Ależ mecz! Hurkacz i Shelton dali show na US Open

Sebastian Warzecha

02 września 2026, 23:14 • 5 min czytania 0

Reklama
Ależ mecz! Hurkacz i Shelton dali show na US Open

Co prawda opady deszczu znów storpedowały mecze na US Open, ale Ben Shelton i Hubert Hurkacz się nimi nie przejmowali, bo grali pod dachem. I choć mogło się wydawać, że dwóch mocno serwujących zawodników takie warunki będą prowokować do tego, by grać jeszcze szybciej, to wyszło, że nic bardziej mylnego – Shelton i Hurkacz rozegrali świetne spotkanie, pełne długich wymian. Wygrał jednak ten, który aktualnie jest tenisistą ze ścisłej światowej czołówki – Amerykanin ucieszył swoich rodaków na trybunach.

Reklama

Hubert Hurkacz grał świetnie, ale Ben Shelton był lepszy

Nie lubi się Hubert Hurkacz z US Open. Na siedem prób nigdy nie przeszedł tam II rundy, choć aż siedmiokrotnie w niej grał. A zestaw rywali, którzy go w Nowym Jorku pokonywali też imponujący nie jest. Właściwie tylko w debiucie ograł go tam Marin Cilić, wtedy 7. zawodnik świata. A potem najwyżej notowanym z rywali był ten sprzed dwóch lat – Jordan Thompson (32. na świecie w dniu meczu). W dodatku Hubi pięć razy przegrywał z tenisistami nierozstawionymi, samemu mając to rozstawienie.

Tym razem go nie miał, bo po kontuzjach i rehabilitacjach walczy o to, by wrócić w wyższe rejony rankingu. Solidnie pomógł w tym niedawny wygrany Challenger w Cancun, bo z 69. miejsca Hubert przeskoczył do TOP 50. Dobry wynik w US Open mógłby się dołożyć.

Tyle że po pokonaniu Damira Dzumhura – po niezłym meczu, mimo przegranego jednego seta – Hurkacz od razu natknął się na przeszkodę zupełnie innego rodzaju. Tą przeszkodą był Ben Shelton, aktualnie 9. na świecie (a rozstawiony z „8” pod nieobecność Jannika Sinnera), do tego niedawno wygrał turniej ATP 1000 w Toronto. Generalnie chłop, który już swoje na korcie udowodnił, a potencjał ma prawdopodobnie na to, by zrobić nawet więcej. Z drugiej strony – nie od dziś wiadomo, że Hubi na mecze z rywalami mocniejszymi potrafi się doskonale przygotować.

Można więc było liczyć na dobre spotkanie. I takie właśnie dostaliśmy.

Reklama

Problemy Hurkacza, a potem wielka przemiana

Pierwszy set był jednak dość typowym meczem dwóch gości, co potrafią dołożyć na serwisie. Właściwie wszystko zależało w tej partii właśnie od dyspozycji serwisowej, znacznie mniej od tego, co obaj pokazywali w wymianach. W efekcie był to dość wyrównany mecz, a jeśli już któryś nacierał, to raczej – i to też nie była niespodzianka – Shelton, który lubi atakować, zwłaszcza korzystając z potężnego forehandu. Hubert z kolei wyglądał nieco niemrawo, jakby potrzebował się rozkręcić.

Nie zrobił tego jednak w pierwszej partii, bo gdy zawiodła go dyspozycja serwisowa, Shelton z miejsca to wykorzystał. Polak zresztą wydatnie mu pomógł – podwójnym błędem serwisowym. Sam z kolei nie był w stanie zagrozić Amerykaninowi w jego gemach. W efekcie tego seta przegrał.

W drugim też było w pewnym momencie niewesoło. Shelton nadal naciskał, a jego starania przyniosły skutek w siódmym gemie. Znów zdobył break pointa i znów w momencie największego zagrożenia Hubi popełnił podwójny błąd. Zachęty z boksu i wskazówki udzielane przez trenera chyba jednak Polakowi pomogły, bo paradoksalnie to ten właśnie moment był dla niego punktem zwrotnym. Stratę podania z miejsca bowiem odrobił, po raz pierwszy łapiąc się solidnie na grę przy podaniu Amerykanina.

Reklama

Była to jednak zasługa Polaka właśnie. Grał odważniej, agresywniej, jakby ten przegrany gem serwisowy pokazał mu, że jego dotychczasowa postawa to droga donikąd. I postanowił jednak skręcić na inną ścieżkę. Stan rywalizacji więc wyrównał, a potem – przy 6:5 – znów zaatakował poważniej serwis Sheltona. A że returnować Hubert potrafi, to okazało się to atakami skutecznymi. Głębokie returny, potem poprawka w wymianie i przyszedł efekt – drugie przełamanie, czyli też wygrany set.

Było 1:1. A ten mecz dopiero się rozkręcał.

Wielkie granie, ale na koniec typowy Hurkacz

Na początku trzeciego seta obaj wrócili do grania serwisami. Właściwie dobre serwowanie zamykało gemy. Jednak im dalej w tę partię, tym bardziej „otwierali” się na to, by pokazać publiczn0ści coś ekstra. Zaczęły pojawiać się długie wymiany. Skróty. Ataki przy siatce. Sporo, naprawdę sporo tenisa na najwyższym poziomie. Bo jeśli wymiana ma ponad 20 uderzeń i każde jest czyste, dobrze trafione, blisko linii – to jakości jest w tym wszystkim po prostu niezwykle dużo.

Reklama

W tym meczu momentami było jej tyle, że nawet Carlos Alcaraz mógłby unieść brwi z uznaniem.

Niestety, zabrakło jej w tie-breaku, ale tylko Hubertowi. Shelton utrzymał jakość swojej gry i to zadecydowało. Polak popełnił kilka błędów, już na początku stracił punkt przy swoim podaniu i zrobiło się 2:1 dla Amerykanina. Biorąc jednak pod uwagę, jak wyglądał ten mecz, nadal wszystko było w nim możliwe.

Reklama

Niestety, możliwy był też koniec w czterech setach. I tak też się stało.

To też była partia niezwykle jakościowa. Sporo było w niej dobrego grania, kibice raz po raz podnosili głosy, a czasem i pośladki z krzesełek. Oklasków nie brakowało. W dodatku właściwie w każdym gemie trwała walka. Mieli obaj swoje okazje, Hubert mógł przełamać Sheltona, ale ten w tych kluczowych momentach zazwyczaj znakomicie serwował i opcjonalnie skutecznie wykańczał akcje kolejnym zagraniem, o ile było ono wymagane. I to była w zasadzie główna różnica.

Bo Hubert Hurkacz zagrał… typowy mecz Huberta Hurkacza. Grał znakomicie z faworyzowanym rywalem, mogło się to podobać, ale w tych najważniejszych momentach nie zadziałały jego największe atuty – na czele z serwisem. Ten zawiódł go w 12. gemie czwartego seta. I tyle wystarczyło. Shelton bowiem skorzystał, zaatakował odważniej, wywalczył kilka punktów i awansował do kolejnej rundy. Zrobił to jednak po naprawdę wymagającym, trudnym meczu.

Reklama

Pytanie, co wyciągnie z tego spotkania Hubert Hurkacz – do końca sezonu jeszcze bowiem sporo czasu, dużo jest też punktów do wywalczenia. Ale takie mecze jak ten trzeba umieć przechylić na swoją korzyść. A tego Polakowi nieraz brakuje.

Od tego, czy zdoła to zmienić, zależy, czy wróci do światowej czołówki.

Hubert Hurkacz – Ben Shelton 3:6, 7:5, 6:7 (3), 5:7

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama