Pięć. Tyle turniejów rangi ATP 1000 z rzędu wygrał Jannik Sinner. Włoch ten piąty, dzisiaj, wywalczył do tego na własnej ziemi. Na Jannika po prostu nie ma mocnych, Włoch w ostatnim czasie nie przegrywa.
Jannik Sinner pisze historię. Wielka seria trwa
Wraz z wycofaniem się Carlosa Alcaraza z sezonu gry na kortach ziemnych – absencja spowodowana jest urazem Hiszpana – właściwie stało się jasnym, że Jannik Sinner będzie faworytem do wygrania każdego jednego tytułu. Włoch się tej roli absolutnie nie przestraszył i poszedł po swoje. A właściwie zrobił to… jeszcze przed mączką, nawet przeciwko Carlitosowi.
Jego ostatnia porażka to lutowy turniej w Dausze, w meczu przeciwko Jakubowi Mensikowi. Wcześniej, w Australian Open, uległ Novakowi Djokoviciowi. To jedyna dwa spotkania, jakie przegrał w tym sezonie.
Wygrał 36. Z czego jego aktualna seria to 29 kolejnych triumfów. 26 z nich Sinner odniósł w dwóch setach. Na ten moment Włoch to terminator, nikt nie ma do niego podjazdu. Przekonali się o tym jego rywale w Indian Wells, Miami, Monte Carlo, Madrycie i teraz – w Rzymie. To pięć wielkich turniejów z rzędu (a w tych rangi ATP 1000 to szósty triumf z rzędu, bo na koniec poprzedniego sezonu triumfował też w Paryżu). Pięć sukcesów, pięć fantastycznych wyników.
Oczywiście, można pisać, że Włoch gra w słabej erze, a przez to – w swojej własnej lidze.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Może to i prawda. Ale prawdą jest też, że Sinner resztę stawki przerasta tak, że ostatni raz coś podobnego można było zobaczyć chyba wtedy, gdy Roger Federer przeżywał pierwszy złoty okres – tuż przed pojawieniem się Rafy Nadala. Oczywiście, że Federer czasem przegrał. Sinner też w końcu przegra. Ale to pojedyncze przypadki w epoce wielkiej, niesamowitej dominacji. Tak naprawdę, by podkreślić ją dobitnie, zostało Jannikowi tylko wygrać Roland Garros.
Co pewnie też zrobi.
Ruud walczył, ale był bez szans
Casper Ruud jest specjalistą od mączki. Dwa razy grał w finałach Rolanda Garrosa, potrafił osiągać na tej nawierzchni wielkie rezultaty, kilka lat temu był bliski (o jedną wygraną…) pozycji lidera rankingu ATP. Jasne, od tego czasu sporo się zmieniło, ostatni sezon czy dwa to Norweg w gorszym wydaniu. Teraz jednak wydaje się wracać do siebie, a w Rzymie imponował naprawdę dobrą formą.
Tyle że to jest tak: każdy imponuje dobrą formą… dopóki nie trafi na Sinnera.
Trudno tu nawet coś Ruudowi zarzucić. Grał swoje. Nieźle serwował, świetnie operował forehandem, dobrze poruszał się w defensywie. Tyle że to wszystko na nic, gdy rywal jest w stanie na każde twoje dobre zagranie odpowiedzieć jeszcze lepszym. Sinner, owszem, miewał problemy w tym meczu – stracił serwis na początku, bronił break pointa w później fazie drugiego seta – jednak cały czas i tak miało się wrażenie, że właściwie nie ma możliwości, by ten mecz przegrał.
Eternal love in the Eternal City 💚🤍❤️
The moment @janniksin became the first Italian man to win the title since Adriano Panatta in 1976! @InteBNLdItalia | #IBI26 pic.twitter.com/sw7hdLOsWU
— ATP Tour (@atptour) May 17, 2026
I tak to u Sinnera wygląda ostatnio za każdym jednym razem. Rywal może grać swoje. Może grać bardzo dobrze. Może prezentować się tak, że byłby zagrożeniem dla każdego innego tenisisty. I co? I przychodzi mecz z Sinnerem, w którym dostaje lanie.
To schemat w świecie tenisa powtarzalny ostatnio jak nic innego.
Roland Garros? Wydaje się, że formalność
Lista faworytów Roland Garros, które zacznie się tak naprawdę już za moment (czyli za tydzień), wygląda w męskim turnieju na ten moment tak:
- Jannik Sinner,
- Jannik,
- Sinner,
- lider rankingu ATP,
- zwycięzca turnieju w Rzymie,
- włoska rakieta numer jeden.
Nikt, naprawdę nikt nie jawi się w tym momencie jako kandydat do ogrania Jannika. Być może pomocne może być to, że Włoch miewa problemy kondycyjne, przy graniu do trzech setów ktoś może go w ten sposób ukąsić. Ale musiałby to być gracz genialny w defensywie, który w dodatku nie pęka pod presją. A trudno takiego wskazać. Alexander Zverev w najważniejszych starciach bowiem regularnie ulega nerwom. Daniił Miedwiediew – sprawił Sinnerowi problemy w półfinale w Rzymie – na mączce gra wybitnie raz na dziesięć turniejów. Novak Djoković jest ostatnio po prostu słaby i choć pokonał Sinnera w Australii, to raczej tego nie powtórzy.
Ruud dziś oberwał, a poza tym właściwie brak nazwisk odpowiedniego formatu, brak graczy gotowych rzucić Jannikowi wyzwanie. Wydaje się, że tak jak Carlos Alcaraz skompletował Karierowego Wielkiego Szlema w Australii, tak Jannik zrobi to – rok po tym, jak przegrał niemalże wygrany finał z Carlitosem – w Paryżu, początkiem czerwca.
Każdy inny wynik będzie sensacją. Po prostu.
Fot. Newspix