To był najbardziej szalony mecz Chicago Fire, odkąd Robert Lewandowski występuje w tych barwach. Jego zespół dwukrotnie wychodził na prowadzenie – Polak wymusił samobója rywala, a później zanotował asystę i wreszcie sam trafił na 4:3. I kiedy wydawało się, że Chicago sięgnie po trzy punkty, to gospodarze w doliczonym czasie przeprowadzili akcję, po której strzałem w okienko popisał się Derrick Etienne. Trener Gregg Berhalter żałował straconych punktów.
Lewandowski zrobił dużo, ale też zawinił przy golu
Bramka, asysta i praktycznie wymuszenie tego, że rywal strzelił samobója, bo „Lewy” już czyhał za plecami. To był dobry występ Polaka, który rozkręca się na boiskach MLS.
ROBERT LEWANDOWSKI.
WHAT IS THIS GAME?! pic.twitter.com/Bz4sFzLPmH
— Major League Soccer (@MLS) September 6, 2026
Tylko co z tego, skoro nie dowieźli obrońcy. Szczególnie bramka Josha Sargenta numer dwa to trochę wiocha… i niestety, źle piłkę wybił Robert Lewandowski, który ponosi tu sporą odpowiedzialność za stratę. Potem jeszcze nie pomógł Dje D’Avilla i Amerykanin huknął z całej siły.
Josh Sargent strzelił hat-tricka, a mógł zdobyć nawet i cztery bramki, gdyby nie znakomita interwencja Chrisa Brady’ego w 17. minucie.
Wynik co rusz się zmieniał. Chicago wychodziło dwukrotnie na prowadzenie – 1:0 i 4:3. Punkty jednak zgubiło.
Trener Gregg Berhalter niezadowolony po remisie
– W szatni panowało rozczarowanie. I myślę, że to dobrze, bo spodziewaliśmy się, że tu przyjedziemy i wygramy, a nam się to nie udało. No więc rozmawialiśmy o tym, na czym skupić się pod koniec meczu. Wróciliśmy do gry, objęliśmy prowadzenie i tak naprawdę chodziło o to, jak zapobiec temu jednemu atakowi, który wykonali na koniec. Nie udało nam się i ostatecznie to oni doprowadzili do remisu – powiedział rozczarowany wynikiem Berhalter.
Trener Chicago Fire był bardzo zadowolony z jakości gry z przodu, gdyż Chicago Fire oddało kilkanaście strzałów i miało wyższy współczynnik xG od rywala, ale nie jest zadowolony z defensywy. Zwłaszcza z pilnowania Josha Sargenta, który władował hat-tricka, a mógł nawet mieć cztery gole.
– Musimy poprawić grę w obronie, musimy grać bardziej zwarcie. W ofensywie stwarzamy wystarczająco dużo okazji. Robimy wystarczająco dużo, żeby strzelać gole. On (Sargent) świetnie wykańcza akcje, wiemy o tym. To czołowy napastnik w tej lidze. Nasze wybicie piłki z rzutu rożnego nie było wystarczająco dobre. Straciliśmy go z radaru. To dwie rzeczy, które wydarzyły się w tej akcji. Pierwsza akcja to podanie od Djordje [Mihailovicia]. Całkiem dobre, ale musimy lepiej się bronić, żeby sobie z tym poradzić. Trzeci gol – strzał z dystansu, daliśmy rywalowi za dużo czasu w polu karnym. Cokolwiek byśmy chcieli, jest wiele korekt, które możemy wprowadzić przy tych golach i może być lepiej.
Normalnie bohaterem Chicago byłby pewnie Maren Haile-Selassie, autor dwóch trafień, który strzelił do siatki już w trzecim meczu MLS z rzędu. I po raz trzeci z rzędu jego gole – tym razem dwa – dały tylko punkt.
– Przede wszystkim obie drużyny w ataku mają jakość i wydaje mi się, że to było widać. Jeśli strzela się cztery gole na wyjeździe, to prawdopodobnie powinno się wygrać mecz, a wydawało się, że mogliśmy strzelić nawet więcej. Oczywiście, że mieliśmy ku temu okazje. Jestem bardzo rozczarowany, że straciliśmy tyle bramek w taki sposób. Tak, zdecydowanie czułem się, jakbym stracił dwa lub trzy punkty… – powiedział Haile-Selassie po remisie.
Chicago Fire zremisowało trzeci mecz z rzędu w MLS i zajmuje trzecią pozycję w Konferencji Wschodniej po 22 spotkaniach. Chyba tylko jakaś tragiczna forma sprawiłaby, że zespół kapitana reprezentacji Polski nie dostanie się do play-offów.
Fot. Newspix