Chwalińska po wygranej: „Szczerze mówiąc nikt mnie nie zna”

Sebastian Warzecha

01 czerwca 2026, 17:38 • 2 min czytania 9

Reklama
Chwalińska po wygranej: „Szczerze mówiąc nikt mnie nie zna”

Maja Chwalińska w dwóch setach pokonała Diane Parry i awansowała do ćwierćfinału Roland Garros. Po meczu, jeszcze na korcie, udzieliła krótkiego wywiadu Marion Bartoli. Co Polka miała do powiedzenia?

Reklama

Maja Chwalińska: „Muszę po prostu grać swój najlepszy tenis”

– Czuję radość. Na pewno się tego nie spodziewałam, gdy zaczynałam turniej. Jestem bardzo wdzięczna, że tu jestem – mówiła Maja. Faktycznie, na starcie turnieju nikt nie mógł przewidzieć, że zajdzie tak daleko. Przed meczem IV rundy Maja zdawała się jednak nawet minimalną faworytką… choć na korzyść Parry przemawiało, że miała mieć za sobą francuską, miejscową publiczność. Fani okazali się jednak bardzo sprawiedliwi w swoich osądach.

Zresztą zauważyła to sama Polka:

– Byłam zmartwiona, że będziecie chcieli [fani], żeby to ona wygrała. Ale nie winię was za to. Dziękuję wam za wsparcie i szacunek. Atmosfera była świetna, jestem wdzięczna wszystkim tym, którzy tu przyszli i nas wspierali – stwierdziła.

Na trybunach było zresztą sporo polskich flag, część z komunikatami skierowanymi już bezpośrednio do Mai, która tym jednym turniejem wyrasta na nową gwiazdę polskiego tenisa. Marion Bartoli pytała ją też o taktykę, strategię na ten mecz, Maja jednak powiedziała, że to po prostu jej gra, że nie dorzucała tu niczego wyjątkowego. I to gra, która ewidentnie zadziałała… i to po raz siódmy. Bartoli zauważyła więc, że to tak, jakby Maja już wygrała Szlema – gdyby nie musiała przedzierać się przez kwalifikacje, to właśnie tyle wygranych by do tego potrzebowała.

Reklama

– Tak, ale nie mam ze sobą trofeum – odpowiedziała z uśmiechem. Podobnie uśmiechnięta była, gdy mówiła o swojej kolejnej rywalce – Annie Kalinskiej. – Anna jest jedną z najlepszych zawodniczek na świecie. Mnie oczywiście nikt nie zna, mówiąc szczerze. (śmiech) Na pewno będzie to spore wyzwanie, jak każdy mecz tu. Muszę po prostu grać swój najlepszy tenis.

Bartoli stwierdziła, że teraz Maję znają wszyscy. Publika, brawami, przytaknęła. I wydaje się, że faktycznie, nazwisko Mai Chwalińskiej zostanie po tym turnieju zapamiętane. I oby nie był to ostatni raz, gdy tak się stanie.

Reklama

Fot. Newspix

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama