Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, w czwartek tydzień temu został zatrzymany, a następnie sąd zgodził się na wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie działacza. Jak tę całą sytuację ocenia Teresa Sukniewicz-Kleiber, była słynna lekkoatletka, a obecnie członkini Prezydium PKOl? Jej słowa z wywiadu dla Interii są o tyle ciekawe, że pokazują, jak działa umysł osoby, która ewidentnie trzyma stronę zatrzymanego Piesiewicza, choć wprost nie chce tego przyznać.
Piesiewicz został zatrzymany pod dwoma zarzutami. Chodzi o płatną protekcję: miał przyjął łapówkę w postaci zegarka o wartości prawie 170 tys. złotych i w zamian skorzystać ze swoich wpływów. Drugi zarzut to działanie na szkodę użytkowników giełdy kryptowalut – Zondacrypto: Piesiewicz miał nakłonić członka zarządu do wypłaty środków, gdy firmie groziła już upadłość.
Sukniewicz – Kleiber, w przeszłości świetna lekkoatletka, m. in. brązowa medalistka mistrzostw Europy (Helsinki 1971, bieg na 100 m przez płotki) broni jednak Piesiewicza. I używa specyficznych argumentów.
Członkini prezydium PKOl o Radosławie Piesiewiczu: Musiał w rozpaczliwy sposób szukać pieniędzy
Była biegaczka obrusza się na pytanie autora wywiadu, Artura Gaca, czy stoi murem za Piesiewiczem. Ale chwilę później wypowiada się tak: – To osoba, która przez kilka miesięcy była prześwietlana. Myśmy to wszyscy w PKOl-u przeżywali strasznie, cały czas wchodziły jakieś urzędy, które sprawdzały papier po papierze. Wszędzie, w każdym miejscu, gdzie on był. I tam nikt nie dojrzał czegoś, co byłoby zarzutem. Nawet Najwyższa Izba Kontroli nie wydała stanowiska w sprawie tego, co robili przez pół roku, a przecież na to idą w końcu pieniądze państwowe.
Sukniewicz – Kleiber odnosi się też do wątku płatnej protekcji i zegarka. – Dla mnie te zarzuty są niepoważne i nie znam materiałów, które je dokumentują (…) Ja nie wiem, jak można kogoś skazać za to, że wziął zegarek. Nawet jeżeli on go wziął. I mówić, że uprawiał płatną protekcję. A gdzie są dowody na tę płatną protekcję? Wie pan, ja jestem legalistką. I uważam, że jeżeli nie ma udowodnionej winy, to nie można tak mówić, wobec tego człowieka jest domniemanie niewinności – tłumaczy.
Członkini Prezydium PKOl uważa też, że winny pośrednio całej sytuacji jest poprzedni minister sportu, Sławomir Nitras, który, jej zdaniem, miał zakazać spółkom Skarbu Państwa finansowania komitetu.
– Prezes był po prostu w rozpaczliwej sytuacji (…) On nawet nie miał za co wysłać ludzi na olimpiadę. No przecież każdy byłby zrozpaczony. Ja nie wiem, jak matka na przykład nie ma dla dziecka jedzenia, bo z jakiegoś powodu nie ma, to ona jest skłonna nawet ukraść. I on brał to, co mógł. Szukał w sposób rozpaczliwy pieniędzy, naprawdę – ocenia Sukniewicz – Kleiber.
Fot. Newspix.pl