Koniec pięknej passy Baraniewskiego. Rywal pokonał go ze złamanym kciukiem

Patryk Idasiak

20 września 2026, 09:30 • 3 min czytania 7

Reklama
Koniec pięknej passy Baraniewskiego. Rywal pokonał go ze złamanym kciukiem

Nie było dziesiątej wygranej z rzędu, a czwartej w samym UFC. Iwo Baraniewski już nie ma perfekcyjnego bilansu, ponieważ przegrał z 38-letnim weteranem, który walczy w prestiżowej amerykańskiej federacji już od ośmiu lat. Doświadczony Alonzo Menifield wygrał niejednogłośnie na punkty po bardzo męczącej walce na pełnym dystansie czasowym, co dla Polaka było pewnego rodzaju nowością. Amerykanin okupił to zwycięstwo… złamanym kciukiem – wystającą kość pokazał prosto do kamery.

Reklama

Iwo Baraniewski wszedł do UFC z buta, bo inaczej nie da się opisać trzech szybkich nokautów. W marcu zdemolował przeciwnika na gali UFC w Londynie w 28 sekund. Następnie 85 sekund mu wystarczyło, żeby potężnie poobijać Juniora Tafę.

Polak był kojarzony z tego, że jest „mistrzem bonusów”. UFC wręczyło mu takowy i w czerwcu, i w marcu. Dostał też 50 koła w swoim pierwszym występie w UFC, kiedy sumy były mniejsze. W styczniu tego roku największa federacja MMA na świecie ogłosiła podwojenie bonusów i premie za kończenie walki przed czasem. Baraniewski walczył efektownie, a to sprawiło, że znalazł się na karcie głównej gali UFC 331 w Los Angeles. Tym razem jednak nie było końca przed czasem, a pełna, trzyrundowa nawalanka.

Iwo Baraniewski przegrał niejednogłośnie na punkty

W Los Angeles Baraniewski przegrał niejednogłośną decyzją sędziów z dużo bardziej doświadczonym Alonzo Menifieldem, który w ostatnim czasie przeplatał porażki ze zwycięstwami, ale na niedawnej gali w Chinach pokonał reprezentanta gospodarzy Mingyang Zhanga. Powalił go na ziemię, a później – już w stójce – zasypał lawiną ciosów i całkowicie zamroczył prawym hakiem.

Baraniewski najwyraźniej przeanalizował, że nie chciałby się na taki cios nadziać i na początku raczej kontrolował dystans. Po pierwszej rundzie wydawało się, że to Polak jest na prowadzeniu. Trafiał prawymi, a w pewnym momencie zasypał Amerykanina pod siatką, a ten w obawie klinczował. Udało mu się też Menifielda obalić.

Reklama

Nie jest natomiast tak, że w pełni dominował – też kilka razy oberwał, krwawił z nosa. Menifield z kolei złamał kciuk, a mimo to kontynuował walkę.

Reklama

W drugiej rundzie – cóż – rywal był po prostu lepszy. Baraniewski miał już kłopoty kondycyjne, nieprzyzwyczajony, że w ogóle tyle czasu walczy w oktagonie. Oberwał kilkoma lewymi, odsłaniał głowę, choć sam też potrafił skontrować. Jak na wagę półciężką, to był to naprawdę efektowny pojedynek, w którym obaj nie bali się wymieniać ciosami. Nie bronili się – Amerykaninowi coraz bardziej krwawił kciuk, miał praktycznie całą czerwoną lewą dłoń, Polak miał z kolei obrażenia na twarzy. Żeby opatrzeć dłoń starszego z zawodników, potrzebna była dłuższa przerwa.

Trzecia runda to już było wyczekiwanie na koniec. Obaj mocno zmęczeni głównie klinczowali pod siatką, dlatego wobec braku aktywności sędzia ringowy kilka razy wznawiał walkę na środku. Polak starał się przepychać, nie miał już siły na zadawanie takich ciosów, pójścia na wymianę, jak choćby w drugiej rundzie. Drobne zrywy to było za mało, by zaznaczyć swoją dominację. Dwa-trzy trafienia Amerykanina na ok. 10-15 sekund przed końcem mogły zadecydować o tym, że sędziowie niejednogłośnie wskazali właśnie na Menifielda.

Choć sam chyba był trochę zaskoczony, że to on zwyciężył. Dwóch sędziów wskazało na niego, jeden na Polaka. Fakty są jednak takie, że Baraniewski poniósł pierwszą porażkę, a teraz jego bilans to 9-1-0. W trzeciej rundzie zrobił trochę za mało.

Reklama

Fot. Newspix

Reklama
7 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

MMA

Reklama
MMA

Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie

Patryk Idasiak
2
Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie