FC Porto męczyło bułę w starciu z Gil Vicente, ale koniec końców dopięło swego, wygrywając 1:0. Złotą bramkę zdobył Borja Sainz, który nie był nawet awizowany w wyjściowej jedenastce „Smoków”, ale ostatecznie znalazł się w składzie ze względu na przedmeczowy uraz Oskara Pietuszewskiego. Defensywny duet Polaków dopisał sobie kolejne czyste konto i zanotował dość dyskretny występ.
Pietuszewski kontuzjowany
Cała trójka biało-czerwonych miała rozpocząć ten mecz w wyjściowej jedenastce „Smoków”. Ostatecznie skończyło się na duecie stoperów. Na rozgrzewce uraz mięśniowy zgłosił Oskar Pietuszewski, którego w składzie zastąpił Borja Sainz.
Niepocieszony 🇵🇱 Oskar Pietuszewski na trybunach! 🫣
Miał zagrać od pierwszej minuty, ale niestety podczas rozgrzewki poczuł dyskomfort w lewym udzie 🚑 #PortuGOL 🇵🇹 https://t.co/ALiuBuYIGg
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) October 24, 2026
To właśnie Hiszpan był w pierwszej połowie najbliżej zdobycia gola. Najpierw z niezłą akcją zaczepną wyszli gospodarze, a w całej sytuacji palce maczał też Jan Bednarek. Gil Vicente jednak nie sfinalizowało całości strzałem, a po chwili Sainz kopnął w wychodzącego golkipera rywali. Lucao spisał się bez zarzutu, tak jak w końcówce pierwszej połowy, gdy interweniował po strzale głową Bednarka.
Porto miało więcej z gry, ale wspomniane dwa celne uderzenie to trochę za mało, by pozytywnie ocenić występ gości w pierwszej połowie.
Niecałe dwie minuty po zmianie stron „Smoki” zdobyły wreszcie gola, ale zanim Andre Silva kopnął piłkę do siatki, na spalonym był Sainz. Radość przyjezdnych nie potrwała długo. Długo nie potrwała też przewaga podopiecznych Francesco Farioliego, którzy byli szalenie nieporadni w konstruowaniu akcji ofensywnych.
Niecały kwadrans po przerwie doczekaliśmy się za to pierwszego celnego uderzenia po stronie gospodarzy – Murilo sieknął całkiem soczyście, ale Diogo Costa był dobrze ustawiony i nie miał problemu z wyłapaniem strzału.
Sainz wykorzystał szansę
W 64. minucie mistrzowie Portugalii dopięli swego. Piłkę z prawej strony dośrodkował Victor Froholdt, ta po interwencji obrońcy Gil Vicente trafiła pod nogi Sainza, a ten płaskim strzałem pokonał Lucao.
Kwadrans później ponownie o sobie dał znać Murilo. Tym razem uderzenie Brazylijczyka było jeszcze groźniejsze, ale i tym razem strzegący bramki Porto Costa był bezbłędny. Po chwili Gil Vicente straciło zawodnika – i to w znaczeniu podwójnym. Marvin Elimbi faulował wychodzącego na czystą pozycję Pepe. Przy okazji zrobił sobie krzywdę. Zanim zdążył obejrzeć czerwoną kartkę, długo nie podnosił się z murawy. Trudno powiedzieć, na ile poważny może okazać się uraz francuskiego piłkarza, ale przeprost w kolanie wyglądał na powtórkach koszmarnie.
Szarpana, mało atrakcyjna końcówka meczu nie przyniosła już żadnych okazji dla obu ekip. Goście dowieźli trzy punkty, więc swój cel wykonali.
Tym samym Porto oczywiście utrzymuje się na czele tabeli Liga Portugal z kompletem punktów. Na tym pozytywy się kończą. Gra była słaba, sytuacja zdrowotna w kadrze drużyny się pogorszyła, a kibice ekipy z Estadio do Dragao doskonale pamiętają, jak wyglądały dotychczasowe występy w Champions League. Tam „Smoki” są bez punktów po trzech seriach gier.
Gil Vicente – FC Porto 0:1 (0:0)
- 0:1 – B. Sainz 64′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix