Chłopcy Runjaicia bezradni. Inter mógłby co mecz zaczynać od 0:2

Patryk Idasiak

14 września 2026, 22:55 • 5 min czytania 0

Reklama
Chłopcy Runjaicia bezradni. Inter mógłby co mecz zaczynać od 0:2

Udinese zaczęło, ale jak powiedziałby Tomasz Burnos – to nie miało żadnego znaczenia, że zaczęło, bo Inter przy 0:2 dopiero zaczyna się rozkręcać. Najpierw goście zszokowali widzów na Stadio Giuseppe Meazza i to podwójnie, ale później Nerazzurri poprawili w rękach pada, pozycję na krześle i zaczęli grać na serio. Swój udział w remontadzie miał Piotr Zieliński, autor asysty na 4:2, a w całym spotkaniu padło aż osiem bramek. 

Reklama

Jakby nie patrzeć, Udinese jest takie… trochę polskie. Bo przecież trener Kosta Runjaić, bo jego żołnierz Jesper Kalstrom – koń z Lecha Poznań, który może biegać i biegać. Bo wreszcie Jakub Piotrowski, który strzelił już gola z Monzą. Polak w meczu z Lazio musiał po kwadransie zejść z boiska i wyglądało to bardzo źle. Miał problemy z oddychaniem. Udinese poinformowało, że przeszedł zabieg ablacji serca, żeby leczyć trzepotanie przedsionków i zakończył się on pełnym sukcesem.

Nie zagrał także Hakan Calhanoglu z powodu zmęczenia mięśniowego. Inter tydzień wcześniej popisał się niesamowitą remontadą przeciwko Napoli. Lautaro strzelił gola na wagę zwycięstwa w 91. minucie, ale przebieg tego meczu był po prostu szalony – w końcówce realizator jeździł kamerą w obie strony! Potem było trochę gorzej, bo Nerazzurri przegrali w Madrycie po dwóch durnych błędach indywidualnych. A grali nieźle, cisnęli Królewskich, cuda wyprawiał Courtois.

Reklama

Udinese zszokowało gospodarzy

Pierwsze niespodziewanie zaatakowało Udinese. Już po 40 sekundach zablokowany został Jurgen Ekkelenkamp. Goście kontynuowali grę na dużej intensywności i – co zaskakujące – przyniosło to podwójny efekt. Mecz się nawet nie zdążył dobrze rozkręcić, a Inter już musiał odrabiać dwie bramki, bo przegrywał 0:2 po szesnastu minutach.

Na pewno uwaga do dziennika dla Andy’ego Dioufa, bo po błędzie technicznym Keinana Davisa… tak mu sam podał, że ten mógł akcję kontynuować.

Reklama

Zespół Kosty Runjaicia mógł liczyć na swojego golkipera. Maduka Okoye zrobił to, czego nie był w stanie zrobić po drugiej stronie Josep Martinez. Najpierw zbił piłkę na słupek po strzale Marcusa Thurama, a następnie obronił jeszcze dobitkę.

Szybkie odrobienie strat. Barella wziął to na siebie

Ostatnio scenariusze spotkań Serie A nas rozpieszczają, więc tu jedni i drudzy nie chcieli się wyłamywać. Gorąco zrobiło się po czerwonej kartce dla Aleksandara Kolarova, asystenta Christiana Chivu, który wygrażał się, przeklinał i nie rozumiał, dlaczego został ukarany. Carlos Augusto postanowił skopiować swojego trenera, ale… w tym, co wyczyniał na boisku. Kolarov słynął z bomb posyłanych lewą nogą w Romie, Lazio czy Manchesterze City. Carlos Augusto zrobił dokładnie to samo.

Reklama

A w 34. minucie wynik nam się „wyzerował”. Nerazzurri tym razem nie potrzebowali nawet 20 minut, a już stratę odrobili. Najwidoczniej im się te rimonty spodobały. Nie dość, że wyrównali, to mieli jeszcze dwie niezłe sytuacje, by prowadzić do przerwy. Nicolo Barella nie dał rady pokonać Okoye, a strzał Mychitariana z woleja został zablokowany. Włoch był ważnym elementem na kierownicy Interu.

Tak więc do przerwy mieliśmy niespodziankę (przynajmniej chwilowo), podwójną paradę bramkarza, piękną bramkę z dystansu i szybką rimontę. Co imponowało w akcjach Interu? Że nawet mając 0:2 w plecy, po prostu grał swoje, był świadomy jakości, nie denerwował się, tylko wiedział, że szanse nadejdą.

Reklama

Inter w drugiej połowie wszedł już w tryb bestii

Okoye trzymał Udinese w grze. Najpierw uprzedził Thurama, potem popisał się kapitalną paradą po strzale Mychitariana, a piłka pewnie wylądowałaby w okienku. Próbował też z główki Carlos Augusto po centrze z rzutu rożnego.

Gospodarze oddawali kolejne strzały – niecelne, blokowane albo te, które bronił Okoye. W końcu jednak Nigeryjczyk był bezradny. Kawał roboty wykonał Barella, który wypuścił mającego hektary miejsca Dioufa po prawej stronie. Ten ruszył jak sprinter, zszedł do środka i spokojnie wystawił piłkę Thuramowi. No więc Inter w 16. minucie przegrywał 0:2, a w 57. minucie prowadził już 3:2.

I szedł po więcej. Piotr Zieliński śmiało mógł w tej sytuacji strzelać. Robił to zresztą kilka razy, ale ciągle przeciwnicy go blokowali. No to postanowił wreszcie podawać i zapisał na swoje konto asystę do Francesco Pio Esposito.

Reklama

Zespół Christiana Chivu naprawdę się wkurzył, bo nie pozwalał kompletnie na nic. Udinese bardzo, bardzo długo miało okrągłe zero na koncie strzałów w drugiej części, nie było w stanie wymienić kilku podań czy w ogóle odwiedzić na chwilę połowy przeciwników – pierwszy strzał padł dopiero w 80. minucie. W piłkę grał już tylko jeden zespół i zastanawialiśmy się tylko, czy będzie 4:2, 5:2, 6:2 czy może 7:2.

Inter wjeżdżał do bramki jak wjeżdża się autem do garażu. Kolejnego gola dorzucił jeszcze Ange-Yoan Bonny, który próbował na dwa razy. Kabasele najpierw sam mu podał, a później przy dobitce dał się uprzedzić. Widać było, że zaangażowanie i intensywność Udinese w drugiej połowie zdecydowanie ich zabiła. Byli dużo wolniejsi, apatyczni, grali w tempie 0,7, nie nadążali jak ten biedny Kabasele.

Reklama

Kiedy nikt się tego nie spodziewał, to goście… zmniejszyli rozmiary porażki. Oni zaczęli, oni skończyli. Zespół Runjaicia może być zadowolony z tego, co pokazał z przodu, ale na pewno nie było tam dobrej organizacji w tyłach. Mogło być gorzej, gdyby nie Maduka Okoye, który obronił siedem strzałów, a jeszcze dwa czy trzy razy wyszedł na przedpole i uprzedził napastników.

Mecze Interu to duża frajda i rozrywka dla kibiców. Mogliby w zasadzie zaczynać od 0:2. Tylko oni i AS Roma mają po czterech kolejkach komplet punktów.

Fot. Newspix

Reklama

Inter – Udinese 5:3

  • 9′ Abankwah – 0:1
  • 16′ Ekkelenkamp – 0:2
  • 26′ Carlos Augusto – 1:2
  • 35′ Barella – 2:2
  • 57′ Thuram – 3:2
  • 67′ Esposito – 4:2
  • 79′ Bonny – 5:2
  • 90′ Gueye – 5:3
0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Niemiec posędziuje Jadze w Lidze Europy. Ostatnio źle się skończyło

Mikołaj Duda
0
Niemiec posędziuje Jadze w Lidze Europy. Ostatnio źle się skończyło

Piłka nożna

Reklama
Liga Europy

Niemiec posędziuje Jadze w Lidze Europy. Ostatnio źle się skończyło

Mikołaj Duda
0
Niemiec posędziuje Jadze w Lidze Europy. Ostatnio źle się skończyło