Raków wypisał się z pucharów. Kryminał w defensywie

Marcin Długosz

27 sierpnia 2026, 21:37 • 5 min czytania 106

Reklama
Raków wypisał się z pucharów. Kryminał w defensywie

Czy można awansować do fazy ligowej Ligi Konferencji? Można, ale w tym celu nie wolno odstawiać kryminału w obronie. Raków Częstochowa nie potrafił się jednak przed tym powstrzymać i nie zagra jesienią w europejskich pucharach. Po dogrywce 3:2 pod Jasną Górą wygrał Hajduk Split, a zespołowi Dawida Kroczka pozostaje płacz i zgrzytanie zębów.

Reklama

Czasami się mówi, że dana drużyna obiecująco weszła w mecz, ale stracony gol ustawił wszystko. Na obiekcie w Częstochowie, który – choć niewielki – naturalnie wypełnił się do ostatniego miejsca, nawet nie zdążyliśmy się przekonać, kto ma jakie nastawienie. I wynik już uległ zmianie.

W 1. minucie Dalisson de Almeida dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę głową do bramki gospodarzy wbił Ron Raci. Sędzia Aliyar Aghayev poczakowo tego gola nie uznał – wydawało mu się, że faulowany był Kacper Trelowski. Po analizie VAR arbiter szybko jednak zmienił swoją decyzję i wskazał na środek boiska.

Reklama

To był szok, który jednak szybko mógł się skończyć. Jeszcze w pierwszym kwadransie Lamine Diaby-Fadiga, a więc autor gola na 2:2 w Splicie, z bliska trafił do bramki Hajduka, lecz znajdował się na spalonym. Po tej akcji na dłuższy czas na boisku zrobiło się po prostu nudno. Chorwaci szanowali swoją przewagę, a Raków bił głową w mur nie mając żadnego ciekawego pomysłu na sforsowanie defensywy gości.

Groźnie zrobiło się w 26. minucie. Michele Sego oddał mocny strzał sprzed pola karnego, który nieznacznie minął słupek bramki Trelowskiego. Jeżeli napastnik Hajduka pocelowałby chociaż odrobinę lepiej, to bramkarz gospodarzy raczej ponownie musiałby wyciągać piłkę z siatki.

W końcówce pierwszej połowy Raków się nieco ożywił, ale nie na tyle, żeby zespół ze Splitu mógł się poważnie zestresować. W atakach przodował przede wszystkim Patryk Makuch, ale brakowało dokładności. Sukcesu nie odnosił ani na lewym skrzydle, ani próbując złożyć się nawet do przewrotki, kiedy po prostu nie trafił w piłkę. Przez chwilę sędzia rozważał także podyktowanie dla gospodarzy rzutu karnego za zagranie ręką, ale po tym, jak nie nadszedł komunikat z VAR, nakazał grać dalej.

Statystyki do przerwy były brutalne: po jednym celnym strzale z obu stron, niewielkie zagrożenie pod obiema bramkami, ale koniec końców to Chorwaci mieli w garści to, po co do Polski przyjechali.

Reklama

Raków w drugą połowę musiał wejść zdecydowanie mocniej i szybko mógł to pokazać. W 54. minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Mahir Emreli, który w polu karnym mógł spokojnie przymierzyć głową, ale spudłował. Chwilę wcześniej boisko opuścił kontuzjowany Erick Otieno, a w jego miejsce pojawił się Jean Carlos Silva.

Po godzinie gry Raków wreszcie dopiął swego. Najpierw strzał Michaela Ameyawa obronił Toni Silić, ale po chwili Częstochowianie mieli już rzut karny, którego wywalczył Bogdan Racovitan. Do piłki podszedł Diaby-Fadiga i bez najmniejszych problemów doprowadził do stanu 1:1. A ciesząc się z gola… złapał się za jaja.

Reklama

Tak. Po prostu złapał się za jaja.

Za ten narząd nie złapał się jednak na pewno Fran Tudor, który w 66. minucie popełnił duży błąd. Otwartym sektorem boiska ruszył Marin Soticek, który dograł wzdłuż pola karnego do Sego, a ten sprawił, że Hajduk od razu odzyskał prowadzenie. Niespodziewana strata bramki w momencie, kiedy już wszystko zaczynało układać się lepiej, podziałała na Raków bardzo demotywująco.

Reklama

Minuty upływały, gol był potrzebny, a Medaliki nie potrafiły już stworzyć konkretnego zagrożenia pod bramką swoich rywali. Ale rzutem na taśmę wreszcie się udało! W 88. minucie za wcześniejszą nieskuteczność zrehabilitował się Emreli, który zgarnął głową górną piłkę w polu karnym Hajduka i trafił na 2:2.

Po chwili zarządzano zatem bardzo sprawiedliwą dogrywkę – w Polsce po 90 minutach mieliśmy dokładnie taki sam wynik, jak w Chorwacji. Ani o Rakowie, ani o Hajduku z pełnym przekonaniem nie można było powiedzieć, że zasługuje na awans. Zatem jedynym słusznym rozwiązaniem było dalsze naparzanie się o Ligę Konferencji.

Reklama

Choć to może za duże słowa, bo pod względem sportowym rewanż nie stał na zbyt wysokim poziomie. To było raczej poszukiwanie drużyny mniej słabej niż silniejszej. A tuż po wznowieniu gry kolejny, trzeci już raz prowadzenie objął Hajduk. Ponownie totalnie zawiodła defensywa Rakowa – na kilku metrach przed bramką Trelowskiego znalazł się kompletnie niepilnowany Rokas Pukstas i sprawił, że Chorwaci znów mieli powody do radości.

Kolejne fragmenty dogrywki nie przynosiły sytuacji bramkowych. Hajduk odliczał minuty do końca, a gospodarze ograniczali się do transportowania piłki w okolice pola karnego, tylko potem nie potrafili przejść do konkretów. Widmo odpadnięcia z pucharów po 210-minutowym boju z rywalem z Bałkanów zaglądało w oczy Rakowowi coraz bardziej.

Aż w końcu się zrealizowało. Azerski sędzia zagwizdał po raz ostatni, a piłkarze częstochowskiej drużyny padli na ziemię. To nie musiał i nie powinien być koniec europejskiej przygody Medalików. Ale jeśli w obronie wyczynia się takie rzeczy…

Raków Częstochowa – Hajduk Split 2:3 pd. (0:1, 2:2)

0:1 – Raci 1′

Reklama

1:1 – Diaby-Fadiga 60′ (k.)

1:2 – Sego 66′

2:2 – Emreli 88′

2:3 – Pukstas 94′

Reklama

Fot. Newspix

106 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama