Historyczny mecz dla Igi Świątek. Wygrała z Magdą Linette

Sebastian Warzecha

29 maja 2026, 13:45 • 5 min czytania 12

Reklama
Historyczny mecz dla Igi Świątek. Wygrała z Magdą Linette

Miło jest usiąść do oglądania meczu Polki w wielkim turnieju i być pewnym, że po jego zakończeniu będzie się zadowolonym. A polscy fani właśnie coś takiego dziś przeżyli. W III rundzie Roland Garros zmierzyły się bowiem ze sobą Magda Linette i Iga Świątek. Wiedzieliśmy więc, że zobaczymy Polkę w kolejnej fazie turnieju. Pytaniem pozostawało tylko: którą? Padło na faworytkę – Iga Świątek jest już w IV rundzie.

Reklama

Iga Świątek i Magda Linette. Mecz-marzenie dla polskiego kibica

Pytanie o to, która z nich okaże się lepsza, było przed meczem zasadne. Kilka lat temu nie mielibyśmy co do tego wątpliwości, Iga byłaby na kortach Rolanda Garrosa zdecydowaną faworytką. Ale Linette od tego czasu zdecydowanie się poprawiła, a Iga poszła nieco w dół. Do tego było przecież to ich poprzednie spotkania, sensacja w Miami, gdzie po gładko przegranym pierwszym secie, Magda się pozbierała i wygrała kolejne dwa, eliminując Igę Świątek.

Jasne, od tego czasu Iga zmieniła trenera. Jasne, dzisiejszy mecz odbywał się nie tylko na kortach ziemnych, ale i w Paryżu. Jasne, Świątek gra lepiej niż te dwa miesiące temu.

Linette jednak też w Paryżu imponowała.

Reklama

Niemal na jednej nodze wyszarpała awans do II rundy z Terezą Valentovą. Zdołała się pozbierać i w kolejnym meczu zagrać znakomite spotkanie z Jeleną Ostapenko, w którym imponowała konsekwencją i opanowaniem w kluczowych momentach. Widać, że jest w tym wszystkim też ręka Agnieszki Radwańskiej, która pomaga Magdzie i od kiedy jest w sztabie ta idzie w górę, po słabszym okresie w poprzednich sezonach.

Tak więc: to było spotkanie, które miało wyraźną faworytkę (Świątek), ale też nikt nie mógł z góry założyć, że ta druga (Linette) jest na straconej pozycji.

A tak w ogóle to liczyło się też to, że obie wspólnie pisały historię.

Polski mecz? Historia

To bowiem dopiero szósty mecz Polek w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Podkreślić wypada słowo „Polek”, bo przecież u ich kolegów po fachu było to słynne ćwierćfinałowe spotkanie Łukasza Kubota i Jerzego Janowicza na Wimbledonie, a także mecz Władysława Skoneckiego z Ignacym Tłoczyńskim w 1951 roku. Natomiast u pań wygląda to tak:

Reklama
  • Wimbledon 1996. I runda: Aleksandra Olsza – Magdalena Grzybowska (6:4, 6:4).
  • Wimbledon 2008. II runda: Agnieszka Radwańska – Marta Domachowska (6:1, 6:3),
  • US Open 2011. I runda: Agnieszka Radwańska – Urszula Radwańska (6:2, 6:3),
  • US Open 2015. I runda: Magda Linette – Urszula Radwańska (7:6, 6:1),
  • US Open 2015. II runda: Agnieszka Radwańska – Magda Linette (6:3, 6:2).

Uwagę zwraca tu kilka rzeczy. Po pierwsze – nigdy wcześniej czy to Polki (czy Polacy, bo oba te przywołane mecze odbywały się na Wimbledonie) nie mierzyły się ze sobą w Paryżu. Linette i Świątek pisały więc historię w ten sposób. Ale pisały i w inny: Linette jako druga Polka w dziejach zagrała w trzech takich spotkaniach. Wcześniej – co ciekawe – runda po rundzie rywalizowała z siostrami Radwańskimi w tym samym turnieju (US Open 2015). Tą pierwszą Polką z trzema takimi spotkaniami na koncie była z kolei jej obecna trenerka, czyli właśnie Agnieszka Radwańska.

Przede wszystkim jednak – nigdy wcześniej nasze reprezentantki nie grały przeciwko sobie tak „wysoko” w turnieju tej rangi. Zawsze wcześniej były to mecz I lub II rundy. Zresztą Roland Garros historyczne jest też pod tym względem, że to pierwszy turniej, na którym mamy trzy Polki w III rundzie równocześnie (Świątek, Linette i Chwalińska). I w dodatku od razu pewność, że któraś będzie w IV rundzie. Jest to pewien komfort, na który nigdy wcześniej nie mogliśmy liczyć.

Sytuacja więc nowa. Ale miło byłoby mieć takie częściej. A na razie – warto było obserwować ten pierwszy taki mecz.

Iga Świątek w Paryżu stale na poziomie

Magda Linette miała plan.

Reklama

Dość oczywisty, ale solidny – atakować podanie Igi, nachodzić na nie, zmuszać ją do tego, by od razu odgrywała pod presją. Być zawodniczką agresywną, grającą szybko, próbującą przyprzeć bardziej utytułowaną rywalkę do muru. Wychodziło całkiem nieźle… w pierwszych dwóch gemach. Linette utrzymała podanie, a potem zaliczyła przełamanie. Sęk w tym, że Iga Świątek returnować też potrafi, a Linette, mimo że znacznie je poprawiła, nie ma najlepszego na świecie serwisu.

Efekt był taki, że zyskana przewaga została z miejsca stracona.

Linette jednak przesadnie się tym nie przejęła. I to też zmiana na dobre z ostatnich kilkunastu miesięcy – wcześniej wielokrotnie za taką jedną stratą poszłyby kolejne. W tym secie, owszem, przegrała gema serwisowego przy 2:2, ale z miejsca tym razem to ona odrobiła stratę. Iga bowiem nadal ma spore problemy ze swoim podaniem i Linette potrafiła to wykorzystać. Nie udało jej się dopiero na sam koniec seta – kiedy Świątek najpierw przełamała ją przy stanie 4:4, a potem poszła po swoje.

Reklama

Był to jednak dobry set Magdy i… dość standardowy Igi. Nie zaprezentowała Świątek niczego ponad to, co do tej pory robiła w turnieju. Grała dość konsekwentnie, nie przyspieszała niepotrzebnie gry, była w stanie utrzymać się w wymianach będąc stale stroną przeważającą. Były przy tym gemy, gdy popełniała błędy, były też takie, gdy zawodził ją serwis, ale też – takie, gdy działał on doskonale. Powiedzmy, że Iga grała na mocne 70% swoich możliwości. Tak, by – mimo chwilowych problemów – ostatecznie dość komfortowo seta wygrać.

Druga partia wyglądała niemalże identycznie. Nie ustrzegła się Iga pomyłek, Magda walczyła, ale na koniec Iga bardzo, ale to bardzo pewnie zamknęła spotkanie, gdy przyszło do wyserwowania sobie partii. Trzeba oddać, oczywiście, Magdzie Linette, że ta walczyła, że grała dobrze, że robiła swoje przez większą część meczu. I trzeba powiedzieć wiele o całym turnieju – bo wydawało się w I rundzie, że podda spotkanie, a ona doszła do III i zagrał z Igą bardzo dobry mecz.

A Świątek? W Paryżu po swojemu. Wygrywa, nawet nie grając najlepiej, stosunkowo pewnie. I wciąż nie odpada wcześniej niż w IV rundzie – zawsze na kortach Rolanda Garrosa dochodziła przynajmniej tak daleko i ten rok nie jest wyjątkiem. W IV rundzie odpadła… tylko w swoim debiutanckim turnieju. Liczymy więc, że po raz kolejny przejdzie dalej.

Reklama

W meczu o ćwierćfinał zmierzy się z Martą Kostiuk.

Iga Świątek – Magda Linette 6:4, 6:4

Fot. Newspix

12 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama