Manchester United był w hrabstwie Yorkshire wielki tylko do pierwszego gwizdka. Wracające po dziewięciu latach do Premier League Tygrysy pożarły Czerwone Diabły w całości. Hull City pokonało ekipę Michaela Carricka 2:0.
Na tle słynnego Manchesteru United beniaminek z Kingston upon Hull miał wyglądać jak mocno ubogi krewny. Zwłaszcza, że w piątek inny nowy zespół w lidze, Coventry City, na inaugurację sezonu dostał lanie od mistrzowskiego Arsenalu.
Hull do angielskiej elity wracało po dziewięciu latach przerwy, w międzyczasie zwiedziło nawet League One i znów musiało celować w utrzymanie: zwłaszcza, że w ciągu ostatnich 15 lat spadkiem zakończyły się dwa z trzech sezonów Tygrysów w Premier League.
Jadący na MKM Stadium Manchester United, który pod wodzą Michaela Carricka ostatnio wreszcie wrócił na ligowe podium, miał pokazać gospodarzom jak grają piłkarze z wielkiego świata.
Tylko że nie potrafił.
Bezradny Manchester, skuteczne Hull
Czerwone Diabły, z przemodelowanym środkiem pola (od pierwszej minuty mecz zaczęli Andrey Santos i Youri Tielemans) i bez nominalnego napastnika (na dziewiątce wymieniali się Matheus Cunha i Bryan Mbeumo), były nudne, wolne i przewidywalne. Przez całe spotkanie.
Gracze Carricka mieli co prawda miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki (przed przerwą ich procent wynosił ponad 70), ale nie przekładało się to zupełnie na nic. W pierwszym kwadransie Manchester nie stworzyłby sobie żadnej szansy, gdyby nie szkolny błąd Nobela Mendy’ego, który minął się z piłką w polu karnym, dzięki czemu groźnie z powietrza uderzył Mbeumo. Z uderzeniem poradził sobie Konstandinos Tzolakis.
W przeciwieństwie do United – gracze Hull przy piłce byli rzadko, ale gdy już byli, to zawsze coś się działo. Już w pierwszych minutach przeprowadzili kilka wypadów w pole karne Senne Lammensa, a w 17. minucie dopięli swego.
Uczciwie trzeba przyznać, że wiele do tego nie potrzebowali. Piłkarzom Hull wystarczył rzut rożny i choć pierwszy strzał zbił jeszcze na słupek Lammens, to nieporozumienie Maguire’a i Mazraouiego (jeden krył w polu karnym drugiego) wykorzystał Semi Ajayi. Środkowy obrońca z bliska wepchnął piłkę do pustej bramki.
— Out Of Context Football (@nocontextfooty) August 22, 2026
Przed przerwą gospodarze podwyższyli jeszcze na 2:0. Tym razem zagapili się nowi pomocnicy Manchesteru – najpierw Andrey Santos nie zauważył, że rywal wyskakuje mu zza pleców, później z odbiorem spóźnił się Tielemans. Belg faulował przeciwnika przed polem karnym, a rzut poprzedził drugą straconą bramkę.
Po drośrodkowaniu główkę z Shawem wygrał Mendy i syutuacja Czerwonych Diabłów mocno się skomplikowała.
Kłopoty Manchesteru United! 😬 Do przerwy Hull City prowadzi 2:0! 🔥
📺 Oglądaj: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/hYLTbXppgc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Rashford i Sesko nie pomogli
Michael Carrick starał się reagować natychmiast – już od początku drugiej połowy na boisku zameldował się Marcus Rashford, ale wracający z wypożyczenia do Barcelony zawodnik nie miał właściwie żadnego wpływu na grę swojego zespołu.
Kilkanaście minut później z boiska zszedł duet Santos – Tielemans, a obok Kobbiego Mainoo na placu gry pojawił się Benjamin Sesko. I wejście Słoweńca akurat wpływ na grę United miało. A mianowicie – ekipa Carricka zamieniła się w Cracovię pod wodzą Michała Probierza. Czyli słynną Dośrodkovię.
Żadna z centr, których mnogość była dowodem na bezsilność Manchesteru, nie sprawiła jednak większego problemu graczom Hull, choć w szesnastce Tzolakisa raz po raz meldował się nawet Harry Maguire. Ostatecznie beniaminek nadspodziewanie łatwo poradził sobie z wielkim faworytem.
To będzie długa sobota dla kibiców Hull City! Sezon trwa 38. kolejek, ale jeśli wracać do Premier League – to właśnie w takim stylu.
Hull City – Manchester United 2:0 (2:0)
- 1:0 – Ajayi 17’
- 2:0 – Mendy 38’