W Łodzi moglibyśmy tak grać do jutra, a Widzew i tak nie znalazłby sposobu na defensywę Radomiaka. W swoim stylu bez większego celu klepał dookoła, co było czytelne i zwyczajnie nieskuteczne. Goście bezbłędnie się bronili i jedną sytuacją przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Bartosz Frankowski jednak odwołał tego gola. Można się zastanawiać czy słusznie.
Z pewnością jeszcze przez kilka następnych dni będzie toczyła się dyskusja dotycząca tego, czy Bartosz Frankowski podjął słuszną decyzję anulując gola Radomiaka po wyjątkowo długim oglądaniu całego zajścia na monitorze VAR. Nie nam osądzać, czy arbiter postąpił właściwie (spokojnie można znaleźć argumenty w obie strony), ale fakty są takie, że gdyby postąpił mniej korzystnie dla Łodzian, to Radomiak cieszyłby się z drugiego ligowego zwycięstwa z rzędu.
Widzew Łódź – Radomiak Radom 0:0. Filip Majchrowicz całkowicie bezrobotny
Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić w wielu poprzednich spotkaniach, to Widzew był drużyną, która częściej była przy piłce, w teorii kontrolowała mecz i konstruowała więcej ataków. Tylko no właśnie, tak jak to z reguły bywa nie przekładało się to zbytnio na konkrety. Właściwie to na nic się nie przekładało. Filip Majchrowicz musiał być skoncentrowany, jednak ani razu nie musiał interweniować. Mógłby tam nawet stać Bartłomiej Gradecki albo ktokolwiek inny…
Wszystko kończyło się skuteczną interwencją gracza Radomiaka (często był nim bezbłędny Kryspin Szcześniak) albo też zwyczajnie za długim, niedokładnym lub jeszcze innym nieudanym zagraniem Widzewa. Chyba najlepszym potwierdzeniem naszego optycznego wrażenia jest fakt, że przez 45 minut podopieczni Aleksandara Vukovicia nie zdołali oddać ani jednego celnego uderzenia. I to wszystko przy 62% posiadania piłki. To mówi wszystko o sposobie gry Łodzian.
Radomiak jakoś niespecjalnie często wychodził do ofensywy, ale gdy już to czynił, to z reguły robiło się groźnie. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że poza naprawdę dobrą próbą Rafała Wolskiego Bartłomiej Drągowski nie musiał się jakoś specjalnie wysilać. W głównej mierze jest to spowodowane tym, że w tej ostatniej fazie akcji często gościom brakowało jakości.
Czy to Ronaldo Lumungo czy Abdoul Tapsoba, to mogliśmy mieć spore zastrzeżenia do zachowania już w polu karnym rywala. Spokojnie możemy zaryzykować tezę, że gdyby w ekipie Tomasza Kaczmarka występowali skrzydłowi z nieco wyższego poziomu, to po pierwszej połowie wynik byłby nieco inny.
Bartosz Frankowski uchronił Widzew przed porażką?
Po przerwie zmieniło się jedynie to, że Radomiak jeszcze rzadziej wychodził z własnej części gry. W większym stopniu skupił się na defensywie i naprawdę dobrze mu to wychodziło. Pojawiły się celne strzały po stronie Widzewa – próbował głową Karol Świderski czy z rzutu wolnego Fran Alvarez – jednak ciężko powiedzieć, by jakoś realnie zagrażał przeciwnikowi.
W dalszym ciągu wszystko było niezwykle czytelne i proste do powstrzymania dla piłkarzy z Radomia. Właściwie jedynym zawodnikiem, którego goście mogli się obawiać był Mario Garcia. Hiszpański lewy obrońca raz na jakiś czas potrafił posłać groźne dośrodkowanie. To mogła być jedyna nadzieja ekipy Aleksandara Vukovicia, że uda się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Im bliżej było do końca, tym Radomiak jakby zdawał sobie sprawę, że forma ofensywna rywala do najwyższych nie należy i zaczął myśleć o zgarnięciu trzech punktów. I w pewnym momencie to się opłaciło. Prostą stratę w środku pola zaliczył Emil Kornvig, poszła kontra, najpierw rykoszet od Kapuadiego, a następnie piłkę do własnej siatki skierował Przemysław Wiśniewski.
I tu pojawia się kontrowersja, bowiem po naprawdę długo trwającej analizie przy monitorze Bartosz Frankowski zdecydował się odwołać tego gola. Można się zastanawiać, czy to była decyzja słuszna, natomiast patrząc na powtórki można mieć wątpliwości. Zdania są podzielone, a o tym, że sytuacja nie była jednoznaczna najlepiej świadczy fakt, że arbiter główny powtórki z wielu różnych perspektyw oglądał przez dobre dwie minuty.
Kuriozalny samobój Przemysława Wiśniewskiego anulowany przez VAR! 😬 pic.twitter.com/QvxMkQEXjH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 5, 2026
W każdym razie, gdyby nie ta decyzja Bartosza Frankowskiego, to Widzew przegrałby trzeci mecz z rzędu, bo ciężko nam uwierzyć, że przy takiej dyspozycji mógłby jeszcze doprowadzić do wyrównania. Zresztą, w końcowych minutach inicjatywa należała już do Radomiaka, jednak czegoś zabrakło, by po raz drugi wpakować piłkę do siatki Bartłomieja Drągowskiego.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix