Milan zapoczątkował erę Rubena Amorima. Wymarzony debiut Cisse

Marcin Ziółkowski

23 sierpnia 2026, 23:07 • 5 min czytania 0

Reklama
Milan zapoczątkował erę Rubena Amorima. Wymarzony debiut Cisse

Milan w wymarzony sposób rozpoczął erę Rubena Amorima. Co warto dodać, zrobił to na trudnym dla siebie terenie. Na Stadio Olimpico di Grande Torino Rossoneri zwyciężyli z Piemontczykami 2:1. Jednym z bohaterów został Alphadjo Cisse, który udanie zastąpił Rafaela Leao, będącego poza projektem Milanu. Ozdobą meczu był gol Che Adamsa, który kapitalnym uderzeniem pokonał Maignana w ostatnich sekundach. 

Reklama

Okoliczności meczu

Los skierował Ignazio Abate w roli trenerskiego debiutanta w Serie A przeciwko drużynie, w której spędził najlepsze lata kariery. Milan to przecież ponad 300 spotkań w jego CV. Jako trener stawiał pierwsze kroki także w Milanello, a współpraca zakończyła się kłótnią ze Zlatanem Ibrahimovicia. A wystarczyło tylko dawać szansę jego synowi… Kończąc ten wątek – na tym rozstaniu zyskał każdy. Teraz przyszła pora na kolejny krok w jego rozwoju, bowiem wcześniej miał dobre wyniki w Ternanie oraz Juve Stabia.

Milan z kolei dokonał dwóch wielkich transferów. Goncalo Ramos i Diego Moreira stali się z miejsca najdroższym duetem w historii klubu pod kątem odstępnego – kosztowali 74 i 50 milionów euro. To pieniądze, jakich nawet Silvio Berlusconi nie wydawał! Pierwszy z nich błysnął już we wrocławskim SuperMeczu przeciwko Manchesterowi United. Gerry Cardinale, zaangażowany w działanie Milanu jak nigdy dotąd, słucha potrzeb nowego trenera Rubena Amorima i wydał już na transfery 150 milionów euro.

Reklama

Amerykanin był obecny w Turynie na stadionie. To dość rzadkie obrazki, a będziemy je spotykać znacznie częściej. Niewykluczone, że w ostatnich dniach sierpnia dojdzie do wielu odejść. Na wylocie są Christopher Nkunku i Fikayo Tomori czy przyblakła gwiazda – Rafael Leao. Brakuje lewonożnej dziesiątki czy wzmocnienia obrony. Jak jednak wiadomo, pieniądze nie grają, a wszystko weryfikuje boisko. Torino bardzo chciało zweryfikować siłę Rossonerich – tak jak regularnie bywało to w ostatniej dekadzie, bo Turyn dla Milanu jest jak twierdza.

Torino XI: Mascardi – Comuzzo, Ismajli, Coco – Pedersen, Fitz-Jim, Gineitis, Cacciamani – Vlasić, Casadei – Simeone,

Milan XI: Maignan – Gila, X, Pavlović – Chukwueze, Jashari, Musah, Estupinan – LoftusCheek, Cisse – Ramos.

Milan z widocznym sznytem Amorima. Brakowało jakości pod bramką mimo obecności Ramosa

Od początku na murawie nie brakowało energii. Obydwie drużyny skupione były na egzekwowaniu stylu 3-4-2-1. Już w pierwszych 120 sekundach po dobrym podaniu z prawej flanki spudłował Alphadjo Cisse. To były zawodnik Catanzaro, w którym boiskowo zakochał się Amorim – sam trener przyznał to na przedmeczowej konferencji.

Reklama

Obydwa zespoły miały problem z przedostaniem się do ostatniej tercji boiska. Brakowało dokładności głównie po stronie Milanu, bo ataki Torino były – wprost – rzadkością. Posiadanie piłki przez Rossonerich podchodziło pod 80 procent po 25 minutach gry. Trudno było nawet sprawdzić umiejętności Diego Mascardiego, bramkarza z rocznika 2006 i do niedawna piłkarza (już) trzecioligowej Spezii. W Turynie mają w niego dużą wiarę.

Torino gubiło się coraz bardziej. Czuć było, że napór rywala robi im coraz większą krzywdę. Jedna z pomyłek bloku obronnego skończyła się kolejną próbą Cisse – no i w końcu interweniował w tym meczu Mascardi. Piękną solową akcję przeprowadził też Chukwueze i młodzian między słupkami znów był czujny, bo uderzenie było z bliska. Były piłkarz Catanzaro ponownie zagroził bramce i drugi raz w tym meczu obił boczną siatkę.

Reklama

Przewaga Milanu była niepodważalna. Rossoneri wyglądali na znacznie bardziej dynamicznych niż w wersji, którą wypracował na treningach sezon temu Massimiliano Allegri.

Pressing na połowie rywala zakrawał o imponujący. Było widać naprawdę wiele rozwiązań już na modłę Amorima. Sama chęć posiadania piłki przez długi czas to już przecież jedna z nowości. Do przerwy wynik się jednak nie zmienił. Brakowało co nieco Goncalo Ramosa w grze.

Reklama

Skuteczność dopisała. Trzy gole i emocje do końca

Amorim dysponował sporą siłą rażenia na ławce. Rabiot, Modrić, Moreira czy Pulisic – mało kto może pochwalić się taką mocą, gdy potrzeba zmienić losy meczu. Portugalczyk przystąpił jednak do drugiej połowy bez zmian personalnych.

W 53. minucie Torino mogło zaskoczyć. Miało najlepszą okazję do zdobycia bramki. Piłka po uderzeniu głową jednego z obrońców minimalnie minęła słupek Maignana. Simeone nie zdążył dołożyć nogi. Amorim uznał, że to dobry moment, aby wpuścić trochę świeżej krwi i tym samym na murawie pojawili się Rabiot oraz Modrić.

Pod bramką Mascardiego doszło też do dużej kontrowersji. Alphadjo Cisse obił rękę jednego z piłkarzy Torino, która nie była w naturalnej pozycji. Mimo to sędzia nie wskazał na jedenastkę. Milan nie potrzebował jednak dużo czasu, aby wykorzystać to jako motywację.

Reklama

Dwie wrzutki w pole karne zasiały duże spustoszenie. Najpierw Adrien Rabiot obsłużył Cisse, a nastolatek trafił w debiucie do siatki, po czym trzy minuty później to Francuz był autorem gola. Samuel Chukwueze udokumentował bardzo dobry występ asystą. W 67. minucie było już 2:0 dla Milanu.

Reklama

W słupek uderzył zmiennik Abate, Alieu Njie. Szwed postraszył Maignana, tu jeszcze nic nie było przesądzone.

Problemy ze zdrowiem znów doskwierały Mario Gili. Hiszpan powrócił do gry w sparingu we Wrocławiu. Zastąpił go Matteo Gabbia, który krótko po wejściu nie popisał się we własnym polu karnym pod kątem krycia. Na szczęście dla niego – Pietro Comuzzo posłał piłkę „w niebo”. Torino jednak poczuło wiatr we włosach, a zwłaszcza wspomniany już Njie. Okazję po jego doskonałym podaniu zmarnował Zakaria Aboukhlal.

Milan nie wyglądał w ostatnim kwadransie pewnie w tyłach. Choć do wygranej wystarczyło, to było to za mało do czystego konta. Che Adams fantastycznie uderzył z powietrza i zmniejszył rozmiary porażki.

Reklama

Popsuło to co nieco wrażenie z obiecującego występu w wykonaniu podopiecznych Rubena Amorima. Najważniejsze są jednak trzy punkty na otwarcie sezonu.

Torino – Milan 1:2 (0:0)

  • 0:1 – Alphadjo Cisse – 64′
  • 0:2 – Adrien Rabiot – 66′
  • 1:2 – Che Adams – 90+3′

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

FC Barcelona rozgromiła Elche. Świetny debiut nowych gwiazd

Braian Wilma
0
FC Barcelona rozgromiła Elche. Świetny debiut nowych gwiazd
La Liga

Alvarez wygwizdany na Metropolitano. Kibice Atletico nie mieli litości

Jan Broda
0
Alvarez wygwizdany na Metropolitano. Kibice Atletico nie mieli litości

Piłka nożna

Reklama
La Liga

FC Barcelona rozgromiła Elche. Świetny debiut nowych gwiazd

Braian Wilma
0
FC Barcelona rozgromiła Elche. Świetny debiut nowych gwiazd
La Liga

Alvarez wygwizdany na Metropolitano. Kibice Atletico nie mieli litości

Jan Broda
0
Alvarez wygwizdany na Metropolitano. Kibice Atletico nie mieli litości