Koszykówka 3×3. Polacy zaczęli MŚ od dwóch horrorów

Sebastian Warzecha

02 czerwca 2026, 22:56 • 2 min czytania 8

Reklama
Koszykówka 3×3. Polacy zaczęli MŚ od dwóch horrorów

Mistrzostwa świata w koszykówce 3×3. Warszawa, samo centrum, tuż pod Pałacem Kultury i Nauki. Czy można w lepszych okolicznościach dopingować Biało-Czerwonych? Można, bo niestety, ale w pierwszych dwóch meczach doping polskich fanów niewiele dał – nasi reprezentanci przegrali oba spotkania. W dodatku oba na samym finiszu.

Reklama

Koszykówka 3×3. Polacy przegrali dwa mecze w samych końcówkach

Zaczęli Polacy tegoroczne mistrzostwa od starcia z reprezentacją Mongolii. W koszykówce 5×5 faworyt byłby oczywisty. W tej mniejszej, na jeden kosz – wcale nie. W Mongolii bowiem kosz 3×3 rozwija się naprawdę sensownie, czego dowodem zeszłoroczne mistrzostwa świata, zorganizowane w stolicy właśnie tego kraju. Mongolia na otwarcie to więc rywal bardzo niewygodny, grający twardo, fizycznie.

Do tego w tym konkretnym meczu reprezentanci Mongolii mieli szczęście. Trafili wiele trudnych rzutów, w tym zza łuku, za dwa punkty.

Polacy walczyli jednak do samego końca. I choć przegrywali już 12:18, to celna dwójka Przemka Zamojskiego, a potem dwa rzuty wolne zamienione na punkty tę stratę zmniejszyły do ledwie dwóch oczek. Niestety – tyle właśnie pozostało na tablicy do samego końca, bo Polakom udało się wybronić tylko jedną z kolejnych akcji rywali. I choć na moment zbliżyli się do nich na jeden punkt, to ostatecznie – po celnym rzucie spod kosza – przegrali 19:21.

To mocno skomplikowało nam sprawę w całym turnieju. Tym bardziej, że w drugim z wieczornych meczów Biało-Czerwoni mieli zmierzyć się z Łotyszami, czyli gigantami dyscypliny, mistrzami olimpijskimi z Tokio i czwartą ekipą z igrzysk w Paryżu. Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski, Marcel Ponitka i Adam Waczyński to też jednak zawodnicy, co swoje w karierze pograli – choć głównie w koszykówce 5×5 – i wiele potrafią. Fani wyraźnie więc liczyli, że Łotyszy uda się ograć.

Reklama

I było blisko. Naprawdę blisko.

Znów co prawda rozwijał się ten mecz tak, że Polacy lepiej zaczęli, ale w środkowej fazie spotkania punkty stracili. Tym razem jednak udało się pograć skutecznie – i bez fauli! – w defensywie w końcówce. Efekt był taki, że Biało-Czerwoni dogonili rywali i mieli nawet akcję na wygranie całego spotkania, przy 20:20. Przemysław Zamojski musiał rzucać szybko, zza łuku i nie trafił. Zaczęła się więc dogrywka, do dwóch punktów. I tak jak się zaczęła, tak właściwie z miejsca skończyła, po trafieniu Łotyszy.

Polacy więc, choć zagrali dwa dobre mecze, są po pierwszym dniu rywalizacji bez punktów. Nadzieję daje jedynie to, że nieźle wypadają w bilansie rzuconych oczek, bo są na niewielkim minusie. Jeden, a tym bardziej dwa dobre mecze, mogą tu więc wiele odmienić.

Polska – Mongolia 19:21

Polska – Łotwa 20:22

Reklama

Fot. Newspix

8 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama