Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda

Autor:Jan Broda

23 sierpnia 2026, 19:00 • 3 min czytania 27

Reklama
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Widzew ma pełne prawo czuć się pokrzywdzony. W ostatniej akcji meczu ze Śląskiem Wrocław (3:3) należał mu się rzut karny, jednak ani Marcin Kochanek, ani VAR nie dopatrzyli się przewinienia. Kolegium Sędziów PZPN oficjalnym komunikacie potwierdziło, że Emil Kornvig był faulowany w obrębie pola karnego. 

Reklama

Co to był za szalony mecz! A mógł być… jeszcze bardziej pokręcony.

Przypomnijmy, chodzi o sytuację z 95. minuty spotkania, kiedy to przy stanie 3:3 Eniss Shabani podczas walki o piłkę z Kornvigiem uderzył Duńczyka w twarz, w efekcie powodując jego upadek i przegraną pozycję. Sędzia główny Marcin Kochanek do spółki z VAR nie uznali tego jednak za wystarczający powód do podyktowania jedenastki. Problem w tym, że nie mieli racji.

Reklama

Widzew okradziony z rzutu karnego. Kolegium Sędziów potwierdza

Błąd arbitrów potwierdziło Kolegium Sędziów PZPN. W oficjalnym komunikacie czytamy czarno na białym, że Widzewowi ewidentnie należał się w tej sytuacji rzut karny. Poniżej prezentujemy pełną treść oświadczenia:

Decyzja sędziego na boisku: Brak rzutu karnego. Analiza sędziego VAR: Brak rzutu karnego. Decyzja potwierdzona przez Prezydium Kolegium Sędziów PZPN: Rzut karny. Wyjaśnienie: Do górnej piłki wyskakuje zawodnik Śląska nr 77. Po chwili do walki o nią włącza się zawodnik Widzewa nr 8. W wyniku fizycznej walki obu graczy o piłkę następuje kontakt rąk piłkarza gospodarzy z głową/twarzą piłkarza gości. W tego typu sytuacjach należy ocenić sposób gry obu zawodników oraz następstwo zdarzeń. Idąc chronologicznie:

– kontakt rąk z głową/twarzą przeciwnika następuje zdecydowanie wcześniej niż zagranie piłki przez obrońcę, co finalnie uniemożliwiło napastnikowi skuteczną walkę o piłkę/pozycję;

– ułożenie rąk obrońcy nie jest adekwatne do wykonywanych działań i nie stanowi dopuszczalnej bariery (ochrony zawodnika) przed rywalem chcącym walczyć o piłkę;

Reklama

w tej sytuacji mamy kontakt rąk z wrażliwą częścią ciała jaką jest twarz/głowa, która jest bardziej chroniona. Sam kontakt jest nieostrożny i jest przewinieniem.

Sędzia VAR powinien zarekomendować arbitrowi wideoweryfikację, tak by umożliwić mu ponowną analizę zdarzenia w końcowych sekundach meczu. Chwilę przed tym zdarzeniem następuje walka zawodników (Śląska nr 33 oraz Widzewa nr 4 i nr 3) o pozycję, która nie jest przewinieniem na piłkarzu gospodarzy”.

Reklama

„Prezydium KS PZPN wskazuje jednak, że nie każdy kontakt ręki z głową/twarzą rywala w walce o piłkę będzie uznany jako przewinienie. Podejmując decyzję sędziowie kierują się oceną sposobu gry zawodników, a np. celowe podchodzenie pod zawodnika bez walki o piłkę, by zaistniał kontakt fizyczny, będzie jednym z czynników podczas analizy tego typu sytuacji” – dodano.

Widzew ma więc pełne prawo czuć się pokrzywdzony. Niepodyktowanie słusznej jedenastki zawsze wypacza wynik meczu, a już zwłaszcza, gdy mówimy o ostatniej akcji meczu przy remisie 3:3. Oczywiście, rzut karny to jeszcze nie gol, lecz nie da się zaprzeczyć, że zwiększa szansę na zwycięstwo drużyny atakującej. Tej szansy Łodzianie – niesprawiedliwie – nie otrzymali.

Pretensje o to miał na pomeczowej konferencji prasowej Aleksandar Vuković. Trener Widzewa nie gryzł się w język. – Muszę powstrzymać emocje, żeby nie powiedzieć za dużo. Bo wiadomo, że są ludzie bezkarni i są ludzie, których można ukarać. Albo którzy przez lekkomyślność, nieprzyłożenie się do pracy innych ludzi mogą swoją pracę stracić. Zaczynam od sytuacji, która jest rzutem karnym dla Widzewa w ostatniej akcji meczu. Dlaczego tak nie jest? Na pewno znajdą się wytłumaczenia. Przecież na pewno nie będzie tak, że się przyznają do błędu. A jak już, to będzie to marnym pocieszeniem. To była szansa, żeby ten mecz wygrać – żalił się Serb.

Reklama

Fot. Newspix

27 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
5
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Ekstraklasa

Reklama