Trener Lewandowskiego żałuje straty punktów. „Powinniśmy to wygrać”

Patryk Idasiak

06 września 2026, 09:37 • 3 min czytania 0

Reklama
Trener Lewandowskiego żałuje straty punktów. „Powinniśmy to wygrać”

To był najbardziej szalony mecz Chicago Fire, odkąd Robert Lewandowski występuje w tych barwach. Jego zespół dwukrotnie wychodził na prowadzenie – Polak wymusił samobója rywala, a później zanotował asystę i wreszcie sam trafił na 4:3. I kiedy wydawało się, że Chicago sięgnie po trzy punkty, to gospodarze w doliczonym czasie przeprowadzili akcję, po której strzałem w okienko popisał się Derrick Etienne. Trener Gregg Berhalter żałował straconych punktów. 

Reklama

Lewandowski zrobił dużo, ale też zawinił przy golu

Bramka, asysta i praktycznie wymuszenie tego, że rywal strzelił samobója, bo „Lewy” już czyhał za plecami. To był dobry występ Polaka, który rozkręca się na boiskach MLS.

Tylko co z tego, skoro nie dowieźli obrońcy. Szczególnie bramka Josha Sargenta numer dwa to trochę wiocha… i niestety, źle piłkę wybił Robert Lewandowski, który ponosi tu sporą odpowiedzialność za stratę. Potem jeszcze nie pomógł Dje D’Avilla i Amerykanin huknął z całej siły.

Reklama

Josh Sargent strzelił hat-tricka, a mógł zdobyć nawet i cztery bramki, gdyby nie znakomita interwencja Chrisa Brady’ego w 17. minucie.

Wynik co rusz się zmieniał. Chicago wychodziło dwukrotnie na prowadzenie – 1:0 i 4:3. Punkty jednak zgubiło.

Trener Gregg Berhalter niezadowolony po remisie

W szatni panowało rozczarowanie. I myślę, że to dobrze, bo spodziewaliśmy się, że tu przyjedziemy i wygramy, a nam się to nie udało. No więc rozmawialiśmy o tym, na czym skupić się pod koniec meczu. Wróciliśmy do gry, objęliśmy prowadzenie i tak naprawdę chodziło o to, jak zapobiec temu jednemu atakowi, który wykonali na koniec. Nie udało nam się i ostatecznie to oni doprowadzili do remisu – powiedział rozczarowany wynikiem Berhalter.

Reklama

Trener Chicago Fire był bardzo zadowolony z jakości gry z przodu, gdyż Chicago Fire oddało kilkanaście strzałów i miało wyższy współczynnik xG od rywala, ale nie jest zadowolony z defensywy. Zwłaszcza z pilnowania Josha Sargenta, który władował hat-tricka, a mógł nawet mieć cztery gole.

Musimy poprawić grę w obronie, musimy grać bardziej zwarcie. W ofensywie stwarzamy wystarczająco dużo okazji. Robimy wystarczająco dużo, żeby strzelać gole. On (Sargent) świetnie wykańcza akcje, wiemy o tym. To czołowy napastnik w tej lidze. Nasze wybicie piłki z rzutu rożnego nie było wystarczająco dobre. Straciliśmy go z radaru. To dwie rzeczy, które wydarzyły się w tej akcji. Pierwsza akcja to podanie od Djordje [Mihailovicia]. Całkiem dobre, ale musimy lepiej się bronić, żeby sobie z tym poradzić. Trzeci gol – strzał z dystansu, daliśmy rywalowi za dużo czasu w polu karnym. Cokolwiek byśmy chcieli, jest wiele korekt, które możemy wprowadzić przy tych golach i może być lepiej. 

Normalnie bohaterem Chicago byłby pewnie Maren Haile-Selassie, autor dwóch trafień, który strzelił do siatki już w trzecim meczu MLS z rzędu. I po raz trzeci z rzędu jego gole – tym razem dwa – dały tylko punkt.

– Przede wszystkim obie drużyny w ataku mają jakość i wydaje mi się, że to było widać. Jeśli strzela się cztery gole na wyjeździe, to prawdopodobnie powinno się wygrać mecz, a wydawało się, że mogliśmy strzelić nawet więcej. Oczywiście, że mieliśmy ku temu okazje. Jestem bardzo rozczarowany, że straciliśmy tyle bramek w taki sposób. Tak, zdecydowanie czułem się, jakbym stracił dwa lub trzy punkty… – powiedział Haile-Selassie po remisie.

Reklama

Chicago Fire zremisowało trzeci mecz z rzędu w MLS i zajmuje trzecią pozycję w Konferencji Wschodniej po 22 spotkaniach. Chyba tylko jakaś tragiczna forma sprawiłaby, że zespół kapitana reprezentacji Polski nie dostanie się do play-offów.

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Wstrząs w gabinetach Liverpoolu. Dyrektor sportowy zrezygnował

Jan Broda
0
Wstrząs w gabinetach Liverpoolu. Dyrektor sportowy zrezygnował
MMA

Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie

Patryk Idasiak
1
Co za debiut mistrza KSW w UFC! Nokaut w pierwszej rundzie

Inne ligi zagraniczne

Reklama