Krzysztof Ratajski w ćwierćfinale mistrzostw Europy!

Sebastian Warzecha

24 października 2026, 20:41 • 2 min czytania 0

Reklama
Krzysztof Ratajski w ćwierćfinale mistrzostw Europy!

Wielki powrót po fatalnym początku. Tak wyglądał dzisiejszy mecz w wykonaniu Krzysztofa Ratajskiego. Polak ostatecznie pokonał Kevina Doetsa i awansował do pierwszego w karierze ćwierćfinału mistrzostw Europy!

Reklama

Krzysztof Ratajski z wielkim comebackiem! Jest 1/4 mistrzostw Europy

Ratajski już na start mistrzostw Europy zaliczył niezłą wygraną – 6:2 pokonał wtedy Dave’a Chisnalla. W rywalizacji z Doetsem grał z kolei do 10 legów. Możliwe, że właśnie to go uratowało – spotkanie z faworyzowanym Holendrem rozpoczął bowiem fatalnie.

Cztery pierwsze legi padły łupem Doetsa. Dopiero wtedy Ratajski wpisał się na tablicę wyników… i z miejsca wziął się do odrabiania strat! Z 0:4 zrobiło się kilkanaście minut później 5:4 dla Polaka.

Tyle tylko, że gdy Ratajski się zatrzymał, to znowu oglądaliśmy przewagę rywala. Prowadzenie Polaka trwało bowiem tylko jednego lega, a po kolejnych dwóch to Doets był z przodu – najpierw 7:5, potem 8:6. Wydawało się, że to już schemat, w którym ten mecz się utrzyma, że obaj będą wygrywali swoje legi i na tym po prostu poprzestaną.

Tymczasem po raz kolejny przyszła odmiana losu. Ratajski zaczął rzucać znacznie lepiej i nie tylko wyrównał stan rywalizacji, ale też wygrał dwa kolejne legi – w efekcie wygrywając całe spotkanie, 10:8. Wykręcił w nim średnią 96,95 pkt, lepszą od tej Doetsa (93,16). Lepiej było też na podwójnych – tam Ratajski zamknął 10 z 28 okazji, Doets 8 z 23.

Reklama

Możliwe jednak, że to był ostatni mecz, w którym Ratajski dostanie takie szanse jak z Doetsem. Na razie wiemy jedynie, że na pewno zmierzy się z Anglikiem – będzie to albo Nathan Aspinall, albo ten najlepszy na świecie – Luke Littler. Oczywiste jest, który z nich jest faworytem tej rywalizacji.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama