drugim zespole Blaugrany, a na treningach często zdarzało mu się pracować z pierwszą drużyną. Drużyną, której kapitanem był Pep Guardiola, a jedną z wiodących postaci – Luis Enrique. Nie był to wprawdzie szczególnie udany czas dla klubu z Camp Nou, ale o minuty dla nastoletniego Artety w gwiazdorskim towarzystwie i tak nie było łatwo. Stąd wypożyczenie w sezonie 2001/02. Do… PSG.

Hiszpan wspomina ten czas jako – najpierw – pełen niepewności, a później – satysfakcji.

– To było przerażające dla mnie, dla mojej rodziny – przyznał Arteta w rozmowie z serwisem Arsenal.com. – Byliśmy w Barcelonie, gdy zadzwonił telefon. „Pakuj się, wylatujesz do Paryża” – usłyszałem. Miałem osiemnaście lat, nie grałem w pierwszym zespole. Pomyślałem o składzie PSG. Czy oni naprawdę sądzą, że to dobry pomysł? Ale trener Luis Fernandez był tym, który we mnie uwierzył. Tego potrzebujesz jako początkujący zawodnik – kogoś, kto da ci szansę. Chronił mnie jak syna. Znalazłem się w perfekcyjnym środowisku, by samemu przekonać się, na co tak naprawdę mnie stać.

Reklama

Arteta po przełomowym sezonie spędzonym w Paryżu wrócił do Katalonii, ale w Barcelonie koniec końców nie zaistniał. Trafił do Glasgow Rangers, a skrzydła ostatecznie rozwinął w Anglii, jako zawodnik Evertonu i Arsenalu. Nie zanotował nawet jednego występu w seniorskiej reprezentacji Hiszpanii. To odróżnia go od Luisa Enrique, który był prawdziwą gwiazdą krajowego podwórka: przeszło 200 meczów w Realu Madryt, potem 300 w Barcelonie, dodatkowo 62 w kadrze. Sięgnął po trzy tytuły mistrza Hiszpanii, zanotował triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów. Tymczasem Arteta ligę wygrał tylko w Szkocji, a najcenniejsze z jego zdobyczy to chyba dwa Puchary Anglii, wywalczone w barwach Arsenalu. No i analogicznie toczyły się ich trenerskie kariery. Enrique przeszło dekadę temu świętował przecież wywalczenie potrójnej korony z Barceloną, potem został selekcjonerem hiszpańskiej drużyny narodowej. Natomiast Arteta mozolnie odbudowywał potęgę Kanonierów.

Obu hiszpańskich trenerów łączy jednak ta – ujmijmy to – filozoficzna podbudowa, jaką odebrali w Barcelonie. Obaj wskazują też Pepa Guardiolę jako wzór i inspirację. – Zawsze był punktem odniesienia dla wszystkich, którym zależy na grze w określony sposób. Zawsze się uczyliśmy, oglądając jego drużyny w akcji – mówi trener PSG w rozmowie z Guillemem Balague. Arteta dodaje: – Praca z Guardiolą odmieniła moje spojrzenie na futbol. Dał mi narzędzia niezbędne dla trenera.

Pep – już jako były manager Manchesteru City – może zatem sobotni finał Ligi Mistrzów śledzić z dumą. Już kilkanaście lat temu przewidywał zresztą, że Luis Enrique może zrobić nawet większą karierę trenerską od niego, a o Artecie mówił: – Pracowałem z nim, był częścią naszych sukcesów. To niesamowity szkoleniowiec. 

Luis Enrique

Reklama

Arsenal to pragmatyzm. PSG pozwala sobie na więcej

Oczywiście jeśli spojrzymy sobie na postawę Paris Saint-Germain i Arsenalu w sezonie 2025/26, nie tak łatwo sprowadzić te dwie ekipy do wspólnego mianownika. Jedni i drudzy lubią przejmować kontrolę nad spotkaniem, ale innymi metodami. Paryżanie starają się mordować przeciwników intensywnym, wysokim pressingiem, nawet jeżeli narażają się w ten sposób na ripostę w postaci szybkiego kontrataku. Natomiast Kanonierzy w pierwszej kolejności stawiają na szczelność w tyłach. W sezonie 2025/26 ligowi rywale oddali na ich bramkę tylko 89 celnych strzałów. Był to najlepszy wynik w Premier League, w ogóle bez porównania z resztą stawki. Rzecz jasna bardzo mocną stroną Arsenalu są też stałe fragmenty gry, za sprawą których podopieczni Artety regularnie ustawiają mecze pod swoje dyktando.

Sprowadza to na nich krytykę. Regularnie zarzuca się im, że grają w stylu niegodnym mistrza Anglii: kunktatorsko, minimalistycznie, z naciskiem na fizyczny aspekt futbolu. Z całą pewnością PSG jest kojarzone z rozgrywaniem znacznie bardziej atrakcyjnych dla oka widowisk, czego dowiodło choćby pierwsze półfinałowe starcie Paryżan z Bayernem Monachium. Pytanie jednak brzmi: czy ekipa Luisa Enrique mogłaby sobie pozwolić na podobne fajerwerki, mając jednocześnie na głowie maksymalnie wyczerpujące zmagania w Premier League, a nie relatywnie mało wymagającą rywalizację o mistrzostwo Francji?

Jest to w gruncie rzeczy pytanie retoryczne.

– PSG ma nieporównywalnie łatwiejszy sezon ligowy od Arsenalu. Mało tego, różnica zarówno pod względem liczby minut spędzanych przed podstawowych graczy na boisku, jak i trudności przeciwników, jest wprost niewyobrażalna. Większa, niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka – analizował AbsurDB.

Reklama

Mają łatwiej, bo grają w lidze farmerów. Weryfikujemy oskarżenia wobec PSG

Inna sprawa, że choć PSG i Arsenal mają swoje taktyczne profile, to pozostają drużynami wszechstronnymi. Triumfatorzy poprzedniej edycji Champions League potrafią na boisku cierpieć, o czym od czasu do czasu przypomina na konferencjach Luis Enrique. Obserwowaliśmy to przed rokiem właśnie w meczu PSG z Arsenalem, ale było to widoczne także w niedawnym rewanżu Paryżan z Bayernem. I analogicznie z Kanonierami. Oni również idą niekiedy odważnie na pressingową wymianę ciosów z rywalem. Choćby Atletico Madryt miało poważne problemy, gdy Londyńczycy zaczynali szukać odbioru piłki wysoko na jego połowie.

Summa summarum, żywiołem PSG jest jednak intensywna, prowadzona z rozmachem ofensywa. Arsenal woli grać zachowawczo, lecz z laserową precyzją.

Arsenal świętuje awans do finału Ligi Mistrzów

Reklama

Arteta i Enrique przed szansą na historyczny wyczyn

Które podejście okaże się skuteczniejsze w finale Ligi Mistrzów? A może Mikel Arteta i Luis Enrique, celem zaskoczenia przeciwnika, tym razem odejdą od swoich taktycznych pryncypiów i zaproponują coś nadzwyczajnego? Przekonamy się już w sobotę o 18:00.

Niewątpliwie obaj hiszpańscy szkoleniowcy mogą w Budapeszcie napisać nieprawdopodobną historię. Luis Enrique stoi przed szansą na drugie zwycięstwo w Lidze Mistrzów z rzędu – to wyczyn, którego przed nim dokonał jedynie Zinedine Zidane. Jeżeli PSG pokona Arsenal, znajdzie się z automatu w ścisłym gronie najwybitniejszych drużyn najnowszej historii europejskiego futbolu. Natomiast dla Kanonierów ewentualny sukces w finale Champions League oznaczać będzie, tak po prostu, rozegranie najlepszego sezonu w blisko 140-letnich dziejach klubu. The Invincibles pozostaną kultowi, jasne, ale w 2004 roku Kanonierzy polegli przecież w ćwierćfinałach LM i to w dodatku w dwumeczu z Chelsea. Tymczasem teraz brakuje im jednego zwycięstwa, by do mistrzostwa kraju dołożyć Puchar Mistrzów.

Jest o co grać, jest o co walczyć, jest o czym marzyć.

– Nie jestem zaskoczony, że zdobyli mistrzostwo Anglii. Arsenal na to zasługiwał. Był najbardziej konsekwentnym zespołem, jest najlepszą drużyną z Anglii. Jeśli się nie mylę, to dla niego [Artety] szósty czy siódmy sezon w Arsenalu. Wyraźnie widać typ drużyny, jaką chciał zbudować – przekonuje Luis Enrique. Mikel Arteta odwdzięcza się komplementami. – Z pewnością korzystamy na tym, czego się nauczyliśmy w  poprzednich meczach [z PSG], na pewno możemy z tego wiele wyciągnąć. To prawda, że my ewoluujemy w inny sposób jako zespół, ale oni także się zmieniają. Ich sytuacja również jest inna. Wyciągnęliśmy wnioski i wiemy, co musimy zrobić lepiej. Jestem pewien, że tak będzie w sobotę. […] Luis Enrique jest dla mnie wzorem do naśladowania jeszcze z czasów piłkarskich. Widać jego rękę w PSG. Odcisnął na zespole swoje piętno – na tożsamości, mentalności. Sposobie, w jaki grają i znoszą trudy sezonu. Jest dla mnie wielką inspiracją.

Reklama

Finałowe starcie zapowiada się naprawdę ekscytująco. Oby tylko z dużej chmury nie spadł mały deszcz, tak jak przed rokiem, kiedy PSG przejechało się po Interze Mediolan niczym walec. No ale Arsenal Artety wygląda na znacznie twardszy orzech do zgryzienia.

fot. NewsPix.pl

2 komentarze
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama