Hubert Hurkacz jak koleżanki po fachu. Jest w drugiej rundzie Roland Garros

Sebastian Warzecha

25 maja 2026, 18:43 • 4 min czytania 0

Reklama
Hubert Hurkacz jak koleżanki po fachu. Jest w drugiej rundzie Roland Garros

Pięć na pięć. Taki jest stan polskiego „posiadania” w drugiej rundzie Roland Garros po meczu Huberta Hurkacza. Do perfekcji brakuje tylko Kamila Majchrzaka, ale jego mecz jutro. Dziś jego kolega po fachu rozegrał z kolei cztery sety z Jaume Munarem. W trzech z nich – w dobrym stylu – okazał się zdecydowanie lepszy od rywala.

Reklama

Hubert Hurkacz z wygraną! Polak w II rundzie French Open

Wczoraj Magda Linette, a tuż po niej – Magdalena Fręch. Dziś Maja Chwalińska, a niedługo potem Iga Świątek. Wszystkie wygrały swoje mecze. Wobec takiej postawy koleżanek Hubert Hurkacz ewidentnie nie mógł się wyłamać i sam też postanowił awansować do kolejnej rundy Roland Garros. A wyzwanie nie stało przed nim wcale najłatwiejsze – Jaume Munar co prawda też nie jest tenisistą rozstawionym, ale notowanym wyżej od aktualnego Huberta. W dodatku to gość wychowany na mączce… choć akurat w tym sezonie radzi sobie na niej sinusoidalnie, bo ma też problemy zdrowotne.

Innymi słowy: ciężki rywal, ale rywal do ogrania. To na pewno.

Hurkacz z kolei nie tak dawno temu zaczął współpracę z Gillesem Cervarą, byłym trenerem Daniiła Miedwiediewa. Plan był taki, by grę Huberta ożywić. Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wspólnej pracy Hubi nieźle pograł w Monte Carlo. Potem nieco gorzej było w Madrycie, ale porażka z Lorenzo Musettim na mączce wstydu Polakowi nie przyniosła, szczególnie po wyrównanym meczu. Szybkie odpadnięcie z Madrytu pozwoliło mu w dodatku pojechać do Cagliari i w tamtejszym Challengerze dojść do finału. Gorzej było tylko w Rzymie, gdzie przegrał pierwsze spotkanie.

Reklama

Niemniej jednak – Hubi zdawał się wracać do żywych. Sęk w tym, że historia jego występów wielkoszlemowych uczy nas, że forma z meczów przed taką imprezą nijak ma się do tego, co Polak pokaże na niej. Wiele wstydliwych porażek ma w CV właśnie ze Szlemów.

Na szczęście tym razem Hubert był sobą. No, przez większość meczu.

Z lekkim zachwianiem, ale pewna wygrana

Dwa pierwsze sety wygrał na pewniaka. Świetnie serwował, dobrze rozgrywał kolejne piłki. Nie dawał Munarowi – świetnemu defensywnie – czasu na to, by ten mógł odpowiednio się ustawić czy skontrować. Polak atakował, szedł do przodu, często chodził do siatki (co na kortach ziemnych nie jest tak oczywiste) i kończył tam kolejne punkty. Munar z każdym gemem zdawał się za to bardziej sfrustrowany, bo co by nie zrobił, Hubert miał na to odpowiedź. Hiszpan więc swoją frustrację kierował momentami a to w stronę kortu, a to do sędziów.

Reklama

Hurkaczowi jednak mogło się to podobać, bo im dalej w mecz, tym bardziej jego rywal zdawał się rozstrojony. Popełniał błędy, oddawał punkty. Hubert spokojnie szedł więc po swoje. W pierwszym secie przełamał Munara w drugim gemie, a sam ani razu nie musiał bronić break pointa. W drugiej partii zanotował dwa przełamania i wciąż nie musiał się przed takim bronić. Świetnie było oglądać takiego Huberta, naprawdę wyglądał na korcie momentami wprost znakomicie.

Ale…

No właśnie – ale w trzecim secie sytuacja się odmieniła. Hubert stał się nieco niechlujny, popełniał błędy, sporo piłek wyrzucał. Munar zaczął z tego korzystać. Po raz pierwszy zagroził Polakowi przy jego serwisie, bo podanie zaczęło Hubiego zawodzić – brakowało nie tylko punktów, ale i pierwszego serwisu w ogóle. Hurkacz przegrał gema serwisowego. A potem drugiego i trzeciego. Owszem, w międzyczasie odrobił stratę jednego breaka, ale to było na 2:2. A seta przegrał 2:6.

Reklama

Cztery gemy z rzędu – tyle stracił.

Na szczęście w czwartej partii przełamał tę serię od razu i to do zera, bo podanie wróciło. Co prawda musiał jeszcze wybronić break pointa w kolejnym gemie, jednak gdy to się udało, to… chwilę później sam Munara przełamał. Poprawiła się bowiem jakość jego uderzeń, w tym – a może przede wszystkim – returnu, którym świetnie wprowadzał piłkę do gry i był w stanie naciskać na Hiszpana. W szóstym gemie znów miał dwa szanse na breaka, ale nie udało mu się ich wykorzystać. Kluczowe było jednak trzymanie własnego podania.

A to Hubert robił – aż do końca. Nie przeszkodziła mu nawet przerwa tuż przed ostatnim gemem, związana z wydarzeniami na trybunach… choć musiał bronić się przed kilkoma break pointami. Ostatecznie wygrał więc w czterech setach i, mimo straconej trzeciej partii, stosunkowo pewnie.

Reklama

Oby tak dalej. Teraz Hubert zmierzy się z rozstawionym z „19” Francesem Tiafoe.

Hubert Hurkacz – Jaume Munar 6:3, 6:3, 2:6, 6:4

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama