Nie Gakpo, a inny skrzydłowy. Manchester City pohandlował z sąsiadem Liverpoolu

Patryk Idasiak

02 września 2026, 09:34 • 3 min czytania 2

Reklama
Nie Gakpo, a inny skrzydłowy. Manchester City pohandlował z sąsiadem Liverpoolu

To był intensywny deadline day dla Manchesteru City, który dopiął dwa wielkie deale. Nie udało się co prawda sprowadzić Cody’ego Gakpo, ale The Citizens odpuścili i zwrócili się do lokalnego sąsiada Liverpoolu po największą gwiazdę. Oprócz tego za 125 mln funtów dołączył także Enzo Fernandez, kończąc tę męczącą sagę transferową, która trwała ponad pół roku. 

Reklama

Enzo Fernandez i ostatni odcinek serialu

Żeby przypomnieć sobie od czego się to wszystko zaczęło, to trzeba się cofnąć do marca 2026. Pół roku wstecz. Enzo Fernandez przyznał wtedy, że nie jest pewny przyszłości  klubie i chciałby zamieszkać w Madrycie. Wysyłał czytelny sygnał do Realu Madryt, który nawet opublikował specjalne oświadczenie, że nie jest zainteresowany tym piłkarzem.

Dym jednak został. Enzo był przecież wicekapitanem Chelsea, często zakładał opaskę pod nieobecność Reece’a Jamesa. Został potem zawieszony dyscyplinarnie przez Chelsea na dwa mecze, a agent piłkarza – Javier Pastore – przyznawał, że kara jest niezrozumiała. 

Na początku lipca Pastore dawał znać, że jego piłkarz chce opuścić klub. Później był deadline wyznaczony na klauzulę, ale Manchester jej nie wpłacił. No to Enzo wrócił jak syn marnotrawny i został wygwizdany, kiedy pojawił się na murawie Stamford Bridge w sparingu. Dostał nawet… opaskę kapitańską. Zagrał nawet w Premier League, ale później Xabi Alonso wykluczył go na mecz pucharowy: – Rozmawialiśmy i uznaliśmy, że na mecz z Luton lepiej będzie, jeśli zostanie poza kadrą. To była moja decyzja.

Do gry wkroczył w ostatniej chwili Manchester City i kupił niechcianego piłkarza. Enzo Maresca w przeszłości współpracował z nim w Chelsea i jest zwolennikiem talentu krnąbrnego wicemistrza świata z tegorocznego mundialu. Enzo dał się we znaki Anglikom w półfinale prowokacjami i bramką, stąd może spodziewać się gwizdów na każdym wyjeździe.

Reklama

Manchester City zapukał do drzwi Evertonu

Cody Gakpo został w Liverpoolu. To skłoniło Manchester City do zrobienia szybkiego zwrotu i poszukiwania innej opcji do ofensywy. Również jest to piłkarz, który obskoczy oba skrzydła, a i śmiało może zagrać na środku ataku. The Citizens zapłacili 65 milionów funtów z Ilimana Ndiaye, największą gwiazdę Evertonu. Senegalczyk potrafił zrobić różnicę indywidualną akcją, strzelił sześć goli w Premier League i rozegrał blisko 2800 minut w tych rozgrywkach.

Reklama

Transfer Ndiaye pewnie by się nie wydarzył, gdyby nie fakt, że starania City o napastnika Liverpoolu, Cody’ego Gakpo, utknęły w martwym punkcie. Klub z Merseyside odrzucił ofertę opiewającą na 80 milionów funtów, jak podawał The Athletic. No więc Obywatele skłonili się ku tańszej opcji, a Evertonowi wypożyczyli Jacka Grealisha, który już tam występował i miał bardzo dobre wejście, tylko że później nabawił się kontuzji. 

Domino nastąpiło dość szybko, bo chwilę wcześniej to Tottenham finalizował wymianę z Evertonem dotyczącą tego właśnie piłkarza. David Ornstein z The Athletic podawał, że ustalone zostały warunki dwóch niezależnych transakcji, a piłkarze czekali na medyczne testy. Wtedy do gry wkroczył Manchester City, co pokrzyżowało też plany Richarlisonowi, bo on przez to w Tottenhamie musiał zostać.

Okienko rewolucyjne w City

Dla City było to wyjątkowe intensywne okienko. Bernardo Silva i John Stones odeszli z wolnej umowy – pierwszy do Realu Madryt, drugi do Interu. Nathan Ake jest od tego sezonu piłkarzem Fenerbahce, Zespół stracił też lidera środka pola – Rodriego. Do Tottehamu odeszli Savinho i Marmoush – Brazylijczyk za 75 (z bonusami 85) mln funtów, a Egipcjanin został tam wypożyczony z obowiązkiem wykupu za 60 mln. Oprócz tego Nico Gonzalez zasilił Newcastle United (ok. 50 mln funtów), a Tijjani Reijnders zaliczył krótką przygodę i odszedł do Arabii. Nie ma też już bramkarza Jamesa Trafforda, który przegrał rywalizację z Donnarummą.

Reklama

Do klubu przyszli z kolei: Enzo Fernandez, Iliman Ndiaye, Elliot Anderson (116 mln funtów), Ayyoub Bouaddi (85 mln funtów), Allan Elias (32 mln funtów), a także trzech graczy za mniejsze sumy, którzy od razu zostali wypożyczeni.

Fot. Newspix

2 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Policja wszczęła postępowanie. Korona udaje, że problemu rasizmu nie było

Patryk Idasiak
4
Policja wszczęła postępowanie. Korona udaje, że problemu rasizmu nie było

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Policja wszczęła postępowanie. Korona udaje, że problemu rasizmu nie było

Patryk Idasiak
4
Policja wszczęła postępowanie. Korona udaje, że problemu rasizmu nie było