Proszę docenić Kaia Havertza. To on wygrał Arsenalowi hit

Patryk Idasiak

06 września 2026, 19:45 • 5 min czytania 0

Reklama
Proszę docenić Kaia Havertza. To on wygrał Arsenalowi hit

Arsenal pokazał charakter w derbowym starciu z Chelsea, bo przegrywał od drugiej minuty, a i tak wygrał. Kawał roboty wykonał Kai Havertz, którego po prostu trzeba doceniać, bo jest piłkarzem nieoczywistym – irytującym, pierdołowatym, dość dziwnym, chimerycznym, ale takim, który dowozi w ważnych momentach. Tutaj przeprowadził indywidualną akcję, a później przepuścił piłkę do Odegaarda, gdzie pokazał całą swoją boiskową inteligencję. 

Reklama

Zmierzyły się ze sobą dwa zespoły, które miały komplet punktów. Arsenal pokazał dwa oblicza – najpierw ładne i ofensywne przeciwko beniaminkowi z Coventry, a później swoje stare z solidną defensywą przeciwko Aston Villi. Chelsea gra natomiast radosną piłkę. O ile trio z przodu daje radę, tak wszystko psują w defensywie tacy gracze jak Fofana czy inny Lacroix.

Trochę mieliśmy na murawie niedawnych graczy The Villans – od pierwszej minuty zaczęli Morgan Rogers i Emiliano Martinez po stronie Chelsea oraz Ezri Konsa po stronie Arsenalu. Wszyscy są nowymi nabytkami. Zresztą później w meczu była jedna taka dość ciekawa akcja, gdy Konsa świetnym wślizgiem (to był jego pierwszy mecz w podstawie) powstrzymał byłego kolegę. Martinez to też były Kanonier, niezbyt lubiany w starym miejscu pracy.

Od początku czuć było tu tempo wielkiego hitu, w czym pomogła błyskawicznie zdobyta bramka przez Morgana Rogersa. Lepiej to się dla The Blues zacząć nie mogło – Jorrel Hato wygrał pojedynek główkowy po zbyt krótkim wybiciu Declana Rice’a, a piłka spadła prosto na woleja piłkarza kupionego za 117 mln funtów. Kopnął jakby od niechcenia, ale siadło bardzo precyzyjnie, tuż przy słupeczku. Po 75 sekundach Kanonierzy już przegrywali.

Reklama

Ale mistrzowie podkręcili tempo. I to tak, że Emiliano Martinez po 20 minutach miał już na koncie pięć obron. Gorąco się zrobiło w zasadzie od razu. Calafiori machnął się i powstało spore zamieszanie zakończone kopnięciem w twarz argentyńskiego bramkarza przez Gabriela.

Kanonierzy strzelili też gola, a w zasadzie to Joao Pedro nabił Riccardo Calafioriego, lecz było to trochę skomplikowane, bo wcześniej Ezri Konsa, który dobijał w słupek, znajdował się na pozycji spalonej. „Potrójny” strzał nie dał więc gola. Kluczowa była parada Martineza przy tym… pierwszym, bo tam ofsajdu by nie było. Argentyńczyk wyskoczył z bramki i wygrał pojedynek z Gabrielem. W dalszej części gry bronił też strzały Saki i Havertza. Trochę roboty miał.

Reklama

The Blues starali się atakować szybkimi wypadami, ale generalnie zostali zdominowani. Tempo było zawrotne, aż się przypomniał człowiekowi ten świetny remis – 2:2 z 2023 roku, kiedy Kanonierzy odrobili stratę dwóch goli w kilka minut. To ten z przypadkowym golem Mudryka, który przelobował Rayę.

Arsenal dopiął swego. W zasadzie nie zrobił tego żadną kombinacyjną akcją, a gola wypracował facet, który ma patent na swój były klub. Kai Havertz zszedł do środka i uderzył po ziemi, tuż przy słupku. Czy Martinez powinien zachować się lepiej? Pewnie tak, ale nie odbierajmy Niemcowi kunsztu. No i Martinez pewnie myślał, że Lacroix w tej sytuacji pomoże.

Reklama

Defensywa Chelsea ma jeszcze sporo do poprawy i to delikatnie powiedziane… Nie wygląda ona na monolit. Arsenal dość łatwo dochodził do podbramkowych okazji, często miał miejsce na strzał, to dlaczego nie skorzystać? Przedziwnie było patrzeć na grę takiego Wesleya Fofany.

Bo z jednej strony absolutnie kiepsko się ustawił i w zasadzie to sobie oglądał, w jaki sposób Martin Odegaard pakuje piłkę do siatki. Totalnego głupka zrobił z niego… Kai Havertz. Niemiec zaliczył asystę bez dotknięcia, po prostu się odsunął, a francuski obrońca zastygł jakby miał nogi z betonu. Dziwny ten występ Fofany, bo z jednej strony dużo obserwował, a z drugiej wykonał dwa czy trzy spektakularne wślizgi ratujące zespół. Wśród fanów The Blues zbyt dobrych not Francuz nie zbiera.

Reklama

Ale już w pierwszej połowie dupę Lacroix uratował właśnie Fofana, który w ostatniej chwili wykonał wślizg, by zablokować Havertza. Lacroix ograniczył się wtedy też do patrzenia, jak Niemiec w prosty sposób mu ucieka. A nawet… odwrócił się plecami do piłki. Były gracz Crystal Palace też nie może wejść na swoje obroty z poprzedniego klubu.

Nie miało się wrażenia, żeby The Blues byli w stanie coś zdziałać. Kanonierzy szybko strzelili gola, a i tak dominowali niczym prawdziwy mistrz. To nie był murujący Arsenal, który będzie bronił jednobramkowego prowadzenia, tylko pewny siebie zespół, który i tak dalej atakował. Zresztą, dobrze świadczy o tym fakt, że Chelsea pierwszy korner miała dopiero w 75. minucie.

Trzeba jednak przyznać, że tempo już tak nie grzało. Xabi Alonso chciał to wszystko ratować… Dannym Welbeckiem! The Blues się trochę obudzili, ale w samiutkiej końcówce za sprawą indywidualnego błysku Estevao. Przebierał nogami, porobił z łatwością Bena White’a i strzelił tak, że naprawdę wysilić się musiał David Raya. Potem było trochę gry na chaotyczne wrzutki (ostatnia akcja, kiedy James kopnął prosto w rywala jest tego potwierdzeniem), przed którymi Arsenal się obronił.

Reklama

Swoją drogą, pochwały należą się Martinowi Odegaardowi, bo z trochę jałowego, często krytykowanego zawodnika przemienił się w będącego w świetnej formie kreatora. A nawet egzekutora! Norweg trafił z Manchesterem City, później z Coventry i teraz z Chelsea.

The Blues kiedyś mieli patent na Kanonierów, potrafili ich ogolić nawet 6:0. Teraz notują serię dziesięciu ligowych meczów bez zwycięstwa z tym rywalem.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Co za współpraca Polaków! Jeden podawał, drugi strzelał [WIDEO]

Mikołaj Duda
1
Co za współpraca Polaków! Jeden podawał, drugi strzelał [WIDEO]

Piłka nożna

Reklama
Ligue 1

Co za współpraca Polaków! Jeden podawał, drugi strzelał [WIDEO]

Mikołaj Duda
1
Co za współpraca Polaków! Jeden podawał, drugi strzelał [WIDEO]