Wydaje się, że właściwszym pytaniem w kontekście Widzewa nie jest to, jak długo należy mieć cierpliwość do obecnych wyników, postawy i trenera, tylko dlaczego w ogóle powinniśmy się cierpliwością wykazać. Sama obietnica Aleksandara Vukovicia, że drużyna skończy sezon w czołówce tabeli, może nie wystarczyć.
Obietnice tego typu są bowiem wiarygodne, gdy ma się coś na podparcie swoich przewidywań. W przypadku prognozy wyniku końcowego nie ma większego sensu kierowanie się aktualną klasyfikacją, lepiej zajrzeć w bebechy. Najprostszy trendline od Hudl StatsBomb, czyli średnia krocząca przewidywanych goli dla i przeciwko Widzewowi, wprost wskazuje, że idzie to w kierunku odwrotnym do właściwego.

W pewnym momencie Widzew Aleksandara Vukovicia był mocno chwalony za uszczelnienie defensywy. Widzimy, że start pracy Serba w Łodzi to faktycznie spadek xGA, czyli tego, co kreowali rywale. Od dawna jednak szanse przeciwników szybują w górę, doszło zresztą do najgorszego na takich wykresach momentu – linia expected goals against nie tylko wykazała pogorszenie gry w obronie, ale też przecięła się z linią, która odpowiada za grę ofensywną.
Widoczny wykres nie zawiera meczu z Radomiakiem, który był tylko potwierdzeniem, że defensywa Widzewa rozłazi się w szwach – to jakość wykończenia czy decyzje podejmowanie przez Ronaldo Lumungo, Guilherme Luiza i Abdoula Tapsobę sprawiły, że rywal nie strzelił w Łodzi gola. Na niekorzyść drużyny Vukovicia działają także dane Impect, które oferują spojrzenie nawet szersze niż samo xG czy zagrożenie.

Packing non-shot xG to uwzględnienie zagrożenia wynikającego z szans, które nie zakończyły się strzałem. Widzew jest w górnej połowie tabeli Ekstraklasy (8. miejsce) pod względem tego, ile w ten sposób kreują rywale. Ich wynik przewyższa też to, co stworzył Widzew, gdy nie oddał strzału. Packing expected threat, czyli ogólne zagrożenie, też wypada niekorzystnie dla klubu z Łodzi. O ile w ofensywie wynik RTS jest niższy od ligowej średniej, tak w obronie tę średnią przewyższa.
Negatywne statystyki Widzewa zmierzone przez dwóch dostawców wskazują na problem, który widać, ale o którym nie słychać. Przynajmniej nie z ust Aleksandara Vukovicia, który dopiero co chwalił ofensywne, otwarte podejście i zaznaczał, że rośnie wiele rubryk, w tym xG. Jak widzieliście na wykresie od Hudl StatsBomb, expected goals Widzewa faktycznie rośnie, natomiast zagłębienie się w szczegóły trochę rozmywa pozytywny obraz.

Widoczny wyżej radar przedstawia najważniejsze ofensywne statystyki Widzewa na tle ligowej konkurencji. Nie widać zbyt wielu wyraźnych atutów zespołu trenera Vukovicia. Stałe fragmenty gry to wyraźny plus, widzimy też, że zespół oddaje sporo strzałów z czystych pozycji (to znaczy: mając przed sobą tylko bramkarza). Reszta: xG, strzały po pressingu, kontrataki, to jednak w najlepszym przypadku średnia ligowa.
Widzew gra długimi podaniami, nie generuje sobie szans poprzez pressing i w zasadzie opiera się na tym, co przynoszą mu stałe fragmenty gry. Bardzo dobrze widzimy to w danych Impect, które wskazują, że zagrożenie generowane poprzez podania czy dryblingi plasuje zespół z Łodzi… na końcu stawki w Ekstraklasie. To zbieranie piłek oraz SFG nadrabiają różnicę, ale Widzew wciąż tkwi na poziomie dolnej części stawki.
Podobnie jest, gdy mierzymy wspominane już zagrożenie bez strzałów: Widzew jest czwarty od końca, co oznacza, że ataki tego zespołu są po prostu jałowe.

Zbierając to wszystko do kupy: nie potrafię dopatrzeć się logicznego argumentu za tym, że Widzew Łódź będzie drużyną, która ruszy po medal mistrzostw Polski, co zapowiedział trener Vuković. Tymczasem nie poruszyliśmy nawet istotnego tematu kruchości mentalnej zespołu, który notorycznie przyjmuje ciosy na głowę w ostatnich minutach gry.
Michał Zachodny wyliczył, że od startu poprzednich rozgrywek Widzew w co trzecim spotkaniu traci punkty, gdy zegar wskazuje przynajmniej 60. minutę. Ograniczając to tylko do kadencji Aleksandara Vukovicia otrzymamy szokujące zestawienie:
- porażka z Koroną w 73. minucie meczu,
- porażka z Lechem w doliczonym czasie gry,
- remis ze Śląskiem w ostatnim kwadransie (dwa stracone gole),
- porażka z Koroną w 61. minucie spotkania,
- porażka z Legią w doliczonym czasie gry,
- porażka z Radomiakiem w doliczonym czasie gry (dwa stracone gole),
- remis z Rakowem w doliczonym czasie gry.
Jeśli na 19 spotkań siedem kończy się utratą punktów, gdy do ostatniego gwizdka bliżej niż dalej, to winny nie może być pech. Pewnie też nie do końca mentalność, lecz samo podejście. W przypadku Radomiaka zresztą tylko decyzja sędziego sprawiła, że powyższa lista nie poszerzyła się o kolejny przypadek. Dopisać do niej możemy wypuszczone punkty w kolejnym spotkaniu z Koroną oraz Motorem – w obydwu przypadkach Widzew prowadził i prowadzenia nie dowiózł. Sam straty odrabia natomiast rzadko.
Jak zauważył Bartłomiej Stańdo, zespoły, które myślą o ligowym brązie, powinny zdobyć ok. 60 punktów w sezonie. Widzewowi zostało więc zdobyć 53, co oznacza punktowanie na poziomie 1,96/mecz. Nie zapowiada się na to, że Aleksandar Vuković do tego doprowadzi, ale też nie ma co mówić o tym, że jego zespół tonie. Co najwyżej dryfuje. Trener oferuje to, z czego go znamy, jednak nie musi to być największym problemem.
Bo może najpierw wypadałoby określić, jaki kierunek obrać ma cały klub? Widzew przez cały ten okres przerobił trenerów na różną modłę, transfery na różną modłę, więc i efektem tego jest bardzo trudny do scharakteryzowana i jednoznacznego określenia składak. Na koniec raz jeszcze powołam się na dane Impectu, które wskazują, jak zmienia się styl Widzewa na przestrzeni dwóch lat:
- possesion & control – 40%, obecnie – 29%
- heavy metal (Klopp) – 56%, obecnie – 52%
- underdog pressing – 49%, obecnie – 46%
- direct & aerial – 53%, obecnie – 59%
- safety first – 58%, obecnie – 52%
- counter attacking – 52%, obecnie – 39%
Wygląda to tak, jakby Widzew chciał grać w sposób, który zakłada raczej ostrożność niż odwagę. Jeśli to styl docelowy, jeśli Widzew zakłada obronę, grę bezpośrednią i atak z powietrza bardziej niż kontrolowanie gry poprzez posiadanie – w porządku, ten projekt może dostać jeszcze chwilę na stabilizację. Jeśli jednak oczekiwania miały być bliższe stylowi ligowych faworytów, to czas jasno to określić i wykonać ostateczną korektę kursu.
Brak wyników przy niezbyt satysfakcjonującym stylu oraz ogromnych nakładach finansowych to kiepska wiadomość dla każdego trenera.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix