Bednarek kontuzjowany. Męczarnie FC Porto w Guimaraes [WIDEO]

Jan Broda

Autor:Jan Broda

08 listopada 2026, 21:23 • 3 min czytania 0

Reklama
Bednarek kontuzjowany. Męczarnie FC Porto w Guimaraes [WIDEO]

Niewiele brakowało, a imponująca passa zwycięstw FC Porto w portugalskiej ekstraklasie właśnie dobiegłaby końca. Vitoria Guimaraes postawiła mistrzom Portugalii naprawdę trudne warunki gry, lecz w końcówce podopieczni Francesco Fariolego, jak co tydzień zresztą, przechylili szalę wygranej na swoją korzyść (11 raz z rzędu!). Szkoda tylko, że meczu nie dokończył Jan Bednarek, który z powodu kontuzji był zmuszony przedwcześnie opuścić boisko. 

Reklama

Musimy przyznać, że nie spodziewaliśmy się takich ciężarów rozpędzonego FC Porto w Guimaraes, do którego zawitało tuż po efektownym zwycięstwie 4:1 z Napoli w Lidze Mistrzów. Francesco Farioli uznał najwyraźniej, że zwycięskiego składu się nie zmienia, bo w wyjściowej jedenastce dokonał tylko dwóch zmian – Zaidu zastąpił Bruno Fernandesa na lewej obronie, a Samu zajął miejsce Andre Silvy na szpicy. Od pierwszej minuty zagrali również tradycyjnie Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior. Oskar Pietuszewski z kolei znalazł się na ławce rezerwowych.

Początkowo wszystko układało się po myśli mistrzów Portugalii. Ci już po kwadransie mogli, a wręcz powinni, objąć prowadzenie. Pepe huknął z dystansu, bramkarz wypluł piłkę przed siebie, do której dopadł nabiegający Gabri Veiga, ale fatalnie przestrzelił z bliskiej odległości. Niedługo potem futbolówkę w siatce Vitorii umieścił Samu, lecz jego trafienie zostało anulowane, ponieważ wcześniej na dokładnie 76-centymetrowym spalonym znajdował się Alberto Costa.

Reklama

I tak, Porto, panowie. Tylko ta kontuzja Bednarka… [WIDEO]

Smoki dopięły swego tuż przed przerwą. Wszystko zaczęło się od Jana Bednarka, który w 38. minucie prostopadłym podaniem z głębi pola uruchomił na prawej stronie Costę, ten z kolei dostrzegł lepiej ustawionego Borję Sainza, który sfinalizował spławną akcję. Polak zaliczył więc efektowną asystę drugiego stopnia, jednak wieczoru w Guimaraes nie może, niestety, finalnie zaliczyć do udanych.

W drugiej połowie Bednarek został znokautowany po strzale Jakupovicia. Stoper reprezentacji znalazł się prosto na linii uderzenia i pechowo przyjął futbolówkę na twarz. Siła strzału okazała się na tyle duża, że wyraźnie oszołomiony wychowanek Lecha nie był w stanie kontynuować gry. W 66. minucie zastąpił go na murawie Nahuen Perez. Mamy nadzieję, że to nic poważnego, a Jan Urban będzie mógł skorzystać z jego usług w trakcie zbliżających się wielkimi krokami listopadowych meczów z Rumunią i Szwecją w Lidze Narodów.

Reklama

Bednarek z wozu, Porto ciężej – tak można podsumować grę w defensywie Smoków po zejściu 30-latka. Inna sprawa, że sprawę gospodarzom ułatwił drugi z Polaków obecny na placu gry. Jakub Kiwior, bo o nim właśnie mowa, w 77. minucie  stracił piłkę na własnej połowie, co błyskawicznie wykorzystała Vitoria, szybka wymiana podań, przetransportowanie piłki w pole karne i gol Alanzinho.

Trzeba jednak oddać gospodarzom, że już wcześniej napsuli sporo krwi mistrzom Portugalii. Vitoria była bliska doprowadzenia do wyrównania tuż po przerwie, ale atomowe uderzenie Ahmeda Sidibe wylądowało tylko na poprzeczce.

Niemniej, zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że Primeira Liga to takie rozgrywki, w których rywalizuje 18. zespołów, a na koniec i tak wygrywa FC Porto. Nie inaczej było i tym razem. W 86. minucie Martim Fernandes dopiął formalności mocnym uderzeniem ze skraju pola karnego. W taki oto sposób Smoki odniosły jedenaste zwycięstwo z rzędu w lidze i pozostają jedyną niepokonaną drużyną w Europie.

Cały mecz z ławki rezerwowych obserwował Oskar Pietuszewski. Wychowanek Jagi nie dostał od Francesco Fariolego ani jednej minuty mimo, że ten wykonał aż siedem zmian (pięć regulaminowych plus dwie awaryjne spowodowane urazami głowy). 18-latek na kolejny występ będzie musiał sobie więc trochę poczekać, bo nie znalazł się w gronie wybrańców Jana Urbana.

Reklama

Vitoria Guimaraes – FC Porto 1:2 (0:1)

  • 38′ Sainz – 0:1
  • 77′ Alanzinho – 1:1
  • 86′ Fernandes – 1:2

Fot. Newspix

0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Uncategorized

Reklama
Piłka nożna

Komu strzelają polscy napastnicy? Świderski wypada bardzo blado

AbsurDB
13
Komu strzelają polscy napastnicy? Świderski wypada bardzo blado
Polecane

Mariusz Jop: Wykazaliśmy się dojrzałością w wielu momentach

Maciej Piętak
0
Mariusz Jop: Wykazaliśmy się dojrzałością w wielu momentach