Bunt w United! Bruno Fernandes skrytykował Michaela Carricka

Jan Broda

Autor:Jan Broda

22 października 2026, 00:03 • 2 min czytania 0

Reklama
Bunt w United! Bruno Fernandes skrytykował Michaela Carricka

Źle się dzieje w Manchesterze United. Porażka 1:4 z Como w Lidze Mistrzów jest tego najlepszym przykładem. Po tej historycznej kompromitacji Bruno Fernandes najwyraźniej uznał, że pora wyrazić wotum nieufności wobec Michaela Carricka. Kapitan Czerwonych Diabłów wprost skrytykował pracę sztabu szkoleniowego. 

Reklama

Wszystko wskazuje na to, że dni Michaela Carricka w roli trenera Manchesteru United są już policzone. Pod jego wodzą ekipa z Old Trafford regularnie zawodzi zarówno w Premier League, jak i Lidze Mistrzów. Dość powiedzieć, że w bieżącym sezonie Czerwone Diabły wygrał tylko dwa mecze z takimi potęgami jak Sabah Baku oraz Ispwich Town.

Gwoździem do trumny Carricka może okazać się kompromitacja 1:4 przeciwko Como. Trudno zresztą wyobrazić sobie kontynuację misji Anglika, biorąc pod uwagę fakt, że właśnie stracił szatnię. Bruno Fernandes, kapitan drużyny, tuż po spotkaniu z włoskim klubem otwarcie skomentował, co sądzi na temat pracy sztabu szkoleniowego. I nie jest to, delikatnie mówiąc, laurka.

Fernandes skrytykował Carricka. Wotum nieufności kapitana

Portugalczyk zapytany przed kamerami TNT Sports o brak spójności w pressingu, odpowiedział wprost: – To decyzja sztabu, aby nie grać kryciem jeden na jednego – oznajmił. I natychmiast dodał: Czasami jednak, gdy zostawiasz takim zespołom zbyt dużo swobody przy piłce, nabierają one pewności siebie. Mają tak wielu zawodników za linią piłki, że zmuszają cię do ciągłego biegania i wywołują frustrację.

Reklama

Dopytywany o to, czy United popełnili błąd taktyczny, Fernandes kontynuował: To już sprawa trenera i sztabu, a nie moja. Powiedziałem tylko, że moim zdaniem czasami musimy grać odważniej pod presją, zaryzykować wysoki pressing i sprawić, by rywale poczuli się niekomfortowo – skomentował.

Carrick na swoją obronę wziął odpowiedzialność za wynik na siebie, jednak mało prawdopodobne, by uratowało go to przed ścięciem głowy. Zwłaszcza w kontekście słów Fernandesa i najgorszej od 2015 roku passy siedmiu meczów bez zwycięstwa we wszystkich rozgrywkach.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama