Iga Świątek zgodnie z planem. Jest druga runda French Open

Sebastian Warzecha

25 maja 2026, 13:16 • 3 min czytania 4

Reklama
Iga Świątek zgodnie z planem. Jest druga runda French Open

Iga Świątek mecz z Emerson Jones mogła potraktować jako pewną rozgrzewkę. Rywalka co prawda utalentowana, owszem, ale młoda, niedoświadczona i nieobeznana jeszcze z meczami takimi jak starcie w Paryżu z czterokrotną mistrzynią tego turnieju. To zwiastowało, że Polka powinna wygrać gładko… i tak się właśnie stało. Iga bez większych problemów zameldowała się w II rundzie French Open.

Reklama

Iga Świątek gra dalej! Pewna wygrana na start Roland Garros

Emerson Jones to wielka nadzieja australijskiego tenisa. W juniorskim tourze nie wygrała co prawda żadnego turnieju wielkoszlemowego, ale była w dwóch finałach. A wśród seniorów ma już kilka triumfów w turniejach rangi ITF, dostała też szansę zaprezentowania się w Australian Open, a teraz i w Roland Garros, bo i do tej imprezy otrzymała dziką kartę. Możliwe jednak, że za niedługo nie będzie ich potrzebować – w światowym rankingu zbliża się bowiem odważnie do najlepszej „100”.

Możliwe, że za rok czy dwa będzie bić się z najlepszymi na świecie jak równa z równymi.

Na razie jednak jeszcze sporo jej do tego brakuje, a mecz z Igą Świątek to pokazał. Oczywiście, to nie tak, że Emerson została z kortu zmieciona – talent się jednak obronić potrafi, choćby w jakiejś części. Miała więc Australijka swoje punkty, nawet gemy. Były wymiany forehand na forehand, w których potrafiła przebić Igę, były i takie, gdy pograła ładnie kombinacyjnie, zdobywając punkt.

Ale to momenty. Na pełnym dystansie dużo lepsza była Iga. Polka potrzebowała co prawda chwili, żeby odpowiednio wejść w mecz. Początkowo nieco się myliła, popełniła kilka prostych błędów, dała się też rywalce przełamać. Ale to był jedyny gem, jakiego Jones ugrała w pierwszym secie. Poza tym Polka przeważała i dokładała kolejne punkty oraz gemy na własne konto. Była w niej duża pewność swego, były też oznaki tego, co widzieliśmy ostatnio w Rzymie – znacznej poprawy gry z forehandu i konsekwencji w budowaniu akcji.

Reklama

To taki mecz, który streścić można jednym zdaniem: dobre spotkanie na początek turnieju. Jones zmusiła Igę do pewnego wysiłku, ale nie stanowiła realnego zagrożenia. Pozwoliła za to przetestować kilka zagrań, stanowiła swego rodzaju test tego, z jakiego miejsca Iga przystępuje do tego turnieju. Wyszły jeszcze pewne małe niedoskonałości, które powinny zostać wyeliminowane, ale ogółem okazało się, że podstawy – a to one będą kluczem – są jak najbardziej w porządku.

Teraz Iga zagra z 35. w światowym rankingu Sarą Bejlek. Potem, potencjalnie, z Jeleną Ostapenko, która ma jednak jeszcze przed sobą mecz I rundy. A dziś… ucieszyć mogła się podwójnie. Wcześniej bowiem do II rundy – po raz pierwszy w Paryżu, a drugi w karierze – awansowała jej dobra koleżanka, Maja Chwalińska.

Reklama

Iga Świątek – Emerson Jones 6:1, 6:2

Fot. Newspix

4 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama