Manchester United i Milan we Wrocławiu. Oby więcej takich wydarzeń

Marcin Długosz

16 sierpnia 2026, 10:12 • 6 min czytania 11

Reklama
Manchester United i Milan we Wrocławiu. Oby więcej takich wydarzeń

Najlepsze ligi Europy lada chwila ruszą z kopyta, niektóre – jak hiszpańska – nawet już wystartowały. Na próbę generalną przed rywalizacją w swoich ligach przyjechały do Polski ekipy Manchesteru United i AC Milan. I chociaż mecz we Wrocławiu wzbudził różne odczucia, to ja nie mam wątpliwości – oby częściej.

Reklama

Zacznijmy od tego, że organizatorzy trafili w dziesiątkę z doborem drużyn, jeżeli chodzi o przyciągnięcie kibiców na trybuny. Owszem, nie są to zespoły liczące się w walce o triumf w Lidze Mistrzów czy wskazywane jako najlepsze drużyny Europy, ale mają coś, czego w naszym kraju brakuje kilku drużynom lepszym piłkarsko, jak chociażby PSG czy Manchester City – szeroką bazę kibiców.

Manchester United zagrał z Milanem we Wrocławiu. Trafiony dobór drużyn

To mecz, który trafiał w gusta 30+. Kibiców klubów, które nadal są globalnymi markami, ale które jednocześnie utraciły błysk, jakim mieniły się jeszcze 15-20 lat temu. Osób, które swoje kibicowskie życie postanowiły związać z United i Milanem jest jednak w Polsce sporo, co dobitnie pokazał właśnie ten mecz.

Jak tylko opublikowano ceny biletów na to spotkanie, ruszyła machina kontrowersji. Wejściówki po 400, 600, a nawet 950 złotych? Drogo. Bardzo drogo. Nie ulega wątpliwości i trzeba to podkreślić z cała stanowczością, że pojawienie się w sobotnie popołudnie na wrocławskim stadionie nie było tanią rozrywką.

Ale biznesowo obroniło się w stu procentach i biorąc to pod uwagę, nie sposób nie przyklasnąć organizatorom tego wydarzenia. Kiedy ustalali ceny, musieli liczyć się z tym, że pierwsze reakcje będą co najmniej mieszane. I tak też było. Co najmniej 400 złotych za sparing? A jak dołożymy do tego fakt, że wielu osobom zamarzył się rodzinny wypad, to wyskakuje nam weekend we Wrocławiu w cenie małych wakacji.

Reklama

To wszystko prawda, ale wypełnione trybuny stadionu pokazały, że organizatorzy trafili w dziesiątkę. A gdyby ustalili niższe ceny biletów, to po prostu straciliby zarobek. Doskonale oszacowali sytuację na rynku, a podjęte przez nich ryzyko po prostu się opłaciło.

Wydaje mi się, że wiele osób słysząc o tym meczu mimochodem trochę łączyło go z ostatnimi spotkaniami legend, których w Polsce nie brakowało. Nie zawsze były to dobre skojarzenia – na kilkadziesiąt minut na boisku pojawiali się panowie z brzuszkami, inkasowali solidne wypłaty i bez wkładania przesadnej energii wracali do domu.

Tutaj mieliśmy do czynienia z prawdziwym meczem piłkarskim dwóch wielkich klubów, których losy interesują miliony ludzi na całym świecie. Organizatorzy nie przesadzali z marketingiem – nie oferowali żadnych super-hiper-ekstra pakietów, że za dodatkowe 200 złotych Bruno Fernandes zrobi dla ciebie parę kapek, a Luka Modrić zatańczy poloneza. Zaproponowali po prostu mecz towarzyski uznanych marek.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Weszło (@weszlocom)

Reklama

Oczekiwania a rzeczywistość. Super Mecz we Wrocławiu

I teraz dochodzimy do punktu najważniejszego – czego właściwie oczekiwali ludzie? Patrząc na trybuny stadionu, zdecydowana większość kibiców chciała po prostu ujrzeć swój ukochany klub na żywo w Polsce. Zespół, który ogląda co trzy dni w telewizji, może często odwiedza w Anglii czy we Włoszech, ale którego w swoim kraju jeszcze nie widziała.

Dla takiego kibica to z pewnością wartość bezcenna. I jeżeli miał wydać te 400 czy 600 złotych na coś dla siebie, to ani przez chwilę nie wątpił, że warto właśnie na to. Czy w podobnych pieniądzach można obskoczyć na przykład mecz ligowy Milanu w Serie A z przeciętnym rywalem na San Siro i jeszcze spędzić parę godzin we Włoszech? Pewnie tak, ale dlaczego jedno miałoby wykluczać drugie.

Wokół tego wydarzenia powstało kilka fajnych wydarzeń. Kibice spędzając czas w centrum miasta mogli zobaczyć Daniele Massaro i Wesa Browna, organizatorzy nawiązali także współpracę z fundacją Cancer Fighters. Wszystko zbudowano na bardzo zdrowych zasadach – nie obiecywano gruszek na wierzbie, a clou wszystkiego stanowiła możliwość obejrzenia w akcji pierwszych drużyn Milanu i Manchesteru United.

Reklama

Chyba każdy, kto zainwestował kilka stówek we wrocławski mecz, zdawał sobie sprawę, z czym wiążą się mecze towarzyskie. Tego coś boli, tamten nie może, tu trener chce przetestować taki system. To tak, to inaczej. I to jest ryzyko, na które – mam nadzieję – każdy kupujący wejściówkę przystał. Które zaakceptował.

Szczerze powiedziawszy, to gdyby skład Milanu – za wyjątkiem Modricia – w piątkowy wieczór stwierdził, że to pierdzieli i idzie się pobawić, to na dyskotece nikt za wyjątkiem ludzi regularnie oglądających Serie A nie skapnąłby się, że baluje z piłkarzami Rossonerich. Najsławniejsi, jak Mike Maignan, Adrian Rabiot, Christian Pulisic czy Rafael Leao, z różnych przyczyn zostali w domu.

Czy można było na to narzekać? Pewnie tak, ale to jest przecież sparing profesjonalnych drużyn piłkarskich. Nie mecz pokazowy, którego kontrakt zakłada występ tego i tego zawodnika w określonych minutach. Trenerzy mogli podjąć jakiekolwiek decyzje według własnego uznania.

Kibice Manchesteru United przeważali na trybunach

Sam mecz – no właśnie, sparingowy. Chyba nikt nie oczekiwał, że Milan i Manchester będą gryźli trawę i zaprezentują nie wiadomo jakie zaangażowanie. Ale jak na warunki gry towarzyskiej i tak otrzymaliśmy bardzo sympatyczny produkt, bo sześć goli, sporo składnych akcji i ofensywny, żywy mecz to coś, co należy uznać za zdecydowanie pozytywne.

Reklama

Na trybunach i wokół stadionu – zdecydowana przewaga fanów United. Myślę, że gdyby określić proporcje, wyszłoby tak 75-25 albo 80-20. Ale przy tym kibice Rossonerich też zaprezentowali się z dobrej strony, pokazując chociażby sektorówkę ku czci zmarłego pod koniec lipca legendarnego piłkarza drużyny z Mediolanu, Franco Baresiego.

No i sam fakt przekazu, który jako Polacy wysyłamy w piłkarski świat – to też nie w kij dmuchał. Potrafimy przyjąć dwa wielkie kluby, zapełnić piękny stadion i sprawić, że nie muszą latać nie wiadomo gdzie po Azji czy USA, żeby pokazać się szerszej publice i zyskać marketingowo.

Choć biorąc pod uwagę wynik i sportową dyspozycję obu zespołów, nastroje wśród kibiców United i Milanu były nieco odmienne, to myślę, że w gruncie rzeczy fani opuścili stadion szczęśliwi. Zobaczyli swoje kluby w akcji na polskiej ziemi, a taka sytuacja jest bardzo rzadka – nie tylko jeśli chodzi o te konkretne drużyny, ale ogólnie najbardziej globalne kluby póki co goszczą w Polsce wyłącznie od wielkiego dzwonu.

Reklama

Biorąc pod uwagę frajdę, jaką ten mecz zafundował polskim kibicom Milanu i United, sukces organizacyjny w postaci zapełnienia trybun, a także „normalność” wokół promocji produktu – czyli na zasadzie „oferujemy wam mecz towarzyski dwóch wielkich klubów, ale nie nawijamy nie wiadomo jakich dodatkowych obietnic” – szczerze kibicuję, żeby takie wydarzenia odbywały się w Polsce częściej.

Teraz czas na Bayern Monachium?

Z tego, co można było usłyszeć, organizatorzy Super Meczu za rok chcieliby sprowadzić do Wrocławia Bayern Monachium i któregoś z hiszpańskich gigantów. Chyba już dzisiaj nie ma wątpliwości, że znalazłoby się nieco ponad 40 tysięcy ludzi, żeby ujrzeć takie zestawienie w akcji.

Podsumowując: drogo? Drogo. Fajnie? Fajnie. Czy chcemy jeszcze raz? Jak najbardziej. Kto będzie miał to wyśmiać, ten wyśmieje, a kto będzie zainteresowany, ten przyzna, że w Polsce można gościć topowe kluby.

Reklama

Bo po prostu w to potrafimy i mamy co pokazać piłkarskiemu światu.

Fot. Newspix

11 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Będzie minuta ciszy przed meczami Ekstraklasy

Kacper Korpak
6
Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Będzie minuta ciszy przed meczami Ekstraklasy
Ligue 1

PSG z kolejnym transferem. Do Paryża trafia wielki talent

Kacper Korpak
0
PSG z kolejnym transferem. Do Paryża trafia wielki talent

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Będzie minuta ciszy przed meczami Ekstraklasy

Kacper Korpak
6
Tragiczny wypadek polskiego autokaru. Będzie minuta ciszy przed meczami Ekstraklasy
Ligue 1

PSG z kolejnym transferem. Do Paryża trafia wielki talent

Kacper Korpak
0
PSG z kolejnym transferem. Do Paryża trafia wielki talent