Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia

Maciej Piętak

02 września 2026, 20:27 • 5 min czytania 25

Reklama
Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia

Absolutne kino w Pruszkowie! Znicz sprawił gigantyczną niespodziankę i wyeliminował Cracovię z Pucharu Polski. Bohaterem drugoligowca został Norbert Gzowski, który obronił trzy rzuty karne. 

Reklama

Sensacja w Pruszkowie. Cracovia odpadła po karnych

Oj, dużo się działo w Pruszkowie, gdzie spadkowicz z Betclic 1. Ligi rywalizował z Cracovią. Pasy już po pięciu minutach mogły prowadzić, ale Zahiroleslam nie miał szczęścia. Najpierw napastnik krakowskiej ekipy wpakował piłkę do bramki, ale sędziowie dopatrzyli się spalonego. Chwilę później miał kolejną szansę, ale futbolówkę z(za?) linii bramkowej wybił jeden z graczy Znicza.

Cracovia cisnęła, cisnęła, ale długo wcisnąć nie mogła. Zresztą nie od dzisiaj Pasy mają problemy ze skutecznością, choć należy również docenić w tym miejscu bramkarza Znicza, 17-letniego Norberta Gzowskiego. Niemoc gości przełamała dopiero gwiazda zespołu Bartosza Grzelaka. W 80. minucie Ajdin Hasić strzelił pięknego gola zza pola karnego. O awans trzeba było jeszcze powalczyć, bo w ostatnich sekundach ręką we własnym polu karnym zagrał Mauro Perković, a jedenastkę wykorzystał Tymon Proczek.

Reklama

Drugoligowiec doprowadził do dogrywki, a w niej… dłużej utrzymywał się przy piłce i prowadził grę, natomiast Cracovia liczyła na kontry. Po jednym z kontrataków kolejnego gola po pięknej indywidualnej akcji mógł strzelić Hasić, ale piłka musnęła jedynie poprzeczkę.

Więcej goli nie padło i o wszystkim zadecydował konkurs rzutów karnych. Początkowo zawodnicy obu drużyn się nie mylili – do pierwszych pięciu rzutów karnych nie można było się przyczepić. Potem działy się jednak cuda. Przypomnijmy, Znicz prowadził 3:2.

  • Gzowski obronił strzał Kameriego
  • Madejski obronił uderzenie Głowińskiego
  • Perković nie trafił w bramkę
  • Madejski obronił próbę Boreckiego

Niemoc przełamał dopiero Kakabadze i graliśmy dalej. Znowu błyszczeli bramkarze – Madejski wybronił strzał Kosmalskiego, a Gzowski Traore. W siódmej serii trafił Nadolski, a w Cracovii do jedenastki podszedł nowosprowadzony Berte. I co?

I spudłował. Gzowski sparował piłkę na słupek i został bohaterem. Przypomnijmy, siedemnastolatek obronił aż jedenaście strzałów i do tego wyjął jedenastki. A Cracovia jak Wisła Kraków – skompromitowała się już na starcie.

Reklama

Popsute święta underdogów

Sprawdźmy, co się działo też na innych stadionach.

O meczu Wikędu Luzino z Wisłą Płock zbytnio rozpisywać się nie będziemy, bo zrobił to za nas Marcin Długosz w tym miejscu, jednak nigdy za wiele pochwał dla trzecioligowej ekipy, która postraszyła Nafciarzy. Zespół Adama Majewskiego po godzinie prowadził już 3:0. Underdog się jednak nie poddał i po dwóch jedenastkach sprokurowanych przez Krystiana Pomorskiego padły dwie bramki dla gospodarzy. Mogło być ich nawet więcej, ale jednego trafienia nie uznali sędziowie, a raz też jeden z zawodników Wikędu obił poprzeczkę.

Mówiąc krótko, działo się, ale po więcej odsyłamy do reportażu redakcyjnego kolegi.

Wikęd Luzino nastraszył Wisłę Płock. A niby było już pozamiatane…

Do rywalizacji przystąpił w środę także Beskid Andrychów. Czwartoligowiec z Małopolski, któremu w ubiegłym sezonie zabrakło punktu do bezpośredniego awansu, podejmował rezerwy Śląska Wrocław. Początek meczu należał do gospodarzy – już w pierwszych minutach przyznano im rzut karny, którego na gola zamienił Rostysław Szkitun. Niedługo później wyrównał jednak Maksymilian Stangret, a tuż po zmianie stron wyprowadził Wrocławian na prowadzenie.

Reklama

Beskid miał swoje okazje na wyrównanie, choćby w 63. minucie, gdy Sarnecki trafił w słupek, jednak decydujący cios zadali goście. W końcówce spotkania Hubert Muszyński wykorzystał dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego, zapewniając drugoligowcowi awans. Dla Beskidu to trzecia porażka w sezonie – wcześniej przegrał z rezerwami Cracovii oraz Błękitnymi Modlnica.

W kolejnej fazie zameldowała się również Olimpia Grudziądz, która po szalonym meczu pokonała rezerwy Górnika Zabrze. Grudziądzanie już po 20 minutach prowadzili 2:0, zdobywając obie bramki po jedenastkach. Zabrzanie, grający na stadionie pierwszego zespołu, zdołali jednak nawiązać walkę. Szybko gola kontaktowego strzelił Louis Podolski, syn dość znanego Lukasa, pewnie kojarzycie.

Reklama

W drugiej połowie do wyrównania doprowadził Jakub Pietrzyk, wykorzystując kolejny tego dnia rzut karny. Olimpia wróciła na prowadzenie kwadrans później, kiedy to na listę strzelców wpisał się Wojciech Szafranek po uderzeniu szczupakiem. W 83. minucie znowu mieliśmy remis, a gola strzelił tym razem Mateusz Posmyk, ale finalnie to drugoligowiec awansował dzięki bramce Kacpra Jarzca w doliczonym czasie gry.

Dwóch pierwszoligowców z awansem. Stali się jednak nie udało

Blisko niespodzianki było w Polkowicach, gdzie tamtejszy Górnik walczył z Polonią Warszawa. Czarne Koszule stworzyły sporo sytuacji, w poprzeczkę trafił choćby Kostorz, jednak ogólne wrażenia fanów stołecznego klubu są dość marne. Niemniej udało się awansować i to bez konieczności rozgrywania dogrywki, choć tej było blisko, bo jedynego gola strzelił Robert Dadok, pakując piłkę do siatki dopiero w 85. minucie.

Dogrywka była za to potrzebna w Łęcznej, gdzie o awans walczyły ekipy, które w minionym sezonie rywalizowały o utrzymanie w Betclic 1. Lidze. Tylko Stali Mielec udało się utrzymać, ale to zespół z niższej ligi był bliżej awansu po 90 minutach. Górnicy prowadzili 2:0 po trafieniach Bekzoda Ahmedova oraz Jakuba Myszora i wydawało się, że nikt nie wydrze im już awansu. Nic bardziej mylnego.

W ciągu kilkudziesięciu sekund Stal wyrównała – w 92. minucie gola strzelił Kamil Odolak, a chwilę później do dogrywki doprowadził Natan Niedźwiedź. W dogrywce Górnik wrócił na prowadzenie, a kolejnego gola strzelił Ahmedov, ale radość gospodarzy potrwała jakieś dwie minuty, bo Sebastian Musiolik ponownie dał remis. Ostatecznie o awansie musiały zadecydować jedenastki, a te lepiej strzelali miejscowi i to oni zagrają dalej.

Reklama

Niespodzianki nie było w Zielonej Górze, gdzie Ruch Chorzów dość pewnie wygrał z Lechią. Gole dla Niebieskich strzelili Aleksander Komor oraz Michał Chrapek. Zwycięstwo pierwszoligowca mogło być nawet wyższe, ale goście dwukrotnie obijali słupek. Niepokoić fanów Ruchu może z kolei to, że z urazem zszedł z boiska Daniel Szczepan.

Wyniki środowych meczów Pucharu Polski:

  • Wikęd Luzino 2:3 Wisła Płock
  • Beskid Andrychów 1:3 Śląsk II Wrocław
  • Górnik Polkowice 0:1 Polonia Warszawa
  • Górnik II Zabrze 3:4 Olimpia Grudziądz
  • Górnik Łęczna 3:3 (po karnych 4:3) Stal Mielec
  • Znicz Pruszków 1:1 (po karnych 4:3) Cracovia
  • Lechia Zielona Góra 0:2 Ruch Chorzów

Fot. Newspix

 

Reklama

 

25 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama