Lał deszcz, a Como lało United! To koniec Carricka?

Marcin Ziółkowski

21 października 2026, 20:53 • 4 min czytania 1

Reklama
Lał deszcz, a Como lało United! To koniec Carricka?

Sezon 2025/26 był dla Como historyczny. Awans do Ligi Mistrzów i półfinał Coppa Italia miał być dopiero rozgrzewką dla kibiców. I kto wie, czym jeszcze zaskoczą w regionie Lombardii, skoro już teraz piłkarze Cesca Fabregasa prezentują tak wysoki poziom. W spotkaniu trzeciej kolejki fazy ligowej Como rozbiło Manchester United 4:1. To była po prostu miazga piłkarzy nakręconych, którzy zmierzyli się z tymi zmęczonymi pewną formułą. Nico Paz bawił się w najlepsze – zanotował dwa gole i asystę.

Reklama

Coraz trudniej ufać Michaelowi Carrickowi w roli tego, który okiełzna sportowy kryzys Czerwonych Diabłów…

Okoliczności meczu

Na kilkanaście godzin przed spotkaniem zaczęto spekulować na temat ewentualnego przełożenia rywalizacji. W Como spodziewano się bowiem nieco ponad 60 milimetrów opadów, dodatkowo w Lombardii obowiązywał żółty alert pogodowy. Finalnie jednak na Stadio Giuseppe Sinigaglia wszystko odbyło się zgodnie z planem – mecz rozegrano bez przeszkód, choć padało.

Cesc Fabregas nie mógł skorzystać z Assane Diao i Jesusa Rodrigueza – skrzydłowi doznali kontuzji. Włosi dokonali w związku z urazem tego drugiego zmiany medycznej pod kątem rejestracji i dokooptowany do składu został Maxence Caqueret.

Po 325 dniach do gry w barwach United powrócił z kolei Matthijs de Ligt, co dla Carricka jest namiastką dobrej wiadomości. Czerwone Diabły w ostatnim czasie mają w drużynie szpital. Poza dostępnością byli np. Patrick Dorgu, Lenny Yoro, Marcus Rashford, Benjamin Sesko czy Lisandro Martinez. Forma sportowa też daleka jest od dobrej… bilans 1-4-2 i 13. miejsce w Premier League. To obecne realia United.

Reklama

Como XI: Butez – Couto, Ramon, Kempf, Valle – Perrone, Milla – Da Cunha, Paz, Baturina – Douvikas,

United XI: Lammens – Dalot, de Ligt, Maguire, Mazraoui – Mount, Santos – Mbeumo, Tielemans, Cunha – Fernandes.

Reklama

Paz czyli (s)pokój. Nieinwazyjna gra Czerwonych Diabłów

Spotkanie już od samego spotkania nabrało dynamiki. W ciągu 120 sekund mieliśmy dwie dobre okazje. Najpierw Diogo Dalot zszedł na lewą nogę i uderzył niecelnie, a następnie gospodarze bardzo szybko objęli prowadzenie.

Da Cunha podał do Nico Paza. Argentyńczyk nie potrzebował zbyt wiele miejsca i przymierzył przy słupku bramki Lammensa. Playmaker wychowany piłkarsko w Realu Madryt zaczął tym samym swoje show.

Reklama

Dziwnie to zabrzmi w kontekście zespołu Premier League, ale Czerwone Diabły kompletnie nie nadążały za tempem gry Como. Wyraźnie odstawali. Zespół Carricka przez długi fragment pierwszej części meczu nie stwarzał nawet zagrożenia pod bramką Buteza (jak zresztą zobaczymy statystyki, to są to trzy strzały niecelne o xG wartości 0,1).

Co innego Lariani. Jacobo Ramon podał na kilkanaście metrów do Martina Baturiny, a Francuz zagrał długie podanie do Tasosa Douvikasa. Grek nie rozmyślał długo i uderzył na bramkę, ale tym razem górą był Lammens. Później ten sam zawodnik otrzymał jeszcze świetną piłkę od Yana Couto, ale źle uderzył.

Różnica między rywalami była bardzo widoczna. Środek pola United nie istniał. Nico Paz robił, co chciał, a wielu zawodników Fabregasa robiło sobie dobrą reklamę (np. wspomniany już Da Cunha)

Granie w piłkę w deszczu też może być przyjemne

Trudno jakkolwiek pochwalić drużynę gości. Bruno Fernandes był cieniem samego siebie, Bryan Mbeumo? Nic nie wnosił. Carrick przed drugą połową dokonał dwóch zmian i wprowadził na boisko Carlosa Balebę. Andrey Santos totalnie nie podołał.

Reklama

Co innego Nico Paz, który w pierwszym kwadransie po przerwie świetnie podał na wolną przestrzeń między Maguire’em a de Ligtem, a Douvikas uderzył pod poprzeczkę. 

W Lombardii słyszeli prawdopodobnie przysłowie o kuciu żelaza, bo Como ani myślało o zaprzestaniu ataków. Minimalnie obok słupka chybił z lewej nogi Martin Baturina. A katastrofa Baleby trwała dalej… Jego podanie przechwycił Paz, popędził w pole karne i pokonał ponownie Lammensa. United nie miało nawet punktu zaczepienia. W 57. minucie przegrywało już trzema golami, piłkarze gości byli po prostu nieobecni.

Reklama

Baleba, który miał pomóc ogarnąć środek już po kwadransie z ławki złapał kartkę, popełnił błąd prowadzący do bramki rywala i… w sumie powinien wylecieć z boiska.

Anglicy budzili się bardzo powoli. Z ponad 25 metrów nieoczekiwanie uderzył Amad Diallo, a Butez z najwyższym trudem obronił to uderzenie. Włosi mimo to i tak dobili rywala na kwadrans przed końcem. Wchodzący z ławki Kaiki doskonale dośrodkował w pole karne, a bierność obrońców wykorzystał… stoper Jacobo Ramon. Co więcej, wszystko to zadziało z akcji, a nie dlatego, że Hiszpan pozostał po stałym fragmencie. Como było w trybie „La zabawa”.

Na otarcie łez wynik ustalił inny joker, Joshua Zirkzee, ale nawet się nie cieszył. Świetnie podał mu Amad Diallo. Był to największy pozytyw całego meczu jeśli chodzi o Anglików. Michael Carrick zostanie wkrótce zwolniony? Totalnie nie bylibyśmy zdziwieni takim stanem rzeczy. Przecież taki występ i aż tak ogromne odstawanie od Como to jest totalny wstyd.

Como – Manchester United 4:1 (1:0)

  • 1:0 – Nico Paz – 2′
  • 2:0 – Tasos Douvikas – 49′
  • 3:0 – Nico Paz – 57′
  • 4:0 – Jacobo Ramon – 76′
  • 4:1 – Joshua Zirkzee – 90+1′
Reklama

 

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama