Carrickatura poważnej drużyny. Manchester United znów bez zwycięstwa

Adrian Mańko

18 października 2026, 16:55 • 3 min czytania 0

Reklama
Carrickatura poważnej drużyny. Manchester United znów bez zwycięstwa

Manchester United nie wygrał meczu. Ostatnie tak przewidywalne zdarzenie miało miejsce we wtorek, gdy Manchester United… nie wygrał meczu. Porażkę z Atletico Madryt na Estadio Metropolitano można jeszcze wkalkulować, ale kolejne stracone punkty w lidze to już dla „Czerwonych Diabłów” katastrofa. Drużyna Michaela Carricka ma jedno zwycięstwo po siedmiu kolejkach i coraz głośniej wybrzmiewa pytanie, jak długo pozostanie to drużyna Michaela Carricka.

Reklama

Mbeumo otworzył wynik

Początek niedzielnego meczu Leeds z Man Utd był dość leniwy – ot, takie granie do rosołu i kotleta. Pierwszą sytuację, którą warto odnotować obejrzeliśmy w 27. minucie. Najpierw Nico Elvedi sprawdził czujność Senne Lammensa, ale Belg spisał się bez zarzutu. Chwilę później Youri Tielemans dośrodkował na głowę Bryana Mbeumo, a Kameruńczyk minimalnie przestrzelił.

Nie wpadało piłkarzom z głowy, wpadło z nogi. Znów dobrze zafunkcjonowała kooperacja Tielemansa z Mbeumo. Ten drugi uprzedził Jamesa Justina i płaskim strzałem zamknął dośrodkowanie z prawej strony boiska. Co ciekawe, był to dopiero drugi gol Manchesteru United w pierwszych połowach meczów Premier League w bieżącym sezonie!

Reklama

Pogadali i strzelili

Druga połowa zaczęła się dla Manchesteru United źle w zasadzie od samego początku. Lisandro Martinez jaki jest, taki jest, ale jest. Stoperem. Kontuzjowanego Argentyńczyka zastąpił jednak Noussair Mazraoui i niespodziewanie to on zajął miejsce na środku defensywy, u boku Harry’ego Maguire’a. Można wyobrazić sobie mocniejsze zestawienie centralnej części linii obrony.

Kilka minut po przerwie gospodarze wyrównali. Tarik Muharemović przed rzutem rożnym szepnął coś do ucha Dominicowi Calvert-Lewinowi, a po chwili to właśnie ten duet wystąpił w roli głównej. Bośniak strącił piłkę, a Anglik poradził sobie z próbującym przeszkodzić mu Mbeumo i zapakował piłkę do siatki Lammensa.

Reklama

Manchester United próbował odzyskać prowadzenie, ale de facto ciężko szło mu nawet przejęcie kontroli nad przebiegiem gry. Leeds skutecznie utrudniało życie „Czerwonym Diabłom”. Pojedyncze strzały nie nosiły znamion gola czy nawet poważniejszego zagrożenia dla „Pawi”. Podsumowaniem „starań” gości był soczysty strzał Bruno Fernandesa, który nie doleciał do bramki Jamesa Trafforda, bo zablokował go jeden z kolegów Portugalczyka.

W doliczonym czasie gry Manchester United mógł stracić nawet punkt. Po zamieszaniu w polu karnym strzelał Anton Stach. Uderzenie Niemca minęło już Lammensa, ale za jego plecami była jeszcze asekuracja.

Z perspektywy kibica „Czerwonych Diabłów” boleśniejsza od nikczemnego dorobku punktowego musi być gra zespołu Carricka. Przed tygodniem to Tottenham był lepszy od United, w tygodniu Atletico było bezdyskusyjnie lepsze. Dziś? Ciężko wskazać było zespół, który na Elland Road bardziej zasłużył na komplet punktów, więc remis należy uznać za sprawiedliwy.

Leeds United – Manchester United 1:1 (0:1)

  • 0:1 – B. Mbeumo 35′
  • 1:1 – D. Calvert-Lewin 51′
Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama