Janusz Kołodziej oficjalnie zakończył żużlową karierę. Prawdziwa legenda czarnego sportu przekazała swoje stanowisko podczas sobotniej Gali PGE Ekstraligi. Ta decyzja nie jest jednak szokująca. Kołodziej od wielu miesięcy jeździł z ogromnym bólem. Wiele poważnych kontuzji sprawiło, że zawodnik Unii Leszno coraz bardziej męczył się na motocyklu. Teraz stwierdził, że najlepszą decyzją będzie zakończyć swoją niewątpliwie znakomitą sportową przygodę.
Absolutna legenda i wielki zwycięzca
Janusz Kołodziej należy do grona najwybitniejszych postaci w historii polskiego żużla. Jego dorobek na krajowej arenie jest imponujący – ośmiokrotnie zdobywał Drużynowe Mistrzostwo Polski. Na swoim koncie ma również cztery złote medale Indywidualnych Mistrzostw Polski, dwa triumfy w Mistrzostwach Polski Par Klubowych, a także po jednym tytule Młodzieżowego Indywidualnego Mistrza Polski i Młodzieżowego Mistrza Polski Par Klubowych.
Tarnowski żużlowiec może pochwalić się także wyjątkowym osiągnięciem w rywalizacji o Kaski: trzykrotnie wywalczył Złoty Kask, a ponadto zdobył po jednym Srebrnym i Brązowym Kasku.
Równie bogata jest jego historia występów w barwach narodowych. Wspólnie z reprezentacją Polski trzykrotnie zwyciężał w Drużynowym Pucharze Świata, a także sięgnął po złoto w Drużynowych Mistrzostwach Świata Juniorów oraz Drużynowych Mistrzostwach Europy. Dwukrotnie brał udział w pełnym cyklu Grand Prix, w którym udało mu się wygrać jeden turniej. W Indywidualnych Mistrzostwach Europy wywalczył natomiast srebrny i brązowy medal.
Drodzy Kibice, Janusz chciałby Wam przekazać coś ważnego…
Całość…. ⬇️⬇️⬇️
https://t.co/7YO8NJNqo0#KSUL ⚪️🔵🤟🏼 #PGEEkstraliga #PGEE #UniaLeszno #StolicaŻużla https://t.co/jGqeyhU3Kr
— Unia Leszno (@UniaLesznoKS) October 24, 2026
Odebrał nagrodę i powiedział pas
Swoją karierę zawodnik ogłosił podczas wręczenia mu „Złotego Szczakiela”. To nagroda, którą zyskują jedynie wielkie żużlowe postaci. I taką niewątpliwie jest już 42-letni Janusz Kołodziej. Niestety w ostatnich latach zawodnikowi Unii Leszno przytrafiały się urazy, które powodowały coraz większe problemy z jego jazdą. W wywiadach ciągle przyznawał, że jeździ mimo ogromnego bólu, który utrudnia mu nawet życiowe funkcjonowanie.
Mimo tych kłopotów ze zdrowiem, Kołodziej do końca potrafił wygrywać wyścigi i cieszyć swoją jazdą kibiców w Lesznie i całej Polsce. W ostatnim sezonie PGE Ekstraligi wystąpił w 13 meczach, zdobywając w nich 86 punktów i 8 bonusów. To spowodowało, że wykręcił średnią 1,918, która dała mu 14. miejsce w całej lidze. Niesamowity wynik, jak na takie problemy, ale taki jako żużlowiec był Kołodziej – właśnie niesamowity. Teraz liczymy, że „Żużla czarodziej – Janusz Kołodziej” wciąż pozostanie przy czarnym sporcie, cho już oczywiście w innej roli.
– Ale ten czas leci! Mam wrażenie, że dopiero co odkryłem żużel, a dziś przyszła pora zakończyć karierę i powiedzieć: DZIĘKUJĘ. Za wspólne emocje, wsparcie i każdy okrzyk z trybun. Kończę ten rozdział z uśmiechem i wdzięcznością. Ten sport dał mi naprawdę wiele, a Wy byliście częścią tej przygody. Historia zatacza koło. Zaczynałem jako kibic, z zachwytem patrząc na tor i teraz wracam na trybuny, bogatszy o wspomnienia, które zostaną ze mną na zawsze. Z tą samą miłością do żużla, bo pewne rzeczy się nie zmieniają. Do zobaczenia na stadionach! – napisał na swoich mediach społecznościowych Kołodziej
Fot. Newspix